Kompromitacja Ekstraligi. Czy tak będzie już zawsze?

autor: krups | 2017-04-16, 20:24 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Kiedy ekipa Unibaksu Toruń zrejterowała w ostatniej chwili podczas finału DMP, myślałem, że długo nie trafi się wydarzenie, które równie destrukcyjnie wpłynie na postrzeganie żużla tak w środowisku ludzi w nim zorientowanych, jak i pobocznych lub zupełnie niezaangażowanych obserwatorów. Tymczasem niewiele czasu upłynęło, by poziom żenady znowu osiągnął niebotyczny poziom, tym razem jednak gałąź została podpiłowana przez tych, którzy całą zabawą zarządzają, do spółki z organizatorami meczów.

Odwołanie meczów, które miały odbyć się w niedzielę i poniedziałek już sobotniego, słonecznego popołudnia, było jawną kpiną z kibiców, którzy wielokrotnie już pojawiali się na stadionach mimo, że prognozy bywały fatalne.

Jaką podstawę odwołania meczu podali włodarze najwyższej polskiej klasy rozgrywkowej? Złe prognozy pogody na niedzielę i poniedziałek. A wystarczyło spojrzeć na sprawdzalność prognoz w dniach wcześniejszych by zauważyć, że ich wiarygodność jest bliska zeru! Otóż, w rejonie Częstochowy padać miało już od środy, tymczasem w miarę upływu kolejnych dni okazywało się, że meteorologia trudną sztuką jest i prognozy równie dobrze mogłyby zostać stworzone z fusów. Do soboty nie spadła nawet kropla. A potem? Owszem, trochę popadało i w sobotę wieczorem, i w niedzielę rano. Były to jednak przelotne opady. Wiatr przegnał chmury, wyszło słońce i tor, który i tak w związku ze statusem meczu "zagrożonego" był przygotowany na przyjęcie wody, mógł się szybko osuszyć.

Słowa te piszę dokładnie o godzinie 16:30, patrząc przez okno na częstochowskie błękitne, lekko zachmurzone niebo, przez które to chmury co chwilę przebija się słońce. Po porannym, porywistym wietrze nie ma już śladu. Warunki do uprawiania żużla są więc świetne. Niska temperatura nie może być argumentem, bo i jaka ona może być na początku kwietnia? Nikt o zdrowych zmysłach nie przychodzi na pierwszy mecz sezonu w krótkich spodenkach. Nie twierdzę oczywiście, że WSZYSTKIE mecze mogłyby się odbyć. Ten jeden konkrenty - mógłby. Gdyby tylko na czele Ekstraligi stali ludzie kompetentni.

Wyszło moi drodzy coś, co bardzo niepokoi: dezorganizacja zamiast organizacji pierwszej kolejki żużlowej Ekstraligi. Osoby odpowiadajace za podjęcie decyzji okazały się być 10-letnimi dziewczynkami, niezdolnymi do podjęcia próby zorganizowania meczu, na który przynajmniej w Częstochowie, czekało mnóstwo osób. Chyba nie trzeba mówić dlaczego.

Mocarstwowe plany Ekstraligi można skwitować powiedzeniem że ta "s*a wyżej, niż ma d**ę". Wzorem piłkarskiej Ligi Mistrzów, postanowiono wszystkie mecze rozłożyć na dwa dni i dwie różne pory tak, by pokazać wszystkie. Tyle, że gdy pojawiła się szansa, że ten plan się nie powiedzie, postanowiono wszystko zburzyć i zostawić tylko jeden mecz, hucznie ogłaszając, że przecież sezon się właśnie zaczął. I tak naprawdę to nie dobro żużlowych fanów (którzy przecież i tak znali prognozy i wiedzieli, że idąc na mecz ryzykują, bo może on zostać odwołany) przeważyło szalę, a telewizja i dyktowane przez nią warunki.

Nie pisałbym tych słów, które pewnie i tak mało kogo zainteresują, gdyby nie obawa, że sytuacja będzie się powtarzać. Przecież jeszcze długo nie zobaczymy w Ekstralidze zjawiska przykrywania wszystkich torów w razie niepewnej pogody. I ponownie, jeśli tylko meteorolodzy będą donosili o możliwości deszczu, to by ograniczyć ryzyko, mecze będą odwoływane w dokładnie taki sam sposób - na dzień lub dwa dni przed wydarzeniem. Bo w słowa skruchy włodarzy, którzy popatrzą na siebie i powiedzą "Panowie, zj***iśmy", po prostu nie wierzę.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.