WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo

China Open: Robertson odarty z marzeń, Ding wyrównał rekord

[tag=14104]Ding Junhui[/tag] po raz kolejnych zachwycił fanów snookera. Chińczyk wygrał piąty w tym sezonie turniej rankingowy, deklasując w finale Neila Robertsona i wyrównując tym samym rekord Stephena Hendry’ego.
Grzegorz Lemański
Grzegorz Lemański

Najbardziej utytułowany snookerzysta w historii przed dwudziestoma czterema laty triumfował w Asian Open, Dubai Classic, Grand Prix, UK Championship i Mistrzostwach Świata, ustanawiając nowy rekord pod względem ilości zwycięstw w jednym sezonie. Osiągnięcia tego nie zdołali poprawić najwięksi współczesnego snookera - Mark Williams, John Higgins czy Ronnie O'Sullivan. Na szczyt, po blisko ćwierć wieku, wspiął się dopiero Ding Junhui, który po zwycięstwach w Shanghai Masters, Indian Open, International Championship i German Masters dołożył właśnie triumf w China Open.

Pojedynek chińskiej gwiazdy z aktualnym numerem 1 światowego rankingu zapowiadał się niezwykle emocjonująco. Przy stole spotkali się bowiem dwaj zawodnicy, którzy w perspektywie całego sezonu prezentowali najwyższą formę. Ding w bezkompromisowy sposób wygrywał turniej za turniejem, Robertson natomiast z dziecinną łatwością wbijał stupunktowe brejki i skompletował potrójną koronę.

W stolicy Chin pełnym blaskiem zaświeciła jednak wyłącznie gwiazda Dinga. Ulubieniec lokalnej publiczności praktycznie zmiótł swojego rywala ze stołu i już w pierwszej sesji zapewnił sobie końcowe zwycięstwo.

W pierwszych dwóch frejmach gra Robertsona ograniczała się wyłącznie do rozbijania i ustawiania odstawnych, a następnie przyglądania się świetnej grze przeciwnika. Najbardziej wymowną statystyką jest fakt, że Australijczyk w tym czasie nie zdołał wbić ani jednej bili. Upragnione wbicie nastąpiło dopiero w trzeciej partii,, którą Robertson przegrał jednak pudłując ostatnią czarną.

Cień nadziei na odrobienie strat pojawił się dopiero w czwartym frejmie, w którym Australijczyk od samego początku był stroną przeważającą. Nie ustrzegł się co prawda kilku banalnych błędów, ale nie przeszkodziły mu one w wypracowaniu bezpiecznej przewagi. Ding próbował jeszcze powrócić do frejma i szukać punktów z fauli, ale ostatecznie sam popełnił dwa błędy i musiał pogodzić się z porażką.

Jak się później okazało, zwycięstwo w czwartej partii było jednym z ostatnich momentów radości dla Australijczyka. Po regulaminowej przerwie Ding włączył bowiem jeszcze wyższy bieg i odskoczył na kilka frejmów, pozostawiając bezradnego Robertsona daleko w tyle. Chińczyk w trzech kolejnych partiach pozwolił rywalowi na wbicie pięciu bil, samemu popisując się okazałą setką. Ostatecznie pierwsza sesja zakończyła się wynikiem 7:2, a Robertsonowi na osłodę pozostał 93. w tym sezonie brejk stupunktowy, który przybliżył go do magicznej granicy stu setek.


Na drugą sesję obaj zawodnicy wyszli już raczej wyłącznie dla zachowania kwestii formalnych, bowiem z pewnością byli świadomi jak zakończy się ten pojedynek. Po sześciu frejmach niezbyt ładnego snookera Ding Junhui mógł wreszcie unieść okazałą paterę za zwycięstwo w China Open, a na jego konto popłynęło 85 tys. funtów. Dzięki wygranej Chińczyk przesunął się także na drugie miejsce w światowym rankingu, wyprzedzając Marka Selby'ego.

Ding Junhui - Neil Robertson 10:5
I sesja:
98-0, 63-0, 67-58, 21-74, 123-0 (119), 110-6, 71-20, 1-102 (102), 71-57
II sesja: 13-63, 125-5 (104), 49-64, 87-0, 9-74, 98-13

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (2):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • Grzegorz Lemański 0
    PTC pierwotnie miało się odbyć w Bankoku, co pozwoliłoby na ograniczenie podróży (World Open, PTC i China Open byłyby praktycznie obok siebie). Ale ostatecznie się nie dogadali i na ostatnią chwilę przenieśli do Europy.
    RedEvil No i osiągnął to. Junhui wyrównał rekord. Na pocieszenie dla Hendry'ego pozostaje fakt, że UK Championship i Mistrzostwo Świata, to jednak zdobycze innego kalibru niż te Chińczyka ;) Pytanie teraz, jak to się odbije na dyspozycji w MŚ. To w sumie jest jakieś chore, że po europejskim Welsh Open trzeba się wieźć do Chin na World Open, wracać do Europy na finały PTC, żeby znów lecieć w zupełnie inną strefę czasową na China Open, po czym szybko wracać do Europy, bo za chwilę zaczynają się Mistrzostwa Świata - kwalifikacje startują przecież już jutro. Jest ktokolwiek zdolny znieść takie skakanie po strefach czasowych? Chyba że, wzorem naszych skoczków, będąc w Chinach zachowywali europejski rytm dnia. Niemniej kilku zawodników, tak dla pewności, postanowiło złapać ból pleców. Ciekawe, czy pozwoli im to dotrzeć do dalszych faz turnieju. Osobiście życzyłbym im tego, żeby dało to nieco do myślenia Hearnowi. Co do samych meczy, i to w całym China Open, nie powiem nic, bo żadnego nie oglądałem. Ale jeśli idzie o MŚ, zamierzam obejrzeć tak wiele spotkań, jak tylko dam radę ;) Większość już niemal wręcza trofeum O'Sullivanowi. Ciekawe, czy Osa faktycznie znów zdominuje każdego przeciwnika, z jakim przypadnie mu grać? Wpadki w finałach PTC nie liczę, bo mecz do czterech wygranych frejmów, to duża różnica względem nawet pierwszej rundy MŚ, gdzie gra się do dziesiątego wygranego. Niemniej odrobina niepewności i świadomość, że Ronniego też da się pokonać - jest.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • RedEvil 0
    No i osiągnął to. Junhui wyrównał rekord. Na pocieszenie dla Hendry'ego pozostaje fakt, że UK Championship i Mistrzostwo Świata, to jednak zdobycze innego kalibru niż te Chińczyka ;) Pytanie teraz, jak to się odbije na dyspozycji w MŚ. To w sumie jest jakieś chore, że po europejskim Welsh Open trzeba się wieźć do Chin na World Open, wracać do Europy na finały PTC, żeby znów lecieć w zupełnie inną strefę czasową na China Open, po czym szybko wracać do Europy, bo za chwilę zaczynają się Mistrzostwa Świata - kwalifikacje startują przecież już jutro. Jest ktokolwiek zdolny znieść takie skakanie po strefach czasowych? Chyba że, wzorem naszych skoczków, będąc w Chinach zachowywali europejski rytm dnia. Niemniej kilku zawodników, tak dla pewności, postanowiło złapać ból pleców. Ciekawe, czy pozwoli im to dotrzeć do dalszych faz turnieju. Osobiście życzyłbym im tego, żeby dało to nieco do myślenia Hearnowi.
    Co do samych meczy, i to w całym China Open, nie powiem nic, bo żadnego nie oglądałem. Ale jeśli idzie o MŚ, zamierzam obejrzeć tak wiele spotkań, jak tylko dam radę ;)
    Większość już niemal wręcza trofeum O'Sullivanowi. Ciekawe, czy Osa faktycznie znów zdominuje każdego przeciwnika, z jakim przypadnie mu grać? Wpadki w finałach PTC nie liczę, bo mecz do czterech wygranych frejmów, to duża różnica względem nawet pierwszej rundy MŚ, gdzie gra się do dziesiątego wygranego. Niemniej odrobina niepewności i świadomość, że Ronniego też da się pokonać - jest.
    [ 1 komentarz w tej dyskusji ] Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (2)
Pokaż więcej komentarzy (2)
Pokaż więcej komentarzy (2)