Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Uli Hoeness i Karl Heinz-Rummenige. Szorstka miłość

Uli Hoeness i Karl-Heinz Rummenigge są jak bracia, którzy ścierają się często, z reguły jak nikt nie widzi, ale którzy zgodnie i czule opiekują się rodzicami, od których wcześniej otrzymali wszystko. Opiekują się Bayernem Monachium.
Piłka Nożna
Piłka Nożna
Karl-Heinz Rummenigge (z lewej) i Uli Hoeness (z prawej) Getty Images / Na zdjęciu: Karl-Heinz Rummenigge (z lewej) i Uli Hoeness (z prawej)


Zbigniew Mucha

Są zawsze, od lat siedzą na trybunach w tym samym miejscu koło siebie. Patrzą na boisko, na piłkarzy w czerwonych koszulkach, na klub, którego historię budowali i w którym nic nie ma prawa się dziać bez ich wiedzy. No i cały czas dyskutują, a może się nawet lekko kłócą.

- Kto krytykuje klub, trenera czy zawodników, będzie miał ze mną do czynienia – oznajmił Rummenigge  tuż po głośnym wywiadzie Roberta Lewandowskiego. Uli Hoeness (w piątek 5 stycznia skończył 65 lat) nic nie musiał oznajmiać, bo on z reguły działa, chociaż wcześniej bywało inaczej – był pierwszą tubą bawarskiego koncernu. On akurat wywiad "Lewego" odebrał jako wyraz troski o klub, a przynajmniej tak powiedział.

Często ostatnio różnił się w opiniach z "Kalle". Pytanie, czy to celowe zagrywki, czy faktycznie mają na wiele spraw różne spojrzenie i zachodzi pewien konflikt kompetencji. Rummenigge woli na przykład zatrudniać gwiazdy, z kolei odkąd znów w klubie jest Uli, pojawiło się w nim więcej Niemców, rozbudowano akademię, a zielone światło dostali wychowankowie. No i trenerem jest Jupp Heynckes, kompan Hoenessa, którego Rummenigge wymienił cztery lata temu na Pepa Guardiolę. Takich rozdźwięków między najsłynniejszymi generałami Bundesligi jest sporo, ale też wciąż znacznie więcej ich łączy, niż dzieli.

Atak albo prawda 

To naturalne, że związek wielkich indywidualności nie może być idylliczny. Świadomie czynią z Bayernu Monachium przedsiębiorstwo doskonale prosperujące i na siebie zarabiające – bez centa długu i cienia wątpliwości, że brakuje im w Niemczech godnej konkurencji. Rummenigge chciałby jednak uczynić z klubu markę globalną, Hoeness ponoć pielęgnuje bawarski rodowód. Zgadzają się co do pryncypiów, różnią drogami dojścia do celu - począwszy od stanu kadry zawodniczej po organizację choćby letnich tournee. Poza tym Uli lubi rządzić autorytarnie. To dlatego najprawdopodobniej rezygnowali z pracy w Monachium Matthias Sammer czy Michael Reschke, a zatrudniony Hasan Salihamidzić raczej na pierwszy plan wysuwać się nie zamierza.

ZOBACZ WIDEO Słupek, poprzeczka i genialne parady bramkarzy - skrót meczu Inter - Lazio [ZDJĘCIA ELEVEN SPORTS 1]

- Jesteśmy z Hoenessem niczym małżeństwo, które wróciło do siebie po separacji i jeszcze nie całkiem się do siebie przyzwyczaiło – barwnie zilustrował relacje obu panów Rummenigge, gdy starszy o trzy lata kolega opuścił więzienne mury. Jak wyglądała życiowa droga obu symboli jednego z największych klubów piłkarskich globu?

Uli musiał zakończyć karierę przedwcześnie. Miał 27 lat, kiedy się poddał, nie dając już rady dłużej walczyć z nawracającą kontuzją. Dzięki temu został najmłodszym dyrektorem w historii Bundesligi, i to w dodatku w Bayernie, który za jego rządów miał wkrótce stać się światowym imperium. To była nowość dla niego i zaskoczenie dla publiki. Nagle musiał zarządzać ludźmi, którzy byli jego kumplami z boiska. Robił to jednak doskonale. Dziś, z bagażem niemal 40-letniego doświadczenia w zarządzaniu klubem, jest niczym rekin, do którego należy cały akwen, mimo że de facto dzielić go musi z równie znakomitym w roli działacza Rummenigge.

Przez lata menedżerskiej kariery człowiek zwany Wielką Gębą skutecznie zapracował na miano gbura. Impertynencją, bezczelnością, spoglądaniem na wszystkich z góry doprowadzał ludzi do furii. Sam również stawał się furiatem, ale tylko wtedy, kiedy ktoś próbował skrzywdzić jego Bayern. Zaczepiał, nacierał, wdeptywał w ziemię w zgodzie z nadanym mu przydomkiem: Abteilung Attacke (Odział Atak), choć sam akurat wolał używać sformułowania: Oddział Prawda.

W słownej jatce czuł się jak ryba w wodzie. I mimo wielu ludzkich odruchów, jakie nabył ponoć "w drugim życiu" (o tym później), nigdy nie porzucił maski Wielkiej Gęby. - Inne kluby są za głupie, by zdobyć mistrzostwo Niemiec - jedna z najsłynniejszych publicznych prowokacji do dziś czyni go człowiekiem poza Monachium znienawidzonym. Po nagłośnieniu afery narkotykowej Christopha Dauma, jeszcze nim ten przyznał się do uzależnienia, menedżer Bayernu był lżony na każdym stadionie, a nawet grożono mu śmiercią.

Powtórnie narodzony

- Człowiek, który był prawie martwy, a dziś nie boi się niczego. Zawsze mówi to, co myśli - napisał Josef Wagner z "Bilda" z okazji 60 urodzin Ulego, choć - jak zastrzegł - tak naprawdę trzydziestych, bo przecież Hoeness urodził się dwa razy.

17 lutego 1982 roku mimo fatalnych warunków pogodowych mały samolocik przedzierał się z Monachium do Hanoweru, gdzie z Portugalią grała reprezentacja RFN. Na pokładzie awionetki były cztery osoby, w tym Hoeness. Około godziny 20 maszyna zniknęła z radarów, a leśniczy zobaczył wybuch na torfowiskach, 15 kilometrów przed Hanowerem. Ekipa ratunkowa, która dotarła dwie godziny później, w rozbitym samolocie znalazła trzy ciała. Hoeness leżał w krzakach z połamanymi żebrami, kończynami, w kiepskim stanie. Ocknął się dopiero w szpitalu, gdzie Rummenigge dotarł prosto ze stadionu, z wygranego meczu reprezentacji. Długo siedział na korytarzu i płakał. Hoeness wykaraskał się z tego, a 17 lutego od tej pory był obchodzony przez niego jako dzień powtórnych narodzin do czasu, gdy w końcu uznał, że głupotą jest celebrowanie dnia, w którym zginęły trzy inne osoby i jedyne, czego się od tej pory trzyma, to zwyczaju zajmowania miejsca w samolocie z tyłu, po prawej stronie. To właśnie tam przesiadł się zaraz po starcie dwusilnikowego piper seneca…

Po tym wypadku coś się zmieniło, przede wszystkim w samym Hoenessie. O tym się głośno nie mówi, nie uwypukla, ale Bayern pod jego rządami nazywany bywa organizacją dobroczynną, o czym przypomniał Ulrich Hesse w książce "Tor". To właśnie Bayern organizuje zrzutki dla potrzebujących, przede wszystkim swoich byłych piłkarzy, nie jest korporacją, ale ludzką, rodzinną firmą. Żaden klub nie rozgrywa też tylu meczów dobroczynnych. Sam Hoeness również nigdy nie zostawia swoich ludzi w potrzebie. Ciężko kontuzjowanym daje odprawy, Gerda Muellera wydobył z alkoholowego nałogu, Mehmeta Scholla gościł długo w domu, gdy ten potrzebował opieki psychologicznej.

Halo, mówi Uli 

Kiedy musiał w młodym wieku zakończyć karierę, nikt specjalnie za nim nie płakał. Od dziecka chyba nie był specjalnie lubiany. Zawsze prymus, zawsze na pierwszym miejscu, kapitan młodzieżówki, szef szkolnej gazetki, zdjęcia ze ślubu zaoferował mediom za 25 tysięcy marek, a kiedy podpisał kontrakt z Bayernem, zadzwonił do największej gazety w rodzinnym Ulm, by o tym osobiście poinformować. Nie zostawiał niczego przypadkowi. Pod tym względem Kalle był znacznie skromniejszy, można nawet rzec, że wyciszony, choć na początku lat 80. zyskał status gwiazdy i zarazem dowódcy drużyny, jakim Uli nigdy się nie cieszył. Ale tamten miał niewątpliwy talent organizacyjny. - Gdyby nie on, nie zarobiłbym w życiu grosza poza boiskiem. Nie do wiary, jak Uli Hoeness wpada na pomysły, co jeszcze można przekształcić w biznes -miał powiedzieć kiedyś Paul Breitner ("Tor").

Po trupach do celu. Pycha i pewność siebie dwudziestoparolatka drażniły nawet kolegów w Bayernie. Guenter Netzer nazwał go bandytą, bo ponoć Uli w meczu towarzyskim reprezentacji celowo tak grał, by gwiazdor Borussii Moenchengladbach wypadł jak najgorzej i nie załapał się do kadry na finały mistrzostw świata. Nie wszystkim naturalnie przypadło do gustu, że to właśnie nielubiany od zawsze szczaw został dyrektorem generalnym Dumy Bawarii. Ale kto się do tego lepiej nadawał, jeśli nie facet, który będąc jeszcze piłkarzem, załatwił Bayernowi – jak podaje "Die Welt" – sponsora na koszulkach i dzięki pieniądzom od fabryki traktorów Magirus Deutz udało się wykupić z Eintrachtu Brunszwik Paula Breitnera, oczywiście dobrego druha Ulego.

Czy Bayern Monachium wygra w tym roku Ligę Mistrzów?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Piłkę Nożną na Facebooku
Zgłoś błąd
Piłka Nożna

Komentarze (1):

  • Rysiek Stankiewicz Zgłoś komentarz
    Tych dwóch panów łączy też przygoda z prokuratorem, Uli Hoeness siedział a Rummenige musiał zapłacić 300 000 euro grzywny bo przemycał z Dubaju dwa Rolexy, niedrogie , cło by
    Czytaj całość
    wynosiło tylko 2500 euro , Karl Heinz zapłacił bo inaczej by pół roku siedział w przypadku zmiany grzywny na areszt , w prasie śmiali się z niego, że w Monachium by go taniej wyniosło kupno tych Rolexów, nieszczęścia chodzą parami
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×