Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Jury w Pucharze Świata igra z losem. Opieszałe decyzje stwarzają niebezpieczeństwo

Jury znowu zabrakło wyczucia. Kamil Stoch przy huraganie pod narty, z wysokiego najazdu, ledwo ustał rekordowy skok w Sapporo. To nie pierwszy raz, gdy kierownictwo Pucharu Świata postępuje nieroztropnie, nie potrafi skorzystać z dostępnych opcji.
Marcin Górczyński
Marcin Górczyński
Kamil Stoch Getty Images / Matt Roberts / Na zdjęciu: Kamil Stoch

W Sapporo jury przysnęło i zignorowało poprawiające się warunki. Czołowa dziesiątka skakała przy mocnym wietrze, a reakcję spowodował dopiero niebezpieczny lot Kamila Stocha.

Zapalić mistrzowi olimpijskiemu zielone światło przy tak mocnych podmuchach pod narty to zupełna lekkomyślność, a raczej bezmyślność. Gdyby trafiło na mniej doświadczonego skoczka w dobrej formie, mogłoby skończyć się tragicznie. Polak spadł z ogromnej wysokości, jakimś cudem wytrzymał obciążenia i wylądował w całkiem niezłym stylu jak na odległość 148,5 m. Po chwili głęboko odetchnął i z wrażenia złapał się za serce. Rekordowy skok, jeden z najdłuższych w historii obiektów uznawanych za duże, dał mu drugie miejsce w konkursie.

Do takiej sytuacji w ogóle nie powinno jednak dojść. Długość najazdu zmniejszono wprawdzie o dwa stopnie, ale nie bezpośrednio po brawurowym skoku, w takich okolicznościach puszczono jeszcze mocnego w tym sezonie Romana Koudelkę (137 m). Zamiast obniżyć belkę przed Stochem albo wstrzymać konkurs na kilkadziesiąt sekund, kierownictwo czekało nie wiadomo na co. Aż Polak czy inny zawodnik połamią sobie nogi? W sezonie 2018/19 jest już jedna ofiara opieszałości.

ZOBACZ WIDEO Trzeci weekend PŚ w skokach w Polsce? Hofer ocenił szanse

Kilka dni wcześniej w Zakopanem Niemiec David Siegel pofrunął na 142,5 m i nie wytrzymał przeciążeń. W efekcie nastolatek uszkodził więzadła krzyżowe w kolanie i co najmniej do lata nie wróci do treningów. Jego trener Werner Schuster był wściekły: - Oczywiście David też popełnił błąd, ale to jury odpowiada za bezpieczeństwo zawodników i powinno wcześniej skrócić rozbieg. 

Rekordowy skok na Wielkiej Krokwi (143,5 m) odczuły też kolana Dawida Kubackiego. Na początku sezonu przyzwolenie na niebezpieczne loty dostał Ryoyu Kobayashi, choć całe szczęście, że trener Hideharu Miyahira wykazywał się zdrowym rozsądkiem i wnioskował o zmianę platformy (a miał na to niewiele czasu).

Walter Hofer i jego ekipa nie wyciągają wniosków ze swoich poczynań. Dysponują najważniejszym narzędziem, od kilku lat mogą żonglować belką w zależności od warunków, nie potrafią jednak z tego odpowiednio skorzystać. Do sezonu 2009/10 (z nielicznymi wyjątkami) manipulacje w trakcie trwania serii były zakazane, dlatego jury profilaktycznie ustawiało platformę startową bardzo nisko. Czasem nawet to nie wystarczyło. W obawie o zdrowie najlepszych podejmowano decyzję o powtórzeniu konkursu z jeszcze niższego rozbiegu, przykładowo po 3/4 stawki. Zmagania przeciągały się w nieskończoność, a i tak nie obyło się bez groźnych momentów.

Gregor Schlierenzauer w sezonie 2008/09 niepodzielnie panował na skoczniach, wyznaczał nowe granice. Podczas próby przedolimpijskiej w Whistler uzyskał niebotyczne 149,5 m, a kilka tygodni później w Vikersund o mało nie zrobił sobie krzywdy. W konkursie drużynowym, przy mocnym wietrze, najazd był zdecydowanie za długi. Austriak upadł przy lądowaniu na 224 m, czyli poza wszelkimi barierami na skoczni. Wówczas na tym obiekcie wyniki ponad 215 m były wyczynem. Szybko otrzepał się i ostentacyjnie popukał się w głowę, pokazując, co myśli o jury.

Do manifestacji w tym sezonie jeszcze nie doszło, ale kolejne nieroztropne posunięcia mogą się spotkać z takim odbiorem. Przesuwanie pozycji startowe częściej wypacza wyniki niż ratuje skoczków przed niebezpieczeństwem. Przykładowo w Sapporo skrócili długość najazdu w momencie, gdy wiatr... znacznie osłabł. Stefan Kraft skoczył w sumie zdecydowanie bliżej od Stocha, za to dzięki rekompensacie za rozbieg i mniejszej liczbie odjętych punktów za wiatr zdecydowanie pokonał Polaka. Absurd.

Czy jesteś zwolennikiem przeliczników za wiatr i rozbieg?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Sporty Zimowe na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (4):

  • Wiatrak Skoków Zgłoś komentarz
    Już nie bądźmy hipokrytami. Kamil wygrał konkurs na dużej skoczni w Pjongczang dzięki punktom za wiatr, bo Wellinger w obu seriach skoczył dalej, a że tutaj akurat było na korzyść
    Czytaj całość
    Krafta to już inna sprawa. Po prostu takie są skoki. Zakładam, że jakby Stoch zwyciężył z Kraftem o np. 0,5 pkt. i to Austriacy by mieli pretensje o przeliczniki to większość tych, z których teraz je krytykuje, by mówili coś w stylu: "Po prostu był taki wiatr. Co ja poradzę?".
    • Darek Oko Zgłoś komentarz
      Z punktacją to Kamila skrzywdzili jak można na płaskim terenie wylądować telemarkiem. Stefan Kraft dwa skoki krócej skoczył i wygrał. Te przeliczniki za wiatr to nie wierzę.
      • Andrzej Panasiuk Zgłoś komentarz
        Kilkanaście sekund tak, ale do wylądowania! Do wybicia z progu jakieś pięć i lot około dziewięciu. Wtedy by się wszystko zgadzało... A co do samych warunków, nie będę polemizował,
        Czytaj całość
        bowiem na żywo nie oglądałem transmisji, a z powtórki wynikało że było OK.
        • Rychu GKM Zgłoś komentarz
          Brednie pseudo dziennikarzyny! O ile w Zakopanem belka rzeczywiście była za wysoko to w Japonii wszystko było OK. Stoch wcale nie otrzymał zielonego światła przy wietrze 2 metry pod narty.
          Czytaj całość
          Wiatr był znacznie mniejszy. Problem w tym, że po zapaleniu zielonego światła nagle zaczęło mocno wiać. Przypomnę, że od zapalenia światła do wybicia skoczka z progu mija kilkanaście sekund
          Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
          ×
          Sport na ×