Do Monachium przyjechali czołowi zawodnicy z całego świata. Trasa wytyczona jest wokół jeziora u podnóża charakterystycznego wzgórza i wzdłuż ogrodzenia z igrzysk 1972 roku. Organizatorzy przewidują nawet 20 tys. widzów, co ma pokazać potencjał widowiskowy biathlonu poza zimą.
Zawody rozgrywane są na sześć tygodni przed inauguracją śnieżnego Pucharu Świata w Oestersund. Jak podaje Polska Agencja Prasowa, Międzynarodowa Unia Biathlonu sprawdza, czy rywalizacja na nartorolkach może stać się realnym zabezpieczeniem w razie braku śniegu. Nowy format ma łączyć dynamikę sprintu z intensywnym strzelaniem, by utrzymać poziom emocji znany z zimowych startów.
ZOBACZ WIDEO: Gdzie jest granica wieku w wyścigach samochodowych? "Ona się przesuwa"
Harmonogram przewiduje cztery serie po 15 zawodników. Każda obejmuje trzy pętle i dwa podejścia na strzelnicy. Do finału wejdą trzej najlepsi z każdej serii oraz trzech z najlepszymi czasami. W decydującym wyścigu zawodnicy pokonają pięć pętli i czterokrotnie zameldują się na strzelnicy. Pętla liczy 1,8 km, a runda karna 60 m, co ma premiować precyzję i wysokie tempo.
- Biathlon nadal postrzegamy jako sport zimowy. Ta pora roku pozostaje naszym głównym celem. Chcemy jednak przygotować się na wypadek, gdyby zabrakło śniegu. Dzięki nartorolkom mamy alternatywę - wyjaśnił Daniel Boehm, były mistrz olimpijski i obecnie dyrektor sportowy IBU.
Format i termin budzą dyskusje, szczególnie w sezonie olimpijskim. Zwolennicy podkreślają jednak, że próba w Monachium to inwestycja w przyszłość dyscypliny, która mierzy się z coraz krótszymi zimami. Rywalizacja na nartorolkach ma być kołem ratunkowym, nie zamiennikiem klasycznych nart.