Trzy złote medale mistrzostw Europy juniorów, dwa złota Olimpijskiego Festiwalu Młodzieży Europy, srebro mistrzostw świata juniorów młodszych i brąz mistrzostw świata juniorów - to dorobek Grzegorza Galicy z zeszłego sezonu. Siedem krążków w ciągu kilku tygodni sprawiło, że w środowisku biathlonowym zaczęto mówić o wielkim talencie z Polski.
Galica do tej pory startował w zawodach juniorskich lub zapleczu Pucharu Świata. W nim zadebiutował 12 grudnia. I był to debiut wymarzony. W sprincie na dystansie 10 km zaliczył dwa bezbłędne strzelania. Na mecie miał 24. czas. W wywiadzie udzielonym TVP Sport z trudem opanował wzruszenie.
ZOBACZ WIDEO: "Jakie są polskie skoki po PŚ w Wiśle?". Tak odpowiada ekspert
- Ciężko mi coś powiedzieć. Początek sezonu był jaki był. Nie dość ze to debiut, to jeszcze spełnienie marzeń. Dodatkowo dwa zera, ciężko mówić - podsumował ze łzami w oczach Galica.
- Nic tylko się cieszyć. To są łzy szczęścia, bo sam się tego nie spodziewałem. Bałem się tego czasu po początku sezonu. Dowiozłem i tylko się cieszyć - dodał Galica.
Przed tym sezonem Polacy rozpoczęli współpracę z utytułowanym trenerem Urosem Velepecem. Pierwsze efekty są już widoczne.
- Bardzo dużo mu zawdzięczam, bez niego by mnie tu nie było. To, co przetrenowaliśmy w tym roku było niesamowite. Bardzo mu ufam. To dla mnie pewien autorytet. Trener to jedno, ale chciałbym powiedzieć o trenerach Szczepaniaku i Pawlikowskim, którzy mnie nauczyli biathlonu na poziomie światowym. Gdyby nie ci ludzie, to by mnie tutaj nie było - dodał.
W sobotę Galica weźmie udział w biegu pościgowym, a w niedzielę w sztafecie. Jak podchodzi do tych startów? - Muszę ochłonąć po tym biegu, a co będzie w sobotę i niedzielę, to na później sobie zostawiam - stwierdził.