KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Weronika Nowakowska: Byłam w potrzasku. Hejterzy kopali leżącego

Kamil Kołsut
Kamil Kołsut

Miała pani więcej wzlotów czy upadków?

Czuję dziś w życiu równowagę, więc pewnie tyle samo. Podczas spotkań z młodzieżą opowiadam o tym, że byłam trzy razy na igrzyskach olimpijskich i zdobywałam medale mistrzostw świata oraz mistrzostw Europy, a nie że nigdy nie wygrałam zawodów Pucharu Świata. Trzeba ponieść w sporcie dużo porażek, żeby raz zwyciężyć. Nie ma innej drogi do sukcesu. Sport ma też charakter wychowawczy. Nawet, jeśli człowiek kończy przygodę wcześnie, to zyskuje, nabiera pewnych cech charakteru. Nie znam sportowca, który źle skończył. Wszyscy mają fajne rodziny, prace i dobrze sobie w życiu radzą.

Często chciała pani kończyć karierę?

Co trzeci dzień. A naprawdę trudne momenty miałam dwa. Najpierw tuż po maturze, kiedy musiałam podjąć decyzję w sprawie przyszłości. O krok od zakończenia kariery byłam też po igrzyskach w Soczi. Nie miałam satysfakcjonujących wyników, nie zdobywałam medali. Myślałam sobie: "Jestem młoda, mogę robić wiele rzeczy, nie chcę poświęcać życia dla sportu".

Kto panią przekonał do zmiany zdania?

Trener Adam Kołodziejczyk. Powiedział: "Jeśli teraz zakończysz karierę, to jesteś głupia!". Uświadomił mi, że po latach ciężkiej pracy mam świetne parametry, najwyższe w karierze. Nie zdobyłam wprawdzie medalu w Soczi, ale zabrakło niewiele i kończenie ze sportem byłoby głupotą. Uznałam, ze spróbuję. Kolejny rok miałam najlepszy w karierze.

Trener Kołodziejczyk to trudna postać.

Wprowadził w Polsce bardzo wysoką jakość analizy i teorii treningu. Dużo mnie nauczył. Jest jednak absolutnym teoretykiem. Podczas naszej współpracy pomijał dużo ważnych kwestii, na których się nie znał i nie chciał ich oddać komuś innemu. Mogłyśmy przecież pracować z coachem, psychologiem. Miałam o to do niego dużo żalu. Był trudny w kontaktach międzyludzkich. 

Potrafił wbić człowieka w ziemię?

Mówił rzeczy, których nie powinien. Zdarzało mu się wytknąć zawodniczce, że już nie będzie lepiej biegać czy strzelać. Jego teorie były często sprzeczne z rzeczywistością. Pięć lat temu wmawiał Krysi Guzik, że już nic nie osiągnie, bo jest za stara, a ona rok później miała sezon życia. Podobnie było z Magdaleną Gwizdoń. Biathlon to złożony sport. Zawsze można coś poprawić, udoskonalić. Kiedy Ole Einar Bjoerndalen wiedział, że nie poprawi już wydolności, to szukał rezerw w innych elementach. A trener wytykał komuś, że jest za stary i uważał, że nie powiedział nic złego. Każdy sportowiec musi umieć motywować się sam, ale każdy jest też człowiekiem i zdarzają mu się gorsze chwile. Trudno jest pracować, kiedy nawet trener w ciebie nie wierzy.

Można powiedzieć, że pogrzebał czyjąś pracę, dobre wyniki?

Myślę, że sam zdaje sobie z tego sprawę. W sporcie bardzo ważna jest świadomość i umiejętność odpowiedniego ukierunkowania energii. On jej nie miał. Długo go tego uczyłyśmy, nieraz płacząc, krzycząc. Dziś podobno zmienił się na lepsze. Trzymam za niego kciuki, bo to wartościowa postać.

Na wieść o planowanej ciąży trener nazwał panią "durną".

Teraz się z tego śmieję, choć wtedy miałam mieszane uczucia. We wrześniu postanowiłam, że robię rok przerwy. Spróbuję zajść w ciążę. A nawet, jak się nie uda, to i tak muszę odpocząć. Potrzebowałam tego. Wszystko się ułożyło, zaszłam w ciążę, nawet bliźniaczą.

Wróciła pani do sportu. Heroiczny wyczyn.

Podziwiam każdą kobietę, która po ciąży decyduje się na powrót do sportu. To jest temat na dobrą książkę motywacyjną. Gdybym miała wskazać moje największe życiowe sukcesy, to na pierwszym miejscu byłaby rodzina, a na drugim to, że udało mi się wrócić do zawodowego sportu.

Często słyszała pani, że nie da rady?

Wielu ludzi uważało, że nie wytrzymam.

Polski Komitet Olimpijski odmówił pani wsparcia.

Chodziło o stypendium solidarności olimpijskiej. To wsparcie dla sportowców, którzy nie mają jeszcze minimum na igrzyska, ale mogę je zdobyć. Ktoś najwyraźniej uznał, że jako matka bliźniaków nie mam szans pojechać do Pjongczangu. W sezonie 2016/17 nie wystartowałam na imprezie głównej, więc nie mogłam liczyć na wsparcie ministerialne. Pomógł mi Polski Związek Biathlonu. Władze od maja przyznały mi stypendium równoważne z tym, jakie za zajęcie ósmego miejsca na mistrzostwach świata miały dziewczyny ze sztafety.

Zaczęło się cygańskie życie.

Zabierałam dzieci na większość zawodów. Poukładanie tego było prawdziwym wyzwaniem. Finansowanie, zakwaterowanie, przejazdy, opieka... Bywało tak, że po ciężko przepracowanym zgrupowaniu sadzałam w samochodzie dwie babcie z "Groszkami", sama wskakiwałam za kierownicę i nocą jechałam do domu. Nie było mnie stać na kierowcę. Mój partner Szymon pomagał mi, kiedy tylko mógł, ale też miał życie zawodowe. Nie było tak, że Wera wraca na igrzyska, to wszyscy na baczność i nic innego się nie liczy. Stanęłam przez niesamowitym wyzwaniem. Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy chcieli pomóc. Dziś bym tego nie powtórzyła. Nie miałabym siły.

Mocno otworzyła się pani wówczas przed kibicami.

Byłam bardzo aktywna w mediach społecznościowych. Pokazywałam rodzinę, dzieci, dzieliłam się codziennymi trudami. Poruszyłam dzięki temu dziesiątki kobiet, które postanowiły zawiesić zawodowe kariery i powalczyć o siebie, o swoje marzenia. Dostawałam dużo wiadomości, podziękowań. Świadomość, że moja historia dała komuś motywację oraz siłę, to dla mnie ogromna nagroda.

Jak poznaliście się z Szymonem?

Niewinnie, w klinice doktora Krzysztofa Ficka. On był tam jako fizjoterapeuta, ja jako zawodniczka. Nic nie wskazywało, że może być z tego coś więcej.

Tryb życia sportowca nie sprzyja budowaniu związków. Długo się docieraliście?

Kiedy wyczułam, że smali do mnie cholewki, powiedziałam, żeby od razu odpuścił, bo chcę być sama. A on powtarzał, że niczego ode mnie nie chce, chodzi tylko o wspólny obiad, koleżeński kontakt. Nie miał oczekiwań i to było świetne. Jego towarzystwo sprawiało mi przyjemność, zaczęliśmy się świetnie dogadywać. Pracował na dwa etaty: jako fizjoterapeuta i trener badmintona. Doskonale rozumiał, że muszę często wyjeżdżać. Miłość do sportu nas połączyła. Od nikogo nie otrzymałam wcześniej tyle zrozumienia i wsparcia.

Ostrożność była wynikiem poprzedniego, nieudanego związku?

Skończyły się igrzyska w Soczi. Nie wiedziałam, czego chcę, musiałam sobie poukładać w głowie pewne rzeczy. Nie miałam ochoty na związki, ale życie to zweryfikowało. Cieszę się, że odważyłam się wówczas dać Szymonowi szansę. I dać sobie szansę na szczęście.

Powiedziała pani kiedyś Patrykowi Mirosławskiemu, że "niespełnione marzenia też są fajne". Dziś wciąż się pani pod tym podpisuje?

Spełnianie marzeń jest świetne, ale najfajniejsza jest droga do nich. Moim zdaniem najważniejsze jest działanie, ono decyduje o jakoś naszego życia. Wracam czasem do dzieciństwa: chodziłam na kółko teatralne, taneczne, plastyczne. Na śpiew, na gitarę, do tego doszedł sport. Mama mówiła, że jestem szalona. A ja biegałam z zajęć na zajęcia, organizowałam sobie czas. To były epizody, ale na przykład za sprawą zajęć teatralnych mam dziś niezłą dykcję, umiem się wypowiedzieć i pracuję jako komentator. Wszystko dzięki temu, że wprawiłam kiedyś energię w ruch. Martwi mnie, kiedy ktoś mówi, że się nudzi. Mi się nigdy nie nudzi, zawsze jest coś do zrobienia.

Po zakończeniu kariery miała pani miękkie lądowanie?

Przygotowałam się na odejście ze sportu. Wiedziałam, że nie będę tylko siedzieć w domu i zajmować się dziećmi. Nosi mnie, lubię wyzwanie. Obecnie koncentruję się na pracy w telewizji, trzy weekendy w miesiącu spędzam w Warszawie. Mam też wiele innych pomysłów. Interesuje mnie coaching, może zostanę mówcą motywacyjnym.

Sportowcy mają łatwiej, bo sukces mówi za nich.

Zdecydowanie tak.

Jest pani sportowcem spełnionym?

Jestem zadowolona z mojej kariery. Patrząc na Justynę Kowalczyk mogę oczywiście powiedzieć, że moje osiągnięcia nie są zbyt imponujące. Z drugiej strony wychowałam się w skromnej rodzinie. Było nas w domu czworo, rodzice ciężko pracowali. Mama jako kucharka, tata jako stolarz. Nauczyłam się dzięki temu ciężkiej pracy i później łatwiej było mi znieść wyrzeczenia, jakie niesie ze sobą życie sportowca. Trafiłam na wielkie biathlonowe trasy jako dzieciak z małego miasta! Dziś jestem z tego dumna. Czuję się spełniona.

Jako człowiek też?

Mam fajne życie zawodowe, fantastycznego partnera, cudowną rodzinę, a przed sobą długą listę celów oraz marzeń. W tym roku skończę trzydzieści trzy lata. Czuję, że mogę się poklepać po ramieniu i powiedzieć: "dobra robota". Wiadomo, że mogłam zrobić parę rzeczy inaczej, uniknąć kilku poważnych błędów. Nie spełniłam wszystkich marzeń. O wszystkie było jednak warto walczyć.

Autor na Twitterze:

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna
Komentarze (33)
  • jotwu Zgłoś komentarz
    Pani Weroniko,a jak nazwać pani słowa; w d. byłeś i g. widzialeś? A potem się pani dziwi,że internauci mocno skrytykowali.Najpierw trzeba samemu przestrzegać zasad,a potem tego wymagać
    Czytaj całość
    od innych.
    • przemop33 Zgłoś komentarz
      Zawodnika bronią wyniki a w tym przypadku tych nie było . Na dziewięć lat startów w PŚ tylko sezon 2014/15 z dwoma medalami na MŚ można zaliczyć do udanych , trochę mało . Skończyła
      Czytaj całość
      z kadrą tak jak skończyła i temat zostawić a nie odkurzać .
      • Leonidas spod Termopil 1 Zgłoś komentarz
        Pani Nowakowska jest pani mistrzyni w żaleniu się. dostaje pani medal olimpijski w tej konkurenci. Czy jest już pani content?
        • Janusz Maciejewski Zgłoś komentarz
          Szanowna pani , jestem bratankiem pierwszego powojennego , polskiego mistrza Europy w boksie z Oslo 1949 roku , a olimpijczyka z Londynu roku 1948 ; moim skromnym zdaniem idee które głosił
          Czytaj całość
          baron Pierre de Coubertin zniszczyła wszechobecna w sporcie mamona , wuj mój za udział w Igrzyskach olimpijskich otrzymał reprezentacyjny garnitur , w obecnych czasach idee sportu zabija parcie na wyniki za wszelką cenę vs Lance Armstrong i inni "ogrzewający" się przy koksownikach !!!
          • Marianek07 Zgłoś komentarz
            Szanowna Pani. Nie jestem hejterem i nie jestem juz młody. Zdania jednak nie zmienię. Powiem tak: "gówno pani pokazała i gówno zdobyła" żałuję, że nie pojechała zamiast pani
            Czytaj całość
            młodzież. Zapomniała pani, ze reprezentuje Polskę, ma orzełka na piersi i takie wypowiedzi to zwykłe chamstwo, kompromitacja pani osoby. Zwykła smarkula potrafiłaby się lepiej zachować. Pani daruje sobie już te wypociny. Wstyd mi, że mnie pani reprezentowała. Niestety zapomniała pani o tym , że jest pani reprezentantką i nie pojechała pani tam za swoje i dla swojego widzimisię. Mam ponad 50 lat i "gówno" jak pani to ujęła pani dla mnie znaczy. czerwona kartka.
            • Andrzej Król Zgłoś komentarz
              Wmówili wam że macie wolność a to jest zwykła manipulacja słowami. A teraz napisze coś co może wielu z was oburzyć, ja za komuny miałem więcej swobód obywatelskich niż w obecnych
              Czytaj całość
              czasach i możecie sobie kwiczeć ale tak uważam i mogę na ten temat dyskutować i obronić swoje zdanie.
              • zgryźliwy Zgłoś komentarz
                To, co mi się u tej pani bardzo nie podoba, to przyjęta przez nią linia obrony za sławny już jej bieg w sztafecie, kiedy spadła z pierwszego miejsca poza podium. Rozumiem, była słabsza
                Czytaj całość
                od przeciwniczek (ostatnia zmiana, biegną najlepsze), ale w jednym z wywiadów wskazywała po nazwisku "koleżankę" ze sztafety, mówiąc, że przecież tamta była najsłabsza , nie ona, wystarczy porównać czasy. Nawet jeśli tak było, to broniąc się, zachowała się bez klasy.
                • Jan11 Zgłoś komentarz
                  Każdy ma prawo zdobyć kwalifikację w kraju i jechać na IO. Jak minimum jest niskie, nie pozwalające walczyć np o pierwszą dziesiątkę na IO, to przygotowania mogą być prowadzone na
                  Czytaj całość
                  koszt własny zawodnika. I nikt nie ma prawa nic złego powiedzieć takiej osobie. Oczywiście życzę sobie i wszystkim, żeby związki sportowe były bardzo liczne, a zawodnicy startujące w mistrzostwach polski reprezentowali poziom mistrzowski.
                  • Darek Pol Zgłoś komentarz
                    Moment,moment....Nic nie zdobyła,nawet nie miała najmniejszych szans żeby coś osiągnąć i utrzymuje ,że pojachała na IO ....... Dziewczyno ogarnij się!!!! Jak nie ma szans na pierwszą
                    Czytaj całość
                    trójke to niby w jakim celu tam jedziesz??? Hipokrytka przez duże "H" ...... Żałosna lala bez ambicji
                    • Kri100 Zgłoś komentarz
                      Trzymaj się, Weronika. Życie nie kończy się na sporcie i kibicach.
                      • Krzysztof Czapliński Zgłoś komentarz
                        o ile dobrze pamiętam to kiedyś Artur Partyka miał wielkie szanse nawet na złoto ale tuz przed olimpiadą stracił formę więc zrezygnował z występów na IO i chwała mu za to bo
                        Czytaj całość
                        potrafił się przyznać do tego ze nie da rady i nie chciał jechać na wycieczkę i gdyby ta pani będąc w słabej formie postąpiła podobnie to zadnych hejtów by nie było i aby reprezentować kraj to trzeba trzymać jakiś poziom a jak się nie ma formy to nie ma się co pchac i zabierać miejsce innym a na wycieczkę to mogła sobie pojechać za swoje
                        • grubas ket Zgłoś komentarz
                          Ma dziewczyna rację. Poziom hejtu pojawiającego na łamach SF jest żenujący. Kiedy czytam opinie rynsztokowych hejterów np. o Robercie Lewandowskim gdzie określenie "drewno" to niemal
                          Czytaj całość
                          komplement to zastanawiam się kim jesteś człowieku ? Kto daje ci prawo byś z poziomu osiedlowego śmietnika obrażał piłkarza , który osiągnął najwięcej w historii tej dyscypliny sportu w Polsce? Serdecznie pozdrawiam p. Weronikę.
                          • mektub Zgłoś komentarz
                            Dajcie jej spokój. Wystarczającą karą jest dla niej świadomość że zawaliła koleżankom (i sobie też) dożywotnią emeryturę, medal na pamiątke i miejsce w historii. Musi z tym kobita
                            Czytaj całość
                            żyć do końca życia...współczuje. Inna sprawa że Weronika jest ładna, miła elokwentna i sobie w życiu poradzi bez tych gratyfikacji. Teraz np robi kariere w w Polsacie jako komentator. Wątpie żeby pozostałe dziewczyny miały tyle szczęscia w przyszłości...
                            Zobacz więcej komentarzy (2)
                            Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                            ×