Swoją przygodę z boksem Henryk Szymkowiak rozpoczął w Stali Grudziądz. Potem reprezentował barwy Zawiszy Bydgoszcz i Wybrzeża Gdańsk. W latach 60. XX wieku brał udział w różnych obozach czy zgrupowaniach. Jego niespodziewany talent zauważył Feliks Stamm.
Jak wyjawił Szymkowiak w rozmowie z Interią, pewnego dnia został wydalony z obozu w Cetniewie z powodu nadużywania alkoholu. W 1967 roku zdecydował się opuścić Polskę i udać się do Szwecji. Liczył, że w Skandynawii rozwinie się jego bokserska kariera. Tymczasem po wygraniu kilku walk wszystko stanęło.
ZOBACZ WIDEO: Kołecki skomentował Adamka we freak fightach. "Było mi przykro"
Obecnie Szymkowiak liczy sobie 82 lata. Mieszka wraz z żoną w Szwecji. Jego spokojną starość zakłóciła diagnoza, którą poznał kilka miesięcy temu.
- Zachorowałem na raka. Mam nowotwór na jelitach i przerzut na płuca. Jestem teraz na chemii i po tym, jak przyjmuję dawkę leków, czuję się źle. Przy czym polip na jelicie grubym zmniejszył się o 50 procent, z kolei plama na płucu, która miała półtora centymetra średnicy, również zmalała o połowę - powiedział Szymkowiak dziennikarzowi Arturowi Gacowi.
Nasz były pięściarz przekazał, że "lekarze są na dobrej drodze". On sam zdaje sobie jednak sprawę z tego, że ze względu na wiek nie wróci już do pełnego zdrowia.
Tymczasem syn Szymkowiaka pracuje dla prawdziwej legendy sportu. Jest bowiem związany z osobą Mike'a Tysona, któremu pomaga w różnych codziennych sprawach.