Szkot Cameron Menzies, obecnie 26. w rankingu światowym, prowadził w tym spotkaniu 2:1 w setach. 20-letni Charlie Manby wrócił jednak do gry i nie tylko nawiązał walkę, ale też odwrócił losy tego meczu. Anglik wygraną 3:2 zapewnił sobie po kuriozalnym legu, w którym obaj zawodnicy mieli problemy ze skutecznością.
Manby ostatecznie okazał się lepszy w tej wojnie nerwów i zameldował się w drugiej rundzie mistrzostw świata PDC. Radość młodego zawodnika była uzasadniona. W debiucie na najważniejszej darterskiej imprezie wyeliminował rozstawionego rywala i wywalczył przepustkę do kolejnej fazy.
ZOBACZ WIDEO: Jakub Kiwior i jego żona zachwycili. Nagranie robi wrażenie
W zupełnie innym nastroju był Menzies. 36-latek już po ostatniej wizycie przy tarczy czuł, że to mogły być jego ostatnie lotki na tej imprezie. Po zakończeniu meczu frustracja wzięła górę. Szkot trzykrotnie uderzył w stół, zrzucając z niego butelki z wodą. Przy tym rozciął sobie dłoń, z której polała się krew. Zgromadzona w Alexandra Palace publiczność wybuczała jego reakcję.
Menzies próbował później uspokoić sytuację i przeprosił za ten incydent, tłumacząc się stresem oraz osobistymi problemami. "Przede wszystkim chciałbym przeprosić za to, co się stało. Przepraszam, że zareagowałem w taki sposób. To nie jest wymówka, ale ostatnio miałem mnóstwo spraw na głowie i chyba to wszystko mnie za bardzo przytłoczyło" - napisał w oświadczeniu.
Szkot nawiązał również do rywala. "Nie chcę, aby to cokolwiek odbierało z osiągnięcia Charliego. Zagrał świetnie, zasłużył na wygraną" - podkreślił Menzies, który po raz drugi z rzędu odpadł z MŚ już na etapie pierwszej rundy.