11 grudnia w londyńskim Alexandra Palace rozpoczęły się mistrzostwa świata PDC w darcie. W tej wyjątkowej imprezie biorą udział zarówno w pełni profesjonalni zawodnicy, jak i gracze przeplatający występy w turniejach z pracą na etacie. Do tej drugiej grupy należy 47-letni Alan Soutar.
Mieszkaniec szkockiego Dundee od czterech lat startuje w zawodowych turniejach. Mimo to ani myśli rezygnować ze swojej pracy w straży pożarnej. Zresztą, aby móc wystartować w Alexandra Palace, musiał załatwić sobie urlop.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Co to był za rzut! Skradł show przed meczem
- W pracy byli świetni, dali mi te cztery dni wolnego. Dziś miałem mieć zmianę - mówił we wtorek. Tego dnia zmierzył się w meczu pierwszej rundy z Finem Teemu Harju. Wygrał 3:2, zapewniając sobie udział w dalszej fazie turnieju.
Soutar przyznał także, że może łączyć pracę ze startami w turniejach w dużej mierze dzięki swoim kolegom, którzy w razie potrzeby są gotowi wymieniać się z nim zmianami. - Jest kilku, którym jestem winien sporo dni - mówił.
Druga runda mistrzostw świata z udziałem Soutara potrwa od 20 do 23 grudnia, a trzecia rozpocznie się 27 grudnia. Jeżeli 47-latek zdoła do niej awansować, rozegra swój mecz po intensywnym okresie w pracy.
- Mam dniówkę 23 grudnia, dniówkę 24, nocną zmianę w pierwszy dzień świąt, nocną zmianę w Boxing Day (tak w Wielkiej Brytanii określa się 26 grudnia - przyp. red.), a potem wracam tu 27 grudnia. Łatwizna, spokojny grafik! - żartował.
Soutar w przeszłości notował już świetne wyniki na mistrzostwach świata. W 2022 i 2023 roku dotarł do 1/8 finału. "Daily Star" wyliczył, że przed startem tegorocznej imprezy zarobił na darcie 300 tys. funtów (ponad 1,4 mln złotych). Po zwycięstwie z Harju dołożył do tego kolejne 25 tys. funtów (około 120 tys. złotych).