W poniedziałek 24 listopada Piast Gliwice rozpoczął bój o awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów w futsalu. Mistrz Polski w 1/8 finału trafił na kazachski FK Semey i pierwsze spotkanie rozgrywał na wyjeździe. Pewne było, że gliwiczan czeka ciężki bój.
Tak też było, bo gospodarze w pewnym momencie prowadzili już 3:0. Trzeciego gola zdobyli na sześć minut przed końcem spotkania. Piast jednak udowodnił, że w tym sporcie wszystko może zmienić się bardzo szybko.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Była 10. sekunda meczu. Niebywałe, co zrobił bramkarz
Dwa gole Viniego pozwoliły złapać kontakt. Cud wydarzył się na osiem sekund przed końcową syreną. Zaczęło się od tego, że bramkarz Michał Widuch zdecydował się na strzał z własnej połowy.
To była bomba, z którą golkiper kazachskiego klubu sobie nie poradził. Wypuścił piłkę z rąk, ta odbiła się od słupka, a wtedy Bruno Graca wślizgiem umieścił ją w bramce.
- Niemożliwe nie istnieje! - krzyczał podekscytowany komentator Rafał Szlaga.
W tym momencie zostały już cztery sekundy do końca. Wynik się nie zmienił i Piast wyszarpał bardzo cenny remis. Rewanż odbędzie się w Gliwicach 5 grudnia. Zwycięzca tej pary zmierzy się potem z Hjoerring FK (Dania) lub Etoile Lavalloise Mayenne FC (Francja).
Zobacz skrót meczu FK Semey - Piast Gliwice.