Na inaugurację zmagań na Stadionie Zimowym w Sosnowcu reprezentacja Polski zmierzyła się z reprezentacją Ukrainy, która w zeszłym roku była o krok od elity, lecz uległa w meczu o awans Japonii. To spotkanie zapowiadało się interesująco, a Biało-Czerwoni chcieli wziąć rewanż za niepowodzenie z poprzedniego czempionatu, w którym przegrali z hokeistami wschodnich sąsiadów 1:4.
Zaczęło się nerwowo, bo już w 37. sekundzie karę złapał Patryk Krężołek. Na szczęście nasi hokeiści przetrwali okres gry w osłabieniu. Pierwsze skuteczne interwencje zaliczył Tomas Fucik. Potem Biało-Czerwoni odpowiedzieli za sprawą Arona Chmielewskiego, ale jego uderzenia wybronił Bohdan Diaczenko.
ZOBACZ WIDEO: To był wieczór pełen wrażeń. Za nami trzecia edycja plebiscytu Herosi
Przełamanie nastąpiło w 13. minucie za sprawą Chmielewskiego. Biało-Czerwoni wyprowadzili świetną akcję. Karol Biłas idealnie obsłużył 34-letniego napastnika, który precyzyjnym strzałem pokonał ukraińskiego golkipera. Zdobyty przez gospodarzy gol zachęcił gości do jeszcze większych ataków. Wyrównujące trafienie Ukraińcy uzyskali w 18. minucie, gdy na ławce kar odpoczywał Mateusz Bryk. Daniił Tracht świetnie wjechał pod polską bramkę i strzałem z bekhendu pod poprzeczkę pokonał Fucika.
Po pierwszej tercji był zatem remis 1:1. Drugą odsłonę Polacy zaczęli tak samo, jak poprzednią, czyli od złapania niepotrzebnej kary. Ukraińcy oddali kilka strzałów, ale Fucik bronił bez zarzutu. Z czasem role się odwróciły, a kluczowa okazała się kara złapana przez Ołeksandra Perusenkę. Biało-Czerwoni kapitalnie wykorzystali okres gry w przewadze. Kamil Wałęga świetnie dograł do Patryka Wronki, który z bliska skierował krążek do siatki.
Ta bramka wyraźnie dotknęła Ukraińców. Od tego momentu przewaga na lodzie należała do Biało-Czerwonych. Wyjątkiem był tylko czas, gdy na ławce kar ponownie zasiadł Krężołek. Po jej odsiedzeniu polski napastnik miał dwie świetne okazje do zdobycia gola, lecz przegrał pojedynki z Diaczenką. Najważniejsze jednak było to, że gospodarze nie dopuścili już rywali do dogodnych sytuacji i po 40 minutach prowadzili 2:1.
Ale trzecią tercję Biało-Czerwoni zaczęli słabo. W 43. minucie niekryty Andrij Denyskin świetnie wjechał do polskiej tercji. Jego precyzyjny strzał zaskoczył Fucika i na tablicy wyników było 2:2. To jeszcze nie był koniec zmartwień gospodarzy, ponieważ Ukraińcy mocno przycisnęli. Polacy mieli momentami sporo szczęścia, jednak w dogodnych sytuacjach dla gości znakomicie sobie radził Fucik.
Nerwowo było także w ostatnich minutach. Gdy z bliska do bramki nie trafił Ołeksij Worona, był to ostatni sygnał alarmowy. I wówczas Polacy strzelili gola na 3:2. Bardzo dobrze krążek wyprowadzili Kamil Wałęga i Kamil Górny. Patryk Krężołek zdecydował się na strzał i w 54. minucie Biało-Czerwoni wrócili na prowadzenie.
W końcowej fazie na lodzie trwała zacięta walka. Na 87 sekund przed końcem regulaminowego czasu gry Ukraińcy zdecydowali się ściągnąć bramkarza i wprowadzić na lód dodatkowego napastnika. Polacy jednak świetnie się bronili. Nie dopuścili rywali do sytuacji strzeleckiej i zwyciężyli ostatecznie 3:2.
Polska - Ukraina 3:2 (1:1, 1:0, 1:1)
1:0 - Chmielewski (Biłas, Zygmunt) 13'
1:1 - Tracht (Fadiejew, Worona) 18' (5 na 4)
2:1 - Wronka (Wałęga, Łyszczarczyk) 29' (5 na 4)
2:2 - Denyskin (Mereżko, Ratusznyj) 43'
3:2 - Krężołek (Górny, Wałęga) 54'
Polska: Fucik - Ciura, Pociecha; Kiełbicki, Wałęga, Krężołek - Górny, Naróg; Łyszczarczyk, Paś, Wronka - Wanacki, Bryk; Chmielewski, Komorski, Zygmunt - Biłas, Ślusarczyk, Syty, Maciaś.
Ukraina: Diaczenko - Kosarew, Mereżko; Denyskin, Zacharow, Borodaj - Hrebenyk, Dachnowski; Tracht, Fadiejew, Worona - Sysak, Ratusznyj; Lalka, Kuprijanow, Peresunko - Matusewycz, Buzowiera; Morozow, Sadowikow, Olijnik.