Kancelaria prezydenta odcięła się od jego słów. "Taka jest prawda"

WP SportoweFakty / Anna Klepaczko / Na zdjęciu: Radosław Piesiewicz
WP SportoweFakty / Anna Klepaczko / Na zdjęciu: Radosław Piesiewicz

W środę Radosław Piesiewicz pojawił się na konferencji prasowej z kontrowersyjnym biznesmenem Przemysławem Kralem i poinformował o nowej współpracy sponsorskiej. Wiadomość natychmiast wzbudziła duże wątpliwości etyczne.

Szef PKOl-u broni się jednak przed zarzutami i podkreśla, że dzięki umowie z nowym sponsorem, polscy sportowcy będą mieli szansę zarobić rekordowe pieniądze za medale olimpijskie, a być może nagrody finansowe zostaną także przyznane za miejsca 4.-8. Złoty medalista zimowych igrzysk w Mediolanie-Cortinie otrzyma 500 tysięcy złotych nagrody (250 tysięcy złotych w gotówce oraz równowartość 250 tys. złotych w kryptowalutach), srebrny medalista 400 tysięcy złotych, a brązowy 300 tysięcy złotych.

Mateusz Puka, WP SportoweFakty: Wokół PKOl-u znów są duże kontrowersje i to znów za sprawą pana decyzji.

Radosław Piesiewicz, prezes PKOl: Jakie kontrowersje? Nie wiem, o czym pan mówi.

Chodzi o nowego sponsora zondacrypto. Sama spółka, a także jej prezes Przemysław Kral mają opinię kontrowersyjnych, a dość często oskarżani są o to, że używają sportu do wybielania swojego wizerunku. Czy taka spółka powinna być partnerem generalnym PKOl-u?

A jaka jest różnica między zondacrypto a Orlenem czy firmą Lotto? Przyzwyczaiłem się do tego, że cokolwiek bym zrobił, to dla kogoś będzie to kontrowersyjne. Podpisalibyśmy umowę z przedstawicielem przemysłu wędliniarskiego, to też mówiono by, że to nieetyczne, że trzeba było szukać sponsorów w innych branżach. Naprawdę nie zwracam już uwagi na takie "pseudozarzuty". Mamy innowacyjne podejście, pokazaliśmy to przed igrzyskami w Paryżu i jak widać, przynosi to sukcesy. Dlatego jestem dumny z pozyskania takiego partnera.

ZOBACZ WIDEO: Szymon Kołecki zrównał z ziemią freak fighty. "Nie chciałbym przynieść wstydu"

Czy naprawdę nie obawia się pan, że ta współpraca w długoterminowej perspektywie może przynieść PKOl-owi więcej szkody niż pożytku?

Trzeba mieć naprawdę mocno rozbudowaną wyobraźnię, by w dniu podpisania umowy kreślić scenariusze co do jakichś szkód po stronie PKOl. Zapewniam, że nasz dział prawny, jak i zewnętrzni audytorzy przeanalizowali działalność naszego nowego partnera i wystawili pozytywną rekomendację.

Przemianowanie Centrum Olimpijskiego na zondacrypto Centrum Olimpijskie nie jest przesadą?

Nie, nie jest żadną przesadą. Tak jak przesadą nie jest operowanie w przestrzeni komercyjnej nazwą "Allianz Arena", "Tarczyński Arena" czy "Superauto.pl Stadion Śląski". Lubi pan koszykówkę? Wie pan, że hala, w której mecze rozgrywa zespół LA Lakers, to Crypto Arena? Liczy się przede wszystkim to, że pozyskaliśmy kolejnego sponsora, z którym wiążemy duże nadzieje i chcemy się wspólnie rozwijać. Mamy jeszcze wiele nowych inicjatyw i mogę wszystkich zapewnić, że podejmować będziemy jeszcze wiele niekonwencjonalnych decyzji, które przyniosą polskiemu sportowi korzyści.

Za medale olimpijskie podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Mediolanie-Cortinie wyznaczył pan absolutnie rekordowe nagrody w historii PKOl-u i jedne z najwyższych na świecie. Czy nie boi się pan, że powtórzy się sytuacja z igrzysk w Paryżu, gdy mieliście później problem z ich wypłaceniem, a zawodnicy musieli czekać na pieniądze ponad cztery miesiące?

Dziś można jasno powiedzieć, że po igrzyskach w Paryżu mieliśmy do czynienia z celową akcją utrudniania nam finansowania bieżącej działalności PKOl-u, w tym wypłaty nagród dla sportowców. Mieliśmy zapewnione środki ze spółek Skarbu Państwa na bazie podpisanych i obowiązujących umów, które na skutek bezprecedensowych działań ówczesnego ministra sportu Sławomira Nitrasa, wycofały się ze współpracy. Mimo to poradziliśmy sobie.

Nie boi się pan powtórki?

Dzisiaj mamy zupełnie inną sytuację, bo polegamy wyłącznie na prywatnych przedsiębiorstwach. Sportowcy podpiszą umowy, w których będzie wyznaczony termin wypłaty nagród i na pewno dotrzymamy tego terminu. A tym, którzy tak bardzo martwią się o los naszych sportowców czy trenerów, doradzam rozmowy z prezesami polskich związków sportowych i zadanie pytania, jak długo czekali lub czekają na środki budżetowe. Proszę się zainteresować, ile pieniędzy zwróciło ministerstwo sportu do budżetu na skutek nieumiejętnego zarządzania finansami przeznaczonymi na sport. Może wtedy będzie okazja napisać o prawdziwych i poważnych kontrowersjach.

Kiedy w takim razie pieniądze trafią na konto medalistów z Mediolanu-Cortiny?

Na razie nie ustaliliśmy tego terminu. Mogę jednak zapewnić, że na pewno do kwietnia 2027 roku, bo wtedy kończy się moja kadencja. A tak zupełnie serio, to postaramy się zrobić to najszybciej, jak to możliwe.

Minister sportu Jakub Rutnicki odniósł się do pana pomysłu likwidacji ministerstwa sportu i w wywiadzie dla w RMF FM nazwał go kosmicznym. Co pan na to?

Ja za kosmiczny pomysł uważam powierzenie kierowania resortem osobom pokroju Sławomira Nitrasa. Za kosmiczny pomysł uważam brak rozpisania konkursów w 2024 roku i utratę przez sport setek milionów złotych, a także zgodę ministra sportu na obcinanie finansowania w 2026 roku. Cały czas będę powtarzał, że w takim kształcie ministerstwo sportu nie ma sensu i trzeba je zlikwidować. Chyba że minister Jakub Rutnicki, znany przecież z odwagi, co wielokrotnie pokazywał w trakcie obrad plenarnych Sejmu, będzie twardo stawał w obronie sportu na posiedzeniach Rady Ministrów. Do tej pory bowiem niektórzy z ministrów sportu preferowali walkę ze sportem, a nie walkę o sport. Gdy my przynosimy do polskiego sportu pieniądze z prywatnego sektora, resort oddaje do budżetu państwa 800 mln złotych, które powinny być przeznaczone na rozwój polskiego sportu.

W tym samym wywiadzie minister sportu wskazał idealnych kandydatów do zastąpienia pana w roli prezesa PKOl-u. Padły choćby nazwiska Roberta KorzeniowskiegoAdama Małysza, Justyny Kowalczyk czy Mai Włoszczowskiej i sugestia, że to stanowisko dla byłych sportowców. Jest pan gotowy na rywalizację z legendami polskiego sportu?

Rozumiem, że pan minister mówi tak, bo sam był wybitnym sportowcem i dlatego odważył się zająć takie stanowisko. Jakoś nic nie słyszałem o jego osiągnięciach sportowych. Takie dyskusje nie mają sensu, bo to oczywiste, że nie każdy wybitny sportowiec będzie dobrym menedżerem.

Przyzna pan, że jednak te nazwiska robią wrażenie, a akurat te osoby sprawdziły się w innej roli po karierze sportowej.

Wybory na szefa PKOl-u są w pełni demokratyczne. Mogę ogłosić, że będę w nich startował i powalczę o reelekcję. Mam głowę pełną pomysłów i jestem zadowolony z efektów mojej dotychczasowej pracy na tym stanowisku. Z tego co słyszę, to w środowisku jest wiele podobnych opinii.

Minister sportu ma jednak inną opinię. Nie on jedyny zresztą.

Cieszy mnie, że ministerstwo sportu w ciągu zaledwie kilku miesięcy zmieniło retorykę. Już nie jestem złodziejem, a teraz określają mnie jedynie mianem polityka. To kolejne nietrafione określenie. Widać, że PKOl jest solą w oku ministerstwa.

Rzecznik prezydenta Karola Nawrockiego odciął się od pana słów dotyczących zielonego światła od prezydenta dla projektu ustawy o sporcie, która zakłada likwidację ministerstwa sportu. Chyba nie spodziewał się pan ciosu z tej strony.

Bądźmy precyzyjni. Rzecznik pana prezydenta oświadczył, że projekt ustawy nie był omawiany z panem prezydentem i to jest prawda. Nie było żadnych konsultacji projektu, bo taki projekt jest dopiero przygotowywany przez nasze kancelarie prawne.

Od razu jednak pojawiło się podejrzenie, że kłamał pan, a prezydent Nawrocki nic nie wie o pana inicjatywie. Rozmawiał pan z nim, czy nie?

W pierwszym tygodniu urzędowania nowego prezydenta miałem okazję porozmawiać z nim i już wtedy powiedziałem, że szykuję nową ustawę o sporcie i zapoznałem go z najważniejszymi założeniami mojego pomysłu. Pan prezydent wykazał zainteresowanie tym pomysłem i poprosił, bym jak najszybciej przedstawić mu do wglądu projekt gotowej ustawy. Zapewniam, że wciąż nad nim pracujemy, a niedawno byłem we Włoszech właśnie na konsultacjach z włoskim komitetem olimpijskim. Przedstawimy kompleksowy projekt ustawy i poddamy go środowiskowej dyskusji.

Rozmawiał Mateusz Puka, WP SportoweFakty

Komentarze (23)
avatar
Yota
23.10.2025
Zgłoś do moderacji
5
1
Odpowiedz
Cwaniak Piesiewicz , już myślał że wygrał wojnę z państwem Nawrocki mu pomoże dopełnić zemsty likwidując ministerstwo sportu a tu klops . Snus , który ma swoje problemy bo mu z jednej Czytaj całość
avatar
Gerardo
23.10.2025
Zgłoś do moderacji
4
1
Odpowiedz
Ale macie w tej kancelarii Alfonsa syf. 
avatar
zeppelin01
23.10.2025
Zgłoś do moderacji
18
4
Odpowiedz
Proszę pisać prawdę. kancelaria rezydenta batyra i jego małp w pałacu... 
avatar
PrawdaBoli1
23.10.2025
Zgłoś do moderacji
13
0
Odpowiedz
Trzeba te struktury złamać tak że ludzie co dwa lata decydują kto na jakim stanowisku pracuje inaczej będzie mafia rządzić w garniturach i postępu nie będzie. 
avatar
LowcaKitu
23.10.2025
Zgłoś do moderacji
18
10
Odpowiedz
Gdzie się podział bohater Nitras co miał wszystko naprawić peowcy czyli Pożyteczni idioci? 
Zgłoś nielegalne treści