- Świat bez nieba, narodów, religii i to jest wizja tego pokoju, który wszystkich ma ogarnąć. To jest wizja komunizmu, niestety - te słowa wywołały w Polsce ogromną burzę. Podczas ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich 2024 wypowiedział je Przemysław Babiarz. To była jego opinia na temat utworu "Imagine" Johna Lennona.
Konsekwencje przyszły bardzo szybko. Komentator został zawieszony przez władze TVP. Nie dość, że już nie mógł pracować podczas IO, to jeszcze zniknął z telewizji na dłuższy czas. Ostatecznie pracy nie stracił, na co z pewnością wpływ miał fakt, że wstawili się za nim koledzy z pracy, sportowcy, a także telewidzowie.
ZOBACZ WIDEO: Szymon Kołecki skomentował Tomasza Adamka we freak fightach. "Było mi przykro"
Minął już ponad rok od tamtych wydarzeń. Babiarz był gościem Kanału Sportowego, gdzie wytłumaczył, dlaczego w ten sposób wypowiedział się podczas ceremonii otwarcia IO. Nie podobała mu się m.in. gloryfikacja rewolucji francuskiej w trakcie przedstawienia.
- Był to minimalny protest z mojej strony. Dla mnie, jak człowieka zanurzonego w tradycji polskiej i chrześcijańskiej, tradycja rewolucyjna jest czymś nieprzyjemnym. Rewolucja francuska obcinała głowy, wyrzynała w pień, gwałciła zakonnice i wypędzała z klasztorów. Miała na koncie wiele ofiar i w związku z tym nie czułem się najlepiej - przyznał Babiarz.
- Użyłem bardzo delikatnych słów, a mój wyraz dezaprobaty był minimalny w stosunku do tego, co tam pokazano wobec wartości, które dla mnie są najważniejsze - dodał po chwili.
Słynny komentator nie ukrywa, że decyzja o zawieszeniu była dla niego trudna. Opowiedział, co czuł w ciągu pierwszych pięciu minuty, gdy dowiedział się o decyzji szefostwa TVP.
- Pustka. To troszeczkę przypomina sytuację, jak człowiek otrzymuje bardzo mocny cios i jest w organizmie coś takiego, że ból dochodzi po pewnym czasie. Początkowo po ciosie jest pustka, a dopiero potem zaczyna nas boleć - zdradził.
Potem było z kolei wzruszenie. Taką reakcję wywołał u niego list poparcia, podpisany przez kolegów z pracy i znanych sportowców. Babiarz przyznał, że czuje, że wobec tych osób ma dług wdzięczności.