Polski rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy o sporcie, który wprowadza przełomowe zmiany dla zawodniczek oraz sędziów.
Jak czytamy na stronie gov.pl, nowe przepisy mają na celu m.in. zlikwidowanie nierówności w traktowaniu kobiet po urodzeniu dziecka oraz zapewnienie realnej ochrony arbitrom sportowym, którzy coraz częściej padają ofiarami agresji. Projekt trafi teraz pod obrady Sejmu.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Zobacz, co zrobił bramkarz. To był spektakularny gol!
Kluczowe zmiany w ustawie:
- Wsparcie dla sportsmenek-matek: Członkinie kadry narodowej po urodzeniu dziecka będą otrzymywać stypendium sportowe przez 12 miesięcy (dotychczas 6). Kwota świadczenia wzrośnie z 50% do 81,5%, co ma zrównać ich prawa z kobietami pracującymi na etacie.
- Sędzia jako funkcjonariusz publiczny: Sędziowie sportowi zyskają ochronę prawną należną funkcjonariuszom publicznym. Oznacza to surowsze kary za przemoc, naruszenie nietykalności czy znieważenie podczas zawodów. Co kluczowe - ataki na sędziów będą ścigane z urzędu.
- Finansowanie kadr: Instytut Sportu - PIB zyska możliwość dofinansowania przygotowań kadr narodowych do najważniejszych imprez (IO, MŚ), gdy polskie związki sportowe nie będą mogły tego sfinansować bezpośrednio.
Jeśli ustawa przejdzie przez parlament, ostateczna decyzja o jej podpisaniu będzie należeć do prezydenta Karola Nawrockiego. Sytuacja ta może postawić głowę państwa w trudnym położeniu wizerunkowym i politycznym.
Prezydent - który sam deklaruje się jako wielki fan Lechii Gdańsk - stanie bowiem przed dylematem. Z jednej strony: konieczność zapewnienia bezpieczeństwa sędziom, co jest standardem w cywilizowanym sporcie. Z drugiej strony: ryzyko konfliktu ze środowiskiem kibicowskim.
Nadanie sędziom statusu funkcjonariusza publicznego oznacza, że popularne stadionowe przyśpiewki sugerujące korupcję wśród sędziów (np. "Ile ci dali? Sędzio, ile ci dali?", "Drukarz! Drukarz!") mogą być traktowane jako znieważenie funkcjonariusza ścigane z urzędu.
Dla prezydenta Nawrockiego, który utożsamia się z ruchem kibicowskim i klubem PKO Ekstraklasy z Gdańska, podpisanie ustawy może zostać odebrane przez kibiców jako uderzenie w "stadionową wolność słowa", podczas gdy jej zawetowanie mogłoby zostać ocenione jako przyzwolenie na agresję wobec arbitrów.
Dociera ....??? Tak wiem za trudne...