Kibicowska "niekończąca się opowieść" o Tomaszu G.

autor: Rodowity Bydgoszczanin | 2013-12-08, 11:28 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Pamiętam to doskonale, 20 maja 1995 roku... Były to początki mojego pasjonowania się żużlem, miałem zaledwie 9 lat. Miłość do Tomasza musiałem wyssać z mlekiem matki, gdyż mimo, że ze słów biegnących z ustawionego na działkowym tarasie radioodbiornika rozumiałem wtedy niezbyt wiele to pamiętam jak radowaliśmy się gdy Gollob zwyciężał swój pierwszy turniej Grand Prix. W zasadzie był to również mój pierwszy kibicowski turniej - wcześniejszych jednodniowych mistrzostw nie pamiętam, znam je jedynie z późniejszych nagrań VHS. Tego wieczora kibicowaliśmy rodzinnie wspólnie z Tatą, nieżyjącym już Dziadkiem i "działkowym" kolegą.
Od tego właśnie czasu zapałałem do Tomasza kibicowską miłością bezgraniczną. Był dla mnie sportowym idolem, liderem mojej ukochanej drużyny. Jego losy przenikały się z moją rzeczywistością, były głównym tematem dyskusji, w których miałem okazję uczestniczyć. Pamiętam jak razem z "kumplami" organizowaliśmy wakacyjne wyścigi rowerowe wzorowane na ligę żużlową, jak przygotowywaliśmy "plastrony" z worków foliowych, jak za taśmę służyło kawałek sznurka, a za park maszyn stara brzoza. Ja byłem wtedy Tomkiem, mój kolega Jackiem, a reszcie mniej ogarnietym "żużlowo" chłopakom pozostało być Darkiem Śledziem, czy Tony Rickardssonem. Bardzo marzyliśmy wtedy by w przyszłości zostać żużlowcami.
Z wielkim sentymentem wspominam okres gdy Grand Prix leciało na Wizji Sport. Pamiętam, że jako abonenci UPC mieliśmy do niej dostęp. Każda żużlowa sobota była pretekstem do wspólnych rodzinnych spotkań. Później, gdy prawa do transmisji przejęła Cyfra+ organizatorem tych spotkań był nasz blokowy sąsiad.
W moją pamięć wyjątkowo trwale wpisały się obrazy z tych trudnych dla Tomasza dni. Pamiętam jak wspólnie przeżywaliśmy, gdy Radio PiK podało informację o samochodowym wypadku Tomasza, jak zamarliśmy przed telewizorami gdy leciał przez bandę wrocławskiego stadionu olimpijskiego lub gdy uczestniczył w wypadku awionetki. Jak czekaliśmy na te pozytywne informacje, jak powtarzaliśmy sobie że nic się przecież złego nie mogło mu stać. Przeżywaliśmy te chwile na dwa sposoby - jako kibic, a także po ludzku jako zwyczajny człowiek.
Mimo wszystko, wyjątkowo dobrze wspominam Sylwestra 2003/2004. Od dłuższego czasu dochodziły do nas niepokojące informację o odejściu Tomasza do innego klubu. Media zdominowane były przez informację na ten temat. Czy to czytając kolejne artykuły w gazetach, czy oglądając informację telewizyjne osobiście nie chciało mi się wierzyć w ich prawdziwość. Jak to? Gollob w innym klubie? Właśnie przed imprezą sylwestrową dowiedziałem się, że bracia Gollobowie będą zawodnikami tarnowskiej Unii. W ten sam dzień poznałem moją przyszłą małżonkę... Widać los zrekompensował mi załamanie się mojego kibicowskiego świata.
Pogodzenie się z odejściem Tomasza zajęło mi trochę czasu. Myśli o jego wcześniejszych deklaracjach o pozostaniu w Polonii do końca kariery gryzły się z rzeczywistością w mojej głowie. Nie mogłem zrozumieć, jak to się stało, że kiedyś Gollob mógł notorycznie odrzucać lukratywne oferty z innych klubów a teraz tak poprostu odejść... Jego decyzję próbowałem usprawiedliwiać fatalną sytuacją w bydgoskim klubie, czy też faktem, że obrał daleki kierunek południowy zamiast lokalny toruński. Mimo wszystko obiecałem sobie, że nigdy nie powiem o nim złego słowa i nigdy na niego nie zagwiżdżę. Muszę przyznać szczerze, że nie dotrzymałem obietnicy. Pamiętam jak w kwietniowym meczu z Tarnowem w Bydgoszczy w 2006 roku, złe emocje skupiały się na Jacku, za pamiętny "środkowy palec", którym "pozdrowił" kibiców bydgoskich w Tarnowie. Mimo wszystko nie wytrzymałem ciśnienia tak jak większość po biegu 15, kiedy to Tomek rozprowadził Protasa i wspólnie z Kołodziejem zapewnił Unii zwycięstwo. Z moich ust popłynęła wtedy w kierunku Golloba wiązanka słów, które nie nadają się do zacytowania. Mecz ten wspominam źle jeszcze z jednego powodu, gdyż ze stadionu wyszedłem bez telefonu komórkowego, którego mi podstępnie skradziono. Nawiasem mówiąc do dnia dzisiejszego nie noszę już komórki w bocznych kieszeniach kurtki.
Muszę otwracie przyznać, że w momencie gdy Tomasz odszedł z Polonii kibicowanie mu w turniejach Grand Prix straciło dla mnie wyjątkowy smak, wywierało o wiele mniej wewnętrznych emocji lecz nadal trwało. Stare "klimaty" powróciły w roku 2010 kiedy to Tomasz przywdział złotą koronę. Pamiętam ten dzień doskonale - dla mnie osobiście wielkie wzruszenie i swego rodzaju zamknięcie pewnego rozdziału kibicowskiego happy endem.
Bardzo duże emocje wywołało tegoroczne okienko transferowe i przejście Tomasza do Torunia. Nie ma co ukrywać byłem wtedy wściekły, czułem się oszukany i bezradny. Dodatkowo negatywne emocje potęgowała wiara, że Tomasz powróci do nas, do Bydgoszczy, do Polonii. Bardzo silnie oddziaływała tu w pamięci jego deklaracja, którą złożył przed laty, że może jeździć wszędzie byle nie dla Torunia. Cóż widać, że prawdziwy kibic może przełknąć każdą, nawet tą najbardziej gorzką pigułkę. Mimo tych wszystkich złych emocji, każdy jego występ w Grand Prix nadal powodował szybsze bicie serca, każda porażka zrozumienie, a każde zwycięstwo ogromną radość.
Tą "niekończącą się opowieść" przyszło zakończyć 21.09.2013 r. Podobnie jak w 1995 roku ją zaczynaliśmy, tak w ten dzień napisaliśmy ostatnią kartę tej kibicowskiej historii razem z Tatą, oglądając relację przed telewizorem, z dobrym piwkiem w ręku, starsi o całe 18 lat, ale zafrasowani losem Tomasza w takim samym stopniu, jak byliśmy nim zafascynowani wtedy w ten pamiętny majowy wieczór...
Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
tomekkozuch

Fajna opowieść. Pamiętam gdy SGP transmitowała Wizja Sport wtedy u mnie w domu zjeżdżała sie cała rodzina ogądać zawody i kibicować Tomkowi. Gdy relacje przejęła Cyfra plus było podobnie z tym, że spotykalismy się u mojego wujka. Teraz mieszkam na swoim, mam NC+ i dziwnym będzie dla mnie oglądanie SGP bez Pana Tomasza.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
asia

Tak..właśnie takie wspominki można czytać i czytać ...bez końca.Beż zbędnego cukrowania,ale oddane wszystko to,co myślisz o Tomku i jak Go odbierasz.Te wszystkie emocje ,które przewijały się przez te wszystkie lata...:)Hm...chciałoby się czytać dalej i dalej...:) Świetna robota.Pozdrawiam z Gorzowa.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
chris66

Piękna historia, najlepszym zakończeniem byłoby gdyby Tomek zakończył karierę z Gryfem na piersiach... Moje pierwsze zawody na których widziałem Tomka na żywo to finał Srebrnego Kasku w Rybniku chyba pod koniec lat 80 (musiałbym poszukać program) Póżniej nieskończona ilość wzruszeń od pierwszego w historii GP we Wrocławiu, do pamiętnego GP w Terenzano. Pozdrawiam.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (4|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Andrzej M

Super!!Ze swojej strony dodam tylko że pierwszy raz Tomka widziałem na torze w 1991 roku w Lublinie, mecz był w Niedzielę o 10 rano .Upał jak cholera , kurzyło się strasznie. Motor wygrał 46:43 a Tomek zdobył 7 pkt. i nie wygrał wtedy żadnego biegu....ech, to były czasy. Miałem też kilka razy przyjemność rozmawiania po meczu z Tomkiem , Jackiem i ich ojcem . Zawsze znaleźli czas na kilka słów i autograf......
A tak we wspomnianym meczu punktowali Bydgoszczanie:
T.GOLLOB 7
J.GOLLOB 10
J.WOŻNIAK 8
T.KORNACKI 2
W.CIEŚLEWICZ 5
Z.RUTECKI 3
P.KARLSSON 8
Pod numerem 8 był brak zawodnika, miał być na tym meczu Mikael Karlsson (Mikael Max obecnie) ale z jakiegoś powodu nie wystąpił...

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.