Sport jako odskocznia od codzienności z nutką żalu ...

autor: miroslaw998 | 2012-01-12, 11:50 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Od najmłodszych lat [ponad pół wieku temu] pamiętam jak ojciec "ciągnął" całą rodzinę na stadion żużlowy który znajdował się na drugim końcu miasta.Była to dosłownie wyprawa i pomimo że cała trasa to dziś już inna bajka a sam stadion już niestety przestał istnieć to bardzo często wracam myślami do tamtych czasów.Gdy byłem już w wieku podrostka otrzymane nowe mieszkanie bardzo zbliżyło rodzinę do stadionu do tego stopnia że każda wolna chwila,każdy ryk motocykla powodował bieg na stadion na którym zawsze coś się działo.Szkoła była dosłownie oddzielona tylko płotem od stadionu co przekładało się czasami na ucieczki z lekcji a to skutkowało powstawaniem zaległości.Ach,gdzie te czasy?Każdy mimo wszystko znał swoje miejsce w szeregu i potrafił ocenić co ważniejsze a i ludzie wokół sportu wiedzieli że młodym,garnącym się do sportu trzeba przypomnieć czasami o wyższości nauki a dopiero potem może być sport.I szło to pogodzić!Na uprawianie sportu potrzebna była zgoda zarówno rodziców jak i szkoły a każde zaniedbanie czy to w klubie czy w szkole było konsultowane bo o dziwo trener i nauczyciel znajdowali czas na odwiedzenie szkoły czy klubu.W dzisiejszych czasach nie do pomyślenia.Trener ma w nosie szkołę a nauczyciel klub.Gdyby ktoś nakazał im kontakt to i tak by nie wiedzieli ile za to zarządać?Wszechwładna komercja zrobiła niestety swoje.Mamy dziś w zamian grupy i grupki młodych ludzi wystających pod klatkami schodowymi,często nie wiedzących co z sobą zrobić a to w niektórych sytuacjach doprowadza do sytuacji i zdarzeń którymi pochwalić się raczej nie wypada.Skoro jednak pozamykano przed młodymi możliwość łatwego dostępu do klubów,świetlic czy klubów zainteresowań to takie właśnie mamy efekty.Wspomnienia swoich początków ze sportem następnym razem.
Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
miroslaw998

Jestem w kłopocie.Nie wiem czy tekst który nazwałeś wciągającym zadowolił czy wręcz przeciwnie.Są ludzie którym taka forma nie odpowiada i wolą Czekańskiego.Muszę jednak dodać że to co napisałem nie jest nawet porządnym początkiem.Gdybym tak na poważnie chciał wszystko opisać,to co miałem okazję zauważyć czy dosłownie przeżyć w tym środowisku.To co działo się podczas wyjazdowych meczy i po ich zakończeniu,wielu dzisiejszym kibicom by uzmysłowiło że to jednak pod każdym względem był inny żużel.Patrząc na twój awatar widzę jakąś Unię.Znam obie a dodam że jeżeli tą leszczyńską to pamiętam jeden z meczy gdzie ze zdziwieniem po przyjeździe stwierdziliśmy brak na torze ...bandy.Mecz się odbył,przegraliśmy ale wrażenie niesamowite.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
WerUNIA

Cóż za dłuuugi, ale wciągający tekst. Aż oczu nie mogłam oderwać od monitora. Niesamowite :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [1 komentarz tej dyskusji]

Minęła wreszcie zima i wraz z nią do życia zaczęła się budzić nie tylko przyroda.Ci z zacięciem do sportu opuścili duszne [kto wtedy myślał o klimatyzacji albo odpowiedniej wentylacji] sale gimnastyczne...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
miroslaw998

Warsztat.To stało się przez pewien czas miejscem gdzie będąc na stadionie spędzałem bardzo dużo czasu.Interesowało mnie to i ciekawość ta pozostała do dnia dzisiejszego.Fajnie było patrzeć jak koledzy Zbychu,Adam,Kazik,Maciek,Gumka brali udział w treningach czy zawodach a ja byłem wraz z nimi.Z grupą do której z różnych względów nie pchałem się na siłęa jedynie względy przyjaźni nakazywały wręcz trzymać się razem.Nie wiem jak jest dziś ale pamiętam doskonale jak zaraz po zdobyciu licencji i otrzymaniu certyfikatu młody przechodził chrzest.Oj było śmiechu co niemiara.Polegało to na zjedzeniu "sałatki" która była zrobiona z pyłu żużlowego [tego co kibicom wiatr w oczy nawiewa],czarnej pasty do butów stosowanej do czyszczenia skór żużlowych oraz oleju castrol stosowanego do motocykli.Zjedzenie łyżki takiej mikstury często kończyło się wymiotami a miny w czasie jedzenia do dziś śmiechem napawają.Był też zwyczaj że młody jadący na mecz do innego miasta na każdym przejeździe kolejowym dostawał od każdego jednego klapsa na d..sko laczkiem żużlowym.Oj były trasy gdzie tych przejazdów było dużo i w czasie meczu nie było zdziwienia że biedak na stojąco jeździł bo na siodełku dopasować się w jakikolwiek sposób nie potrafił.Przywoził zero?Nikt z tego nie robił tragedii bo w porównaniu do dzisiejszych czasów to był inny żużel,inny sport,bardziej radosny i przyjazny.Dzisiejsza komercja wiele z tych rzeczy wykluczyła choćby ze względu na parcie na wynik.Wielu zawodników zapewnia w wywiadach o swojej przyjaźni ale z drugiej strony słyszy się często o fałszu w stosunku do siebie a to co na zewnątrz to jedynie maska.To szacunek a nie przyjaźń.Gdy są przebrani w kombinezony to owszem jakoś to wygląda ale poza torem nie da się porównać tego do czasów które minęły bezpowrotnie.O tym i innych jak dla mnie ciekawych rzeczach następnym razem.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
miroslaw998

Minęła wreszcie zima i wraz z nią do życia zaczęła się budzić nie tylko przyroda.Ci z zacięciem do sportu opuścili duszne [kto wtedy myślał o klimatyzacji albo odpowiedniej wentylacji] sale gimnastyczne i przy promieniach słoneczka czekali na wyschnięcie boisk i torów.Pamiętam że w czasie zimy sama z siebie zawiązała się grupa chłopaków która "zakotwiczyła" na stadionie żużlowym który jeszcze wtedy posiadał boisko piłkarskie.Gdy nic nie działo się na torze,klepało się w piłkę.Pamiętam też że pewna grupa w zasadzie od samego początku dość mocno nakierowała się na żużel.Postanowiliśmy że trzeba kiedyś doprowadzić do sytuacji że wystartujemy.Czego to myśmy nie robili.O wcześniejszych pracach na stadionie już pisałem.Tu więc byliśmy już rozpoznawani ale jeszcze trzeba było "wkraść" się w łaskę ludzi którzy decydowli o tym czy przyjmą do szkółki czy nie.Początki były takie że pomagało się czy to w warsztacie czy przy torze albo wręcz w samym parkingu.Zapychanie motocykli,tankowanie ich a głównie czyszczenie przy jednoczesnym "przyklejeniu" się do któregoś z zawodników dawało szansę na dostanie szansy uczestnictwa w treningu.Chętnych było sporo.Pamiętam jak to kilku chłopaków z tak zwanych okolic miasta na trening przyjeżdzało swoimi WSK-ami.Jadąc na trening w bramie na liczniku mieli 70-80 km na godzinę.Po treningu,wracając do domu oj,jechali bardzo wolno.Nabierali pokory.Odkręcenie manetki gazu takie jak w WS-ce powodowało w żużlówce jazdę na pełen gaz!Nikt nie wyobraża sobie jak trudno na tym jechać!Trzymasz mocno kierownicę a ona drży i lata ci na wszystkie strony.To było jednak to.Trzeba to było poczuć i opanować.Nikt,dosłownie nikt z tych co znam albo miałem okazję poznać na pierwszym treningu nie odważył się odkręcić gaz choć do połowy.Tu nie chodziło zresztą o odwagę ale o opanowanie tego na czym się siedziało i co trzeba było poskromnić.Ileż to było zdartych naskórków?Ilu z nas "wisiało" na płocie?Kufaje,tak kufaje bo o strojach skórzanych to można było pomarzyć przepasane zwykłym,szerokim pasem wojskowym do tego zwykłe robocze rękawice i wysokie buty z cholewami do których zakładało się laczek pozwalający się ślizgać nie dawało aż takiego zabezpieczenia.Krew więc lała się często.Bardzo wielu chłopaków rezygnowało już po pierwszym razie i aby dziś zdać sobie sprawę z tego dlaczego tak trudno o wychowanka w którymś klubie to trzeba coś takiego przeżyć.Wielu z nas to się jednak spodobało na tyle że zaczęliśmy regularnie chodzić na treningi.Było kilka zdezelowanych motocykli,poskładanych na prędce przez klubowych majstrów i jak tylko był trening,ujeżdżaliśmy je na zmianę.Okazywało się że z tygodnia na tydzień każdy z nas coraz bardziej zaczynał panować nad tym czymś!Dochodziło do tego że pod bacznym okiem trenera podkręcało się gaz a to od połowy łuku a potem coraz szybciej,coraz częściej aż w końcu rozpoczęło sie robić cały łuk!Najtrudniejsze było samo wejście w łuk.To trzeba robić z gazem a nie wszyscy to łapali i często wchodząc w łuk zamykali gaz który następnie odkręcali i ...pakowali się w bandę.Ile było radości.Ile opowiadania.W tym miejscu muszę przyznać że pewnego razu doszło do sytuacji do której dojść nie powinno a o której wiedziało tylko kilku z nas.Otóż jak to wsród chłopaków.Rozpoczęła się rywalizacja.Kto od kogo jest lepszy a że doszło do tego że na torze jeździło już po dwóch [co prawda na początku jeden był przy starcie a drugi na przeciwległej prostej] to pewnego razu tak jakoś "zakotłowało" się na torze że trenera gdzieś "wcięło".No i wóczas doszło do pojedynku.Rozstrzygnięcie było jakie było a my po chwili dowiedzieliśmy się że trener poszedł po taśmę.Rozpoczęło się od startów spod taśmy.Tworzyliśmy zgraną grupę i tak byliśmy postrzegani.Byli lepsi,trochę gorsi ale byli.Czas sprawił że jak był pojedynek to i musiał być rewanż.Wszyscy z nas wiedzieli że jest zbyt duża różnica między konkurentami dlatego też doszło do cichej umowy.Starter miał nacisnąć guzik na tzw sprzęgło.Co to znaczyło?Gdy obaj stanęli pod taśmą,zaraz po włączeniu zielonego światła,słabszy puszczał sprzęgło i jazda do przodu.Zanim jego koło "zabuksowało" to taśma zdąży iść do góry.Tak też było.Dziś ktoś by powiedział-wstrzelił się w taśmę.Poszedł ostro do przodu i gdy już prawie składał się w łuk drugi dopiero wystartował.Z metra na metr odległość ze względu na umiejętności zmniejszała się jednak aż się zrównali.Gdy słabszy zobaczył ze ten już go dogonił,spanikował i z całym impetem "szedł w dechy".Puścił jednak motocykl ale ślizgając się po torze walnął w dolną część bandu.Połamał dechy obite cienką blachą i wślizgnął się pod nią!Blacha,jako że kufaja zadarła mu się na plecach do góry strasznie "przeorała" mu plecy i choć dawno się nie widzieliśmy,jestem przekonany ze blizny ma do dziś.Naturalnie koniec treningu,karetka,szpital i długa kuracja.Nasze szczęście polegało tylko na tym że nikt nie dowiedział się o zakładzie który w zasadzie nie został rozstrzygnięty.Nie wracaliśmy jednak już do tego a sytuacja ta w wielu z nas spowodowała duży respekt dla tego co się robi na torze.Warto też dodać że w początkach uczestniczyło około setki chłopaków.Grupa ta systematycznie malała a do licencji z każdego takiego naboru dochodziło czterech,pięciu kolegów.Ja znalazłem się w grupie która do licencji nie doszła ale za to z mojej grupy było kilku którzy nie tylko zdali ale mieli swój udział w meczach a był także kolega przejawiający ogromny talent startując w jednym z meczy ligowych,broniąc barw klubu wypadek przepłacił życiem.Jeden z kolegów przeszedł do innego klubu.Mi pozostała rola kibica,choć w pobliżu żużla przez pewien czas byłem jeszcze dosyć długo.O często wesołym życiu sportowca oraz innych sytuacjach następnym razem.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

ostatnia odpowiedź: 16 stycznia 2013 [1 komentarz tej dyskusji]

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
miroslaw998

Zmiany,tempo życia i pogoń za zapewnieniem sobie i rodzinie środków na tzw sportową emeryturę spowodowała sytuację że spotkanie z zawodnikami czy jednym z nich to wydarzenie.Kluby jak to ma miejsce w przypadku mojego,miejscowego organizują spotkania przed lub po meczu aby choć trochę zbliżyć zawodników do kibiców a co za tym idzie spopularyzować sport.W tym przypadku żużel.Jak wcześniej pisałem mając stadion "za płotem" bardzo często uczestniczyłem w treningach i wszystkim tym co tam się działo.Wielu z nas miało okazję posmakować [dosłownie] i poczuć co to jest i jakie to trudne.Dni,tygodnie,miesiące spowodowały że poznawał człowiek wszystkich i wręcz stawał się jakby stałą postacią na treningu.Naturalnie zaczynało się od zapychania motocykli,możliwości ich wyczyszczenia czy zatankowania.Młodsi ograniczali się do zdobycia żużlowych okularów na gumce po założeniu których nie mając nawet rowerów z kijem jako kierownicą robili wyścigi na wyznaczonym owalu przybierając nazwiska gwiazd ówczesnego speedwaya.My,starsi kierowaliśmy się raczej w stronę konkretów.Ach dosiąść prawdziwego motocykla bo o takich dzisiejszych,małej mocy dla szkółki nikt nie słyszał i jedyne co pozostawało to "ujeżdżanie" poczciwego Komarka lub Simsona [oba na pedały].Czego to się nie robiło aby zbliżyć się do zawodnika?Aby być rozpoznawanym i mieć możliwość "swobodnego" poruszania się po parkingu czy stadionie.Wykorzystywało się fakt rozbudowy czy przebudowy czegokolwiek na stadionie aby pomagając tam być!Wymiana piłkarskiej murawy,pamiętam jak dziś zaowocowała transportem kilkudziesięciu ton specjalnej ziemi w workach którą my jako młodzi chłopacy na własnych plecach poroznosiliśmy w wyznaczone sektory boiska.Bolało to fakt ale jaki to był trening.Nikt o siłowniach wtedy nie wspominał.Te oraz inne prace ale przede wszystkim fakt pobytu tam spowodował że czuliśmy się jak "swojacy".Dodam że mam tu na myśli grupę bo było nas kilkunastu chłopaków z osiedla.Najgorsze były długie okresy zimy ale i na to poszukaliśmy sposobu.Wszyscy,gremialnie zapisaliśmy się do jednego z miejscowych klubów piłkarskich zapewniając sobie możliwość uczestnictwa w treningach na sali.Pamiętam jak z samochodu który podjechał pod "magazyn" znjdujący się w zwykłej piwnicy w bloku zaczęto wyrzucać trampki i korkotrampki przywiezione z Grudziądzkiego Stomilu [a nie z Chin] które z różnych względów stały się odrzutami i nie poszły do sprzedaży.Poza faktem ponoszenia tego do "magazynu" każdy mógł sobie wybrać parę obuwia na swoją miarę.To samo dotyczyło koszulek [często też były sprane,po seniorach],spodenek czy getrów.I najważniejsze to że dostawaliśmy to gratis!Całkowicie za darmo podpisując jedynie w zeszycie magazyniera fakt pobrania.Klub wychodził z założenia że lepiej dać chłopakom za darmo bo co oni z tym zrobią?Na rynek pójdą?Nie.Będą grali w piłkę i chyba słusznie dochodzili do wniosku że może ktoś wypłynie z grona grajków osiedlowych.Tak właśnie było.Dziś słyszy się że czy to odrzuty [tych już nie ma bo producentów brak] czy to co przechwycą na granicy lepiej spalić w piecu niż rozdać choćby dziaciakom z domów dziecka bo kto zapłaci VAT albo akcyzę.Lepiej zapłacić za wydobywający się dym z komina w postaci opłaty cieplarnianej a następnie płakać że piłkarstwo polskie musi polegać na naturalizowaniu Polaków urodzonych poza granicami którzy mieli możliwość dostępu do tego co u nas idzie do pieca.Efekt i poziom widać aż nadto.Zapewniwszy sobie udział w treningach piłkarskich na sali w okresie zimowym wielu z nas z niecierpliwością oczekiwało wiosny a wraz z nią ruchów w parkingu i na torze.Dodam że z grupy zapaleńców byli też tacy którzy pozostawali przy piłce znajdując w tym sporcie swoje miejsce.Kilku nawet zaszło dość daleko jednak nazwisk z uwagi na brak ich zgody nie wymienię.Ja pozostałem w grupie oczekującej wiosny i tego co będzie się działo na torze i w parkingu.O tym jednak następnym razem.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
KOLEJARZ FAN

Sport w dzisiejszych realiach to juz calkowicie inna bajka. Komercja jest wszechogarniajaca. Zuzel jest sportem drogim na ktory nie ma zbyt wielu chetnych. Do tego dochodzi brak pomocy w klubach mlodym bardzo perspektywicznym zawodnikom. Nasza polska juniorka marnieje w oczach. Takie czasy.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.