Ostatnie akcje użytkownika, Tablica użytkownika

Ostatnie akcje użytkownika

  • Konar102 zaczął obserwować Guy Martin

  • Konar102 lubi Komentarz

    Sparta przegrala mecz na inauguracje na trudnym terenie w Lesznie w dodatku ma szanse na bonus . A taka Sparte jako Wroclawianin chce ogladac. Wiecie dlaczego bo Przemo Liszka zrobil dobre wrazenie . A Wojdyllo zaliczyl 001 w Opolu . I zadnego dziadzia

  • Konar102 lubi Komentarz

    Dariuszu Ostafiński, jak śmiesz zabierać głos w sprawie Motoru? Odczep się w końcu od tego tematu. Jak śmiesz wchodzić w rodzinne sprawy Kępy? To jest jego prywatne życie. Czy Kępa wpakował się w twoje biznesy i wywleka twoje życie rodzinne na wierzch? Jeżeli koniecznie chcesz pisać o Motorze to może skomentuj to:

    ***

    Nie chodzi o Motor Lublin, a o sprawę. Tomasz Dryła: Mój list zamknięty

    Siema! Od dawna dostrzegałem pewien problem, ale długo wahałem się, czy wypada mi poruszać ten temat. Miesiąc temu zdecydowałem się, bo czuję, że sprawa powinna wybrzmieć w przestrzeni publicznej.

    Tuż po tegorocznym barażu napisałem felieton. Pewien Redaktor obiecał mi na Gali PGE Ekstraligi, że go opublikuje, choć zastrzegłem, że będzie wobec niego, i nas samych – dziennikarzy, krytyczny. W odpowiedzi, przy świadku, usłyszałem, że Redaktor nie ma z tym problemu i chętnie przyjmie konstruktywną dyskusję. Kiedy jednak wysłałem tekst, zmienił zdanie i poinformował mnie, że felieton nie pójdzie. Złagodziłem więc jego ton, ale Redaktor decyzji nie zmienił. Przyjąłem argument, że nie życzy sobie na prowadzonym przez niego portalu takich uwag. Uszanowałem to, a może nawet trochę zrozumiałem. Zresztą – nie miałem wyjścia. I pewnie schowałbym go do szuflady, gdyby nie seria niezwykle niesprawiedliwych i bolesnych dla wielu ludzi artykułów o Motorze Lublin na tymże portalu. Ale nie o Motor chodzi, a o sprawę. Motor był tylko zapalnikiem i pozostaje przykładem, oraz punktem wyjścia do dyskusji o problemie, który może spotkać każdy klub lub Zawodnika.

    Zaznaczam, że tekst powstał długo przed tą zastanawiającą, szkalującą kampanią. Napisałem go w okresie finałowo – barażowym, kiedy przez jakiś czas czytywałem ów portal. Uprzedzając ew. zarzuty o obronę klubu, z którym jestem emocjonalnie związany, podkreślam, że nie było w nim nawet najmniejszej wzmianki o Motorze. Zszokowały mnie słowa odnoszące się do Zawodników innych drużyn i atmosfera, w jakiej oceniano ich jazdę, charakter i podsumowywano decyzje Kibiców, którzy wybierali laureatów Gali. To, co wydarzyło się później na ww. portalu, oraz kilka długich rozmów z Redaktorem, skłoniło mnie do publikacji pełnego tekstu mojego felietonu poniżej. W głowie nie mieści mi się, jak można w tak obrzydliwy sposób nie tyle nie doceniać, co choćby nie szanować ciężkiej pracy wielu ludzi.

    Uwaga.

    27.09: „Motor popełnił błąd awansując do PGE Ekstraligi?”

    11.10: „Motor źle zabrał się za transfery i został z ręką w nocniku”

    22.10: „Mecze Motoru przykro będzie oglądać. Jest dużo słabszy niż rok temu Unia”

    Teraz uwaga jeszcze bardziej. 27.10 wysyłam Redaktorowi felieton. Co następuje:

    28.10: „Pawlicki i Lindbaeck nie dali się skusić Motorowi”

    28.10: „Motor nie wygra nawet na swoim torze?”

    28.10: „Motor nie powinien był się pchać do Ekstraligi. Popełnił błąd”

    30.10: „Domowy tor ostatnią nadzieją Motoru”

    Uwaga po raz trzeci. Napisałem złagodzoną wersję felietonu, żeby uruchomić jakąkolwiek refleksję nad tym, co się wypisuje i długo, bezskutecznie namawiam Redaktora do publikacji. Podziałało, ale nie w tę stronę:

    1.11: „Beniaminek głównym kandydatem do spadku. Z takim składem Motor daleko nie zajedzie”

    2.11: „Skład Motoru zamknięty. Trzeba liczyć na dwa małe cudy. Unia Tarnów była silniejsza”

    3.11: „Motor zbudował skład na pierwszą ligę. Potrzebny cud”

    To tylko tytuły, lub ich fragmenty. W tekstach m.in:

    - „Z tego, co miał w tym roku Motor to tylko Wiktor Lampart nadaje się na ten najwyższy poziom.”

    - „Motor znał sytuację na rynku, gdy jechał w finale z ROW-em. Wiedzieli, co jest grane. Dla mnie ROW był lepiej

    przygotowany na Ekstraligę.”

    - „Nawet jakby po awansie mieli zostać Szczepaniak z Lebiediewem, to wyglądałoby to sto razy lepiej niż Motor.”

    - „Motor ma pecha do krótkowzrocznych działaczy.”

    - „Uważam, że [Motor] powinien odpuścić. Tak twierdzę, bo rok jazdy w Ekstralidze może bardzo zaszkodzić Motorowi. Łomot w niemal każdej kolejce zawróci klub w rozwoju o lata świetlne.”

    - „Motor nie ma żadnej koncepcji. Naprawdę boję się o ten ośrodek. Jak wytrzymają to lanie i czy po roku nie odechce im się żużla.”

    - „Dla mnie ROW był lepiej przygotowany na Ekstraligę. Tam są zręby.”

    - „Współczuję telewizji, która będzie musiała pokazać wyjazdowe mecze lublinian. Zawsze można wyłączyć telewizor.”

    Pomijając to, że wiele faktów było wyssanych z palca, wiele liczb nieprawdziwych i wiele nazwisk, do których rzekomo dzwoniono z Lublina, wyjętych z zielonego lasu – to przecież tylko kwestia dziennikarskiej rzetelności – poraża mnie coś innego. Powyższe cytaty zaczerpnąłem z jednego, powtarzam: JEDNEGO artykułu! Określić to wiadrem pomyj wylanych na klub, to za mało. I nie obchodzi mnie, że część tych fraz to przytaczane słowa „ekspertów”, bo to do dziennikarza należy ich wybór i ton, w jakim opisuje dany problem, oraz w jakim nastroju proponuje debatę. Cytat nie jest tu żadnym argumentem, ani usprawiedliwieniem. Jeśli Sebastian Niedźwiedź powiedział, że „pojechał jak p...a”, to znaczy, że ja mogę swobodnie używać tego sformułowania w trakcie komentowania wyścigów? Nie, nie mogę. Dlaczego? Bo myślę.

    Tu nie chodzi tylko o Motor, bo zdecydowana większość dumnych Lubelaków ma na teksty Redaktora to, co Pan Krzysztof Mrozek… Ale co to znaczy, że Motor jest słabszy nawet od Unii Tarnów? A Unia to co, jakiś odpad, czy może mega waleczna drużyna, która dała nam w tym roku tak wiele emocji? Co znaczy, że „nawet jakby mieli zostać Szczepaniak z Lebiediewem”? To Mateusz Szczepaniak i Andrzej Lebiediew są jakimiś półzawodnikami, w dodatku bez imion? Co znaczy, że ROW miał „zręby”? Nieśmiało zauważam, że te „zręby” w sportowej walce przerżnęły z Motorem trzy z czterech meczów w tym roku, w tym decydujący o awansie różnicą 16 punktów. Te ekstraligowe „zręby” nie potrafiły też wygrać żadnego meczu z przedostatnim w lidze Falubazem i to bez kontuzjowanego lidera, Patryka Dudka. Co znaczy, że „Motor ma pecha do krótkowzrocznych działaczy”? Ludzie, którzy wyciągnęli klub ze zgliszcz organizacyjnych i finansowych, zbudowali składy, które zdemolowały obie ligi i w dwa lata awansowały do PGE Ekstraligi, są słabymi działaczami??? Czegoś nie rozumiem. Odkopano z czeluści prężny ośrodek żużlowy, wszyscy Zawodnicy chwalą sobie jazdę w klubie, nikt nie ma zaległości finansowych, a Kibice ze Speedway Euphoria zebrali 580 litrów krwi dla potrzebujących! Może warto byłoby zrobić szum wokół tego?

    I najważniejsze – Motor w sezonie 2019 nie przegrał jeszcze żadnego meczu. Oczekiwanie, napięcie, dreszcz emocji przed inauguracją, odliczanie dni do tego, na co całe Miasto czekało 24 lata – to jest wielka radość, o której Lublin tak długo marzył. To powinien być najbardziej radosny czas od ćwierćwiecza! Niezależnie od tego, czy Motor zadomowi się w Ekstralidze na sto lat, czy spadnie po roku – po jaką cholerę uprzykrzać Lubelakom ten magiczny, wytęskniony czas? Podobną radość przeżywano niedawno w Tarnowie, Grudziądzu i Rybniku. Motor będzie walczył! I dajmy mu walczyć. Na torze, a nie w jakichś bzdurnych artykułach. Mocno wierzę, że Kibice udowodnią, jak bardzo kochają ten sport. I że będą zawsze z drużyną. Że docenią charaktery, waleczność i oddanie swoich Zawodników. A jakie to da wyniki? Ja, w przeciwieństwie do Redaktora, nie mam pojęcia i strasznie mi z tego powodu dobrze. Bo na tym, do jasnej ciasnej, polega sens sportu!

    Właśnie. Dziwię się, jak dwóch ludzi zajmujących się ukochaną dyscypliną, może tak biegunowo odmiennie pojmować sport i istotę rywalizacji?! Jak do głowy może komuś przyjść sformułowanie, że „należało odpuścić awans”?! To tak niedorzeczne, że aż strach. Cóż, albo ktoś był/jest sportowcem i dałby się poharatać za pokonanie przeciwnika na torze, czy jakimkolwiek boisku, niezależnie od tego, czy jedzie o mistrzostwo świata, czy gra mecz międzyblokowy, albo ktoś nigdy tego nie czuł i nie rozumie, czym w ogóle jest sport, miłość do wygrywania. „Odpuścić awans”… żenada. Kim wtedy byliby działacze, którzy zaproponowaliby zawodnikom takie rozwiązanie i jakie artykuły na ich temat by powstały? Byliby skończonymi bałwanami działającymi wbrew sportowemu duchowi. No i oszustami. Jestem zdumiony radą Redaktora, by oszukiwać w sporcie.

    Na koniec tego przydługiego wstępu jeszcze raz zaznaczam, że tu nie chodzi o obronę Motoru. Chodzi mi i zawsze będzie chodzić o każdy klub/człowieka, któremu z premedytacją wyrządzana jest krzywda. Teraz padło na Lublin, za rok to może być Gdańsk, Łódź, Gniezno… każdy z zaplecza i 2 Ligi. Nie chodzi mi o pewną estetykę języka. Ja nie czepiam się szukania newsów, sensacji – to praca nas wszystkich, dziennikarzy. Czepiam się tonu i nastroju, w jakim budowane są niektóre opowieści. Każdy fakt można przedstawić złośliwie, albo w cywilizowany sposób. Rzetelny tekst, albo agresja i zniewaga - to jest wybór dziennikarzy. Wiem, że niewiele mogę ponad to, by nie pozostawać głuchym i obojętnym. A może to nie tak mało? Nie pozwolę sobie po prostu na to, by kiedyś mieć do siebie żal, że nie zareagowałem. To wyłącznie moja opinia, jestem jej pewien i będę bronił swojego stanowiska. Mogę nawet wziąć się z kimś za łby, nie ma problemu – może taką polemiką Kibice akurat by się zainteresowali?

    Tych, którzy doczytali aż do tego momentu i nie mają dosyć, zapraszam na felieton, który napisałem po barażowym rewanżu ROW – Falubaz.

    TYLKO MOTOR: Advocatus (d)Jaboli
    Czegóż tam nie było?!? Spaliśmy na dziko, straszyliśmy kakadu, a dzikie kangury straszyły nas. Łamaliśmy zakazy, wjeżdżaliśmy motorami na klify, piliśmy młodzieżowe ilości najtańszego wina, wkręcaliśmy przerażonych turystów, że spadamy w przepaść, wbijaliśmy na krzywy ryj (jeden kudłaty, drugi łysy, jak kolano) do boksu Marca Marqueza podczas MotoGP na Phillip Island, przebieraliśmy się w samolocie w motocyklowe zbroje i rozśmieszaliśmy stewardessy. Ale to nie jest ważne. Najważniejsze, że przez dziewięć dni właściwie non stop się śmialiśmy. Korzystając z SGP w Melbourne, ruszyliśmy w tygodniową motocyklową podróż po Australii. Zatrybiło. A to wcale nie jest takie oczywiste. Bo, żeby jechać z kimś motorem przez tydzień, należy zgrać się na wszystkich płaszczyznach. A najtrudniej zgrać się na tych najprostszych: trzeba podobnie jeździć, mieć podobne wymagania i zbliżoną wytrzymałość (na niską temperaturę i ludzką głupotę), podobnie jeść i wydawać podobne pieniądze. Łatwe? Tylko w teorii. My zgraliśmy się fantastycznie. Na tyle dobrze, że nagrań z tego wyjazdu do dziś nie mogą obejrzeć ani Sylwia, ani Ewcia, ani nikt inny. To wciąż tylko nasze wariactwo. Kufer pełen szalonych wspomnień dwóch dobrze zgranych ludzi, którzy na chwilę zapomnieli, że są budziki, telefony i podatki.

    Już wcześniej skomentowaliśmy wiele imprez, dobrze się ze sobą bawiąc, ale to właśnie w Australii poznałem Mirasa Jabłońskiego. Dobrego kumpla. Godzinami rozmawialiśmy o życiu, rodzinach, ambicjach, błędach, grzechach i sukcesach. Dzisiaj wiem, że mogę liczyć na Mirka, tak jak on może liczyć na mnie. Wiem, że jest po prostu dobrym człowiekiem i tu można tak naprawdę skończyć jego opis. Po co dodawać, że bezgranicznie kocha swoją rodzinę, że bezinteresownie i po cichu pomaga innym ludziom, że zdrowo patrzy na sport? Z żoną Sylwią uwielbiają psy. Widok Mirasa, który rano kotłuje się z nimi na trawniku przed domem, jest doprawdy boski. Każdą wolną chwilę chce spędzić z dziećmi, które rosną na porządnych sportowców. Poświęca im mnóstwo czasu, angażuje w zajęcia fizyczne i akcje dobroczynne, uczy bycia przyzwoitym. Jest dobrym mężem i kapitalnym ojcem. Naród ma z nim jednak mnóstwo kłopotów… Bo niby jak może oceniać jazdę zawodników z Grand Prix, skoro ma dwudziestąktórąśtam średnią w pierwszej lidze?!? Kim on w ogóle jest i co osiągnął, żeby to robić? Niech się głupkowato nie śmieje, bo z tym ryczącym Dryłą robią z siebie większych idiotów, niż naprawdę są! I to jest właśnie część problemu, o którym dzisiaj.

    Słyszę/czytam zarzuty dotyczące Jabola i ten pada najczęściej. A przepraszam, czy piłkę komentują sami najlepsi kopacze w historii polskiego futbolu, sami mistrzowie świata i zwycięzcy Ligi Mistrzów? Dawno nie słuchałem, ale jestem niemal pewien, że nie. Mi przy mikrofonie w ogóle nie jest potrzebny największy mistrz żużla w historii; ja potrzebuję fachowca i osobowości. U Jabola imponuje mi jego spostrzegawczość, swoboda wypowiadania się i lekkość w obrazowym przekazywaniu myśli cennych dla każdego obserwatora. No i chęć, zapał do pracy. I to się dla mnie liczy. Jakość transmisji. Na żużlu jeździ kupę lat i zna się na tym. Co nie znaczy, że jest najlepszym zawodnikiem. A czy jest, to mi akurat wisi. Chciałbym, żeby każdy widział tyle, co on i potrafił choć w części tak lekko i zrozumiale wyjaśnić to naszym Widzom. A ile razy Miras otwarcie, z humorem i rozbrajającą szczerością mówił o tym, jak bardzo chciałby jeździć przynajmniej w połowie tak dobrze, jak o tym opowiada? Dystans, świadomość, wiedza, komunikatywność – moim zdaniem ma wszystko, żeby porządnie komentować. I będę go bronił. Bo smutno mi, kiedy niesłusznie dostaje po dupie, samemu bronić się nie mając jak.

    A czy ktoś wie, ile razy odmówił wizyty przy pulpicie, bo akurat miał zaplanowany dodatkowy trening indywidualny? Bo w Starcie nie szło. Jak rezygnował ze współpracy w obawie przed negatywnymi komentarzami? Albo jak przybiegł na stanowisko kwadrans przed pierwszym wyścigiem i powiedział „Przepraszam. Wczoraj nie miałem głowy, żeby odwołać, a dziś nie chciałem ci już robić kłopotów, więc przyjechałem. Ale wybacz, jak coś będzie nie halo, bo myślami jestem gdzieś indziej. Córka poważnie mi zachorowała…”. I to naprawdę była – i jest! – poważna choroba. Dla ojca rzecz najgorsza. Potem pojechał bardzo słaby mecz. Więc poszedł hejt. Bo co kogoś obchodzi jakaś tam córka…

    Nie chciałem publikować tego tekstu w trakcie sezonu, żeby uniknąć oskarżeń o obronę jednego, lub drugiego zawodnika. Bo to nie jest tekst o Mirosławie Jabłońskim. Naprawdę. To jest tekst o świadomości, umiarze i szacunku. Uwielbiamy ostre wyścigi, twardą rywalizację, szalone ataki i jazdę na pełnym ryzyku. Zgoda. Ale na tych motorach siedzą żywi ludzie. Ze swoimi problemami, niedoleczonymi kontuzjami, niewyspani, z bólem zęba, albo odpadającą ręką. Ze swoim strachem… Każdy z nich ma bliskich, swoje rozterki i obawy, swoje lepsze i gorsze momenty w życiu. A niektórzy – swoje demony z tyłu głowy. I zdziwilibyście się pewnie, którzy.

    Wiecie na przykład, kto w tym sezonie jeździł z zapaleniem ucha i kiedy wkręcał gaz pod taśmą, to niemal mdlał z bólu? Komu po kolejnej operacji oszalał organizm? Krew zmieniła charakterystykę, dramatycznie spadła odporność, pojawiły się uczulenia? Kto musiał zmienić dietę, bo przy nałożonych obciążeniach narządy wewnętrzne nie dawały rady? Kto musiał raz w tygodniu badać krew, bo poprzedni zabieg nie do końca się udał? Kto w swoim mieście czuł się tak niepewnie, że w trakcie sezonu chciał się wyprowadzić? Kto przestał odbierać telefony, bo bał się, że to kibice, albo, co gorsza, dziennikarze? Kto jechał półprzytomny, bo portal radośnie ogłosił, że „jest tylko poobijany”? Co to, do cholery ciężkiej, w ogóle znaczy „tylko poobijany”?! Może tak pisać/mówić jedynie ktoś, kto nigdy porządnie nie wyglebił, albo chociaż nie dostał po pysku. „Poobijany”, kurde… czyli co – w pełni sił, tak? O opisywaniu spraw prywatnych nie wspominam, bo to poniżej akceptowalnego poziomu. Ale one są. I wpływają na zawodników, tak jak na wszystkich innych ludzi.

    Po jednej stronie mamy bardzo odważnych facetów, dzięki którym cała ta gra w ogóle funkcjonuje, a po drugiej jest rzesza obserwatorów – Kibiców, dziennikarzy i wszelkiej maści filozofów, którzy też mają odwagę, ale do rzucania gnojem. To my. I prawda jest taka, że zawodnicy nie muszą nas rozumieć, ale my ich powinniśmy. Mam wrażenie, że dziennikarze żużlowi miewają kłopoty z zachowaniem odpowiednich proporcji. Ja wiem, że jest walka o klienta, klikalność itd., że żurnalistom wolno sporo i coraz więcej, że wszystko ma kipieć od emocji. Ale według mnie są jakieś granice. Przestałem tu pisać w miarę regularnie po tekstach na temat przejścia Grzegorza Walaska do Gorzowa – tych o skakaniu, śpiewaniu i kibicach zielonogórskich rzekomo czekających na niego w rodzinnym mieście, by go pożreć. To było cholernie nie w porządku i nie dostrzegałem wtedy żadnego sensownego wytłumaczenia tego ostrzału. Teraz chciałbym jednak opublikować tu jeszcze kilka felietonów. Ten pierwszy z nich jest o szacunku i zachowaniu minimum przyzwoitości. I dostrzeganiu człowieczeństwa u żużlowców. Jak to jest możliwe, że komuś przechodzą przez klawiaturę teksty, w których zwodnicy nazywani są „kevlarmi”, albo „frajerami”. Że wybór kibiców odnośnie trenera Stanisława Chomskiego określa się „nieporozumieniem”, a Maciejowi Janowskiemu zarzucany jest brak charakteru? Noż kuźwa mać! Janowskiemu?!?! Brak charakteru? To jest jakiś absurd totalny. Naprawdę trzeba mieć złe intencje, żeby tak powiedzieć. A to są cytaty tylko z jednego, wybranego tygodnia! Dzień po barażu pewien redaktor pisze, że Woryna „nie zasłużył na lincz”… Ale ten sam człowiek pół godziny po meczu napisał, że „Woryna zawalił baraże!”, a 67 minut później inny kolega dodał na tym samym portalu, iż to „Woryna zawalił baraż”. Czymże to jest, jeśli nie prowokowaniem takiegoż linczu właśnie? Nie akceptuję tego. Tak po prostu nie wolno i nie chcę tu nawet uzasadniać, dlaczego, żeby nie musieć przytaczać najbardziej przykrych przykładów. To, co pisze się o innych ludziach, ma potężną siłę. Trzeba mieć tego świadomość i korzystać z niej nader roztropnie. Łatwo, naprawdę łatwo kogoś skrzywdzić. A z rozmów z zawodnikami wiem, bo rozmawiam z wieloma, że niektórzy nie są obojętni na te wpisy. Jak wszyscy ludzie – jedni zleją to z automatu, innym, bardziej wrażliwym, może to zatruć życie. A niektórym wyjątkowo lekko przychodzi rzucanie ciężkich słów…

    Nie jestem jakimś totalnym oszołomem i romantykiem, żeby wierzyć, że wszyscy nagle możemy zacząć budować coś pozytywnego, mieć dla siebie uśmiech, albo przynajmniej wyrozumiałość. Oczywiście tak się nie stanie, bo za dużo osób ma interes w tym, żeby nie było za wesoło. Ale są granice brawury i wg mnie tę granicę wyznacza przyzwoitość. Przynajmniej na jakimś elementarnym poziomie. Dotyczy to dziennikarzy, komentatorów, Kibiców i ludzi, którzy wyrażają opinie w komentarzach. I samych Zawodników także! Każdy może ten tekst przeczytać, lub nie, przemyśleć, lub nie, odpowiedzieć, lub nie. Skrytykować, zmieszać z błotem, albo wziąć się ze mną za łby – nie dbam o to. Chciałbym jednak, by potraktowano go, jako moją prywatną opinię, zaproszenie do dyskusji, a może jakieś nowe otwarcie. I bardzo serdecznie proszę o szacunek. Jak możemy wymagać go dla środowiska od innych, skoro sami mamy go dla siebie czasem tak niewiele? Darek, Ty masz niemal wszystko, żeby się udało: całe środowisko czyta Twój portal, masz najwięcej odsłon i komentarzy, to Ty w dużej mierze kreujesz atmosferę, w jakiej dyskutuje się o żużlu w polskich mediach. To wynik Twojej pracy i zaangażowania. Nikt Ci tego nie odbierze. Masz wiele możliwości, ale też i kilka obowiązków. W tym jeden najważniejszy – odpowiedzialność. Dźwigasz ogromną odpowiedzialność chłopie i im szybciej to do Ciebie dotrze, tym lepiej. Tak, jak do każdego z nas – Żużlowców, Kibiców, działaczy i dziennikarzy. Każdy powinien spojrzeć na siebie. Nie trzeba ciągle oczerniać, wyśmiewać, szczuć i prowokować. Wysysać z palca kwoty transferowe i publikować niesprawdzone informacje – to bez sensu, my – dziennikarze – powinniśmy to mieć na uwadze, bo to sprawa dla nas fundamentalna. Rzetelność. Spróbujmy może częściej wychodzić z negatywnego rejestru – ja postaram się nie dotknąć niesprawiedliwie nikogo komentując mecz, a potem może nie przeczytam, że frajerzy bez charakteru doją innych. Ależ byłoby fajnie! Ważyć słowa i epitety, bo to naprawdę ostra broń.

    Żeby było jasne – nikt mnie do tego felietonu nie zachęcał, nikt nie sugerował tematyki, a Jabol pewnie by mi urwał łeb, gdybym go uprzedził o takim zamiarze, bo to zbyt skromny typ. Piszę z poczucia obowiązku, bo wciąż wierzę, że jest sens. Że można zawalczyć o więcej serdeczności dla nas wszystkich. Jeśli chociaż jeden komentujący wyhamuje z inwektywami, bo pomyśli „kurczę, nie będę przeginał, facet to przeczyta i coś mu strzeli do głowy”, to już będzie wielki sukces. Bo dzisiaj każdy z tych zagotowanych Kibiców, który w komentarzach obraża innych, wybroni się bez problemu: „co wy chcecie ode mnie, skoro sami dziennikarze nazywają zawodników frajerami”? I będzie miał rację. Sezon się skończył, zaraz zacznie się napinka transferowa. Będzie ocenianie, dogryzanie, sugerowanie itd. A przede wszystkim traktowanie Zawodników, żywych ludzi, jak towary w sklepie: „ten jest do bani, nic nie wart, weźcie se go, my bierzem tamtego, z tego już nic nie będzie, ten jest sprzedawczykiem, to kevlar, albo frajer, złotówa bez charakteru, niech lepiej kończy karierę”. Mnie to już nie bawi. A chciałbym, żeby żużel mnie bawił. Naprawdę. Ktoś jeszcze chętny?

    ***

    Tekst ukazał się na portalu społecznościowym Facebook pod tytułem "MÓJ LIST ZAMKNIĘTY"

  • Konar102 lubi Komentarz

    Woffinden jednak pojedzie do Lublina ale tylko raz jednak paru z Lublina osiłków wyszło na głupków tutaj

  • Konar102 lubi Komentarz

    Ciekawa lektura od Porsinga do popołudniowej kawy.Polecam! "Mój kontrakt ze Stalą Rzeszów skończył się 31 października. Przez cały okres obowiązywania kontraktu nie miałem możliwości opublikować żadnych informacji. Publikacja czegokolwiek wiązała by się z narażeniem na kary finansowe od klubu.

    Jako, że mój kontrakt dobiegł końca czuję, że muszę poinformować fanów Stali Rzeszów i media o tym jaka jest prawda na temat tego co dzieje się w klubie, o Irku Nawrockim i Marcinie Janiku.

    Dołączyłem do Stali Rzeszów w 2016 roku. Przez następne dwa lata musiałem słuchać kłamstw od prezesa klubu, Andrzeja Labudzkiego. Pod koniec 2017 roku, zostałem przedstawiony nowemu właścicielowi klubu i prezesowi – Ireneuszowi Nawrockiemu. Pan Nawrocki przekonał mnie do pozostania w klubie na 2018r. Powiedział mi „Jestem jednym z bogatszych ludzi w Polsce i nigdy więcej nie będziesz miał problemów w wypłatach od klubu”.

    W dobrej wierze podpisałem ten kontrakt 2 listopada 2017 roku, na cały sezon 2018.

    Po raz pierwszy podejrzenia dot. pana Nawrockiego i jego słów o tym, że był bardzo bogaty, pojawiły się podczas obozu treningowego w górach. Uświadomiliśmy sobie, że rachunek za hotel nie został opłacony, a wypożyczalnia nart nie była dla nas dostępna, dopóki nie zostanie opłacona. Normalnie, bogaty człowiek, zadzwonił by do hotelu i zapłacił kartą debetową/kredytową. Ale w tym przypadku, jeden z „najbogatszych Polaków”, Pan Nawrocki i wice-prezes Marcin Janik, jeździli wiele godzin w góry żeby płacić gotówką, zatrzymując się tylko przed powrotem do Krakowa.

    Zgodnie z moją umową, pieniądze za podpis zostały mi wypłacone – ale miesiąc po terminie. Po raz pierwszy wtedy zaoferowano mi pieniądze w gotówce, które odrzuciłem tłumacząc, że wszystkie płatności do mnie muszą być robione w formie przelewów na moje konto w Anglii, z racji tego, że opłacam tam wszystkie podatki.

    Płatności za pierwszych kilka spotkań otrzymywałem w częściach, ale nigdy nie były to pełne kwoty z faktur.

    Na każdą moją prośbę o płatność, otrzymałem obietnice zapłaty, której nigdy nie dotrzymano. Kiedy w końcu dokonano jakiejkolwiek płatności, były to minimalne kwoty i tylko niewielki procent tego, co było należne. Te minimalne płatności zostały przekazane na mój brytyjski rachunek bankowy lub wypłacone mi w gotówce.

    W lipcu zostałem usunięty z zespołu na domowe spotkanie z Rawiczem. Trener klubow Mirosław Kowalik powiedział mi, że było to na polecenie pana Nawrockiego, ponieważ był zły, że domagam się zapłaty. Pan Kowalik przeprosił mnie jako trener, powiedział, że nie było to w jego kwestii, ponieważ to nie on wybierał zawodników do jazdy, tylko Prezes klubu.

    Sytuacja w której się znalazłem (nie otrzymując opłaty i nie wiedząc, czy w ogóle będę jeździł dla klubu) przyprawiała mnie o ogromny stres. Poprosiłem o spotkanie z panami Nawrockim i Janikiem. Obaj Panowie obiecali mi płatność w ciągu kilku dni i zapewnili, że będę jeździł w pozostałych meczach.

    Krótko po tej rozmowie, Mirosław Kowalik zrezygnował z roli trenera. Powiedział mi, że było to spowodowane tym, że nie mógł wybrać drużyny, a także, że nie otrzymał wynagrodzenia. Również w tym czasie prasa donosiła, że Hancock nie został opłacony i było to powodem, dla którego nie jeździł w środku sezonu. Bez względu na to, czy to prawda, nie wiem, ale kierując się własnymi osobistymi doświadczeniami, założyłem, że jest to prawdopodobnie bliskie prawdy.

    Rankiem 15 sierpnia będąc na torze usłyszałem o tragicznej śmierć mojego kolegi z drużyny, Tomasza Jędrzejaka. Koledzy, pracownicy klubu i ja byliśmy w szoku z powodu tej okropnej wiadomości. Następny dzień był najgorszym dniem w moim życiu, kiedy to spodziewałem się narodzin córeczki. Lekarze powiedzieli mi, że zmarła przed porodem. Gdy przeżyliśmy ten ból z naszymi rodzinami, otrzymałem wspaniałe wsparcie od przyjaciół, zawodników, rzeszowskich fanów i fanów żużlowych na całym świecie. Jednak nigdy nie usłyszałem ani nie otrzymałem żadnych kondolencji od Irka Nawrockiego.

    W tym czasie mój menadżer spotkał się z Marcinem Janikiem, opowiadając mu o stresie i presji, jakie przeżywaliśmy z moją narzeczoną. Powiedział panu Janikowi, że ja potrzebuję pieniędzy na pokrycie wydatków na życie i na pokrycie kosztów pogrzebu naszej córki. Zapytał, czy klub może zapłacić połowę kwoty jaką jest mi dłużny. Janik obiecał porozmawiać z Nawrockim na ten temat. Nie wiem czy porozmawiał, ale ani jeden ani drugi się do mnie nie odezwali, nie wspominając już o braku płatności.


    Stal Rzeszów przeszła sezon niepokonana, a jako kapitan klubu w pełni oczekiwałem udziału w play-offach. Marcin Janik powiedział mi kilka razy, że wszyscy zawodnicy zostaną w pełni opłaceni przed finałami playoff. Tydzień przed playoffs otrzymałem sms od pana Nawrockiego, że właśnie przelewa mi pieniądze i będę jechał w playoffach. Kilka dni później dowiedziałem się, że nie będę w drużynie podczas pierwszej playoff w Ostrowie. Oczywiście byłem rozczarowany. Janik poinformował mojego menadżera, że Nawrocki myślał, że będę jeździł w Ostrowie w 2019 roku i że zdobędę 0 punktów celowo, aby pomóc Ostrowi i zabrać szanse Stali Rzeszów. Nie rozmawiałem z Ostrowem w sprawie 2019. Nie skontaktowali się ze mną i nie skontaktowałem się z nimi. Nawrocki jest głupcem, jeśli myśli, że nawet mógłbym o tym pomyśleć. Jestem zawodowym żużlowcem i niezależnie od sytuacji w klubie, zawsze będę jeździł najlepiej jak potrafię. Tak się złożyło, że jeździec zastępujący mnie zdobył tylko 1 punkt w Ostrowie. W związku z tym spodziewałem się, że w najbliższą niedzielę będę w domowym meczu finałowym.

    W czwartek (przed finałem w domu) drużyna została poproszona o trening w Rzeszowie. Na zakończenie treningu przemówił mi zastępca trenera klubu, Lech Kędziora. Powiedział mi, że "byłem najszybszy na treningu i on chciał, abym był w zespole". Mimo to powiedział z żalem, że nie będę w drużynie. Powiedział mi: "Greg Hancock poinformował Nawrockiego, że nie chce jeździć w finale, chyba że Luke Becker będzie w drużynie". Nawrocki zgodził się na prośbę Hancocka, a ja niestety nie jechałem w finale. Oczywiście byłem bardzo zły, że nie będę jeździł i że jeden z zawodników klubu wybiera teraz zespół, a trener nie miał nic do powiedzenia. Mój menadżer omówił to z Marcinem Janikiem, który potwierdził to i ponownie powiedział, że Nawrocki myślał, że pomogę Ostrowi nie zdobywając punktów.

    Podczas tego spotkania poinformował również mojego kierownika, dlaczego płatności nie zostały przekazane zgodnie z obietnicą. Powiedział mu, że było to spowodowane Diamentowym Pucharem, na którym stracił dużo pieniędzy, a Nawrocki wykorzystał klubowe pieniądze, aby utrzymać Diamentowy Puchar na powierzchni. Powiedział, że zawodnicy Stali Rzeszowa będą musieli poczekać, ale w końcu dostaną swoje pieniądze.

    Od końca sezonu nadal zwracam się o płatności. Otrzymałem wiadomości tekstowe od Nawrockiego i Janika, mówiąc, że dokonano płatności. Teksty potwierdzają kwoty, które zostały zapłacone, ale nie szły za nimi żadne potwierdzenia przelewu bankowego. Okazało się, że były to kłamstwa i nie dokonano żadnych płatności.

    Mam kopie wszystkich tych wiadomości tekstowych.

    Przez cały sezon prasa napisała wiele artykułów o klubie i Irku Nawrockim. Wydaje się, że prasa słyszała pogłoski, że sytuacja w Stal Rzeszowie nie była tak kolorowa, jak Nawrocki opowiadał w gazetach. Nawrocki nagrał nawet wywiad wideo, by odpowiedzieć na negatywną prasę, którą otrzymał. Jego odpowiedzi były całkowitą wymysłem. Kłamstwo po kłamstwie, po kłamstwie...

    W połowie października mój Menedżer, podczas wizyty w Rzeszowie, ponownie spotkał się z Marcinem Janikiem. Janik poinformował go, że klub / Nawrocki miał długi w wysokości 1,2 miliona złotych. Nie jesteśmy pewni, czy to także dług za Diamond Cup. Jednak Janik powiedział, że wszyscy zostaną opłaceni do 31 października i że Nawrocki próbował sprzedać posiadane przez siebie mieszkania na własność, aby zebrać fundusze na wypłatę wszystkim. Powiedział, że jest to konieczne, ponieważ klub musiał dokonać wszystkich płatności na rzecz zawodników i potwierdził to PZM, aby uzyskać licencje w 2019 roku.

    Kilka dni po tym spotkaniu Sportowfakty opublikowały wywiad z Nawrockim. W nim powiedział, że wszyscy jeźdźcy zostali opłaceni. To rażące kłamstwo. Następnie powiedział, że żona Tomasza zostanie wypłacona do końca października. Dlatego też zaprzeczył sobie, jak gdyby wszyscy jeźdźcy zostali opłaceni, dlaczego nie zapłacił żonie Tomasza. Powiedział też, że dał mi 5000 funtów na zakup silnika w Danii. To rażące kłamstwo. Nigdy nie otrzymałem od niego pieniędzy za silnik i nigdy nie rozmawiałem z nim o czymkolwiek, co ma związek z nowym silnikiem. Zapytałem Janika o to oświadczenie Nawrockiego i powiedział mi, że Nawrocki powiedział mu, że nigdy tego nie powiedział i że dziennikarz zmyślił tę historię.

    Jako kapitan klubu rozmawiałem z większością zawodników i personelu w Stal Rzeszowie. W pełni zdaję sobie sprawę z sytuacji związanej z klubem. To są moi koledzy i przyjaciele, więc nie mają powodu, by nie być ze mną szczerymi i kłamać mnie w tych kwestiach.
    Poniżej znajdują się informacje na temat znanych mi faktów i przekazanych mi informacji:

    1. Zawodnicy są nie opłaceni. Rozmawiałem z wszystkimi oprócz Hancocka
    (Greg nie rozmawia na ten temat z członkami zespołu)

    2. Junior, który jeździł na początku sezonu – nie jest opłacony

    3. 2 panie w biurze zrezygnowały z pracy – obwiniane przez klub za mała liczbę fanów podczas rzeszowskiego finału Diamond Cup – nie są opłacone.

    4. Dziewczyny podprowadzające – nie są w pełni opłacone

    5. Startowy – nie opłacony

    6. Marcin Janik niedawno pożyczył klubowi 200 000 złotych

    7. Fotograf klubowy / Transmisja na żywo Produkcja telewizyjna - nieopłacona

    8. Psycholog sportowy - nieopłacany

    9. Nawrocki - powiedział w zeszłym tygodniu w Sportowfakty, dał mi 5000 funtów na zakup silnika w Danii. To rażące kłamstwo. Nigdy nie otrzymałem od niego pieniędzy za silnik i nigdy nie rozmawiałem z nim o czymkolwiek, co ma związek z nowym silnikiem.

    10. Pogotowie ratunkowe odmawia przyjazdu na treningi, dopóki nie dostaną swoich należności

    11. Polewaczka podczas treningu zatrzymała się na torze z powodu braku benzyny. Klub nie miał pieniędzy w biurze, żeby ją zatankować.

    12. Młodsi jeźdźcy musieli wypożyczać części żużlowe ode mnie przez cały sezon, ponieważ klub odmawia zakupu tych części. Klub następnie skarży się, że jestem nielojalny wobec nich, kiedy proszę o zwrot sprzętu.

    13. Pod koniec sezonu jeden z juniorów poprosił mnie o wypożyczenie silnika, onieważ klubu nie stać na serwisowanie silnika, na którym jeździł do tej pory w 45 wyścigach.

    To wszystko są fakty i to jest prawda.

    3 lata w Stali Rzeszów spędziłem w fantastycznym mieście. Rzeszów jest wspaniały, ludzie i kibice są świetni. Mam tutaj wielu przyjaciół. Niestety, przez ten czas, poznałem też, że właściciel i zarząd klubu to patologiczni kłamcy, nieszczerzy i niekompetentni ludzie do prowadzenia klubu żużlowego.

    Jeżeli byłbym opłacony w całości, byłbym szczęśliwy i zadowolony i nie miałbym powodów do pisania takiego listu.

    Jednak dzisiaj nie ma nic, co mogliby zrobić lub powiedzieć mi Irek Nawrocki czy Marcin Janik, w co jeszcze raz uwierzę."

  • Konar102 lubi Komentarz

    sir Crump mowil cos ze Woffy bedzie jechal przeciwko calej Polsce ;) ale mi sie wydaje ze On jechal w tych zawodach w parze z Tomkiem Jedrzejakiem . Zalamka formy od smierci Ogora bardzo emocjonalne slowa na pogrzebie , to Taiski wzial flage w Czestochowie i teraz ta dedykacja . Szacunek na zawsze

  • Konar102 lubi Komentarz

    12 medali i ponad 5 milionów długu. Grisza spłacony? Emil? Jensen? Walasek? Szumina? Przypomnę ci, bo widać krótką macie pamięć w Częstochowie. Sukiennik przejął klub od Maślanki, z całą jego historią i osiągnieciami i kadrą zawodniczą, a to właśnie klub Maślanki miał te medale. Co za tym idzie, albo obecny Włókniarz jest spadkobiercą medali i długów, albo tworem który nigdy nie awansował do żadnej ligi, a w ekstra jeździ tylko dzięki układom i zielonym stoliczkom :). Sam zdecyduj którą wersję wolisz, bo tylko świącik nie zna historii swojego klubu i medale sobie przywłaszcza, ale od późniejszego tego samego Włókniarza się już odcina.

  • Konar102 lubi Komentarz

    pojechałem wczoraj do wrocławia na mecz atmosfera super kibice wrocławscy super mimo że jako jedyny z kolegą sie cieszyłem jak nasi jechali na 5:1 to nikt nie zwracał nam uwagi a ni sie nie pluł stadion fenomenalny na dodatek mecz z pieknym widowiskiem,mimo porażki nie żałuję że pojechałem do wrocka.Pozdro

  • Konar102 napisał/a odpowiedź do Twojego komentarza

    To są jego pierwsze zawody. Chłopak jakiś miesiąc temu zrobił licencję. Rocznik 2002

  • Konar102 lubi Komentarz

    Jak Wiesiek jest takim samym ekspertem jakim byl prezesem to ja sie nie dziwie ze wyciagalismy Hampela Gapinskiego Miskowiaka po promocji z Pily a Polonia zdechla jak sie tylko zawinal wielki prezes . Ja w sumie do tej pory nie wiem co sprawia ze facet dochrapal sie takiego stanowiska jakie zajmuje . Kolejny Dyzma w naszym sporcie i polityce
    jak to mowia Polonia Pila byly prezes pije dalej

  • Konar102 lubi Komentarz

    Jezeli tak po ludzku nie jest Ci glupio w stosunku do kilku zawodnikow ktorych zrobil w konia czlowiek ktorego nazwisko mowilo jaki byl kawal SUKIennik . To nie zrozumiesz dlaczego Slawka i Maksa nie ma w Czestochowie i pewnie zbyt szybko nie bedzie ich z powrotem . O szkolenie Sparty sie nie obawiaj bo jakos ostatnio cos ruszylo a nawet bez stadionu pojawili sie jacys wychowankowie . Liszka i Krzywosz sie nazywaja . A za smierc szkolki odpowiada czlowiek ktory powiedzial zeby Maks zajal sie czyms innym i generalnie nie nadaje sie do ekstraligi . Czlowiek o ktorym father mowi ze reke ujowi podaje tylko swojemu jak idzie sie odlac . Czlowiek ten nazywa sie Marek Cieslak i przy okazji jest trenerem kadry i chyba Wlokniarza . Zatem albo Cieslak albo Drabikowie to po pierwsze . Po drugie przypomniala mi sie anegdotka jak to zapytali prezesa Dowhana o stan zdrowia Jarka Hampela a ten im odpowiedzial ze w zasadzie to nie wie co z Jarkiem bo nie maja zadnych informacji . Krystyna Kloc zapytana o stan Maksa po dzwonie w Danii odpowiedziala by w stylu spal cala noc zrobil kupke zjadl sniadanie od 9 basen obiad 12.30 potem masaze itp . Temperatura ciala taka i taka . Tak tez bylo kiedys z fatherem jak sie zalatwil w barwach Sparty gdzies podczas eliminacji do GP . Pamietal pomoc udzielona rodzinie Piotra Winiarza . To ze Sparta zaplacila kase ktora Slammer zarobil w Pile . Itepe itede . A na sam koniec powiem Ci ze Slammerowi siedzi gdzies pod skora w jaki sposob sie z nim klub pozegnal . I wie ze w duzej czesci jest tam sporo tych samych ludzi . Dlatego haslo Maks w barwach CKMu to utopia . W dodatku tak bardzo meczaca mlodego ze ilosc artykulow o jego rzekomym powrocie byla powodem pewnej zakopianskiej ucieczki przed dziennikarzem o imieniu Dariusz . Na rozmowe z Maksem trzeba sobie zasluzyc ;)

  • Konar102 lubi Komentarz

    Uwaga oto słowa Honorowego Mareczka z 2017 " Natomiast Miedziński, to jest duży problem, od którego wszyscy uciekają, a wystarczy popatrzeć na statystyki. Za moich czasów, gdy ktoś otrzymał trzy wykluczenia za niebezpieczną jazdę, to obowiązkowo został wysyłany na badania, a Miedziński już dawno na to zasłużył". To kto jest winny tej nagonki? I czy jak Adrian przewracał się jeźdząc w Toruniu to był bandytą, a jak jeździ dla Ciebie to już nie?

  • Konar102 lubi Komentarz

    Szkoda, że w Częstochowie nie marzą o spłacie długów

  • Konar102 lubi Komentarz

    A Slawiczek zaczal podawac reke Markowi ? Bo chyba dalej nie podaje . Zatem ciezko o wspolprace by bylo . Zreszta Slawek jest pamietliwy zatem pamietaja jak klub zajal sie Maksem po dzwonie w Danii i jak zajal sie Slawkiem po dzwonie w Czechach . Jak zajmuje sie nim podczas calego pobytu we Wroclawiu . Nie mowiac o tym ze pamieta o slowach Mareczka ze jego syn nie nadaje sie do ekstraligi ;) . Zatem w najblizszych latach zero szans . Nie mowiac o tym ze Sparta troche wkreca biednego Damiana Drozdza i pewnie dlatego nieche nikogo brac z PL licencja . Miejsce seniorskie tez bedzie czekac na Maksa .

  • Konar102 lubi Komentarz

    ten bogaty Jelen dziwnym trafem zaplacil za ten turneij mniej niz wy za wasze dzipi . Ktore chyba bedzie po raz ostatni . Koniec z GP za ktore placilo miasto a zyski dostawala Stal . GP z Gorzowa bedzie we Wroclawiu za rok lub dwa . Ciekawe jak wam sie wtedy budzet zamknie

  • Konar102 lubi Komentarz

    i tak przyjdzie komplet,wystarczające uzasadnienie...

  • Konar102 lubi Komentarz

    Odlot Janka czesc osiemnasta :) Widowiska brak bo przyjezdzaja jakies slabiaki ;) zreszta nie chodzi o ogladanie zuzla tylko przezywanie emocji . Emocji ktore dostarcza wygrywajaca Sparta . To co sie dzieje w tv mnie jako Wroclawianina nie obchodzi zupelnie .Tak samo jako organizatora np walki Adamek Kliczko na stadionie Wroclaw nie obchodzilo by mnie zupelnie ze Janusz zaplacil 200 za bilet z ktorego nie widac ringu .A o torze we Wroclawiu zaczelo sie pisac gdy przyjechal gminny klub sportowy z czynsiokiem i ukulal 20 punktow . Sparta zabija zuzel napisal redaktor wtedy przegladu ktoremu pan Janek za mozliwosc zarobieia 100 zlotych podrzuca swoje tabletki . Szkoda ze sam o nich zapomina bo moze gdyby bral je bardziej regularnie ogladalby zawody zuzlowe na World Games i jak pamietam scigania tam bylo calkiem calkiem . Wszyscy zastanawiali sie dlaczego ;)

  • Konar102 lubi Komentarz

    Młody Śledź już w ub. roku trenował we Wrocławiu.
    Oprócz niego, do tegorocznych egzaminów licencyjnych podejdzie jeszcze dwóch chłopaków. Nie ma szkolenia- źle, coś się w temacie ruszyło- też źle, bo Śledź mało wrocławski, bo pewnie miejskie pieniądze WTS na to skubnie etc.

  • Konar102 lubi Komentarz

    tak mowia ze talenciak i gnie sie jak skrzyzowanie Dudka z Maksem .

  • Konar102 napisał/a komentarz do Wezmą Patryka Wojdyło. Emila Peronia będą trzymali w pogotowiu

    Rybka junior? Słyszałem, że nieźle sobie poczyna na treningach na Olimpijskim, ale czy rzeczywiście bliżej mu do Sparty niż Motoru?

  • Konar102 został fanem Żużel

  • Konar102 lubi Komentarz

    Pan Ostaf tyle razy się mylił, że woli nic nie mówić. No chyba, że chodzi o Toruń, wtedy para nie trzyma ciśnienia ;-)

  • Konar102 napisał/a komentarz do Mrozek królem ostatniego dnia transferów. Fricke w Sparcie Wrocław

    Ja się pytam gdzie jest ostaf, który pisał, że Fricke będzie jeździć w Lesznie?

  • Konar102 lubi Komentarz

    Po sezonie 2011 r Sparta była w czarnej doopie z finansami i to był ostatni moment, żeby wziąć za niego jakieś pieniądze. W 2012 jechał ostatni sezon jako junior więc tylko w tamtym roku można go było jeszcze wytransferować za konkretną kasę. Zaryzykowano i się opłaciło. Sparta powolutku stawała na nogi i teraz jest tam gdzie jest. Czas pokazał, że ten ruch się opłacił. Ludzie o tym nie wiedzą ale to była decyzja dobrze przemyślana i wcześniej omówiona z Maćkiem

  • Konar102 lubi Komentarz

    Co za bzdury. Przepraszam jak Woźniak został załatwiony? Osiągnął w Sparcie życiowy sukces i się rozwinął. Poza tym kto nie widział jak Szymek prezentował się na początku sezonu na torze we Wro nie powinien się w ogóle wypowiadać. Nie dziwię się, że Dobrucki na początku na niego nie stawiał. Co do odejścia to chłopakowi w głowie zamieszał Zmora a ten się "podpalił" i zaczął rozmowy od doopy strony. Jak się zreflektował to AR już mu podziękował. To honorowy facet i nie lubi jak się go w ch... robi. Tyle w temacie.

pokaż więcej

Tablica użytkownika

Tablica to miejsce gdzie możesz zostawić komentarz użytkownikowi.
Komentarze umieszczone na tablicy są publiczne i widoczne przez wszystkich. ok

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.