Jerzy Robaczynski - lubi

  • Jerzy Robaczynski lubi Komentarz

    Bardzo ciekawe zakończenie bardzo dziwnego turnieju pań.
    Przede wszystkim w pełni zasłużony sukces młodej Naomi - w finale, ale również w przekroju całego turnieju. Tak właśnie jest najlepiej - gdy turniej wygrywa zawodniczka najlepsza :). Na liczniku Serena, Madison, Aryna, Aleksandra. Przy czym moim zdaniem przedwczesnym finałem turnieju był mecz Naomi z Aryną - grany w trudnych warunkach, wymęczający mecz dwóch młodych pretendentek do tytułu. W dalszej kolejności oczywiście z Madison - także cichą faworytką, wzorcowo przechodzącą aż do półfinału. Co do meczu z Aleksandrą - widać teraz, że nawet ona nie musi wstydzić się rowerka - przegrała z mistrzynią.
    Choćby się chciało, nie można jednak nie nawiązywać do Sereny. Przed dzisiejszym meczem była jedyną faworytką mediów, promowaną w sposób straszliwie nachalny. Chcę być maksymalnie obiektywny, bo wydaje mi się, że potrafię - jest mi Sereny zwyczajnie żal - nie dlatego, że przegrała, tylko dlatego, że przegrała w taki sposób, demonstrując najgorsze cechy swojego charakteru... Mogę tylko znowu spytać "Serena, what for?". Serena rozegrała niewątpliwie lepszy turniej niż ten w Wimbledonie, była w nieco lepszej formie fizycznej, była też lepiej zmotywowana. Im bliżej finału, tym więcej było słychać zachwytów nad grą Sereny. Dla mnie nieuzasadnionych. Padały także między nami forumowiczami - i to tymi naprawdę znającymi się na rzeczy - sformułowania w rodzaju "Serena gra najlepiej", "Serena jest najlepszą tenisistką w turnieju". Ja ciągle będę twierdził, że wpływ mediów jest straszny, bo nawet najlepsi z nas go nie dostrzegają - wypowiadamy opinie, które uznajemy za własne, a to tylko efekty manipulacji, której nie chcemy widzieć, której nie odczuwamy. Oczywiście mocno przesadzam, ale do oceny gry Sereny potrzebne jest absolutne wyłączenie się z przyjmowania opinii mediów, trzeba całkowicie oprzeć się na własnych obserwacjach, zupełnie ignorować komentatorów, itp. Przypadkiem oglądam Serenę od samego początku, więc przychodzi mi to może łatwiej niż innym, nieco ode mnie młodszym sympatykom tenisa... Co się wtedy widzi? Serena grała bardzo dobry turniej, jest wciąż groźna dla rywalek, niestety, w osiąganych przez nią wynikach dużą rolę odgrywa w ostatnim czasie to, co nazywam "teatrem", wprowadzonym do jej gry przez jej obecnego trenera - pana PM. Tenisowy "teatr" przyczynił się moim zdaniem w znacznym (może nawet decydującym) stopniu do wygranych Sereny w meczach z Kaią Kanepi i Karoliną Pliszkową. Bez tego "teatru" Serena także mogła wygrać te mecze, ale pod warunkiem zaangażowania pełni obecnych możliwości fizycznych. Zwłaszcza Kaia Kanepi mocno obnaż.yła obecne braki w grze Sereny. Mimo to po tych meczach słychać było zachwyty nad grą Sereny... Naprawdę znakomicie grającą Serenę można było jednak oglądać dopiero w meczu z Anastazją Sevastovą. Przy czym Serena prowadziła ten mecz w sposób nie całkiem dla siebie typowy w grze singlowej - grała wiele elementów charakterystycznych dla jej meczów deblowych z Venus. Chodzenie do siatki, gra z 2/3 głębokości kortu... Anastazja nie była do tego w ogóle przygotowana i nie miała nic do powiedzenia. Powtarzam - to był znakomity mecz Sereny, ale nie był typowy i na jego podstawie nie można było wnosić o ewentualnym przebiegu finału. Gdyby nie te wyjątkowe zmiany w prowadzeniu gry, być może grająca znakomity turniej Anastazja również powalczyłaby z Sereną o fianał. Czyli - Serena doszła do finału w wyniku swojej dobrej gry, ale także pewnego splotu okoliczności, układu drabinki, pewnych "chwytów" w grze. Nie rozumiem zachwytów nad grą Sereny. W turnieju lepiej od niej prezentowały się według mnie Naomi, Aryna, Madison, Sloan. Mimo to - gdyby w finale grała Madison - Serena prawdopodobnie by wygrała. Ale nie dlatego, że grała najlepszy tenis w turnieju - po prostu styl gry Madison odpowiadałby Serenie, jej gra jest obecnie bardziej przewidywalna od gry Naomi.
    Sam finał? Chociaż moim zdaniem Naomi gra obecnie tenis lepszy niż Serena, to - bez obiektywnych przesłanek - obawiałem się wygranej Sereny. Chciałem wygranej Naomi w czystej, sportowej rywalizacji. Może inaczej - uważałem, że w czystej, sportowej rywalizacji Naomi POWINNA wygrać. A Serena przegrać - ale sportowo - przyznałbym wtedy, że potrafi być nadal wybitną tenisistką. Przegrywającą, ale wciąż wybitną...
    Wielka, bardzo wielka szkoda, że sportowa rywalizacja w tym meczu została zniszczona przez... moim zdaniem przez pana PM. Nie bezpośrednio przez Serenę. Uważam że widząc jedyny kierunek, w jakim zmierzał ten mecz, tzn. do wygranej Naomi w dwóch setach, obecny trener Sereny świadomie spowodował ingerencję sędziego. Wiedział że tylko coś tak radykalnego może odwrócić losy tego meczu. Liczył na wywołanie agresji Sereny i zdekoncentrowanie Naomi. Wiem że to kontrowersyjna teza, ale nie wierzę w nagłą amatorszczyznę PM-a. Gwałtowna reakcja Sereny, według mnie, wywołana była tym, że ona wcale nie oczekiwała od PM-a żadnych rad ani sugestii. Była NAPRAWDĘ oburzona tym, że sędzia wywołał coaching... Nie spodziewała się tego, nie oczekiwała żadnego coachingu... A późniejsze jej reakcje. Cóż... PM-owi rzeczywiście udało się wywołać jej agresję. Wielką agresję, która później przeszła w rodzaj jakiegoś załamania psychicznego. Na tym wszystkim ucierpiało widowisko, ucierpiała Naomi, ale także sama Serena, która staje się coraz mniej "trendy". Coraz trudniej budować różne projekty marketingowe przy tak niekontrolowanych zachowaniach Sereny... Wysunąłem w innym miejscu tezę, że w trakcie turnieju doszło do jakiegoś spięcia między Sereną a jej trenerem. Wydaje mi się, że przebieg całego zdarzenia to w jakimś stopniu potwierdza. Ale nie upieram się przy tym...
    Obok Naomi bohaterem tego turnieju jest Sascha, który szybko potrafił uczynić z Naomi tenisistkę najwyższej światowej klasy. Mecz finałowy - jeżeli mogę wpaść w jakieś górnolotne tony - był także konfrontacją dwóch różnych stylów prowadzenia podopiecznych przez swoich trenerów. Sascha, którego część okresu współpracy z Sereną przypada na okres, gdy jej "trenerem" był już PM, widział metody PM-a w praktyce i zapewne nie zgadzał się z nimi, bo jako trener jest przeciwieństwem PM-a. Sascha dąży do rozwoju technicznego prowadzonej przez siebie tenisistki, sferę psychologii ogranicza do budowy pozytywnej tenisowej osobowości - umiejętności zachowania spokoju wewnętrznego i koncentracji.
    Brawo Naomi i Sascha! To był wasz turniej!