TENISOWO

autor: hippekk | 2019-02-20, 10:47 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Co powiecie o miejscu, gdzie można porozmawiać w interesujący, niezobowiązujący i relaksacyjny sposób o tenisie? Takim miejscu, gdzie można bez konieczności komentowania konkretów znaleźć coś ciekawego, może nawet inspirującego?
Mnie osobiście trochę trudno przeskakiwać z miejsca na miejsce i „podpinać” się pod bieżące tematy. Często mam jakieś przemyślenia, niekoniecznie na przykład związane z aktualnymi meczami. Aktualności mogą być oczywiście punktem wyjścia, ale uruchamiają luźnie skojarzenia, które same w sobie domagają się osobnego, własnego miejsca.
Jeśli przypadkiem szukacie takiego miejsca, to zapraszam i zachęcam do rozmów „przy kawie”. Postaram się podrzucać coś ciekawego… Może czasami zerknę na coś z trochę innej perspektywy, która Was zainteresuje…
Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
hippekk

Przy kawie – krótko o „czeskiej szkole tenisa”.
---------
Przed finałem Wimbledonu z udziałem Pliszki, ale tak naprawdę trochę „obok”, bo z innego punktu widzenia. Przyjemnie ogląda się turnieje, w których nie trzeba koncentrować się na występach tylko jednego swojego reprezentanta. Prawda? Lepiej ogląda się turnieje, w których grają dobrze zarówno Iga, jak i Magda. A gdy panie są już poza grą, możemy jeszcze pasjonować się występem Huberta. Prawda, że tak jest lepiej? Truizm? No pewnie. Tylko jak to osiągnąć?
Jak to jest u naszych czeskich sąsiadów? Zabawne, że na tym blogu dyskutowaliśmy o tym, jak mogą wzajemnie motywować się do lepszej gry czeskie tenisistki. Zestawialiśmy Pliszkę z Marketą. Całkiem sensownie pytaliśmy, czy trwa między nimi konstruktywna korespondencyjna rywalizacja. Od czasu tamtych rozmów okazało się, że równie dobrze mogliśmy dyskutować o jeszcze innych tenisistkach z Czech. Gdy Pliszka i Marketa obniżyły z różnych powodów poziom gry, okazało się, że nasi sąsiedzi jakoś specjalnie kibicowsko na tym nie ucierpieli. Bo w tak zwanym międzyczasie skutecznie do czołówki przebiła się Muszka, bo nawet Petra zrobiła jeszcze wielkie wyniki wielkoszlemowe. A największy sukces wielkoszlemowy jeszcze sobie czekał. Oczywiście, nasi sąsiedzi mogli jeszcze w międzyczasie cieszyć się wielkoszlemowymi sukcesami swoich deblistek. I to z niedocenianego obszaru deblowego bez hałasu, spokojnie, ale jakże skutecznie, na pierwszy plan wybiła się Barborka Krejcikova zdobywając w tegorocznym RG podwójną koronę. Podwójną koronę! Pierwszy raz w RG od czasów Mary Pierce. Ale moment… Czy przypadkiem bardzo blisko podobnego sukcesu nie była w 2015 roku Lucie Safarova? Oczywiście, że tak. Teraz Pliszka w finale. Bez względu na wynik finału widać jak na dłoni – sporo tego, sporo. Ależ gratka dla kibiców. Gdyby ktoś obawiał się o przyszłość czeskiego tenisa pań, to właśnie Linda Fruhvirtova gra w półfinale juniorskiego Wimbledonu. A kilka innych dziewczyn już czeka w kolejce.
Jak się to robi? To, że istnieje znakomicie rozwinięty czeski tenisowy system szkoleniowy jest faktem niezaprzeczalnym. Pomijam tenis panów, bo jak dla mnie cały czas jest w głębokim kryzysie i to raczej wszędzie. Ale tenis pań ma się u naszych sąsiadów znakomicie. Więc jak? Jak buduje się prawdziwą szkołę tenisa na poziomie kraju? Temat rzeka. Można by to analizować godzinami, przede wszystkim w zakresie pracy z najmłodszymi. Ale nie tylko. Zasygnalizuję jedynie coś, co mi się ostatnio przypomniało. Istnieje w Czechach ciągłość systemu szkoleniowego. Barborka mówiła bardzo dużo o tym, ile zawdzięcza współpracy z Janą Novotną. Można było odnieść wrażenie, że opowiadała anegdotycznie o pewnym nietypowym przypadku. Nie do końca jednak, bo już mało kto pamięta, że sama Jana Novotna miała z kolei możliwość treningów pod okiem Hany Mandlikovej. Wydaje mi się też, że gdyby lepiej działo się w tenisie panów, to oglądalibyśmy Ivanka Lendla w boksie jakiegoś czeskiego pretendenta do tytułu wielkoszlemowego. A tak swoje tenisowe umiejętności trenerskie musiał wykazać współpracując z Andym.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Przy kawie, bardzo subiektywnie. Jak mnie Iga zszokowała i za uszy z malkontenctwa wyciągnęła. Część druga.
-----------
W czwartej rundzie na Igę czeka Simona, jak by nie patrzeć, zawsze główna faworytka do wygrania na mączce, jedna z moich najulubieńszych tenisistek, która rundę wcześniej „zmiotła” Amandę Anisimovą, tak jak Iga nie ma straconego seta, a nawet ma mniej straconych gemów. Czy realnie Iga może mieć szansę? Trzy świetne mecze Igi jeszcze wciąż nie przekonały mnie do tego, że i owszem… Co prawda, widziałem pewien argument na rzecz Igi, ale taki mocno naciągany, bo wydawało mi się, że właśnie mecz z Amandą był dla Simony zbyt łatwy. Rozpoczyna się mecz, niesamowicie znaczący dla Igi. Przełomowy. Mecz, w którym widać dobitnie, jaki poziom w tym turnieju prezentuje Iga. Poziom niebotyczny. Nie chodzi po prostu o to, że Iga wygrywa z Simoną. Porażki z młodymi gniewnymi Simonie już się zdarzały (aż nazbyt często), jednak zawsze można było w tych porażkach dopatrzeć się jakiejś „winy” Simony, jej słabszego dnia, jej zmęczenia fizycznego lub mentalnego. Tym razem nic z tych rzeczy. To nie Simona przegrała, to Iga wygrała. Wygrała z tenisistką numer jeden, która była chyba w optymalnej formie i najprawdopodobniej miała apetyt na wygranie turnieju. Iga wygrała absolutnie zasłużenie, zdominowała Simonę na korcie całkowicie. Simona była zszokowana tym, co się dzieje. Próbowała zmieniać coś w swojej grze, ale problem tkwił w tym, że wcale nie grała źle, nie miała po prostu w grze z Igą żadnych atutów na swoją korzyść. Niesamowity mecz Igi. Szok.
Dla mnie subiektywnie coś się zmienia. Zmienia się moje nastawienie, układam sobie w głowie wreszcie konsekwentnie obraz gry Igi. Cofam się do wcześniejszych meczów i rozumiem wreszcie, co Iga prezentuje w tym turnieju. Iga jest w ćwierćfinale. Teraz jestem pewien: powinna iść po tytuł. Bez żadnego „ale”. Powinna bez nerwów i tremy iść po swoje, bo to jest ten właśnie moment. Przed turniejem bym w to nie uwierzył, po meczu z Simoną uznałem Igę za faworytkę. Moja zmiana nastawienia dała o sobie znać w ten sposób, że byłem spokojny o wynik kolejnych dwóch meczów Igi, chociaż wcześniej znalazłbym całą masę argumentów „przeciw”. Powiedziałbym na przykład, że po takiej wygranej, jak z Simoną, Iga będzie musiała odreagować, że nie będzie potrafiła utrzymać koncentracji, że będzie miała kryzys. Trafiła na kolejną niewygodną tenisistkę, która wcześniej rozprawiła się z m.in. z Sakkari i Kiki Bertens i była „w gazie”, a po takim meczu, jak z Simoną i na etapie ćwierćfinału nie ma nic gorszego od takiej właśnie przeciwniczki, w dodatku, gdy trzeba grać z nią w roli faworytki. Teraz jednak nie miałem najmniejszego zamiaru się stresować. Z Trevisan w tym turnieju i w tym momencie 90 procent tenisistek miałoby problem, ale nie Iga. W tym przypadku Trevisan była bez szans. Półfinał.
W półfinale czeka na Igę wyzwanie w postaci młodej gniewnej Nadii Podoroskiej. Wcześniej widziałbym w tym wyłącznie problem, bo Iga musi grać z ambitną i bezkompromisową tenisistką, kolejną przeciwniczką „na fali”. Taki pojedynek nowości i świeżości. W teorii powinien być wyrównany, ale… Gdzież tam, byłem spokojny i wyluzowany. Dominacja Igi, Nadia szybko widzi, że niepotrzebnie robiła sobie nadzieję na wygraną. Jest pięknie, Iga w finale RG. Fenomenalnie. Jak dla mnie, po tym, co Iga zaprezentowała w meczu z Simoną, nie powinno, po prostu nie mogło być inaczej.
Finał. Niepojęte. Iga po tytuł! Jednak u mnie jeszcze wątpliwości. Ale to już wątpliwości innego rodzaju, bardziej konstruktywne, od meczu z Simoną nie ma już we mnie ani śladu malkontenctwa, jest tylko spokojnie ważenie szans. Subiektywnie mam jeden problem – w Sofii Kenin widziałem praktycznie od początku turnieju cichą faworytkę, grała do tej pory dokładnie tak, jak się spodziewałem. Lubię jej grę, uważam ją za tenisistkę „drapieżną”, czasami nieprzewidywalną. Gdyby ktoś jeszcze przed turniejem przy okazji jakichś całkowicie teoretycznych i hurraoptymistycznych rozważań spytał mnie, z kim nie chciałbym, aby Iga zagrała w finale, to od razu wskazałbym tylko tą jedną tenisistkę – Sofię Kenin. I Sofia Kenin gra z Igą w finale. Mimo to widzę, że zdecydowanie więcej przemawia za Igą. Tym razem jest stres i są nerwy, tutaj spodziewam się wyrównanego meczu, chociaż Iga powinna go wygrać. Jest w tym meczu sporo emocji pod koniec pierwszego seta. Sofia walczy, ale jednak stopniowo traci swoje najcenniejsze atuty. Potrafi grać najlepiej przy decydujących piłkach, ale w tym turnieju to cechuje jeszcze bardziej grę Igi. Kiedy Iga zagrywa jej przeciw nogom, widać u Sofii narastające zniechęcenie. Jest u Sofii jakiś problem fizyczny, ale całkowicie wynikający z tego, że Iga „wkręciła” ją kilka razy w kort, że Sofia nie była w stanie nadążyć za wieloma zagraniami. Iga wygrywa finał, wygrywa turniej wielkiego szlema, zwycięża w znakomitym stylu, bajecznym. Bez straty seta. Z tenisistkami grającymi w najróżnorodniejszy sposób, reprezentującymi także różne generacje tenisowe.
Wciąż jestem w niebywale pozytywnym szoku, wciąż lubię się podelektować mistrzostwem wielkoszlemowym Igi.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (3|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Tak niecierpliwie wyczekuję startu Australian Open, że aż z rozpędu przy „nocnej” kawie opisałem swoje odczucia związane z sukcesem Igi. Takie wspominki o ciekawym, jak sądzę, wydźwięku…
-----------
Przy kawie, bardzo subiektywnie. Jak mnie Iga zszokowała i za uszy z malkontenctwa wyciągnęła. Część pierwsza.
-----------
Przed RG byłem bardzo sceptyczny co do szans Igi. Przyczyniła się do tego głównie „cisza w eterze”, zasłona dymna… Jakkolwiek by tego nie nazwać, ze sztabu Igi brak było sygnałów, które dało się w jakiś sensowny sposób zinterpretować. Dlaczego jednak interpretowałem je negatywnie, pomniejszając szanse Igi? Dla zasady? Do siebie mam pretensję o to, że po rezygnacji z gry Agnieszki, „odłożyłem” w czasie możliwość uzyskania przez reprezentantkę naszego kraju sukcesów tenisowych na zbliżonych poziomie. Sądziłem, że przebicie się Igi do czołówki potrwa jeszcze co najmniej dwa, trzy sezony. Wyszły chyba ze mnie typowe dla nas kompleksy, bo sam przecież stoję na stanowisku, że w tenisie pań dochodzi teraz do głosu nowa generacja tenisistek. Jednak nawet gdybym założył sobie, że Iga tak szybko wejdzie do czołówki, nie spodziewałbym się tego, co nastąpiło w RG… Pamiętnym, szczególnym… Rozegranym w trudnych czasach, niesamowicie wymagającym mentalnie i fizycznie. Pomyśleć wcześniej, że to właśnie Iga wygra ten turniej? Nieeee, to się nie mogło nawet pomieścić w głowie. Cóż…
Styl, w jakim Iga wygrała. Szok. Według mnie Iga rozwijała się w trakcie turnieju. Dla mnie osobiście i subiektywnie nastąpiły dwie rzeczy. Najpierw byłem malkontentem, co nie miało specjalnych podstaw, a więc malkontenciłem dla zasady, tak „po naszemu”. Trochę mi z tym teraz niezręcznie… Ale później doznałem sportowego szoku w najlepszym tego słowa znaczeniu. I to szoku, który całkowicie przełamał moje malkontenctwo. Przed samym finałem wrócił stres, ale już w innym wymiarze, bez nawet odrobiny malkontenctwa. Ale po kolei.
W wymiarze sportowym Iga osiągnęła w Paryżu coś niebywałego. Jej sukces był bardzo… Hm… Wszechstronny? Reprezentatywny? Chodzi mi o to, z jakim przekrojem tenisistek przyszło się jej zmierzyć. Dla mnie drabinka Igi była szczególnie interesująca, ponieważ zagrała aż z pięcioma rywalkami, na które z różnych względów zwracałem wcześniej uwagę, a cztery spośród nich lubię i cenię.
Droga Igi do tytułu: Marketa Vondrousowa, Su-Wei Hsieh, Eugenie Bouchard, Simona Halep, Martina Trevisan, Nadia Podoroska, Sofia Kenin.
Na początku na kursie kolizyjnym dwie bardzo niewygodne tenisistki. Marketa (finalistka z 2019), leworęczna, perspektywiczna. Obawiałem się pierwszego meczu z tak trudną rywalką. Iga rozegrała go spokojnie, kilka razy obie panie jak gdyby badały swoje możliwości w zakresie efektywnego wrzucania piłki za siatkę. Od pewnego momentu Iga zaczęła sprawnie rozrzucać Marketę po linii końcowej i to było na tyle. Wygraną Igi uznałem za niemiarodajną, bo Marketa „wyciągała” się naówczas z kontuzji. Jednak… Tak naprawdę to specjalnego wpływu tej kontuzji na jakość gry Markety nie dostrzegałem, przegrała raczej z tego powodu, że Iga lepiej czytała jej ustawienie na korcie. I to był pierwszy sygnał, co będzie ogromnym atutem Igi w turnieju – „czucie” ustawienia przeciwniczki, umiejętność przewidywania tego ustawienia, posyłanie piłek, które były poza zasięgiem przeciwniczki. W meczu z Marketą było to już dobitnie widać. Ale ja jeszcze tego sobie nie zakodowałem.
Hsieh. Koszmar tenisistek z czołówki, koszmar tenisistek niecierpliwych. I znowu wątpliwości, bo przecież Iga wcześniej potrafiła być niecierpliwa, spalać się wtedy, gdy trzeba było zachować stalowe nerwy. Jak zagrała Iga? Miała w tym meczu pewne momenty, gdy styl gry Hsieh mógł przywołać jakieś negatywne cechy mentalne. Łatwo nie było, Iga straciła z Hsieh „aż” pięć gemów (tak „dużo” straciła jeszcze tylko w dwóch innych meczach), jednak bez wątpienia zdała egzamin z cierpliwości. W tym momencie Iga miała za sobą dwie znakomite lekcje turniejowe, świetnie wprowadzenie w turniej. A mój sceptycyzm znowu dał znać o sobie, bo przed nią mecz z Eugenie Bouchard, tenisistką, za którą nie przepadałem, ale którą zobaczyłem we wcześniejszych meczach i uznałem, że zrobiła ogromny skok jakościowy w stosunku do okresu, gdy nie specjalnie skupiała się na treningach. A to akurat cenię. Zamiast więc uwierzyć, że Iga po świetnym wprowadzeniu w turniej nie powinna mieć problemów z Bouchard, „spiętrzyłem” trudności dostrzegając wyższy poziom gry Eugenie. Tymczasem… Ciekawie było oglądać Eugenie grającą wreszcie w dość pewny sposób, ale zdziwioną, że nie jest to jednak poziom pozwalający na nawiązanie z Igą wyrównanej walki. Iga w czwartej rundzie…

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

W rozmowie na typerku Toma między Tomem i mną uwidoczniła się pewna różnica zdań w ocenie sytuacji okołotenisowej w Australii, wynikającej z pandemii, przy tym jakoś bardzo naturalnie wypłynęła kwestia finansów w tenisie. W dalszej części dyskusji, którą pozwoliłem sobie przytoczyć, mam nadzieję w całości, istotne i inspirujące są także wypowiedzi Mind Controla, Stanzuka i Kiciusia vel Igusia. Zobaczmy, gdzie wspólnie doszliśmy…
-----
Tom do hippkka
A ok, rozumiem. A jednak logiczne w sensie rygoru byłoby zaprzestanie wszelkich "niepotrzebnych" aktywności....
-----
hippekk do Toma
Logicznie pewnie tak. Ale dla mnie organizacja turniejów wielkoszlemowych w tak trudnych warunkach, oczywiście na specjalnych zasadach, jest właśnie "drogą środka". To dawanie ludziom czegoś pozytywnego w ciężkich czasach, a przy okazji to także promocja właściwych zachowań. Ale już organizowanie czegoś za wszelką cenę, z łamaniem zasad społecznych, na przykład tylko po to, żeby tenisiści mogli zarobić? To już nie byłoby "drogą środka". Na coś takiego wygląda chyba Adelajda.
-----
Tom do hippkka
A tu się akurat zgadzamy w każdym punkcie. :)
-----
Mind Control do hippkka:
"...tylko po to żeby tenisiści mogli zarobić..."
Ja to się zastanawiam co w tym sezonie będą robić tenisistki z miejsc powiedzmy tak od 120-500? Do czerwca rozpisane są aż 3 (jeden 80k i dwa 60k) turnieje ITF powyżej 25(tych jest 5). Dla młodych, aspirujących to dramat. Nie tylko związany z brakiem funduszy ale sezon bez turniejowego grania to nie stagnacja a regres. I odbije się to na całej dyscyplinie w najbliższych sezonach.
-----
Tom do Minda
Też się zastanawiam, ile czasu ci tenisiści z dalszych miejsc jeszcze będą w stanie funkcjonować... Kwestia lokalnych sponsorów itp. ale nie każdy takich ma, a wielu z nich właśnie przez pandemię albo splajtowałoa albo ograniczyło pomoc.
-----
hippekk do Minda
Moim zdaniem masz całkowitą rację - będzie dramatycznie. Ale to między innymi miałem na myśli pisząc, że właśnie czasy sprzed pandemii nie były "normalne". Widać to także w sporcie. Nie były "normalne" przykładowo w tym sensie, że przez całe lata nikt nie czuł potrzeby zadbania o prawidłowy, finansowy rozwój dyscypliny jako całości. A to wymaga bardziej równomiernej dystrybucji dochodów. Zamiast tego z koniunktury korzystała przede wszystkim wąska grupa tenisistów i ich ekip z samego szczytu rankingu. Dlaczego nikt nie myślał o tym, że po latach tłustych przychodzą chude? Dlaczego nie utworzono sensownych funduszy wsparcia, funduszy rozwoju? Dlaczego dopiero ad hoc próbuje się tworzyć jakiś system wsparcia tenisistów spoza czołówki, który zapewne i tak nie powstanie, bo obecnie nie będzie środków do jego efektywnego funkcjonowania? Tak, tak, to jest odzwierciedlenie pewnej ogólniejszej prawidłowości dominującej od pewnego czasu w gospodarce. Od wielu lat widać dążenie wąskich grup do rozbijanie systemów "skandynawskich" w imię własnych interesów. Pandemia pokazała tylko, gdzie lądujemy z takim podejściem.
-----
Tom do hippkka
W samej rzeczy przeanalizować by się przydało niezdrowe mechanizmy prowadzące do tego, że np. czołowi piłkarze zarabiają jakieś kosmiczne pieniądze, a na szkółki piłkarskie pieniędzy nie ma. Temat rzeka... I chodzi tu przede wszystkim o dynamikę, tzn. że te różnice narastają w szybkim tempie, tzn. na szkółki jest co najwyżej tyle samo, natomiast miliony transferowe za najlepszych piłkarzy (kiedyś ileś tam dekad temu tysiące) pójdą już niedługo w miliardy. O tę dynamikę chodzi... W tenisie zdaje się że na AO po raz pierwszy ten trend się zaczyna obracać, ale tylko w obrębie tych paru zawodników co biorą udział i tylko z powodu tego pandemicznego powodu, że nikt by nie przyjechał siedzieć 2 tygodnie w hotelu z myszami za 50 tys australijskich dolarów. Za 100 tys jak widać już prędzej, choć i za tę sumę następnym razem zapewnie nie (see Yulka) ;)
-----
stanzuk do hippkka
Chcesz zaprowadzić w WTA komunę ?
Jak ktoś jest naprawdę dobry, to bez zapomóg przebije się do dużych pieniędzy.
A jak się nie przebije, to oznacza, że nie jest dobry, i nie zasługuje na duże pieniądze.
-----
Tom do stanzuka
Komuna? Nikt o tym ekstremalnym modelu nie pisał. Ale co? Lepszy dziki i nieokiełznany kapitalizm, w którego kierunku to coraz bardziej zmierza?? Zwycięzca turnieju kasuje prawie wszystko, a inni praktycznie nic? Zresztą Hippekk nigdzie nie pisał o żadnej "komunie".
P.S. Przedtem ostrzej odpowiedziałem, bo pomyłkowo zakwalifikowałem Twój post jako odpowiedź na mój, potem skasowałem, ale na jedno wychodzi, Twój post jest nadinterpretacją tego co Hippekk pisał. Na pewno nie pisał o jakiejś "komunie", gdzie dają równo niezależnie od wyników, tylko o problemach finansowania się zawodników z dalszych miejsc.
-----
Kiciuś vel Iguś do Toma
Nie przesadzaj ,, za sam udział 100 tys. baksów,, w jakim innym sporcie tak płacą?
-----
Tom do Kiciusia
AUstralijskich. A co przesadzałem? Myślę, że gdyby zaoferowali tylko po 50 tys i jasniej określili ryzyka dostania się na kwarantannę to 30 procent albo i więcej tenisistów by się rozmyśliło i nie przyjechało. Aż taki pieniądz to nie jest wobec ponoszonych kosztów bieżących tenisistów.
-----
Kiciuś vel Iguś do Toma
No przesadziłeś , że inni kasują prawie nic :)
-----
Tom do Kiciusia
Edytowałem to właśnie bo chodziło mi o model w kierunku którego to zmierza. Ale koniec końców zarobki jakiegoś piłkarza 2 ligi w stosunku do Messiego to faktycznie nic. Tak samo zarobki tenisisty z 4 setki w stosunku do zarobków tych z top10 to też nic. I stosunkowo coraz mniejsze nic, z roku na rok ;)
-----
hippekk do stanzuka
Stanzuku, zaplusowałem Twoją odpowiedź do mojego postu, bo napisałeś krótko coś bardzo inspirującego, chociaż zgodzić się z Twoimi tezami zupełnie nie potrafię. Chyba że dotyczy to piłki nożnej gdzieś w fawelach Rio de Janeiro… ;) Napisałeś też Tomowi, że lepsze są odpowiedzi ostrzejsze niż miałkie. Pozwól więc, że Ci odpowiem, może nie ostro, ale mam nadzieję, że nie miałko.

Napisałeś: „Jak ktoś jest naprawdę dobry, to bez zapomóg przebije się do dużych pieniędzy”.
Czy chcesz przez to powiedzieć, że prawdziwy talent do rozwoju nie potrzebuje pieniędzy? To bardzo idealistyczna teza, zwłaszcza w tak kosztownej dyscyplinie sportu, jaką jest bez wątpienia tenis. Czyli geniusz tenisowy zaistnieje bez żadnych treningów, wejdzie na sam szczyt zadowalając się powietrzem i korzonkami? Bardzo idealistycznie… Hmm… Czymś mi taki idealizm trąci… Czy się mylę, czy trąci mi ten idealizm najczystszym komunizmem?* :D)))))))))
* (Do Toma: to nie polityka, tylko żarcik strukturalny).
Jednak podoba mi się forma, w jaką ująłeś swoją, jakże idealistyczną tezę. Inspirująca forma, bo aż się prosi o jej sparafrazowanie. Będzie to brzmiało tak:
Jeżeli ktoś jest naprawdę dobry, to będzie dobry bez względu na to, czy za wygraną w turnieju otrzyma dwa i pół miliona, czy „tylko” pół miliona.

W kolejnym zdaniu napisałeś: „ A jak się nie przebije, to oznacza, że nie jest dobry, i nie zasługuje na duże pieniądze”.
I tej Twojej tezy, niestety, nie mogę skomentować na blogu Toma, bo nie poruszamy tu z zasady kwestii politycznych, a w tym przypadku uciec się od tego nie da. Bo to zdanie to wypisz-wymaluj teza……….. Niestety, jej praktyczne zastosowanie w tenisie daje taki efekt, jaki widzimy od lat.
Poruszę tę kwestię krótko u siebie na blogu TENISOWO.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (4|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Przy kawie: Czy pandemia zburzyła "normalność" w sporcie? Może zburzyła coś zupełnie innego?
Na typerkowym blogu Toma wywiązała się pewna dyskusja, która poszła, moim zdaniem, w bardzo interesującym kierunku. Punktem wyjścia były sprawy dotyczące pandemii i konieczności odbycia przez tenisistów ścisłej kwarantanny w Australii. Punkt dojścia według mnie dotyczy ogólnej kondycji tenisa i tego, w jakim stopniu wiąże się ona ze sprawami finansowymi, a w węższym sensie z czymś, co można określać jako taki, a nie inny, sposób „redystrybucji dochodów”. Ten temat w moim przekonaniu wiąże się ściśle z polityką, bo w tenisie (i całym sporcie) uwidaczniają się mechanizmy charakterystyczne w danym czasie dla mechanizmów społecznych, także politycznych. Czasami pewne mechanizmy widać w sporcie chyba nawet wyraźniej. Dla mnie osobiście temat bardzo mocno wiąże się z tym, jak bardzo pandemia przewartościowała spojrzenie na pewne sprawy. Mnóstwo absurdów siedziało sobie w ukryciu, a my z przyzwyczajenia nazywaliśmy to „normalnością”. Teraz widać, jak bardzo „nienormalna” bała ta „normalność”. Czy pandemia zapoczątkuje proces zmian w kierunku większej rzeczywistej normalności, także w sporcie?
Poniżej... O, przepraszam... Powyżej... przytaczam wspomnianą dyskusję, która może być inspirującym punktem wyjścia do dyskusji i przemyśleń. Warto przytoczyć ją w całości dla określenia kontekstu.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

O sprawach mniej ważnych i ważniejszych – część druga.
Powtórzę jeszcze raz: Nick Kyrgios zaskoczył mnie całkowicie, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Ktoś, kogo postrzegałem jako niespecjalnie dobrze funkcjonującego w społeczeństwie, gdy radykalnie zmieniła się perspektywa, okazuje się bardziej uspołeczniony od tych, którzy za takich po prostu uchodzili, ale w czasie „bezstresowej wygody i zapatrzenia w siebie”. Natomiast cała reszta okazuje się tylko dodatkiem, ozdobnikiem, który może i jest irytujący w czasach „wygody i zapatrzenia w siebie”, ale w czasach pandemii jakoś traci na znaczeniu. Nie będę twierdził, że kontrowersyjne zachowania to rzecz bez znaczenia, bo nie o to mi chodzi. Chcę powiedzieć, że obecny czas to jednak test z dojrzałości, gdy okazuje się, że są sprawy ważniejsze i mniej ważne. A na te mniej ważne można teraz spojrzeć z bardziej właściwej perspektywy. Teraz istotniejsze jest dla mnie to, że Kyrgios powiedział głośno, że zmagamy się RAZEM z ogromnym problemem, który wymaga współpracy, że dał właściwy przykład tym, którzy są w niego wpatrzeni i go naśladują (bo ma przecież ogromną ilość fanów). Powiedział też głośno, jakie zachowania są odpowiedzialne, a jakie w tym okresie należy piętnować. I że dostosował do tego swoje postępowanie. Nie sarka na straty finansowe, nie narzeka na ograniczenia (a w Australii są one dużo radykalniejsze niż w Europie). Podkreśla głośno, że ważna jest troska o zdrowie swoich najbliższych i że to jest dla niego ważniejsze od sportu. Że nic nie jest warte życia i zdrowia najbliższych. Sport jest przyjemny, niesie ze sobą określone profity, ale bez przesady, są rzeczy ważniejsze.
I niech sobie dalej Kyrgios krytykuje, czasami dosadnie, niech irytuje, bo nagle dostrzegłem, że to nie jest aż tak istotne, że to tylko pewien koloryt, bo można niektóre sprawy po prostu wybaczyć, jeżeli widzę, że w sprawach najważniejszych ten człowiek postępuje dokładnie tak, jak trzeba. Więc niech sobie ten Kyrgios będzie takim współczesnym odpowiednikiem Johna McEnroe, niech irytuje na korcie i poza nim. Ale ja będę pamiętał, że w sprawach najważniejszych zachował się właściwie. Nagle uświadomiłem też sobie, że moje krytykanctwo jego osoby jest nonsensowne. Z pozycji perfekcjonisty oceniałem człowieka na zasadzie takiej, że powinien poważnie i z zaangażowaniem podchodzić do tego, czym się zajmuje. A u Nicka tego nie widzę. Tylko co z tego? Najwyraźniej myliłem się, co do niego. Teraz widzę, że jest człowiekiem dojrzałym, więc może problem z jego brakiem sportowego zaangażowania i rozwoju jest innej natury. Bo zapominam czasami o jednym – że taką, a nie inną karierę w sporcie, wybierają za przyszłego tenisistę inni, przeważnie rodzice. I mogą popełnić błąd. Trzeba później przez znaczną część życia zajmować się tym, co generalnie nieszczególnie się lubi. Tak chyba jest w przypadku Nicka. On prawdopodobnie powinien zajmować się czymś innym, ale ktoś kiedyś podjął za niego decyzję. Więc może po prostu od czasu do czasu wychodzi z niego frustracja tym faktem? Jest jednak na tyle dojrzały, że gdy rzeczywistość powiedziała „sprawdzam” mógł wreszcie z pożytkiem dla ogółu wykorzystać to, że jest tenisistą. Wykorzystać dobrze. W czasach, gdy inni zajmowali się swoimi sprawami i na przykład głośno mówili tylko o stratach finansowych, Kyrgios pokazał, że są sprawy ważniejsze. Szacunek.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

O sprawach mniej ważnych i ważniejszych – część pierwsza.

Od ubiegłego roku funkcjonujemy w trudnym czasie. To okres, który w pewnym sensie mówi wszystkim „sprawdzam”. Pokolenie młodziaków staje pierwszy raz przed ogromnym problemem społecznym. Przechodzi (być może pierwszy raz w życiu) test na dojrzałość, czy może w trochę węższym sensie, test z uspołecznienia. I efekty są zaskakujące. Znowu sport jest ciekawych przykładem uwidaczniania się bardziej ogólnych prawidłowości.
Nie chciałbym moralizować, ale chyba będzie to nie do uniknięcia. Może oberwę od niektórych z Was za to, co napiszę. Trudno…
Nie należę już do pokolenia młodziaków i nie zawsze potrafię się wczuć w pewien charakterystyczny dla „młodych” sposób postrzegania świata. Czasy mamy o tyle specyficzne (w społeczeństwach zachodnich, rzecz jasna), że młode pokolenie wyrasta w cieplarnianych warunkach, jest całkowicie nakierowane na siebie, jak to się mówi – na „realizowanie siebie”. Pomijam w tym miejscu fakt, że jest to tylko manipulacja kreatorów konsumpcyjnego stylu życia, którzy po prostu zarabiają na generowaniu potrzeb młodziaków przekonanych, że „się realizują” – to inny temat i nie będę go w tym miejscu rozwijał. Z drugiej strony przecież „nihil novi sub sole”, bywały już okresy cieplarniane, kiedy nagle rzeczywistość mówiła „sprawdzam”. I tu robi się ciekawie. Bo nagle może się okazać, że ludzie przejawiają postawy odmienne od tych, które skłonni byliśmy im wcześniej przypisać. Przy czym dotyczy to i młodziaków i starszaków, bo czasami zmienia się także perspektywa spojrzenia u nieco starszego pokolenia. Mnie samego zaskoczyła własna reakcja na pewne problemy, przewartościowanie niektórych spraw. I teraz konkret tenisowy.
Dwie postacie światka tenisowego – Novak Djokovic i Nick Kyrgios. Obiektywnie chyba obaj wciąż młodzi (według obecnych standardów), obiektywnie pokolenie bezstresowe. Moje wcześniejsze spojrzenie na tych graczy: Novaka bardzo ceniłem, a w przypadku Kyrgiosa zdarzało mi się miewać reakcje alergiczne. Właściwie drażniło mnie w nim wszystko, głównie marnowanie niewątpliwego talentu, ale także kwestie wizerunku, zachowania, no… ogólnie wiadomo, w czym rzecz. Myślę, że reprezentowałem dosyć często spotykane postrzeganie obu tych panów. Jeden, choć wywołujący czasami skrajne emocje, to jednak człowiek powszechnie uznawany w środowisku, traktowany jako reprezentant interesów tego środowiska sportowego, drugi… chyba nie muszę pisać.
Przychodzi rzeczywistość i mówi „sprawdzam”.
Nie chce mi się pastwić tutaj nad jednym z moich (obecnie już byłych) ulubieńców, bo nie powinno się kopać leżącego. Więc przemilczę, zaznaczę tylko dla określenia kontekstu, że po prostu Nole nie zachował się w sposób, który powinien cechować człowieka, który chce uchodzić za prospołecznego. Zrobił coś dokładnie odwrotnego.
I teraz to, co dla mnie jest absolutnym zaskoczeniem. Ze wszech miar pozytywnym zaskoczeniem. Do tego stopnia, że teraz, gdy słyszę „Kyrgios”, kiwam z uznaniem i zadowoleniem głową, zamiast krzywić się i obruszać. Bo pan Kyrgios, przy wszystkich swoich „dziwnościach”, kontrowersyjnych zachowaniach, okazał się być człowiekiem, który w sytuacjach granicznych staje się kimś innym, pokazuje inną stronę swojej natury – jest ODPOWIEDZIALNY. Jest po prostu dorosły, dojrzały.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

O, jaki ja GUPI, GUPI. Wchodzę sobie na TENISOWO celem elaboratowym, czytam, o czym wcześniej tutaj dyskutowaliśmy, patrzę... i zastanawiam się, co mi się pokręciołkowało. Otóż na początku przyjąłem z trudnych do uzasadnienia przyczyn konwencję bloga bezlajkowego, być może chodziło mi o to, żeby nikogo niechcący nie pominąć albo nie urazić, jeżeli coś mi umknie. (Ale nie wykluczam, że to raczej była kwestia nasilającego się z wiekiem rozkojarzenia i otumanienia na bazie sklerozy ;D)). A przecież wszystko czytałem i w miarę możliwości odpowiadałem. W efekcie jakoś dziwnie i nonsensownie to wygląda. Takie bezlajkowie z mojej strony. Nawet na brak grzeczności z mojej strony to wygląda. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. GUPIO MI. Przepraszam niniejszym wszystkich za zdziwaczenie. W ramach nadrobienia zaległości z przyjemnością polajkowałem Wasze wpisy. Pewnie się zdziwicie widząc lajkowe odświeżenie Waszych wpisów sprzed powiedzmy... dwóch lat. :)
Najlepsze jest to, że od jakiegoś czasu coś mi nie pasowało podczas wizyt na własnym blogu, tylko nie wiedziałem, co. GUPIE to, nieprawdaż?

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (3|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Dokładnie tak. Szczerze mówiąc dla mnie dominacja tych trzech panów wskazuje na poważny kryzys w tenisie męskim, trwający już od lat. Głęboki kryzys na poziomie szkoleniowym. A u pań - wręcz przeciwnie, nareszcie jest znakomicie. Organiczna praca u podstaw przyniosła efekty. :). Przeogromnie się cieszę, że i my mamy w tym swój udział. NARESZCIE. :)))

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [4 komentarze tej dyskusji]

Czy to nie ciekawsze niż nieskończona litania 3 nazwisk jak w ATP? ;) Z nielicznymi wyjątkami jak niedawno dzięki zdyskwalifikowaniu jednego z nich? ;) Dzieje się coś przynajmniej ;)

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Wiem, wiem. Jelonek tak mi wtedy bryknął Simonkę, że hej :D)))). Ograniczyłem się do dwóch sezonów, bo dopiero teraz widać w całej pełni, że nastąpiła zmiana w systemie szkoleniowym, co dla mnie jest równoznaczne z przywracaniem pewnego rodzaju normalności w tenisie. Wcześniej byłoby to bardziej "przeplatane". Zerknij, jeśli masz ochotę, na jakieś posty niżej, gdzie chodziło mi o to, że kiedyś wygrane całkiem młodych tenisistek były normą.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [4 komentarze tej dyskusji]

A gdybyś cofnął licznik nie o 2, a o 3 lata, to w Twoim zestawieniu znalazłby się Niewydarzony Jelonek (lat 20 RG) i Sloanka (lat 24 US). Ale co mi tam Sloanka, ważne, że Jelonek brykałby :-)

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Tom.

Czy to nie ciekawsze niż nieskończona litania 3 nazwisk jak w ATP? ;) Z nielicznymi wyjątkami jak niedawno dzięki zdyskwalifikowaniu jednego z nich? ;) Dzieje się coś przynajmniej ;)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [4 komentarze tej dyskusji]

Przy kawie - bardzo krótko o nowej fali w tenisie pań i o stopniowym przywracaniu normalności tenisowej, a więc osiąganiu sukcesów na wczesnym etapie kariery sportowej, czyli o czymś, co staram się sygnalizować...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Harry.

A gdybyś cofnął licznik nie o 2, a o 3 lata, to w Twoim zestawieniu znalazłby się Niewydarzony Jelonek (lat 20 RG) i Sloanka (lat 24 US).
Ale co mi tam Sloanka, ważne, że Jelonek brykałby :-)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [4 komentarze tej dyskusji]

Przy kawie - bardzo krótko o nowej fali w tenisie pań i o stopniowym przywracaniu normalności tenisowej, a więc osiąganiu sukcesów na wczesnym etapie kariery sportowej, czyli o czymś, co staram się sygnalizować...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Przy kawie - bardzo krótko o nowej fali w tenisie pań i o stopniowym przywracaniu normalności tenisowej, a więc osiąganiu sukcesów na wczesnym etapie kariery sportowej, czyli o czymś, co staram się sygnalizować od dawna.
Może nie pomyliłem się przy wyliczaniu wieku… Poniżej triumfatorki wielkoszlemowe z ostatnich dwóch sezonów oraz informacja, ile lat miały ukończone w dniu finału. Czasami takie zestawienie jest bardziej wymowne od setek słów…
Naomi Osaka AO 21
Ashleigt Barty RG 23
Simona Halep W 27
Bianca Andreescu USO 19
Sofia Kenin AO 21
Naomi Osaka USO 22
Iga Świątek RG 19
Przyzwyczailiśmy się tak bardzo do tego, że zwycięstwa w szlemach muszą być poprzedzone całymi latami gry na najwyższym poziomie (trochę może przez nie w pełni zasadne traktowanie sytuacji w tenisie męskim za miarodajną), że wciąż jesteśmy zdziwieni zwycięstwami młodych tenisistek.
Mój krótki komentarz może jedynie wskazywać na zadziwiająco nietypowe miejsce w tym zestawieniu Simony. Dobrze się stało, że wreszcie wywalczyła te swoje zasłużone tytuły, bo wniosek nasuwający się sam przez się po rzuceniu okiem na to zestawienie jest oczywisty – o kolejne tytuły będzie obecnie tenisistkom z nieco starszej szkoły bardzo, bardzo trudno.

Przy kolejnych kawach - subiektywnie o triumfie Igi.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

ostatnia odpowiedź: 27 października 2020 [4 komentarze tej dyskusji]

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Przed tak długo wyczekiwanym przez nas finałem napiszę krótko o czymś, co chciałem ująć w mojej łącznej analizie USO i RG, ale okazuje się, że warto już teraz…
Od jakiegoś czasu zwracam uwagę na grę Sofii Kenin – uważam, że gra ona specyficzny, bardzo niewygodny dla przeciwniczek tenis, a przy tym bardzo interesujący. „Ciekawy” jest także jej mental. Spośród wydarzeń podczas USO jednym z najciekawszych i najbardziej zapadających w pamięć był dla mnie mecz Sofii z Elise Mertens. Na grę Elise także zwracam uwagę, w meczu z Sofią nie dawałem jej jednak dużych szans, gdyż Sofia, może trochę koślawo, ale wchodziła już mocno w turniej. Tymczasem zobaczyłem zdumiewający, „kosmiczny” wręcz mecz. Wynik (6:3, 6:3) nie odzwierciedla w pełni przebiegu gry, Elise zagrała rewelacyjny mecz, jeden z najlepszych, które w jej wykonaniu widziałem. Sofia gra tenis „szybki”, a tymczasem Elise naliczono, o ile dobrze pamiętam, sześć (dosłownie SZEŚĆ niewymuszonych błędów). To coś niebywałego, oznacza fenomenalną dokładność, precyzję w zagraniach, zarówno ofensywnych, jak i defensywnych. Sofia coraz bardziej denerwowała się dyspozycją przeciwniczki, grała coraz szybciej. Zamiast próbować opanować grę, trochę się wyciszyć, nakręcała się coraz bardziej, popełniała coraz więcej drobnych błędów, coraz więcej piłek wyrzucała w aut. Po tym meczu stwierdziłem, że Sofia me jednak coś w rodzaju ADHD, może nie dosłownie, ale jednak. Sposobem na Sofię jest więc absolutna dokładność w grze. I spokój, bo tym także Elise w tym meczu imponowała. Ale ten spokój i dokładność bardzo wiele Elise kosztowały.
Kolejny mecz Elise grała z Viką. Poziom jej gry z Sofią spowodował, że byłem przekonany, iż powinna z Viką wygrać. Tymczasem Elise w tym meczu nie istniała. Widać było od razu, jak bardzo jest PSYCHICZNIE zniszczona po meczu z Sofijką.
I teraz ogólniejsze wnioski z punktu widzenia dzisiejszego finału: żeby wygrać z dobrze dysponowaną Sofią trzeba zagrać tak, jak Elise. To znaczy zachować niezwykle wytężoną uwagę w czasie gry, pełną koncentrację na każdej piłce i w trakcie całego meczu. Nie wolno popełniać błędów, trzeba grać niesamowicie dokładnie. Ciekawa jest kwestia inicjatywy w meczu, bo w tym aspekcie mecz Sofii z Elise był „falujący”. Wydaje się, że sama próba narzucenia własnych warunków nie wystarczy, trzeba liczyć się z tym, że Sofia takie warunki także potrafi przyjąć. Zakładam oczywiście, że Sofia jest w bardzo dobrej dyspozycji, a wydaje się, że na tym etapie turnieju jest. Czy Iga może zdominować Sofię tak, jak Simonę? Nie sądzę. Może jednak próbować, przy tym musi zachować najwyższą z możliwych dla siebie precyzję zagrań. Może Sofia „pęknie”, bo przecież miewa takie mecze. Ale raczej bym na to nie liczył, nie w finale wielkoszlemowym. Bardziej trzeba się obawiać tego, że nawet gdyby Iga narzuciła początkowo swoje warunki, Sofia będzie stopniowo się z nimi oswajać. W sumie naprawdę w finale wolałbym dla Igi Petrę, Sofia będzie trudniejsza.
Jeszcze takie szybkie „ważenie”:
Plusy Igi. Iga jest silna mentalnie i psychicznie. Jest mniej więcej od meczu z Bouchard LEPSZA od Muguruzy w AO, a więc na pewno może zagrać skuteczniej od niej. Potrafi bardzo dobrze kontrolować ustawienie przeciwniczki. Generuje własną siłę zagrań. Mączka to jej nawierzchnia.
Ewentualne minusy (bo tutaj nadal brak danych). Trudno oceniać, czy potrafi utrzymać w całym meczu dokładność w grze z taką przeciwniczką, jak Sofia. Nie bardzo wiadomo, jak zachowa się w przypadku utraty seta. Jak widać tych „minusów” jest naprawdę niewiele.
Plusy Sofii. Nietypowość gry. Bardzo szybka gra, jeżeli jest w dyspozycji. Gra najlepiej i najdokładniej najtrudniejsze piłki. Nie poddaje się, jeżeli jest w dobrej dyspozycji.
Minusy. Potrafi zupełnie „popłynąć”, ale na to bym nie liczył (chociaż z drugiej strony…). Jeżeli przeciwniczka jest spokojna i precyzyjna, Sofia potrafi się podpalić i traci wtedy swój atut precyzyjnych zagrań w trudnych sytuacjach. Choć porusza się bardzo dobrze, to akurat mączka stwarza jej pewne problemy.
A teraz już kibicujemy. :)))))
Ale stres...... Trzeba szybko przygotować kawę ;D)))

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Tom.

"Powiększenie" z 1966 r, ale kto wie, może tak wpłynęło kulturowo na świat sportu, że za chwilę wprowadzono erę open :D Dobrze tylko, że zdecydowano się grać prawdziwymi rakietami i piłkami, bo sama pantonima chyba by nie zadowoliła widzów :D :D
>> a tak na poważnie: ja obstaję mimo wszystko przy takiej formułce: "Iga pierwszą polską finalistką RG w erze open. A w następnym zdaniu można przytoczyć erę "przed open" bez wartościowania obu er. Bo w przeciwnym wypadku trzeba by skorygować chyba z 5 zdań Santoro do Igi po jej półfinale, gdzie twardo twierdził że to pierwszy raz dla kogoś z Polski ;)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [1 komentarz tej dyskusji]

Miałem okazję rozmawiać z kilkoma osobami pamiętającymi tamte czasy i nie bardzo mogę się zgodzić z tym, że tenis był elitarny. Był kosztowny dla uprawiających go sportowców, a akurat pod tym względem...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Wyczuwam w Twojej wypowiedzi, że tak trochę sarkastycznie, ale mówisz jednak, że ta sytuacja także Ci nie odpowiada. ;)
Otóż w moim tekście chciałem podkreślić, że perspektywa historyczna pozwala BARDZIEJ docenić obecne sukcesy. Mówiąc inaczej – finał Igi bez przypominania o sukcesach pani Jadwigi, traci swój rzeczywisty wymiar, bo dopiero z tej perspektywy jest to osiągnięcie OGROMNE. Bez tego, to tylko wiesz… statystyka, bieżące analizy, itp. I wiesz… Może w Stanach, ale we Francji? Tam pamiętają o swoich tenisistach. Grają przecież między innymi na korcie Susanne Lenglen. Gdy Mary Pierce sięgała w 2000 roku bodajże po tytuł w RG, ciągle wracano do Susanne Lenglen właśnie, także podczas wywiadów z Mary. Pewny nie jestem i się nie upieram, nie znam francuskiego, nie zawsze śledzę jakoś uważnie wywiady pomeczowe, ale przy którymś wywiadzie teraz z Fioną Ferro też wpadło mi w ucho „Susanne Lenglen”, „Simonne Mathieu”, więc te odwołania do historii „przedpotopowej” nie przychodzą Francuzom z jakimś większym trudem. Myślę, że gdyby Fiona dotarła tu dalej, te odwołania do historii sypałyby się jak z rękawa.
Myślę sobie, że zapominanie o korzeniach, o poprzednikach, to jest podcinanie gałęzi, na której się siedzi. Sukcesy sportowe nie mogą funkcjonować w pustce, muszą lokować się we właściwy sposób w historii. :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [3 komentarze tej dyskusji]

A mi się wydaje, że jakikolwiek komentator by to wszystko relacjonował - byłoby dokładnie tak samo. Nawet jeśli ktoś wie - to jednak czasy Jadwigi są dla niego bardzo odległe i niemalże zapomniane. Na...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Zarzuciłem brak przygotowania merytorycznego Fabrice'owi, a sam coś przeoczyłem ;). Oczywiście wśród naszych polskich finalistów wielkoszlemowych jest Alicja Rosolska. Przeoczenie, mój błąd. Jako lubiący tenis deblowy, także miksty, bardzo cenię to osiągnięcie. Przeoczyłem w moim poście o historii polskich finałów wielkoszlemowych z tej prostej przyczyny, że triumfatorów i finalistów odświeżałem i uaktualniałem sobie w głowie bezpośrednio po "kubotowych" wygranych. Wbiłem sobie na tyle skutecznie, że późniejszy nieco finał Alicji Rosolskiej jeszcze mi się w głowie nie "ustawił". Lepiej zapamiętuję nieco dawniejsze wydarzenia niż te czasowo bliższe. ;) Chyba normalne z wiekem :D))

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [3 komentarze tej dyskusji]

Mamy nareszcie tenisowe emocje, na które czekaliśmy od lat. Mamy także ogromny hałas i szum medialny związany z występami Igi w Paryżu. Pewnym pozytywem tego hałasu medialnego jest to, że przypomniano...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
FanRadwana

Oczywiście - nie deprecjonuję osiągnięć Jadwigi. Zwracam tylko uwagę, że jeśli nie ma do pobicia jakichkolwiek rekordów, to tenis "przedołpenowy" jest nic nie wart według współczesnej opinii publicznej.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [3 komentarze tej dyskusji]

A mi się wydaje, że jakikolwiek komentator by to wszystko relacjonował - byłoby dokładnie tak samo. Nawet jeśli ktoś wie - to jednak czasy Jadwigi są dla niego bardzo odległe i niemalże zapomniane. Na...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
FanRadwana

A mi się wydaje, że jakikolwiek komentator by to wszystko relacjonował - byłoby dokładnie tak samo. Nawet jeśli ktoś wie - to jednak czasy Jadwigi są dla niego bardzo odległe i niemalże zapomniane. Na tyle odległe, że nie ma co takimi informacjami "zagracać" współczesnego tenisa. Z polskiej perspektywy - nieprofesjonalne etc. Z perspektywy zagranicznej - kto jeszcze dziś wspomina tenis z tamtych czasów? Ostatni byli Brytyjczycy - ale Murray przebił Perry'ego, więc już w zasadzie nie ma nikogo takiego.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [3 komentarze tej dyskusji]

Zadziwiająca sytuacja po meczu Igi z Nadią. W ferworze emocji trudna do uchwycenia, ale dotycząca wprost i bezpośrednio mojego postu o historii polskiego tenisa. Fabrice Santoro podczas wywiadu z Igą...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Zadziwiająca sytuacja po meczu Igi z Nadią. W ferworze emocji trudna do uchwycenia, ale dotycząca wprost i bezpośrednio mojego postu o historii polskiego tenisa. Fabrice Santoro podczas wywiadu z Igą stwierdził, że Iga jest pierwszą polską tenisistką, która zagra w singlowym finale Rolanda Garrosa. Rozemocjonowana Iga mogła na to nie zwrócić uwagi, nawet gdyby zwróciła, nie wypadało jej raczej poprawiać Fabrice’a. Ale już komentatorzy telewizyjni powinni odpowiednio to skomentować. Sprawdzam powtórki i nie było komentarza. Fabrice nie przygotował się merytorycznie do wywiadu? Może był także rozemocjonowany meczem i się trochę pogubił? Szkoda, bo prowadzi te wywiady z klasą. Mam jednak podejrzenie graniczące z pewnością, że gdyby ten wywiad prowadziła Marion, to wspomniałaby o pani Jadwidze. Nawet policzyłaby, ile lat trzeba było czekać na kolejną polską tenisistkę w finale singla na kortach w Paryżu.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

ostatnia odpowiedź: 9 października 2020 [3 komentarze tej dyskusji]

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Miałem okazję rozmawiać z kilkoma osobami pamiętającymi tamte czasy i nie bardzo mogę się zgodzić z tym, że tenis był elitarny. Był kosztowny dla uprawiających go sportowców, a akurat pod tym względem raczej nic się nie zmieniło. Natomiast trybuny były pełne. Co ciekawe – zarówno w trakcie meczy singlowych, jak i deblowych. Przed wojną i jakiś czas po niej nie było transmisji telewizyjnych, turnieje tenisowe były wydarzeniem nie tylko sportowym, ale i kulturalnym. Nie bez przyczyny turnieje wielkoszlemowe mają ugruntowane tradycje, stały się prawdziwą instytucją. I dopracowały się takiej pozycji długo przed erą open. O to mi chodziło, gdy napisałem, że pod pewnymi względami było nawet lepiej. Telewizja, łatwość śledzenia rozgrywek, powoduje jednak pewnego rodzaju spowszednienie, wpisanie tenisa w typowo medialne praktyki, gdzie inne dyscypliny bardziej się do transmisji telewizyjnych dostosowały. W dodatku ciągle na świeczniku jest piłka nożna. A co ciekawe, w okresie międzywojennym, tenis był w wielu krajach popularniejszy od piłki nożnej. Gwiazdy tenisa były lepiej znane od przedstawicieli innych dyscyplin (nie tylko w USA ;)). Więc byłbym ostrożny z dyskredytowaniem czy może nie docenianiem okresu sprzed ery open. Na pewno nie w wymiarze sportowym. Era open nie uczyniła tenisa na przykład trudniejszym technicznie, jedynie dała tenisistom możliwość lepszych zarobków.
Przy okazji - z którego roku jest „Powiększenie?”. Czy przypadkiem nie sprzed ery open? ;) Nie jestem pewien, ile dyscyplin sportowych zostało w taki sposób wprowadzonych do świata kultury przez wielkie „K”.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

ostatnia odpowiedź: 9 października 2020 [1 komentarz tej dyskusji]

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Tom.

To nie "szum" medialny, to już ogólnoświatowy orgastyczny krzyk :D :D :D

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [3 komentarze tej dyskusji]

Mamy nareszcie tenisowe emocje, na które czekaliśmy od lat. Mamy także ogromny hałas i szum medialny związany z występami Igi w Paryżu. Pewnym pozytywem tego hałasu medialnego jest to, że przypomniano...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Mamy nareszcie tenisowe emocje, na które czekaliśmy od lat. Mamy także ogromny hałas i szum medialny związany z występami Igi w Paryżu. Pewnym pozytywem tego hałasu medialnego jest to, że przypomniano trochę o historii polskiego tenisa (ale tylko trochę, troszeczkę…). Ja wiem, że dla większości kibiców, nawet tych interesujących się tenisem, polski tenis to przede wszystkim Agnieszka Radwańska, może ewentualnie historycznie Wojciech Fibak. Ale to nie jest prawda. Biorę oczywiście poprawkę na różnicę między erą open w tenisie, a okresem wcześniejszym. Ta poprawka nie wpływa jednak na to, w jaki sposób był postrzegany tenis jako dyscyplina sportowa oraz na to, jak były postrzegane gwiazdy tego sportu. Wydaje mi się nawet, że przed erą open tenis cieszył się nieco większą… estymą, był nie tylko popularny, ale też szanowany. I patrząc także z tej perspektywy, a nie tylko z perspektywy czysto statystycznej, tą najwybitniejszą (jak dotąd) postacią naszego tenisa jest pani Jadwiga Jędrzejowska. Trzy wielkoszlemowe finały singlowe, trzy deblowe, w tym jeden wygrany, nawet finał miksta po wojennej przerwie. Pani Jadwiga była tenisową osobowością, medialną gwiazdą w pełnym, znanym i obecnie, znaczeniu tego słowa. Pani Jadwiga według każdego, kto miał okazję śledzić tamte wyczyny, zdobyłaby niejeden wielkoszlemowy tytuł singlowy. Czasy były jednak niesprzyjające temu, wojna zniweczyła te perspektywy. W tych finałach singlowych, w których było jej dane wystąpić, drobiazgi czasami zadecydowały o tym, że nie zdobyła tytułu. Zabrakło malutkiej kropki nad „i”. W 1939 roku na paryskich kortach uległa w finale swojej partnerce deblowej Simonne Mathieu, z którą w tym samym turnieju wywalczyła swój jedyny tytuł wielkoszlemowy. O tym wszystkim każdy może poczytać.
Ważne jest jednak to, że obecna postawa Igi na kortach Rolanda Garrosa w jakiś sposób przywróciła nam także pamięć o sukcesach dawniejszych niż te z ostatniej dekady. Tak bym to ujął. I nawet niewiele znaczy, że dwukrotnie słyszałem przy okazji wspominania sukcesów pani Jadwigi, jak „rzetelnie” przygotowane dziennikarki mówiły „Jadwiga JędrzEjewska”. Trudno, niech te dziennikarki się wstydzą swojego przygotowania, ważne że jednak wreszcie przypomniano nam, że mamy naprawdę solidne podstawy do budowania sukcesów tenisowych, że tenisowo nie jesteśmy znikąd.
Reasumując – Iga będzie dziś walczyła o piąty w historii singlowy finał wielkoszlemowy polskiego tenisa. Jutro będzie walczyła o dziesiąty wielkoszlemowy finał deblowy polskiego tenisisty, w tym o czwarty finał deblowy polskiej tenisistki. To jest właściwa perspektywa. Pamiętajmy, że mamy troje zdobywców tytułów wielkoszlemowych w deblu – Jadwigę Jędrzejowską, Wojciecha Fibaka i Łukasza Kubota. Pamiętajmy o wielkoszlemowych finalistach singla, debla i gry mieszanej – o Agnieszce Radwańskiej, Marcinie Matkowskim, Mariuszu Fyrstenbergu, Klaudii Jans-Ignacik. I pamiętajmy przede wszystkim o Jadwidze Jędrzejowskiej, która wprowadziła polski tenis na arenę światową i sprawiała, że ten tenis błyszczał. Pamiętajmy, że najpierw Wojciech Fibak, a później Agnieszka Radwańska uczynili to ponownie, właściwie przywrócili całemu światu polski tenis. Pamiętajmy jednak, że spośród czterech dotychczasowych wielkoszlemowych finałów singla (mam nadzieję, że po dzisiejszym meczu – spośród pięciu) w trzech wystąpiła Pani Jadwiga. Wystąpiła także w trzech jedynych jak dotąd wielkoszlemowych finałach debla pań z udziałem polskiej tenisistki (mam nadzieję, że za chwilę będziemy już mówić o czterech). Nawet finał miksta, w którym grała Pani Jadwiga miał bardzo szczególny charakter. Pamiętajmy o tym, jak wielką tenisistką była pani Jadwiga Jędrzejowska, jak ważną postacią jest dla polskiego tenisa. To jest wszystko właściwa perspektywa przed emocjami, które zawdzięczamy Idze.
Trzymajmy teraz kciuki za to, żeby Iga pisała nową kartę w historii polskiego tenisa. Bo jest solidna podbudowa do pisania tej historii.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (8|0)

ostatnia odpowiedź: 9 października 2020 [3 komentarze tej dyskusji]

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Nawiążę krótko do wcześniejszego postu. Petra miała 21 lat, gdy wygrywała swój pierwszy Wimbledon. To było wtedy sympatyczne zaskoczenie, ale wcześniej… norma. Wszystkim młodszym kibicom sugeruję sprawdzić, ile lat miała Steffi Graf, gdy zdobywała klasycznego Wielkiego Szlema. Tak ku refleksji.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Po emocjach związanych z meczem Igi z Martiną Trevisan pora na spokojne oglądanie dwóch pozostałych ćwierćfinałów – Petry z Laurą Siegemund i Sofii Kenin z Danielle Collins. Pisałem już trochę o zmianach, które moim zdaniem zachodzą teraz w tenisie pań – zmian na lepsze, bo młode tenisistki są obecnie znacznie bardziej kompletne od swoich starszych koleżanek. Obecne RG potwierdza ten proces, który był widoczny dość wyraźnie już podczas ubiegłorocznego RG. Pamiętam, że dla wielu osób RG’19 był trudny do zaakceptowania, głównie z powodu pojawienia się kilku nowych tenisistek, dla wielu zupełnie nieznanych. Pisałem wtedy, że właśnie z tego względu tamto RG było bardzo ciekawe, a skład finału reprezentatywny dla zmian, które są widoczne. Teraz proces zmian widać jeszcze lepiej. Wspaniale, że mamy swój udział w tym procesie, który „wygenerował” nam Igę. Właśnie z niejakim zaskoczeniem uświadomiłem sobie coś, co przecież mamy przed oczami, a jednak to wciąż nie trafia do nas tak wprost. Oczywiście, nie wspominamy o wieku pań, ale… Ćwierćfinał Petry i Laury jest jedynym, w którym grają ze sobą tenisistki, które można chyba określić jako weteranki kortów. I jest tak właściwie w jakiejś mierze z powodu układu drabinki. W pierwszym półfinale mamy już natomiast dwie młodziutkie tenisistki, które zagrały po profesorsku z najwyżej rozstawionymi tenisistkami. Aż dziwnie pisać, że spośród pozostałych ćwierćfinalistek Elina Svitolina i Danielle Collins właściwie należą jeszcze do tej szkoły tenisa, która powoli ustępuje miejsca nowej fali. Teraz trzeba wprowadzić coś nowego bądź też dopracować coś do perfekcji, żeby prezentując jeszcze starszą szkołę gry przebić się wyżej, a to wymaga ogromnej siły charakteru i pracowitości. Z zainteresowaniem czekam na skład drugiego półfinału, wydaje mi się, że nawet ewentualne zasilenie grona półfinalistek przez Petrę (a tym bardziej Laurę ;)) nie zmienia ogólnego wrażenia, że proces wchodzenia młodej fali jest nieodwracalny, a średniej i starszej… hmm… szkole tenisowej będzie coraz trudniej sięgać po tytuły wielkoszlemowe. To jest tak naprawdę powrót do normalności w tenisie, który został zaburzony przez szybką, hurtową produkcję siłowych tenisistek. Teraz nie będzie już można odkładać w nieskończoność sukcesów, bo będą się pojawiać wciąż nowe, bardzo dobrze technicznie wyszkolone tenisistki. Wystarczy spojrzeć, kto ostatnio wygrywa szlemy. Naomi Osaka to konkretny wyznacznik, teraz na szczycie, ale już niedługo będzie musiała mierzyć się jak równy z równym z nowymi tenisistkami. To ważne także z punktu widzenia jutrzejszego półfinału, który będzie nam podbijał emocje. Nie ma na co czekać, nie ma czego odkładać na później. Trzeba wykorzystywać do maksimum szanse tenisowe, bo normalne będzie to, że za chwilę trzeba będzie bronić swoich wysokich pozycji. A trzeba je będzie osiągać szybko, bo to stanie się normą.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Mind Control

Kiedy pustka w kalendarzu WTA, zachęcam to zaglądniecia w ITF-y. :)
W Monastirze swoje pierwsze kroki w w zawodowym tenisie stawia Alexandra Eala, niesamowicie zdolna Filipinka.
Natomiast w brazylijskiej Olimpii swoje mecze rozgrywa bardzo ciekawa Węgierka Dorka Drahota Szabo, z tego turnieju jest transmisja. :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

ostatnia odpowiedź: 11 marca 2020 [1 komentarz tej dyskusji]

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

No, tośmy sobie posłodzili :D)). Ciekawe takie nowinki językowe, tenis nawet w tym bywa inspirujący.
Nie dotrwałem wprawdzie do końca meczu Kim z Johanną, ale po drugim meczu jestem trochę spokojniejszy. Kim zdecydowanie gra na luzie i z rozsądkiem, nie szarżuje. Do niektórych zagrań nawet nie startuje (a część z nich odgrywałaby dawniej z łatwością). Dokładnie, jak napisałeś: „to dojrzała kobieta, spełniona tenisistka”. Można z przyjemnością ją oglądać, bo czuje się, że to tylko taki epizod, bez niepotrzebnej napinki. Chociaż i tak media już ładują to na samą górę wiadomości z bo.mbastycznymi tytułami :D). Ale Kim jakoś to zniesie, a my razem z nią (chociaż tym bardziej nie rozumiem idei, może faktycznie chodzi o jakąś zabawę tenisem, nostalgię…).
A propos… Mało brakowało, a wpadłbym w totalną nostalgię :D). Wczoraj chwyciłem jeszcze na jakimś streamie meczyk Wierki Zwonariowej z Sam Stosur. Ale rwało tak, że nie byłem za bardzo w stanie oglądać. Wystarczyło jednak, żebym sobie przypomniał okres cirka 2009-2011. Razem z Kim wyszło takie intrygujące zestawienie…
Co do Leyli i Heather – nieźle, nieprawdaż? Heather nie przebiła się przez „podwójnie slajsowany koszmar niecierpliwych tenisistek”. Leylah zagrała swoje i jednak jest w następnej rundzie – bardzo ciekawi mnie jej mecz ze Sloanką, będę chciał obejrzeć. Tak na zdrowy rozsądek, przy niskich lotach Sloany, Leylah ma duże szanse, oczywiście jeżeli zagra "spokojnie", interesuje mnie jednak bardzo zestawienie ich stylów gry.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [10 komentarzy tej dyskusji]

No widzisz, a mnie się bardzo spodobało Twoje "przefantazjowała" i kiedy zwróciłeś na to moją uwagę to całkowicie się zgadzam, że ta presja objawiła się tym, że od pierwszej i w każdej piłca chciała pokazać...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Tom.
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Mind Control

No widzisz, a mnie się bardzo spodobało Twoje "przefantazjowała" i kiedy zwróciłeś na to moją uwagę to całkowicie się zgadzam, że ta presja objawiła się tym, że od pierwszej i w każdej piłca chciała pokazać co ma najlepszego w swoim arsenale, a jak wiadomo nie wszystkie się do tego nadawały.
Jeśli chodzi o Kim to ja bym jej trochę bardziej zaufał. Wydaje się że ona tak bardzo kocha nie tylko ten sport ale i rywalizacje, że chciała poczuć "to" jeszcze raz. Natomiast to dojrzała kobieta, spełniona tenisistka, matka i raczej swoim zdrowiem tasować nie będzie.
Jeśli chodzi o mecz z Muguruzą to faktycznie nie wyglądał zbyt optymistycznie, niby była jakaś dramturgia w drugim secie, ale to za sprawą obniżenia poziomu swojej gry przez Hiszpanke. Ja podczas tego meczu najlepiej bawiłem się kiedy Clijsters sprawdzała decyzje sędziów. To jak pewna była że nie wyrzuciła, jak czuje ten kort naprawdę godne podziwu. :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [10 komentarzy tej dyskusji]

Mind, wszystkie Twoje spostrzeżenia są bardzo trafne :). Gdybym przeczytał Twój wpis pod artykułem, pewnie bym się już tak „objętościowo” nie produkował ;D. W ogóle już prawie nie zaglądam do tych „artykułów”...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Mind, wszystkie Twoje spostrzeżenia są bardzo trafne :). Gdybym przeczytał Twój wpis pod artykułem, pewnie bym się już tak „objętościowo” nie produkował ;D. W ogóle już prawie nie zaglądam do tych „artykułów” od kiedy zniszczono tam czytelność komentarzy (ciekawostka: ostatnie, co czytałem, to wpisy Twoje i Bejsa przy okazji meczu Magdy z Walerią). Masz na pewno lepszy przegląd całości turnieju, ja opisałem moje wrażenia tylko z perspektywy jednego meczu. Trochę inaczej określiłem przyczyny słabszej gry Leyli na początku meczu, zgadzam się jednak z Tobą, że to była przede wszystkim kwestia presji wyniku i nerwowości. To, co określiłem jako przesadne zaangażowanie, przynajmniej w początkowej fazie meczu, można też chyba w jakimś stopniu uznać za wtórny efekt presji. Gdyby nie ten początek… Masz całkowitą rację, że oznaczyłeś go jako punkt pierwszy – rozstrzygnięcie mogło być zupełnie inne.
A teraz z innej beczki… Ogromnie podoba mi się Twoje określenie Heather - „przymasowana” :D. Nie lubię negatywnych określeń odnośnie wyglądu tenisistek, a to jest takie „neutralne”, a przy tym zgodne z rzeczywistością. To określenie najlepiej chyba oddaje moje odczucia, gdy zobaczyłem „powracającą” Kim. I mówię wprost: Kim jest jedną z moich najulubieńszych tenisistek. Konsekwentnie jednak nie będę wyrażał żadnych zachwytów na temat jej powrotu, bo tego po prostu nie rozumiem. Nie rozumiem celu, może w grę wchodzą jakieś działania wizerunkowo-charytatywne, może chce się w coś zaangażować? Nie mam pojęcia. Dla mnie to oczywiście żaden problem, nie mam absolutnie nic przeciwko grze w bardziej sportowo zaawansowanym wieku, ale z rozsądkiem, czyli… w debelku. Próba ponownego wchodzenia do singlowego touru to jest igranie z własnym zdrowiem. No i otóż właśnie – ja nie pamiętam aż tak „przymasowanej” Kim. Oglądałem ją wielokrotnie w turniejach gwiazd przy okazji szlemów, gdzie wyraźnie widać było, że stale trenuje i trzyma formę, jednak nawet w tych, bądź co bądź – pokazówkach – była hm… mniej „przymasowana”.
Muszę sprawdzić plan gier w Monterrey. I Leylah i Heather grają chyba dziś. Przekonamy się, jak będą obie wyglądać kondycyjnie. Chyba dopiero jutro Kim i Johanna. Może uda mi się na ich mecz zerknąć… z bardzo mieszanymi uczuciami.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [10 komentarzy tej dyskusji]

Mój komentarz który zamieściłem wczoraj pod artykułem: O przegranej zadecydowały 2 rzeczy. 1- na początku spotkania nie poradziła sobie z presją. Bardzo niepewne wejście w mecz, same niewymuszone błędy...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Baseliner

Odniosę się tylko do najbliższego meczu, bo pod całą resztą mogę się podpisać tylko. ;) Voegele to chyba jednak wygodniejsza rywalka - może lepsza technicznie od Davis, ale bardziej nijaka, z Lauren przy jej "kąśliwo-regularnej" grze młoda by się mogła sama wystrzelać. Poprawną Szwajcarkę łatwiej ugryźć wg mnie.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [10 komentarzy tej dyskusji]

Mój komentarz który zamieściłem wczoraj pod artykułem: O przegranej zadecydowały 2 rzeczy. 1- na początku spotkania nie poradziła sobie z presją. Bardzo niepewne wejście w mecz, same niewymuszone błędy...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Mind Control

Mój komentarz który zamieściłem wczoraj pod artykułem:
O przegranej zadecydowały 2 rzeczy. 1- na początku spotkania nie poradziła sobie z presją. Bardzo niepewne wejście w mecz, same niewymuszone błędy i szybki odjazd Watson na 4-0, jak się okazało za dużo żeby wrócić w 1 secie. 2- Dwa dotakowe mecze w kwalifikacjach, w koncu dały o sobie znać w tym tropikalnym klimacie. Podczas wizyty trenera w decydującym secie mówiła, że zwyczajnie nie ma już siły. A szkoda bo "przymasowana" Watson też pierwszej świeżości już nie była, z resztą przy siatce po meczu dziewczyny powiedziały sobie, ze obie padają z nog. Dodałbym jeszcze, że niezbyt sobie radziła z 1 serwisem Watson, ale to było do przejścia. Tak czy inaczej bardzo dobry tydzień dla Fernandez, mnóstwo doświadczenia ale i bardzo duży skok rankingowy. Za rogiem kolejny turniej Montterey gdzie dostała SE, pierwszy mecz z Lauren Davis z którą przegrała w 1r AO, ale w tym krótkim czasie sporo się zmieniło. Meksykańska przygoda trwa.
Jeśli chodzi o zachowanie pomiędzy punktami i gemami to wyglądało to tak w każdym meczu, ale każdy poprzedni był też dwusetowy. Chyba faktycznie przeceniła swoje możliwości w tym elemencie. Ostatnie gemy już przechodzone, niby broniła tych piłek meczowych ale było widać że to gra na ostatnich nogach, byle przebić jakolwiek na drugą strone siatki.
Doświadczenie turniejowe bezcenne, zobaczymy co pokaże w Monterrey. W pierwszej rundzie zagra jednak z Vogele, a potem ewentualnie rozstawiona z 1 albo slabo prezentująca sie w tym roku Svitolina więc wydaje się, ze sa szanse na kolejny dobry wynik. :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (3|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [10 komentarzy tej dyskusji]

No i nie udało się Leyli wygrać Acapulco. Oglądałem finał z mieszanymi uczuciami, bo tak prawdę mówiąc, nie widziałem zasadniczych powodów, dla których go przegrała. Zadecydowały, tak mi się wydaje, sprawy...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

No i nie udało się Leyli wygrać Acapulco. Oglądałem finał z mieszanymi uczuciami, bo tak prawdę mówiąc, nie widziałem zasadniczych powodów, dla których go przegrała. Zadecydowały, tak mi się wydaje, sprawy kondycyjne, co jest o tyle niezrozumiałe, że Heather nie wyglądała od strony fizycznej jakoś specjalnie rewelacyjnie. Oczywiście, Leylah grała eliminacje i miała już swoje w nogach, ale jednak… To była trochę, tak sądzę, kwestia podejścia do tego konkretnego meczu. Leylah trochę „przefantazjowała”. Weszła z ogromną wolą walki, chęcią grania na pełnych obrotach od początku do końca meczu. To dobrze, ale jednocześnie trzeba mieć trochę paliwa w baku, a przynajmniej trochę oszczędniej nim gospodarować. Tymczasem Leylah starała się utrzymać cały czas na najwyższych obrotach, nawet na krzesełku nie pozwalała sobie na oddech, „pracowała” mięśniami. To byłoby znakomite zachowanie, gdyby grała szybki dwusetowy mecz, gdyby miała ogromną pewność wygranej. Nie oglądałem jej wcześniejszych meczów w turnieju, więc nie wiem, czy każdy brała z takiego poziomu fizycznego, ale wydaje mi się, że w ubiegłym roku w juniorach potrafiła dać sobie trochę luzu w trakcie meczów. W dodatku to jej całkowite zaangażowanie fizyczne (a także ambicjonalne) przyłożyło się też chyba w pewnym stopniu na brak dokładności w wielu wymianach. Jak dla mnie lekkie stonowanie gry mogło dać jej pierwszego seta, przegranego w dziwny sposób, bez sensu, bo to była na początku meczu taka trochę „gra na żywioł”. Spokojniej wchodząc w mecz miałaby większe szanse. Trudno się raczej dziwić, że nie dotrwała do końca meczu na tych obrotach, które sobie narzuciła. Chociaż sama Leylah sprawiała wrażenie nieco zdziwionej tym faktem ;). To chyba jest po prostu kwestia ogrania turniejowego, którego musi jeszcze nabrać, żeby lepiej oceniać swoje możliwości fizyczne. Bo jej ostre i efektowne wchodzenie w piłkę tylko wygląda na „łatwe” zagranie, wymaga tak naprawdę sporego wysiłku, zwłaszcza przy wolniejszych odegraniach przeciwniczki lub „stojących” piłkach. Szkoda tego finału, ale z drugiej strony – bardzo dobre doświadczenie dla Leyli. Powinna już niebawem sporo namieszać, a przy tym wzbudzać zainteresowanie, bo ma naprawdę interesujący i widowiskowy styl gry.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [10 komentarzy tej dyskusji]

I właśnie taki mecz będzie można zobaczyć. Ja spodziewałem się "nastoletniego" finału ale cieszy mnie taki obrót sprawy, wydaje się, że gra Watson może bardzo pasować Layli. A tak jak wspominałem, już...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Mind Control

A tak 2 lata temu typowałem u siebie na blogu jak może wyglądać T10 w 2024:
1.Crawford
2.Price
3.Fernandez
4.Anisimova
5.Marketa
6.Lopatetskaja
7.Danilovic
8.Kostiuk
9.Rybakina
10.Sabalenka
Jest i Fernadez i Rybakina. :D
Teraz bym zamienił Danilovic na Eale. :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Mind Control

I właśnie taki mecz będzie można zobaczyć. Ja spodziewałem się "nastoletniego" finału ale cieszy mnie taki obrót sprawy, wydaje się, że gra Watson może bardzo pasować Layli. A tak jak wspominałem, już wcześniej wszystko wskazywało no to, że najtrudniej powinno być w 1/4. ;)
Dzisiejszy mecz natomiast był pewnym papierkiem lakmusowy z innych powodów. Fernandez musiała wytrzymać presje nie tylko wyniku ale i publiczności.
Co by nie mówić ona dopiero raczkuje w głównym tourze i tak szybko pojawia się szansa na finał (tytuł) i to w meczu na który wychodzi jako faworytka. Faworytka przeciwko reprezentantce gospodarzy, o ile tłum nie przeszkadzał w grze to na pewno energicznie czasem wręcz euforycznie reagował na wszystkie punkty wygrane przez Renate ale też te jej podarowane. W drugą stronę wręcz grobowa cisza. Taka mieszanka dla niejednej 17 latki byłaby nie do przejścia, ale Kanadyjka grała swoje, nie było widać nerwowych momentów.
Co prawda miała fajne przetarcie 3 tygodnie temu, ogólnie uważam że ten finał jest pokłosiem tej szansy którą dostała właśnie w FedCupie. :)
Przechodząc już do finału, tu jeden problem odejdzie na pewno. Nie ma wątpliwości, że to Fernandez będzie mocniej oklaskiwana, 17-latka, WC, kwalifikntka- robi finał, ma sporo wspólnego z Ameryką łacińską, pomeczowych wywiadów udziela po hiszpańsku. Wybór jest naturalny. :)
Presja wyniku? Może się pojawić, natomiast z drugiej strony finał to już finał i może pójść w zupełnie inną stronę i zagrać całkowicie na luzie (co też nie byłoby bardzo dobre).
W każdym razie ja po cichu a nawet całkiem głośno licze na tytuł, trzymam kuciuki, będę oglądał. :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [10 komentarzy tej dyskusji]

Mind, nie udało mi się wcześniej zerknąć na żaden mecz z Acapulco, więc trudno mi się wypowiadać o aktualnej grze i formie Fernandez (a skrót z FC to trochę mało ;D). Mogę jednak spokojnie podpisać się...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Mind, nie udało mi się wcześniej zerknąć na żaden mecz z Acapulco, więc trudno mi się wypowiadać o aktualnej grze i formie Fernandez (a skrót z FC to trochę mało ;D). Mogę jednak spokojnie podpisać się obiema rękami pod Twoim opisem jej gry i specyficznych predyspozycji, bo zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie w ubiegłorocznych juniorskich szlemikach. Jeżeli od tego czasu systematycznie się rozwija, to na pewno gra efektownie i słusznie zwracasz na nią baczną uwagę. Trzeba przyznać, że mieć już na początku sezonu Bencic i Potapovą na liczniku to jest niezła sprawa, powinna dodać Leylah motywacji i pewności siebie.
Edit: właśnie oglądałem pierwszy raz Acapulco, załapałem się na część drugiego seta Watson – Wang. Byłoby dobrze, gdyby Leylah wygrała dziś półfinał, bo jak na mój skromny gust, Heather jest jak najbardziej w jej zasięgu.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [10 komentarzy tej dyskusji]

No i Fernandez gra dalej, dziś odprawiona mocno bijaca Potapova która już troche namieszała w tourze i przez wielu typowana jest na zawodniczke z przyszłego ścisłego topu. Co jeszcze bardziej zaskakujące,...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Mind Control

Crawford zapowiedziała swój powrót na wiosne.
Więc już za chwilę, już za momencik.
Niestety nie zamroziła rankingu wiec bedzie zaczynać od 0.
Zobaczymy, kort wszystko wyjaśni. Na kilka WC na pewno bedzie mogla liczyć. :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [5 komentarzy tej dyskusji]

Ach… No, przecież… Mind… :) I tu następuje u mnie takie zamaszyste walnięcie się w czoło. ;D) Rozumiem Twoje sentymenty. Chociaż rzeczywiście, jak zauważyłeś, Jelena jest od Sam trochę niższa (może stąd...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Ach… No, przecież… Mind… :) I tu następuje u mnie takie zamaszyste walnięcie się w czoło. ;D)
Rozumiem Twoje sentymenty. Chociaż rzeczywiście, jak zauważyłeś, Jelena jest od Sam trochę niższa (może stąd to lepsze poruszanie się?). Co prawda, nie bardzo ufam oficjalnym danym (tylko cztery centymetry?), bo "na oko" dałbym jakieś sześć-siedem centymetrów.
A powiedz - co właściwie słychać u Twojej Samanthy? Jest szansa na spektakularny powrót w sensownym czasie?
Co do Jeleny, to zwróciłeś uwagę na bardzo istotną sprawę – jej progres już w okresie seniorskim jest faktycznie dokładnie skorelowany z rozpoczęciem współpracy z Vukovem. Dzięki za cenną informację, bo całkowicie ten moment zmiany trenera przegapiłem.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [5 komentarzy tej dyskusji]

U mnie powód jest o wiele łatwiejszy do zdiagnozowania. Po prostu Jelena stylem swojej gry, i właśnie jak to pięknie ująleś poruszaniem sie "w zwolnionym tempie" (choć Jelena porusza się o wiele lepiej,...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Mind Control

No i Fernandez gra dalej, dziś odprawiona mocno bijaca Potapova która już troche namieszała w tourze i przez wielu typowana jest na zawodniczke z przyszłego ścisłego topu.
Co jeszcze bardziej zaskakujące, prawdopodobnie to filigranowa Kanadyjka miała wiecej kończących uderzeń w tym meczu, prawdopodobnie bo nie wyświetlono tej statystyki po zakończonym spotkaniu, za to pokazywano ja kilka razy w ciągu meczu i w pierwszej fazie 2 seta Fernandez prowadziła w tym elemencie 15-5(!).
W półfinale czeka Renata Zarazua, czyli finał bardzo realny a przecież to właśnie w ćwierćfinale miało być najtrudniej. ;)
Ja po dzisiejszym meczu jestem jeszcze bardziej zauroczony selekcją uderzeń oraz tym jak szybko po koźle odgrywane są piłki.
Myślałem, że ze względu na te warunki fizyczne ten etap prześcia z grania juniorskiego na pro bedzie dlugi i o wiele bardziej skomplikowany. Natomiast wygrany mecz z Bencic i to co pokazuje w Acapulco wyglądają bardzo bardzo obiecująco. :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [10 komentarzy tej dyskusji]

17 letnia Fernandez nie dała najmniejszych szans notowanej ponad 100 rankingowych oczek wyżej Hibino. Moim zdanie jest to zawodniczka pod pewnym względem wyjątkowa. Biorąc pod uwagę standardy panujące...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Mind Control

U mnie powód jest o wiele łatwiejszy do zdiagnozowania.
Po prostu Jelena stylem swojej gry, i właśnie jak to pięknie ująleś poruszaniem sie "w zwolnionym tempie" (choć Jelena porusza się o wiele lepiej, jest tez trochę niższa) inną ulubienice, która od 2 lat nie rozegrała meczu.
U Rybakiny ten progres nastapil szybko i nawet bardzo i dość niespodziewanie. Nie bez powodu Rosjanie wypuścili ją z rąk skupiając się na innych młodych i uatlentowanych.
Ta współpraca z Vukovem naprawdę wiele jej daje, i mimo, że wzbudza ona małe kontrowersje to widać, jak bardzo jest jej on potrzebny i daje dokładnie tego czego potrzebuje.
Praca którą wykonali i wykonują daje może nie tyle niespodziewane ale niespodziewane szybkie efekty które z nieukrywaną przyjemnością podpatruje. :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [5 komentarzy tej dyskusji]

Całkowicie podzielam Twoje odczucia co do Jeleny, na jej grę także patrzę z dużą przyjemnością. Moglibyśmy spróbować skonkretyzować, dlaczego tak się dzieje. Chodzi chyba o to, jak jej warunki fizyczne...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Całkowicie podzielam Twoje odczucia co do Jeleny, na jej grę także patrzę z dużą przyjemnością. Moglibyśmy spróbować skonkretyzować, dlaczego tak się dzieje. Chodzi chyba o to, jak jej warunki fizyczne przekładają się na styl gry, a może odwrotnie - jak ten styl gry jest dopasowany do tych warunków. Jelena ma świetne warunki fizyczne, jeżeli chodzi o proporcje, dźwignie, itp. Jest przy tym raczej wysoka, a z tym już bywa różnie u innych tenisistek – wyższy wzrost niekoniecznie wpływa korzystnie na dynamikę i ruchy, nie zawsze musi być atutem, zwłaszcza przy grze technicznej. U Jeleny najwyraźniej jest. Jej sposób poruszania się po korcie jest jakiś taki… zaskakująco wręcz harmonijny, płynny. Bardzo dobrze „czuje przestrzeń”, ma zoptymalizowane zagrania. Na tle niektórych przeciwniczek sprawia to czasami wrażenie, jakby grała wolniej, czy może „w zwolnionym tempie”, z mniejszym wysiłkiem. To jest oczywiście takie trochę złudzenie wynikające z jej wzrostu, ale właśnie wskazuje na płynność ruchów. Z tym na pewno trzeba się urodzić, ale też jest to efekt wypracowanych nawyków, dzięki którym na przykład nie „zrywa” uderzeń, „przygotowuje” wcześniej zagrania. A prowadzenie gry to już byłby osobny temat…
Tak to na chwilę obecną widzę. Nie oglądałem jednak jeszcze Jeleny na tyle dużo, żeby oceniać, na ile jej forma jest ustabilizowana. Trudno mi także oceniać, jak szybkie są jej postępy, do obecnego roku widziałem ją tylko fragmentarycznie kilka razy w akcji. Kojarzy mi się wprawdzie z AO 2017 w juniorach, ale tylko trochę. (Sprawdziłem: była w półfinale. Ciekawostka - w drugim półfinale grała Bianca Andreescu). Później jakoś zniknęła mi z pola widzenia (np. bardziej zwracałem uwagę na Sofię Kenin, tylko cirka pół roku starszą). W ubiegłym sezonie zaliczałem Jelenę do grona interesujących, bardzo dobrze się zapowiadających tenisistek, ale jest ich obecnie tak dużo, że nie mogę powiedzieć, abym przypuszczał, że akurat ona pójdzie tak ostro w górę już na początku tego sezonu. To też ciekawe... Sofia mnie nie zaskoczyła aż tak bardzo, a Jelena i owszem. A przecież to praktycznie rówieśniczki... Czyli człowiek patrzy, a nie wszystko widzi :D)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [5 komentarzy tej dyskusji]

Jak już wspomniałeś o Rybakinie to zwierze się, ze od dawna nie patrzyłem na nikogo z tak wielką przyjemnością jak na nią. Ostatni mecz z Martić niby z problemami ale nawet przez chwilę nie miałem wątpliwości,...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Mind Control

17 letnia Fernandez nie dała najmniejszych szans notowanej ponad 100 rankingowych oczek wyżej Hibino.
Moim zdanie jest to zawodniczka pod pewnym względem wyjątkowa. Biorąc pod uwagę standardy panujące w dzisiejszym tenisie Kanadyjka (tata Ekwadorczyk, mama Filipinka) wydaje się nie mieć żadnych argumentów aby rywalizować z dziewczynami z touru, Leylah jest bardzo szczupła, wręcz koścista, patrząc na nią nikt by nie zgadł że ma ona cokolwiek wspólnego ze sportem, tym bardziej zawodowym. Wszystko zmienia się dopiero na korcie. Wydaje się że Fernandez ma w sobie ten prawdziwy talent, factor który i tak znajdzie drogę żeby rozkwitnąć. Ma niesamowite czucie kortu, wszystko co gra ląduje bardzo blisko linii lub na niej. Ja nie widziałem meczu w którym miałaby więcej UE niż W, a tych drugich wcale nie jest tak mało. Zmienia kierunki z niebywała latwością, piłki łapane są bardzo szybko po koźle co pozwala jej bardzo sprawnie i mocno kontrować, i żeby nie było, stojące piłki też potrafi kończyć. Do tego świetne poruszanie się po placu gry, jest nie tylko bardzo szybka ale co ważniejsze zwrotna.
Oczywiście Japonka mimo swojego rankingu nie jest rywalką wyjątkowo trudną, ale warto przypomnieć że 2 tygodnie temu Fernandez rozprawiła się w 2 setach z Belindą Bencić podczas rozgrywek FedCupu.
To wszystko sprawia, że moim zdanie warto obserwować młodą Kanadyjkę, ja kibicuje bardzo.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (4|0)

ostatnia odpowiedź: 4 marca 2020 [10 komentarzy tej dyskusji]

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Mind Control

Jak już wspomniałeś o Rybakinie to zwierze się, ze od dawna nie patrzyłem na nikogo z tak wielką przyjemnością jak na nią.
Ostatni mecz z Martić niby z problemami ale nawet przez chwilę nie miałem wątpliwości, że wygra.
To prawda, że dzięki swojej grze zafundowała sobie niezły maraton w tym roku. Myślałem, że z turnieju w Dausze po prostu się wycofa a po meczu z Alison ten w/o wręcz mnie ucieszył.
Myślę, że sporo namiesza w Sunshine Double, szczególnie w Miami.
A potem na mączce zasłużenie pewnie więcej będzie mogła odpoczywać w oczekiwaniu na Wimbledon. :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [5 komentarzy tej dyskusji]

Pisałem swego czasu o zmianie, jaka stopniowo następuje w treningach młodych adeptek tenisa, o tym, że już skutkuje to pojawieniem się nowego pokolenia tenisistek wyszkolonych technicznie lepiej od swoich...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Pisałem swego czasu o zmianie, jaka stopniowo następuje w treningach młodych adeptek tenisa, o tym, że już skutkuje to pojawieniem się nowego pokolenia tenisistek wyszkolonych technicznie lepiej od swoich poprzedniczek. Widać to teraz czasami bardzo jaskrawo w meczach nastolatek lub „okołodwudziestolatek” z koleżankami, które przekroczyły już… powiedzmy… środek swojej kariery. Pisałem też, że jestem ogromnie zadowolony z takiego stanu rzeczy, bo tenis zmierza (nareszcie!) w kierunku techniki, a nie siły. Przy czym siłę rozumiem dosłownie – jako sposób gry oparty na mocnych uderzeniach, traktowanych jako klucz do efektywnej gry. Zdecydowanie wolę tenis techniczny. Nie należy jednak mylić „siły” z „fizycznością”. Na fizyczny aspekt gry w tenisa również zwraca się obecnie o wiele większą uwagę. Czytałem jakiś czas temu bardzo dobry felieton (bodajże Karola Stopy) na temat nowego podejścia sztabów trenerskich do fizycznego przygotowania tenisistek, do drobiazgowego przestrzegania pewnych reżimów w trakcie sezonu (szeroko pojęte profesjonalne podejście). Zgadzam się z tym – można to także zaobserwować. Minęły chyba czasy maratońskich sezonów, gdy młode tenisistki grały wszystko i to do upadłego. Byle więcej zarobić, byle uzbierać więcej punktów rankingowych. Aż przykro byłoby pisać, ile dobrze zapowiadających się tenisistek zostało w ten sposób zniszczonych, ile kumulujących się drobnych urazów kończyło się kontuzjami przerywającymi rozwój tenisowy zawodniczek. Teraz można dostrzec, że znacznie uważniej trenerzy obserwują zdrowie swoich podopiecznych, nie forsują ich niepotrzebnie. Oczywiście nie kreuję tu wizji rozwoju w tenisie jakichś ideałów, trywialnie rzecz ujmując chodzi o zwiększenie korzyści długofalowych. W wyszkolenie tenisistki lepszej technicznie trzeba znacznie więcej zainwestować (czasu, pracy, pieniędzy), nie można więc ryzykować utraty tejże inwestycji, trzeba konsekwentne dbać o jej równomierny, niczym nie zakłócany rozwój. Wcześniej „produkowano” w tenisowych fabrykach tenisistki grające siłowo, kosztem techniki. Tą „produkcję” prowadzono na szeroką skalę, w oparciu o utarte schematy, była mniej kosztowna, więc „producenci” pozwalali sobie na szybką eksploatację końcowych „produktów”. Prawa ekonomii. Także dlatego wolę tenis techniczny…
Jak to działa na konkretnym przykładzie? Obserwujemy od początku roku znakomitą wręcz grę młodej Jeleny Rybakiny. Regularnie melduje się w finałach, ma świetny bilans, ogrywa wyżej notowane przeciwniczki. Jest bardzo dobrze przygotowana kondycyjnie. Ale… Ileż można? Przy takim „zagęszczeniu” gier? Zwłaszcza w okresie gry na twardych nawierzchniach. Intensywność gier musi kiedyś dać znać o sobie, to naturalne. Dawniej nikt by się tym nie przejmował. Plastry, bandaże i gramy dalej. Byle dojść jeszcze kroczek dalej. Odpoczynek? W hotelu, w samolocie. A teraz? Oglądałem trochę męczarnie Rybakiny z Van Uytwanck i zastanawiałem się, czy to już przejawy zmęczenia materiału. Ale i tak zaskoczyła mnie informacja, że Rybakina rezygnuje z dalszej gry w turnieju. Z powodu urazu. W zasadzie urazu, z którym dawniej tenisistki dograłyby turniej. Ale teraz lepiej dmuchać na zimne. Rybakina wycofuje się, żeby uraz się przypadkiem nie pogłębił. Bo myśli już o dalszej części sezonu, długofalowo. Korzyści długofalowe są istotniejsze od tych doraźnych. Jeszcze tylko pytanie: czy taką decyzję podjęła sama Jelena, czy też trenerzy? Oczywiście, że trenerzy. Bo jak świat światem, młoda tenisistka, która czuje „moc” chce grać z dobrą tenisistką, bo może coś „udowodnić”, bo ma taką ambicję. Nie przejmuje się drobnymi urazami. I kiedyś trener powiedziałby: ”graj”. Teraz mówi: „nie ma mowy, niedoczekanie twoje. Wytrzymasz, przecierpisz, trudno, zdrowie ważniejsze”. Bo nie mam najmniejszej wątpliwości, że Jelena ogromnie chciała zagrać z Ash.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (4|0)

ostatnia odpowiedź: 28 lutego 2020 [5 komentarzy tej dyskusji]

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Z formą Anastazji rzeczywiście kiepsko ostatnio. Jednak w FedCupie miała momenty naprawdę dobrej gry. Co prawda - to jest specyficzny rodzaj turnieju. Widać jednak, że gdy ma silną motywację i się zaangażuje, przypomina sobie, jak się gra. Właściwie, gdyby Aljona miała trochę spokojniejszą głowę i także wygrała z Sereną, byłaby gigantyczna sensacja, bo nie grałyby już debla, który ostatecznie zadecydował o awansie. Te przebłyski dobrej gry Anastazji były optymistyczne. Może coś drgnie w jej grze. Może też obniżka formy ma związek z jakimiś sprawami bardziej okołotenisowymi?

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [4 komentarze tej dyskusji]

Wg mnie Anastazja nie jest w dawnej formie, może też brakuje jej siły.

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Kri100

Wg mnie Anastazja nie jest w dawnej formie, może też brakuje jej siły.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [4 komentarze tej dyskusji]

Masz rację. Zaangażowanie Simony bywa całkowite, taka gra eksploatuje organizm. Dlatego właśnie Simona musiała coś zmienić w swojej grze. Samego stylu gry nie jest oczywiście w stanie diametralnie zmienić,...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
hippekk

Masz rację. Zaangażowanie Simony bywa całkowite, taka gra eksploatuje organizm. Dlatego właśnie Simona musiała coś zmienić w swojej grze. Samego stylu gry nie jest oczywiście w stanie diametralnie zmienić, technicznie może jedynie pracować nad szczegółami. Inna sprawa to ograniczanie obciążeń – i w tym kierunku zmierzają, tak mi się wydaje, wysiłki sztabu trenerskiego. Pamiętasz, jak Simona rozgrywała AO w 2018 roku? To był prawdziwy koszmar – maratony, próby zamęczania przeciwniczek bardzo długimi wymianami. Nawet przy najwyższej formie fizycznej ceną był wtedy przegrany finał. Myślę, że Simonę dużo ten turniej nauczył. Wytrzymała jeszcze takie obciążenia do RG, który wygrała (chociaż musiała się trochę w międzyczasie zregenerować). Ale to wyszło później – organizm zbuntował się, forma zaczęła mocno falować. Od któregoś momentu w ubiegłym sezonie wygląda to znacznie lepiej. Simona w szlemach wychodzi na kort skoncentrowana, stara się nie „puszczać” początku meczu (co prawda, nie zawsze skutecznie), widać u niej rodzaj dosyć konstruktywnej irytacji, gdy zaczyna psuć piłki. Wcześniej niż kiedyś próbuje zmieniać coś w grze w momentach kryzysu. Po prostu jest bardziej świadoma tego, że nie wolno jej przeciągać meczy w nieskończoność. Nawet teraz, przy tylko czterech dla niej meczach w turnieju, wiedziała, że musi zagrać bardzo agresywnie półfinał, żeby nie tracić niepotrzebnie energii przed finałem. Kiedyś nie bardzo się tym przejmowała i wolała grać długie, bezpieczne wymiany, a mecze się przeciągały. Oczywiście to nie zawsze widać tak wyraźnie, jak o tym piszę – liczy się to, jak wysoko poprzeczkę ustawią przeciwniczki.
A przy okazji – oglądałeś ostatnio coś Twojej Anastazji Sevastovej? Mnie udało się trochę pozerkać na FedCup USA – Łotwa. Interesujące to było. ;)) A teraz ciekawie zapowiada się mecz Anastazji z Anett.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [4 komentarze tej dyskusji]

Krótko - Szymona gra tak ofiarnie, że czasem boje się o jakąś kontuzję i o jej wyeksploatowanie. Nie da się biegać cały czas bezkarnie, o czym przekonała się niestety Agnieszka R.

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.