Proszę o ciszę. Serwuje Sampras.

autor: użytkownik usunął konto | 2013-03-20, 20:44 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
„Chcecie prawdy? Nie zniesiecie prawdy!” (pułkownik Nathan R. Jessep, grany przez Jacka Nicholsona, Ludzie Honoru, reż Rob Reiner, USA, 1992)
Czy kibic tenisa potrafi się rozwijać? Ewoluować? Moim zdaniem – tak. Zaczyna zwykle albo od telewizora, albo, trzymając kurczowo rakietę, przygląda się innym graczom, których zagrania zaczynają go interesować, frapować, a w końcu – fascynować. Chce wiedzieć więcej, sięga dalej, głębiej...Dla mnie kolejnym krokiem w takim rozwoju było przeczytanie ostatnio „Umysłu mistrza” (czy, jeśli kto woli, Mistrzowskiego umysłu) Pete'a Samprasa. Była to pierwsza autobiografia sportowa, jaką przeczytałem od dłuższego czasu i nie jestem zawiedziony – tym bardziej, że współautorem jest jeden z moich ulubionych pisarzy tenisowych, Pete Bodo. Rękę Bodo widać zresztą w stylu, w kompozycji i encyklopedycznej wręcz wiedzy o historii tenisa, którą – przy całym szacunku – trudno w całości przypisać zdobywcy czternastu tytułów wielkoszlemowych, jakkolwiek – jak się okazuje z lektury – został wychowany na oglądaniu starych meczów Lavera i Rosewalla, które do jego domu przynosili jego trenerzy i puszczali na starym projektorze, puszczając obraz na ścianę living roomu.Jednym z tych trenerów był Pete Fischer – postać kontrowersyjna z różnych względów, lekarz pediatra i jeden z tych „tenisowych świrów” (tennis nuts), którym Sampras zdaje się tyle zawdzięczać (drugim był jego wieloletni trener, Tim Gullikson). To Fischer właśnie, zobaczywszy młodego Pete'a w Jack Kramer Club, dostrzegł w nim nowego Lavera, zdolnego wygrać Wimbledon, a nawet całego Wielkiego Szlema. To on otoczył Samprasa opieką, znalazł mu trenerów od wszystkiego i – co najważniejsze – nauczył go serwować i namówił na ryzykowny, choć – jak się później okazało – aż nadto trafny ruch, czyli zmianę dwuręcznego bekhendu na jednoręczny. Fischera jednak w ostatecznym rozrachunku Sampras ocenia przynajmniej neutralnie, jeśli nie negatywnie. Żeby sobie odpowiedzieć, dlaczego, warto przeczytać całą książkę.
Tymczasem zupełnie inaczej wygląda historia relacji Pete'a z Gulliksonem (Timem – tym, który pokonał na Wimbledonie McEnroe, nie Tomem, który po zakończeniu kariery zawodniczej prowadził Jennifer Capriati). Trener ten, żeby użyć analogii malarskiej, wykonał ostatnie pociągnięcia pędzla i pomógł Samprasowi przepoczwarzyć się z wielce obiecującego mistrza US Open 1990 w tego gracza, który zdominował męskie rozgrywki w ostatniej dekadzie XX wieku.To Gullikson – pisze Sampras – pomógł mu dopracować elementy gry, pozwalające na dominację przy siatce (np. spłaszczenie approach shota z bekhendu) i zniwelowanie przewagi rywala. Przykładem tego ostatniego może być korekta postawy do odbioru serwisu gracza leworęcznego: Tim kazał mu przesunąć się bardziej do bekhendu. Forhend w biegu Pete'a (jak pisze – dzieło Roberta Lansdorpa) był na tyle solidnym uderzeniem, że mógł sobie na to pozwolić. Chodziło o to, żeby przymknąć okno na potencjalne asy i serwisy wygrywające. Dzięki temu Sampras, początkowo ogrywany na trawie przez Ivanisevicia, później Gorana pokonywał (choć – jak sam przyznaje – nie przychodziło mu to łatwo).Takich detalów technicznych jest w książce mnóstwo – podobnie jak opisów kluczowych dla kariery Samprasa meczów. Mamy tu więc kilka konfrontacji z Agassim, finał US Open z 1992 przeciwko Edbergowi, czy też dramatyczny ćwierćfinał AO 1995 z Courierem, który zbiegł się w czasie z diagnozą raka mózgu, jaką postawiono Gulliksonowi. Sam opis tego meczu wystarczył mi zresztą do ostatecznego zweryfikowania opinii, którą wiele lat temu miałem o Samprasie, a która miała wiele wspólnego z określaniem go jako „Samprazzzz...”, czyli człowieka praktycznie bez osobowości, wypranego z emocji, a całkowicie podporządkowanego dążeniu do sukcesu. Jak się okazuje, po prostu tych uczuć nie okazywał, choć czasem wypływały na wierzch – czy to w postaci łez (jak w tym meczu z Courierem), przekleństw (jak w meczu z Fosterem na Wimbledonie 1993), czy też niefortunnych sformułowań, jak to po porażce na US Open 1991, kiedy na konferencji stwierdził, że czuje się, jakby z barków zdjęta mu została „tona cegieł”. Jimmy Connors (wówczas w pełni swego łabędziego śpiewu) skomentował to: „Jest wielu graczy, którzy chcieliby taką tonę cegieł nosić”, czy rozpętał pierwszą wielką burzę medialną wokół Pete'a.
Zaskakująco – dla mnie – dużą rolę w swoim rozwoju jako zawodnika przypisuje Sampras rozgrywkom Pucharu Davisa. Wprawdzie przyznaje, że nigdy nie był przywiązany do ich prestiżu w takim stopniu, jak Agassi, Chang, Roddick, czy – oczywiście – John McEnroe, ale wyraźnie zaznacza, że wyniósł z nich bardzo wiele – i z porażek (zwłaszcza z leworęcznymi Forgetem i Leconte'em) i ze zwycięstw, i z singla i z debla (w którym partnerował Mackowi).
Ciekawe dla mnie jest też to, że jako swoją ulubioną lekturę w młodości Pete wymienia „Buszującego w zbożu” Salingera. Można chyba powiedzieć, że „Mistrzowski umysł” jest w pewnym sensie tenisową (w sensie tenisa profesjonalnego) wersją tej powieści, której akcja toczy się na innych płaszczyznach, ale myśl przewodnia i sposób prowadzenia narracji pozostają zbliżone. Bohaterem jest młody człowiek, pragnący iść własną ścieżką – jedyna różnica polega na tym, że o ile Holden Caulfield jest rebeliantem, odcinającym się od swoich korzeni, o tyle Pete buntuje się, doglądając swoich z pietyzmem, podobnie jak z pietyzmem (czy raczej należałoby napisać: zawziętością) świadomie dąży do wielkości.
Narracja rozpoczyna się od słów: Nie jestem pewien, czy aby zostać wielkim tenisistą, trzeba od początku wiedzieć, kim się jest i czego się chce, a kończy opisem całej gamy rywali, z wyjątkiem Agassiego, którego Sampras określa jako przyjaciela i przeciwnika, który „zawsze wyciągał [z niego] to, co najlepsze” i któremu poświęca praktycznie cały rozdział. Co ciekawe, wiele ciepłych słów pisze Pete pod adresem Lendla, którego uważa za jednego z piątki największych tenisistów Ery Otwartej (obok Lavera, Borga, Federera i samego siebie).Dla mnie jednak klucz do zrozumienia Mistrza kryje się z dala od okładek:Każdy ma jakieś miejsce na tym świecie – pisze – i sporą część swojego dorosłego życia poświęca wydrążeniu dla siebie tej niszy – tej strefy, w której czuje się u siebie. Niektórzy gracze dochodzą do numeru jeden i myślą sobie: „Nie, to nie dla mnie – jest zbyt samotnie, za dużo stresu, zbyt wiele wymagań.” Trochę odpuszczają i znajdują dla siebie „comfort zone” na miejscu trzecim, piątym, czy którymkolwiek. Ja też mogłem tak zrobić i jakaś część mnie tak robiła w początkach mojej kariery. Prawda jest taka, że jeśli jesteś sklasyfikowany na jakimkolwiek miejscu poza pierwszym, masz jak się skryć – możesz regularnie dochodzić do drugiego tygodnia szlemów, a i tak prowadzić życie tyleż komfortowe, co bezstresowe.Sampras wybrał wariant z „tarczą strzelniczą wytatuowaną na plecach”. Ta książka jest historią tego, jak postawił pierwszy krok, podjął ostateczną decyzję, a potem – czego już nie ma w opowieści o Holdenie Caulfieldzie – z żelazną konsekwencją zrealizował.
Bibliografia:Pete Sampras (z udziałem Pete'a Bodo), A Champion's Mind, Nowy Jork, 2008.

PS. Nie wiem, czy i kiedy są widoki na publikację książki po polsku. Jeśli nie ma, jestem gotów przygotować kilka wpisów na tym blogu z omówieniem co ciekawszych jej fragmentów. Dajcie znać, jeśli coś takiego Was by interesowało.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
Fabulous_Killjoy

Świetny post. Cieszę się, że czytam go już po lekturze tej autobiografii, ponieważ każde zdanie jestem już w stanie odnieść do przeczytanego uprzednio tekstu. Dzięki "Umysłowi Mistrza" zafascynowałam się postacią Samprasa, który świecił największe triumfy jeszcze wtedy, gdy albo nie było mnie na świecie albo byłam w takim wieku, że wyraz "tenis" i związana z nim magia niewiele mi mówił. Obecnie mam już prawie wszystkie tenisowe publikacje wydawnictwa Bukowy Las i każda z nich pomaga mi poszerzać wiedzę o dyscyplinie, którą kocham.
Ale odnosząc się już do samej książki, to miałam wrażenie, że Nadal w swojej nieco bardziej się odsłonił i uzewnętrznił. Z drugiej strony w dziele Samprasa również niczego nie zabrakło - nawet tych uczuć, których przez całą jego karierę brakowało wielu osobom, na czele z McEnroe. Wydaje mi się jednak, że napisał to jednak w takim stylu charakterystycznym dla swojej osobowości. Choć przyznam, że zaskoczyły mnie niektóre wyznania- na przykład ten szalony okrzyk "I co suk*nsyny!" skierowane dpo brytyjskiej publiczności po meczu z Fosterem. Tak- zdecydowanie najwięcej można dowiedzieć się o zawodniku, gdy to on sam prowadzi cię przez kolejne stronie, zdradzając kulisy swojego życia.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Sol Niger

Czy ta aliteracja jest równie piękna, co po polsku?


W angielskim "Silence, please. Sampras to serve" aliteracja jest niemalże równie piękna, jak w polskim. Ułamek przewagi na "naszą" korzyść spowodowany jest jedynie dźwięcznością ostatniej głoski w słowie "please" (szczelinowe dźwięczne dziąsłowe /z/), która w poprawnej angielszczyźnie nie powinna ulec ubezdźwięcznieniu - chociaż często ulega w jej niepoprawnej, "zagranicznej" realizacji :D

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [10 komentarzy tej dyskusji]

No, to jeszcze lepiej.. Więc sam wybrałeś, prawda? Czy ta aliteracja jest równie piękna, co po polsku?

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
TenSybil

To ładnie powiedziane.. Będę się starał nie być babą :D
Jednak, mam nadzieję, że Was nie męczę..zbytnio :D :D
swoją amatorszczyzną :D Udało mi się w stylu Lorda Paradoks!

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [4 komentarze tej dyskusji]

Głosuję na odwagę. Byleby nie wygrało samokrytykanctwo - jak sam to ujmujesz - babskie :)

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
TenSybil

A mój blog "Do Vivendi", z cyklu przywoływania przyjaciół, którzy za rzadko tu wpadają zauważyłeś? Na Kazię podziałało!

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [10 komentarzy tej dyskusji]

W takich sprawach możesz liczyć, że nic na wyrost. Jestem grymaśny jak baba, a do tego mam krytykancką naturę. Z dziką przyjemnością każdego skrytykuję, kto na to zasłużył. Nie chce mi się już powtarzać,...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
TenSybil

Ok, mam pomysł na bloga stricte tenisowego, ale mam też straszną tremę.
Co wygra, rozum czy odwaga?? :D

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [4 komentarze tej dyskusji]

Żartujesz sobie. Po prostu uważam, że gdybyś więcej pisał o tenisie, wychodziłoby to Ci wcale nie gorzej, niż pisanie o poezji. Ale nie skarżę się na status quo bynajmniej.

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
TenSybil

W takich sprawach możesz liczyć, że nic na wyrost. Jestem grymaśny jak baba, a do tego mam krytykancką naturę. Z dziką przyjemnością każdego skrytykuję, kto na to zasłużył. Nie chce mi się już powtarzać, ale może podobnie dobry tytuł sobie przypomnę, to zacytuję..ok?

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [10 komentarzy tej dyskusji]

Arbitralnie? Polska podoba mi się ciut bardziej, ale jako autor tego przekładu nie jestem obiektywny, a poza tym - do głosu dochodzi mile łechtana przez Ciebie próżność :)

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Jankus1110

Żartujesz sobie. Po prostu uważam, że gdybyś więcej pisał o tenisie, wychodziłoby to Ci wcale nie gorzej, niż pisanie o poezji. Ale nie skarżę się na status quo bynajmniej.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [4 komentarze tej dyskusji]

I nie zrozumiałem, "wyganiasz" mnie;), bo nie piszę o tenisie :D???? Jestem Alicją w Krainie Czarów? Żartuję trochę, ale o doprecyzowanie proszę, jaki kierunek mojego pisania byłby mile widziany??

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
TenSybil

I nie zrozumiałem, "wyganiasz" mnie;), bo nie piszę o tenisie :D????
Jestem Alicją w Krainie Czarów? Żartuję trochę, ale o doprecyzowanie proszę, jaki kierunek mojego pisania byłby mile widziany??

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

ostatnia odpowiedź: 8 kwietnia 2013 [4 komentarze tej dyskusji]

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
TenSybil

No, to jeszcze lepiej..
Więc sam wybrałeś, prawda?
Czy ta aliteracja jest równie piękna, co po polsku?

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [10 komentarzy tej dyskusji]

Jest przetłumaczeniem, o ile pamiętam z tego, co Jankus pisał, oryginału, bodajże, tytułu rozdziału.Nie. To nie jest tytuł rozdziału, a proste przełożenie słów sędziego: "Silence, please. Sampras to serve",...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Jankus1110

Jest przetłumaczeniem, o ile pamiętam z tego, co Jankus pisał, oryginału, bodajże, tytułu rozdziału.

Nie. To nie jest tytuł rozdziału, a proste przełożenie słów sędziego: "Silence, please. Sampras to serve", przed rozpoczęciem jego gema serwisowego. Aliteracji można się dopatrzeć już w oryginale. Język jest kodem żywym :)

Koniec :D

Protestuję. Wcale nie pisałeś tak dużo. Jeśli tylko znajdziesz na to czas: pisz. Wcale nie oczekuję, że będzie to pod moimi blogami, ale najlepiej, żeby było o tenisie :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [10 komentarzy tej dyskusji]

I doczekasz:)!Będzie o tym samym, co na innym blogu, o tytule! Tytuły zawsze mnie fascynowały. Niestety nie posiadam :) Tytuł tego bloga jest jednym z fajniejszych tytułów, z jakimi miałem ostatnimi laty...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
TenSybil

I doczekasz:)!Będzie o tym samym, co na innym blogu, o tytule!
Tytuły zawsze mnie fascynowały. Niestety nie posiadam :)
Tytuł tego bloga jest jednym z fajniejszych tytułów, z jakimi miałem ostatnimi laty do czynienia. Jest przetłumaczeniem, o ile pamiętam z tego, co Jankus pisał, oryginału, bodajże, tytułu rozdziału. To nie umniejsza jego wartości. Nie wiem, jak brzmi w oryginale, ale po polsku brzmi doskonale!:)
Jeśli ktoś sądzi, że nie piszę teraz o tenisie, tylko o "formie" językowej", jest w zasadniczym błędzie, że tak powiem.
Dawno nie czułem takiej odpowiedniości istoty rzeczy w słownym przekazie. Już o tym pisałem, w poprzedniej wersji tego bloga, a powtarzam celowo, bo to było chyba najważniejsze z tego, co wtedy miałem do powiedzenia. Posłuchaj Claidh, jako czarodziej i jako poeta, i językoznawca;):
Proszę o ciszę. Serwuje Sampras.

Aliteracje jak w pieśni średniowiecznej, ale inną funkcję mają.
Cisza "szeleści" szmerami milknącej publiczności. Szum zastyga, dzięki temu "szę" podwójnemu, zrymowanemu. Podobieństwo dwóch następnych członów, w tym części nazwiska, wielkiej postaci w dziejach tenisa, Samprasa. Oddaje niejako dynamikę serwisu właśnie, pomnożoną przez wielkość nazwiska. Podobnego do poprzedzającego słowa i zupełnie niepodobnego "desygnatu", wyjątkowego dla koneserów tenisisty. Widzę "przed oczami duszy mojej", ale dlatego, że słyszę.. Organizacja dźwiękowa, "komponuje" naszą wizję. Jej służy onomatopeja. A tytuł tak brzmiący - stwarza rzeczywistość w jej kolejnym wymiarze, dźwięku ale i ..czasu..
Wydaje mi się Claidh, że przez ostatnie dwa dni, tyle tu (na SF) napisałem, że wystarczy, przechodzę na skróty;) i monosylaby. I wypoczynek zasłużony. Koniec :D

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [10 komentarzy tej dyskusji]

No to czekam :)

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.