Nieprzespane letnie noce – Na styku doświadczeń i marzeń

autor: użytkownik usunął konto | 2014-01-23, 03:37 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
(po ćwierćfinale Agnieszki Radwańskiej z Wiktorią Azarenką 21.01.2014)

W miarę, jak człowiek się starzeje, większość rzeczy tępieje – z wyjątkiem może wspomnień. Jeśli widziało się w życiu ileś tam meczów tenisowych, a w pamięci
podręcznej trzyma się wciąż te kilka, -naście, - dziesiąt lub setek wymian i zagrań, to czasem powracają samorzutnie, zwłaszcza pod wpływem silnych emocji. Takie starcze skojarzenia nakazują nam dostrzegać analogie i podobieństwa między tym, co jest, a tym, co minęło i nie dziw, że gra Radwańskiej porównywana jest do tej, którą wielu pamięta sprzed lat dziesięciu, dwudziestu, a nawet więcej. Zwłaszcza po takim pokazie, jaki dała wczoraj.

Przy omawianiu skoncentruję się na akcjach, które podkreślono w skrótach z meczu, ale rozpocznę od ostatniego gema, w którym Azarenka prowadziła 30-15*. Agnieszka
dała pokaz tego, że ona też potrafi w tak ważnym momencie spotkania, jakim jest jego zakończenie (a sama przecież nieraz pokreślała, że mecz jest rozstrzygnięty dopiero wtedy, kiedy zostanie rozegrana ostatnia piłka) też potrafi dominować. I to z
linii końcowej, z której rozdzielała płaskie strzały w oba narożniki.

Piąty gem trzeciego seta jest chyba najczęściej powtarzany w powtórkach i nie bez kozery – przez całość Radwańska prezentowała mobilność i energię, którą widywało się u Martiny Navratilovej (nawet za najlepszych lat). Najtrafniejszym przykładem jest dla mnie akcja przy 15-30*, w której rozpoczęło się od obrony, ale kiedy tylko Agnieszka dostała
krótszą piłkę, odegrała ją agresywnym slajsem forhendowym do bekhendu Wiktorii.
Nie złapała Białorusinki całkiem w wykroku w przeciwną stronę, bo Azarenka zdążyła jeszcze nadać piłce rotację wprzód, ale nie dała rady już unieść jej wystarczająco wysoko. Agnieszka wyciągnęła się i bekhendowym smeczem umieściła ją metr za linią serwisową. Wydawało się, że będzie to uderzenie zbyt słabe, że Wiktoria z niego zaatakuje po linii i będzie koniec punktu, ale Polka z rozmysłem wróciła na środek kortu i tam, z półwoleja, odegrała odwrotny kros. I ruszyła do siatki, zatrzymała się, odwróciła, i mając milisekundy przewagi nad Azarenką, nadstawiła rakietę pod takim kątem, że grany ostro forhend po linii wrócił i zgasł w połowie kortu Wiktorii. Z Navratilovej w tej akcji brakowało mi tylko tej niesłychanej pewności siebie, bijącej z każdego ruchu Czeszki. Poza tym było wszystko: i lekki lot nad kortem, i refleksy i instynkt, który każe z akcji przy siatce wykrzesać zwycięski punkt.

Kolejna z powtarzanych wielokrotnie akcji z tego gema – przy 40-40 – był już akcją własną Radwańskiej i nie mogę sobie przypomnieć tenisistki, która mogłaby się pod nią podpisać. Polka wykazała się odpornością na – w pewnym sensie – własną taktykę, kiedy Azarenka najpierw zagrała dobrze plasowanego smecza w lewy narożnik kortu, a potem – stop-wolej, który normalnie wygrałby ten punkt, a do którego Agnieszka dopadła i miękko mijając, odegrała, zaliczając tym samym kolejnego winnera.

Sam początek tego gema: Azarenka serwuje, zaczyna dyktować warunki, rozsyłać piłki na prawo i lewo, a Radwańska tylko kontruje. Najpierw idzie głęboki forhend po krosie, który Polka w biegu odgrywa lobem na linię końcową, chwilę później Wiktoria ponawia ten atak ostrzej i pod większym kątem. Agnieszka znów w pełnym sprincie odgrywa, ale tym razem piłka leci nisko, po linii. Białorusinka wyciąga się, jak Boris Becker, ale nie jest w stanie jej zamortyzować i piłka ląduje w dole siatki. Kogo mi Agnieszka w tej akcji przypomniała? Ano nieco przekornie odpowiem – Lindsay Davenport. Nie chodzi o siłę tego forhendu w biegu, ale o jego precyzję. Może nie był płaski i szybki, może był nawet lobem, ale zabójczość była porównywalna.

Jedyną akcją w której – jako żywo – przypomniała mi tę, do której przystawia się ją najczęściej, czyli Hingis, była ta z drugiego gema (kiedy Radwańska broniła przełamania), którą kilku już autorów uznało za kluczową w tym trzecim secie. Sytuacyjny drop szot, do którego Azarenka i zdołała jeszcze odegrać dość precyzyjnie na ciało przeciwniczki. Agnieszka, z miną niewiniątką nagle ustawiła rakietę – jak to opisał później Bodo – w pozycji tacy i piłkę zgasiła tak, że zdążyła jeszcze przelecieć metr na głową Wiktorii. To był ten uśmiech i ten kompletny brak litości dla przeciwnika, który miała Martina.

Można tak opisywać piłkę po piłce, uderzenie po uderzeniu, od początku do końca meczu i na powrót, dodam więc tylko skojarzenie, jakie nasunęło mi się, kiedy obserwowałem to, co wyczyniała Krakowianka w pierwszym secie. Davide Sanguinetii w najlepszej formie. Niestety nie mogę znaleźć jego zwycięstwa ze Srichaphanem w internecie, ale potrafił on
podobną do Radwańskiej grą, opartą na precyzji, zmianach tempa, kierunku, głębokości i spinu doprowadzić do białej pasji nawet Agassiego. I tylko tak myślę sobie, że ta „Isia” gra tenis najzwyczajniej uniwersalny. Podobnie jak Davide.

Przy wszystkich łzach wzruszenia, jakie uroniłem patrząc, jak echa przeszłych wielkich (lub wspaniałych), pobrzmiewają się w grze Radwańskiej, żal mi też było Azarenki. W końcu walczyła, angażowała się w grę. Nie przeklinała (przynajmniej na tyle, na ile mogłem zrozumieć jej okrzyki). Nie próbowała żadnych gier psychologicznych. Pozwalała przemówić rakiecie Radwańskiej, ale też odpowiadał własną i zasłużenie wygrała drugiego seta.
Widać było wprawdzie (być może po raz pierwszy w tym turnieju w takim stopniu), że nie jest w formie sprzed roku czy dwóch, że coś zmieniała przy serwisie, ale serca do walki nie można jej odmówić, nawet jeśli ten set do zera był pierwszym, jakiego musiała skosztować od 2008 roku (w Miami, z rąk Kuźniecowej).

Podobała mi się też jej postawa w trakcie konferencji prasowej. Dziennikarze zasypali ją od początku pytaniami o Radwańską (nie o nią samą), tak intensywnie, że odniosłem wręcz wrażenie, że chcą ją poddać torturom.
Tymczasem Wiktoria wyrażała się o Polce w coraz większych superlatywach, a swoje kłopoty w końcu skwitowała: „po prostu wszystko, co robiłam, było zbyt czytelne. Wiem, nad czym pracować.” I – pytana o plany a najbliższy czas - „Wracam do pracy.”

Agnieszka również, zapytana o to, czy będzie oglądać wieczorem swój mecz z odtworzenia, odpowiedziała, że nie będzie miała na to czasu.
A więc: do pracy! Powodzenia Wiktorio i powodzenia – Agnieszko! Czas płynie nieubłaganie, a chwilami zostaje go naprawdę całkiem mało, ale w Waszej rywalizacji pojawiło się coś, co ten czas - na pewno nam, kibicom - pozwoli spędzić z większą przyjemnością, niż dotychczas. Bo nie ma w sporcie nic lepszego, niż współzawodnictwo, które obie strony dopinguje do pracy i którego owoce widać.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
sekup

I (zdania nie zaczyna się od "I"-wiem) jak tam twoje przeczucia, droga Vivendi w świetle ostatnich doniesień, że Aga już nigdy nie zagra w RG? :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [2 komentarze tej dyskusji]

Już od dawna chodzi mi po głowie takie przeczucie/wrażenie/idee fixe (?????), że może się okazać, iż pierwszym WS Agnieszki Radwańskiej będzie paradoksalnie Roland Garros...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
ort222

Azarenka na pewno zasluzenie wygrala 2 seta, ale trzeba pamietac co zawsze podkreslam ze w drugim secie tylko jedna tenisistka jest na straconej pozycji i chyba tylko jedna moze sie zmusic, a nawet sie nie musi specjalnie zmuszac, aby dac z siebie absolutnie wszystko. Dlatego najlepszym sprawdzianem dla tenisistow jest zawsze decydujacy set. Moim zdaniem Agnieszka w meczu z Cibulkova probowala wrocic do gry w drugim secie, ale nie byla w stanie.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Jankus

Od razu przepraszam, że tak późno - po prostu nie miałem możliwości wcześniej tekstu napisać - ale mam nadzieję, że starczy czasu na szybką lekturę przed półfinałem.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.