10 dni nudy w Polsce

autor: szenojek | 2014-03-02, 13:17 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Polska liga koszykówki mężczyzn zrobiła sobie dłuższą przerwę. W oficjalnym kalendarzu TBL istnieje wielki kanion czasowo przestrzenny. Pomiędzy 23.02, a 06.03 nie powinno się nic ciekawego dziać, a przynajmniej nie będzie to transmitowane w TV na żywo. Cóż takie już są uroki ligi, która grywa raz w tygodniu.

Wszyscy wiemy jak słaby poziom telewizyjnych transmisji TBL, realizowanych przez pseudo telewizyjny hybrydowy kanał sportowy, często odbiera chęć do oglądania koszykarskich wydarzeń z udziałem najlepszych polskich drużyn. Realizacja z wykorzystaniem tylko trzech kamer. Kiepska jakość obrazu, który na tv o przekątnej powyżej 40” zamienia się w niejednolitą masę szalejących pikseli co w dobie odbiorników Full HD i Ultra HD jest jednym wielkim żartem z kibiców poświęcających swój czas i pieniądze na oglądanie koszykarskich zmagań. Pamiętajmy też o niefrasobliwych realizatorach, którzy nie znając się na koszykówce i nie potrafią pokazać akcji w odpowiedni sposób. Powtórki są prezentowane z takim opóźnieniem, że połowa kibiców już zdążyła zapomnieć, że taka akcja w ogóle miała miejsce, a druga połowa oglądających notuje wzrost ciśnienia bo wspomniana powtórka zastępuje nam właśnie najlepszą akcję meczu. O ile komentatorów da się słuchać nawet bez wysiłku to reporterzy przeprowadzający wywiady z zawodnikami w przerwie lub po zakończeniu meczu są dla mnie kosmitami. Ich angielski jest często wprost tragiczny co w połączeniu z brakiem fundamentalnej wiedzy koszykarskiej sprawia, że zagraniczni gracze zastanawiając się co pytający ma na myśli strzelają do kamery miny niczym Jim Carrey. Dobra, dam już tym nieszczęśnikom spokój bo skoro nie potrafili się zmobilizować lub dogadać z południowymi kolegami by uraczyć nas transmisją live z Meczu Gwiazd w Pardubicach to nie mamy o czym rozmawiać.

Wracam do tematu bo miało być o przerwie, a nie o telewizji. Gdyby nie przyspieszony mecz Turów vs. Asecco oraz przełożona konfrontacja ASZ vs. Stelmet to TBL zaliczyłaby pełne dwa tygodnie przerwy z powodu meczu gwiazd. Nota bene Akademicy pokonując obecnego mistrza Polski sprawili niesamowitą niespodziankę wszystkim kibicom, a zwłaszcza mnie. Niestety z powodu obowiązków służbowych nie mogłem oglądać tego meczu on-line, ani słuchać transmisji w radio. Może i całe szczęście bo oba zespoły rozegrały fatalne zawody. Niestety Stelmet nie zagrał jak obecny lider tabeli TBL i nie był w stanie wygrać z drużyną z pozycji nr 9. Drużyna z Koszalina jest od początku sezonu w nieustannej przebudowie. Odeszło z niej już pięciu zawodników oraz trener. Taka sytuacja nie może przynieść nic dobrego dla brązowego medalisty poprzedniego sezonu. Dlatego ich notowania w tym roku są raczej słabe. Choć na papierze AZS wygląda na całkiem mocny team to jednak ich wyniki są mocno poniżej oczekiwań kibiców oraz możliwości samego zespołu.
Stelmet rozpoczął ten mecz od 5-0 i po pierwszych minutach wydawało się, że będzie zgodnie z planem jaki założyli sobie zawodnicy z Zielonej Góry. Nic bardziej mylnego bo złe decyzje zielonogórzan w ataku oraz efektywna gra AZSu pod koszem dały trzy punktowe prowadzenie akademików na koniec pierwszej kwarty. Na koniec trzeciej kwarty AZS prowadził nawet siedmioma punktami. Niestety pogoń zielonogórzan w ostatniej części gry nie przyniosła oczekiwanego rezultatu. Biało-zieloni nie trafili trzech kolejnych rzutów za 3 punkty w samej końcówce meczu i tym samym w autokarze Stelmetu podczas powrotu do domu musiało być raczej cicho i markotnie. Oba zespoły nie grzeszyły tym razem skutecznością rzutów zza 6,75m. W całym spotkaniu wykonano 41 rzutów z tej odległości, a do kosza wpadło jedynie 8. Zwłaszcza AZS nie ma się czym pochwalić ponieważ ich wynik w tym względzie to 2/16 co daje 12,5% celności. Śmiem twierdzić, że w tym meczu wynik ten mogliby osiągnąć nawet amatorzy gdyż Stelmet nie popisywał się grą obronną jaką często prezentował w meczach z przeciwnikami z Europy. Niestety do poziomu gry dostosowali się również sędziowie, którzy moim zdaniem popełnili nie wybaczalny błąd na 10 sekund przed końcem meczu. Gdy zza linii końcowej piłkę do gry wprowadzał Chris Eyenga, ta nim dotarła do Vlado Dragicevica została kopnięta przez Piotra Dąbrowskiego. Sędziowie odgwizdali zagranie nogą i Stelmet znów wybijał piłkę zza linii końcowej. Tyle tylko, że zegar wskazywał już jedynie 7 zamiast 10 sekund. Jest to nie zgodne z przepisami bo piłka w momencie zagrania nogą była tzw. „martwa”, a zegar wskazywał wciąż 10 sek. Dlatego Stelmet powinien znów mieć 10 sekund na ostatnią akcję, a nie jedynie 7. Żebyście mnie dobrze zrozumieli. Zielonogórzanie przegrali mecz bo grali słabo, a nie z powodu błędu sędziów. Jednak uważam, że powinno się czerpać wzorce od najlepszych i tak jak w NBA, sędziowie powinny analizować ostanie akcje meczu na monitorach by nie podejmować zbyt pochopnie błędnych decyzji mogących mieć wpływ na losy meczu.

Innym wydarzeniem wciągu tych dni wolnych od regularnych spotkań z TBL jest All Star Game połączonych sił polskiej TBL i czeskiej NBL, który odbywa się w pierwszy weekend marca. Konwencja starć Polsko-Czeskich towarzyszy nam już od dwóch lat. Całkiem fajny pomysł tyle tylko, że niedostatecznie przemyślany. Wciąż zastanawia mnie co to za mecz gwiazd gdy TBL nie jest znana w Czechach, a Mattoni NBL nie jest znana kibicom w Polsce. Przecież 90% kibiców nie zna nawet 10% nazwisk ze strony przeciwnika. Przyznam się szczerze, że z drużyny Mattoni NBL znam trzech zawodników. Rasid Mahalbasić, bo grał w zeszłym sezonie w TBL, oraz Jiri Welsch i Radoslav Rancik, których miałem okazję oglądać w skrótach poczynań CEZ Nymburg z EuroCup. Tak przy okazji to Mistrz Czech awansował do Final Eight EuroCup pomimo jedynie dwóch wygranych w fazie Last 32, a ich przeciwnikiem będzie dobrze nam znana ekipa Unicsu Kazań. Ten dwu mecz pokaże nam czy faktycznie Stelmet miał pecha w niższych rozgrywkach Europy i musiał zmagać się z Euroligowymi przeciwnikami co spowodowało brak awansu do dalszej rundy. Niemniej jednak biorąc pod uwagę osiągnięcia mistrzowskich drużyn z obu krajów można powiedzieć, że poziom sportowy obu lig jest na podobnym poziomie. Tyle tylko, że jeśli kibice nie znają przeciwnika to niechętnie wybierają się na takie wydarzenie sportowe. Świadectwem tego jest np. nie szczególnie wysoka frekwencja na meczach mistrzów Polski w europejskich rozgrywkach. Sama idea All-Star Game TBL vs. Mattoni NBL jest moim zdaniem słuszna bo może się przyczynić do wzrostu popularności koszykówki w obu krajach. Może, ale nie musi bo jak każdy przedsiębiorca wie. Żeby zarobić trzeba zainwestować. Basket jest coraz bardziej biznesem i w wielkim świecie europejskiej koszykówki nie da się odnosić sukcesów bez ogromnych nakładów finansowych. Najdobitniej przekonał się o tym Stelmet, który w TBL jest w pierwszej trójce najbogatszych klubów i odnosi znaczące sukcesy, ale już w Europie jego budżet jest raczej skromy, a wyniki sportowe adekwatne do finansów. Bardzo fajny pomysł organizacyjny mieli w tym roku nasi południowi sąsiedzi. Eliminacje do konkursu wsadów odbyły się w sobotę w centrum handlowym, a wieczorem drużyny miały możliwość przeprowadzenia treningu. Takie rozwiązania na pewno wpłyną zachęcająco na kibiców oraz na wzajemne zrozumienie się gwiazd na parkiecie. Jeśli obie organizacje zamierzają się trzymać tej konwencji pojedynków między ligami to na przyszły sezon pomyślałbym o transmisjach telewizyjnych najciekawszych meczów po przeciwnych stronach wirtualnej już granicy między naszymi państwami. Jeśli nie będzie wspólnego pomysłu na integrację i wspólne rozwijanie koszykówki to mecze gwiazd TBL vs. NBL będą się cieszyły raczej skromnym zainteresowanie i zbiegiem czasu zamiast się rozwijać pomysł upadnie.

Całe szczęście, dla prawdziwych kibiców koszykówki, istnieje jeszcze NBA. Marcin Gortat w ekipie Washington Wizards zyskuje na znaczeniu po kontuzji Nene Hilario. Dla Marcina to niezwykła szansa by wykorzystać okazję na pokazanie pełni swoich koszykarskich umiejętności. Latem powalczy on z pozycji wolnego agenta o lukratywny kontrakt na przyszłe lata. Dlatego każdy jego mecz może mieć duży wpływ na przyszłe zatrudnienie. Na temat ostatnich występów Gortata szerzej napiszę w moim następnym wpisie już jutro 03.03 pt. „Czarodzieje przyćmiewają historię 76ers”.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
szenojek

Stawiam, że Eyenga zrobi show. W takich meczach obrona stoi na zdecydowanie niższym poziomie. Stwarza to wiele możliwości dla zawodników takich jak on.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.