5 = 1

autor: szenojek | 2015-06-16, 22:39 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Koszykówka w dzisiejszych czasach to przede wszystkmi biznes jednak całe szczęście nieprzewidywalność sportu często bierze górę nad finansami. NBA to inny świat, a biznes w tej lidze ma większy wpływ niż w jakiejkolwiek innej lidze koszykarskiej na świecie. Salary Cap klubów przypominają raczej budżety najbiedniejszych krajów świata jak Wyspy Marshala, które rocznie są wspomagane przez rząd USA kwotą około 65 milionów usd lub sięgaja wydatków na wojsko takich krajów jak Rwanda (72 mln usd) czy Jamajka (80 mln usd).

Co do sportowych rozstrzygnięć w koszykarskich finałach rozgrywanych do 4 zwycięstw mam taką teorię, która czasem się sprawdza. Otóż 5=1 i nic w tym z klasycznej matematyki, chociaż kiedyś w pierwszej klasie liceum Pan Profesor uczący nas matematyki starał się nam udowodnić, że 5=1. Zapamiętałem tę sytuację dość dobrze bo ów Pan Profesor uraczył naszą klasę kartówką, z której posypały się „pały”. Nota bene Pana Profesora do dziś widuję na każdym meczu Stelmetu Zielona Góra. W każdym bądź razie poczynił on długi i niezrozumiały dla nas wywód mateatyczny poparty wyliczeniami, oczywiście zawierającymi błąd. Ot taka sytuacja …..

Wracając do meritum. Teoria jest prosta. Kto wygrywa mecz nr 5 wygrywa mistrzostwo. Wiem, że zaraz zaczniecie przywoływać finały, które zaprzeczają tej teori. Tak czy inaczej w NBA mamy stuację, że GSW wygrali 5 mecz i prowadzą 3:2. Teraz czas na mecz nr 6 w Cleveland i mam wrażenie, że dziś w nocy czyli za jakieś 7 może 8 godzin będziemy mieli nowego mistrza NBA.

Już słysze te głosy. „Co Ty wiesz. LBJ to udźwignie”. „Przestań stary Cavs nie dadzą Splash brothers sięgnąć po tytuł w Cleveland”. Tu odzywa się mój buzzer (ang. bzyczek/syrena). Jak mawiają amerykanie „No shi....”. Moim skromnym zdaniem LBJ jest zajechany jak koń po westernie. To jest trochę jak w tym starym powiedzeniu. „Siła złego na jednego”. Sam LBJ nie jest wstanie wygrać 4 razy z całym zespołem. Jeśli reszta zespołu nie obudzi się z zimowego snu to The King może rzucać po 40 pkt, zbierać 12 piłek i rozdawać 8 asyst, a mistrzami i tak będą Warriors. Wiem, że CLE mają pecha bo stracili Love'a i Irvinga. O Varejao nie wspominam bo jego zastąpił Mozgov i choć Rojanin nie jest pewnie tak stabilnym graczem jak brazylijczyk to zastępuje go całkiem przywoicie (czasem). Nieobecność Irvinga wykorzystuje Mathew Dellavedova, wow nauczyłem się poprawnie zapisywać jego nazwisko, który zabłysnął jak supernowa w galaktyce przyćmiewanej przez ogromne słońce zwane LeBron James. Niestety zdecydowanie zawodzą JR „MrAgry” Smith i Iman „Mam fryzurę ala 80's” Shumpert. Sami przyznacie, że trzech graczy kontra ośmiu to mało równa walka.

Nie jestem w stanie zrozumieć buńczucznych wypowiedzi LBJ'a, że może grać na wszystkich pięciu pozycjach i to on jest najlepszym graczem i to on sam poprowadzi Cavs po tytuł. Trochę mnie takie gadanie wkurza bo przecież wszyscy wiemy, że The King jest The Best w tej chwili, ale nie mam ochoty słuchać tego z jego ust. Moim zdaniem to jest brak szacunku dla rywali i kolegów z drużyny. Skoro jest taki SUUUPER to może niech sam wychodzi na parkiet? Może Dellavedova, Mozgov, Smith i inni po prostu mu przeszkadzają w grze? Myślę, że LBJ powinien przed dzisiejszym meczem obejżeć film Coach Carter z Samuelem L.Jacksonem. Tam sporo jest mowy o szacunku do kolegów i rywali.

Na zakończenie. Jest prawie 23:00 więc kończę bo trzeba wstać o 3 rano by zobaczyć na żywo jak The King obchodzi się smakiem kolejnego pierścienia.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.