Pozapiłkarska trójca przenajświętsza

autor: Gaizka2 | 2019-01-23, 14:22 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
W czasach kiedy nie było facebooka, kiedy nagrody nobla rozdawano za zasługi a nie zamiary zasług (patrz. Barack Obama) urodził się Gaizka. Gaizka był małym beztroskim dzieckiem i w przerwach na wagarowanie (nie no czasem chodził do szkoły) interesował się sportem. Jak każdy mały interesujący się sportem człowiek miał swoich bohaterów. Wybrałem trzech pozapiłkarskich, by nie zanudzać. Pierwszym z nich był:

Andrzej Gołota

 


Fenomen, który nie został mistrzem świata. Ilekroć ogląda się jego walkę z Riddickiem Bowe powtarzam w myślach „Andrzej nie rób tego” ale on za każdym razem to robi, a ja muszę odwracać wzrok z tym samym bólem jaki czułem w dzieciństwie, gdy myśliwy strzelał do matki jelonka Bambi.

Walczył w czasach gdy pojedynki wagi ciężkiej momentami przypominały walki robotów. Gigantycznych facetów z siłą Hulka, szybkością flasha, a techniką bokserską nie gorszą od Roya Jonesa Juniora (z lat świetności).

Dwa razy okradziony z tytułu mistrza świata. Raz po walce z Ruizem i drugi po pojedynku z McBirdem. Mistrz ciętej, aczkolwiek niezrozumiałej riposty.
Porażki? Nie pamiętam żadnej. Andrzej nie przegrywał.


Adam Małysz

 

Kto czekał w śnieżne niedzielne popołudnia (tak padał wtedy jeszcze śnieg) na walkę o metry miedzy Małyszem i Martinem Schmittem, a potem Svenem Hannavaldem wie ile ten mały, niepozorny człowiek znaczył. Jak wydobywał nas z narodowych kompleksów.
Jego historia uczyła nie tyle jak się zwycięża, co raczej jak się nie poddawać. Siła spokoju, która dziesięciolecie zwalczała zimową depresję. Jego skoki przyniosły NFZ (Narodowym Kasom Chorych) więcej oszczędności niż seryjni samobójcy za rządów Donalda Tuska.

Wprowadził nowe oznaczenie czasu. W sobotnie i niedzielne popołudnia umawiało się na godziny „po Małyszu”


Sebastien Loeb

 

W czasach świetności WRC, gdy jeździły tam jeszcze fabryczne samochody Forda, Peugeota, Citroena, Mitsubishi, Subaru, a po naszych drogach polonezy, fiaty i maluszki. Gdy startowali tacy kierowcy jak Gronholm, Solberg, Burns, McRae, Carlos Sainz, a po naszych drogach Janusz, Jan, Władysław. Właśnie w takich okolicznościach przyrody stawiał swoje pierwsze kroki i jak się szybko okazało były to kroki na sam szczyt.
Zaczynał jak Robert E. Lee jako specjalista od asfaltów, ale jak to z geniuszami bywa szybko opanował także jazdę na szutrach, a nawet śniegach Szwecji, czy oblodzonych trasach Monako.
Sebastien oprócz tego że był świetnym sportowcem (9 trytułów mistrza świata, plus liczne zwycięstwa w innych imprezach wyścigowych), podobnie jak autor tego tfu tfu tekstu jest także sympatycznym człowiekiem.


Reasumując Gaizka żył w czasach kiedy sport uprawiało się z pasji, ambicji, zabawy, a nie dla fajnych fotek na insta... Kiedy się biegało, a nie uprawiało jogging, kiedy się toczyło walki face to face, a nie facebook to facebook, kiedy... a co ja wam gówniarze będę tłumaczył

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj: