Choroba lekiem na nudę? W Lidze Mistrzów na pewno!

autor: Tomek Mina | 2019-07-10, 08:51 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Oglądając Ligę Mistrzów niemal od pierwszej jej edycji nie sposób powiedzieć inaczej. Te rozgrywki od paru lat chorują. Liga Mistrzów ma gorączkę, rozpala się do cna, serce może w każdej chwili przestać pracować. Najlepsze jest to, że każdy chce, żeby ta choroba toczyła te rozgrywki dalej.

Liga Mistrzów uzyskała status kultowej przez aklamację. Nikt o zdrowych zmysłach nie pyta o powody, dla których właśnie te rozgrywki uznawane są za najważniejsze w piłkarskim kalendarzu. Jak to jednak w sporcie bywa, różne są jej koleje. Raz była ciekawa, raz przeraźliwie nudna, raz wygrywali faworyci, a czasem zdarzał się finał w stylu AS Monaco kontra FC Porto. Choć nawet w tym ostatnim przypadku zgromadził ponad miliard ludzi przed telewizorami, którzy byli świadkami narodzin Jose Mourinho - „The Special One”.

Najczęściej kluby próbowały znaleźć złoty środek i z reguły najlepiej wychodziło to triumfatorom. Przez wiele lat można było założyć, że ten który gra przez większość sezonu najlepiej w piłkę, znajdzie się przynajmniej w finale.

A teraz? Maszyna losująca jest pusta, następuje zwolnienie blokady i... Hulaj dusza piekła nie ma. Ten karnawał piłki, który obserwujemy od co najmniej trzech sezonów w pucharowej fazie Ligi Mistrzów (a przecież i w grupowych spotkaniach znajdziemy smaczki, choćby jak spotkania Borussii Dortmund z Legią Warszawa), jak się rozpoczął tak nie może przestać bawić kibiców.

Przez wiele lat pokutowało stwierdzenie, że Ligę Mistrzów wygrywa drużyna najlepsza, najbardziej równa. Zespół, który jest w stanie uniknąć wpadek. To poniekąd nadal prawda, ale nie można dodać do tego kwestii przypadkowości. Od kilku sezonów po triumf w tej najważniejszej europejskiej rywalizacji wcale nie sięgają najlepiej zbalansowane zespoły, najładniej grające czy choćby te najskuteczniejsze. W ostatnich sezonach na szczytach Ligi Mistrzów panuje chaos. Przypomnijmy sobie choćby kilka par w fazie pucharowej na przestrzeni tylko ostatnich trzech lat.

Manchester City - AS Monaco 5:3 i 1:3; Paris Saint-Germain - FC Barcelona 4:0 i 1:6;
Bayern Monachium - Real Madryt 1:2 i 2:4 (dogr.); FC Barcelona - AS Roma 4:1 i 0:3;
Juventus FC - Real Madryt 0:3 i 3:1; Liverpool FC - Manchester City 3:0 i 2:1;
Bayern Monachium - Real Madryt 1:2 i 2:2; Liverpool FC - AS Roma 5:2 i 2:4;
Atlético Madryt - Juventus FC 2:0 i 0:3;
Manchester United - Paris Saint-Germain 0:2 i 3:1,
Ajax - Real Madryt 1:2 i 4:1; Ajax - Juventus FC 1:1 i 2:1;
Tottenham Hotspur - Manchester City 1:0; 3:4.

Ile razy po pierwszych meczach w tych pojedynkach mówiliśmy, że rewanże nie mają sensu? Bo rozstrzygnięcie już jest znane? Ile razy po tych meczach mówiliśmy, że już w piłce widzieliśmy wszystko? Już nic więcej nas nie zaskoczy? Przecież gdy Paryżanie wygrali u siebie z Barceloną 4-0, to nikt nie pomyślał, że do Katalonii przyjadą jak na wycieczkę. Że pokpią sprawę do tego stopnia. Ile w tych wspomnianych dwumeczach było błędów sędziowskich (nawet w dobie VAR). A ile jeszcze było sytuacji, których nie widać w tych suchych wynikach. Ile było słupków, poprzeczek, minimalnie niecelnych strzałów w końcówce. Każda z tych batalii napisała oddzielny kawałek historii piłki nożnej. Niemal każdy z tych dwumeczy mógłby być określony jako ten, który o piłce opowiedział nam wszystko. Jednak niemal dzień po dniu musieliśmy zmieniać swój pogląd, bo wydarzyło się coś co miało się nigdy nie wydarzyć.

Ile razy po tych dwumeczach tak z ręką na sercu mogliśmy powiedzieć, że wygrała drużyna lepsza? Dajmy na to starcie Liverpoolu i Manchesteru City z sezonu 2017/2018. W lidze angielskiej City miało nad The Reds przewagę 25 punktów. Jednak w Lidze Mistrzów w dość kontrowersyjnych okolicznościach dalej grali podopieczni Jurgena Kloppa.

Albo również zeszłoroczna potyczka Barcelony z Romą. Jest ktoś kto racjonalnie potrafi odpowiedzieć dlaczego Barcelona mając tak dużą zaliczkę z pierwszego meczu (4-1) nie sprostała w rewanżu Romie? Że zachowywali się jak dzieci we mglę? Przecież to była ta Barcelona, która ligę hiszpańską wygrała w zdumiewającym stylu, przegrywając dopiero w ostatnim meczu sezonu. To była Barcelona konsekwentna i czasami do bólu pragmatyczna, co nie zawsze podobało się jej kibicom. Nagle jeden wieczór strącił ich z piedestału w niebyt.

A Real Madryt? W tej samej lidze hiszpańskiej w dwóch na trzy sezony ledwo widział plecy Barcelony. Raz pokonał ją z niewielką przewagą. W Lidze Mistrzów dwukrotnie pokonywali Bayern po wielkich pomyłkach sędziów. Nawet najwierniejsi kibice Realu przyznawali, że w poprzednim sezonie Królewscy dobrze zagrali kilka spotkań. Żeby wygrać Ligę Mistrzów nie trzeba było być równym przez cały sezon. Natomiast dobrą dyspozycję przez cały sezon unieważnia jedna noc. Czy to w jakikolwiek sposób umniejsza triumfy Realu? A skąd! Są królami tego chaosu i cynicznie potrafili wykorzystać błędy przeciwników. Lannisterowie Ligi Mistrzów? Chyba pasuje do nich jak ulał. Choć i na nich znalazł się sposób.

Skąd bierze się taka przypadkowość w Lidze Mistrzów? Wydaje się, że główną rolę odgrywają pieniądze. Coraz więcej klubów stać na wielkie transfery i skupowanie najlepszych zawodników. Kluby już nie zadowalają się jednym czy dwoma dużymi nazwiskami.

Drugi czynnik to niesamowity rozwój szkolenia młodzieży. Przecież nie starczyłoby tych wielkich gwiazd dla całej czołówki europejskiej, która rozrasta się przecież z każdym rokiem, gdyby nie wspaniałe szkółki. I to nie tylko czyste diamenty łowione gołymi rękoma w Ameryce Południowej, to nie tylko szkółki Ajaksu, Barcelony. To fantastyczne szkolenie w Niemczech, Anglii, Portugalii czy Hiszpanii. To oni na masową skalę tworzą nowych zawodników, którzy prowadzeni przez coraz lepszych trenerów zachwycają nas w każdy wieczór gdy gra Liga Mistrzów.

I tylko chciałoby się zapytać gdzie w tym towarzystwie jest Polska, bo to że ani nie kupujemy wielkich talentów, ani ich nie szkolimy przyszłych gwiazd, widzimy gołym okiem...

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.