Historia Tomka Golloba po bydgosku

autor: Big Lebowski | 2019-07-28, 09:33 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Oryginalna data druku 23.02.2018. Mówi się, że każdy talent prędzej czy później przebije się przez sito przeciętności. Jednak tylko talent poparty katorżniczą pracą i zamiłowaniem do swej profesji, pozwala osiągnąć najwyższe cele i największe sukcesy. W przypadku Tomasza Golloba dzieciństwo zostało całkowicie poświęcone sportom, głównie motorowym. Od najmłodszych lat z bratem wprowadzany jest przez ojca w motorowe arkana. Z czasem obaj bracia zaczynają zdobywać w swoich kategoriach wiekowych medale rangi MP w motocrossie. Łącznie z tytułami mistrzowskimi. Na początku 1988r. były żużlowiec Polonii Bydgoszcz Krzysztof Głowacki zauważa w chłopakach ogromny talent i namawia, by spróbowali swych sił na żużlu. Po zaledwie kilku treningach przychodzi czas na egzamin licencyjny w Grudziądzu, który Tomek oblewa z powodu awarii sprzętu. Drugie podejście w Zielonej Górze kończy się już pełnym sukcesem. Krótko potem bracia Gollobowie debiutują w eliminacjach MDMP. 5.07.1988 na torze Polonii Tomek zdobywa swoje pierwsze punkty 7(2,3,2) Sama statystyka niewiele mówi i nie niesie ze sobą ładunku emocjonalnego. Jednak już te 1-sze zawody pokazują, że trafił się w Polonii niebywały talent. W jednym z biegów rusza ostatni. Po pierwszym okrążeniu przebija się na czoło stawki i upada. Szybko wstaje i rusza za rywalami. Odrabia straty i po szaleńczych atakach wpada na metę drugi. Przecieram oczy ze zdumienia. 17.07.1988 debiut ligowy w Toruniu. Wyjeżdża tylko do ostatniego biegu. Gdy staje pod taśmą w za dużym kombinezonie, zostaje wyśmiany przez toruńską publikę. Przywozi 1pkt po defekcie W.Żabiałowicza. 11.08.1988 to data 1-szych zawodów indywidualnych. 1/2 BK w Bydgoszczy i od razu pokaz drzemiących możliwości młodszego z braci Gollobów. Tomek staje z 11pkt(2,3,3,0,3) na 3 miejscu podium przegrywając tylko z J.Olszewskim i K.Kuczwalskim. Wyprzedza o wiele bardziej otrzaskanych juniorów D.Śledzia, J.Mordela, M.Kowalika, T.Fajfera, D.Kasprzaka oraz kolegów z drużyny J.Woźniaka i W.Cieślewicza. Potem przychodzi czas na debiut ligowy przed własną publicznością. W ósmym biegu meczu z Kolejarzem Opole(14.08.1988) wygrywa z R.Dołomisiewiczem 5:1 z P.Żyto i R.Wieczorkiem. Sezon kończy dramatycznym finałem MDMP w Bydgoszczy zdobywając aż 10pkt(2,3,3,2) zawiesza na szyi "tylko" srebrny medal. Po sezonie dochodzi do pierwszego konkretnego sporu między włodarzami Polonii, a W.Gollobem.W następstwie którego klan Gollobów zmienia klimat na nadmorski i zasila szeregi Wybrzeża Gdańsk. Prawie połowa sezonu '89 zmarnowana na perypetie związane z obowiązkową służbą wojskową, nie wpływa ujemnie na formę sportową. Tomek staje się jednym z liderów Wybrzeża i mając zaledwie 18 lat, zdobywa w Lesznie brązowy medal IMP. 17.08.1989 T.Gollob ponownie pojawia się na bydgoskim torze.Tym razem w barwach Wybrzeża Gdańsk. Zdobywa 11pkt(1,3,0,1,3,3) i ratuje swój nowy klub przed ujemnym punktem za porażkę wyższą niż 25pkt. Końcowy wynik 57:33. Zimą rodzina Gollobów wraca do Polonii Bydgoszcz. Na powitanie sezonu Tomek nokautuje rywali w Kryterium Asów i szybko staje się liderem drużyny ligowej. Jego szarże pod bandą zapierają dech w piersiach. Swoją brawurą i przebojowością podbija serca bydgoskich kibiców. Jednocześnie niestety, naraża się starej zabetonowanej sitwie sędziowskiej. Każda niejednoznaczna sytuacja na torze jest interpretowana przeciw Niemu. Nie sposób przy tej okazji uciec od porównania Tomasza ze ścigającym się z rywalami i ściganym przez sędziów w latach 70-tych Józefem Jarmułą. Ta sama odwaga i sportowa pasja, oraz ta sama złośliwość i ciemnota sędziowska. Podczas meczu ligowego w Rzeszowie (22.04.1990)zajmujemy sektor obok parkingu. Głośno dopingujemy naszych żużlowców. Mecz bardzo emocjonujący, zwłaszcza ze względu na wyczyny sędziego Włodzimierza Kowalskiego za pulpitem sędziowskim. Kuriozalne wykluczenie Golloba na początku meczu wywołuje wqrwienie, lecz drugie jeszcze bardziej idiotyczne w końcówce doprowadza nas do pasji. W dodatku jest to wykluczenie do końca zawodów. Widocznie mijanie z olbrzymią swobodą rywali, niczym slalomowe tyczki w stylu Pirmina Zurbriggena z alpejskich stoków, jest już wystarczającym powodem do surowego traktowania. Podobne numery wobec Golloba kopiują w sezonie '90 jeszcze S.Pieńkowski w Toruniu i J.Musiał w Zielonej Górze. 29.07.1990 1-sza runda play-off. Mecz w Rybniku zacięty z lekką przewagą górników. Po 11-tu biegach prowadzą 36:30. W taktycznej wchodzi T.Gollob do pary z "Dołkiem" przeciwko H.Bem i A.Pawliczek. Po starcie prowadzimy 4:2 ale na drugim wirażu upada prowadzący Tomek. Szybko wstaje i kontynuuje wyścig. I to jeszcze jak? Ma ponad prostą straty do trzeciego A.Pawliczka.Polonista z pasją i mozołem skraca odległość dzielącą Go do rybniczanina. Ten zaczyna coraz częściej nerwowo się oglądać. W ostatni wiraż Tomek wchodzi bez zamknięcia gazu. Pruje pod bandą, jak Henryk Glucklich przy zwycięskiej szarży na A.Maugera i A.Michanka podczas rybnickiego finału DMŚ '69. Na ostatniej prostej zrównuje się z A.Pawliczkiem i wyprzedza. Wpadamy sobie z kumplami i koleżankami w ramiona.Co za akcja. Wokół słychać tylko głośne "qwa mać!" W sezonie '91 T.Gollob umacnia swoją pozycję na krajowym podwórku. Niestety skandalem kończy się powołanie kadry na finał MŚP w Poznaniu. Pominięcie Tomka jest kolejną szykaną leśnych dziadków z GKSŻ, wobec najlepszego w lidze polskiego żużlowca. Pokłosiem tego jest pismo W.Golloba wystosowane do PZM o skandalicznym sposobie powoływania zawodników do kadry, oraz rozliczaniu premii za punkty zdobywane z orzełkiem na piersiach. W krótkich żołnierskich słowach nazwał to ścierwem na kiju. Na dodatek przed derbowym pojedynkiem z Apatorem W.Gollob ponownie wchodzi w konflikt z zarządem Polonii Bydgoszcz. Po trybunach rozprowadzana jest ulotka podpisana przez braci Gollobów w której oznajmiają, że po meczu kończą sportowe karieryi wystawiają na sprzedaż cały swój sprzęt. Dodatkowo W.Gollob obraża się na lokalnych dziennikarzy knujących intrygi i wygłaszających według Niego kalumnie pod adresem klanu Gollobów. Poza tym oberwało się znowu GKSŻ. W.Gollob stwierdza, że w polskim żużlu panuje rozkład i anarchia, czego dobitnym przykładem jest finał IMP '91 w Toruniu. Na te zawody przyjeżdżamy z kumplami, robiąc sobie przerwę w wakacyjnych wojażach. T.Gollob przegrywa po sportowemu tylko z niepokonanym S.Drabikiem. Pozostałe biegi wygrywa z łatwością. Poza jednym siódmym, w którym przegrywa z...sędzią W.Kowalskim. Po wygranym starcie spada na ostatnie miejsce, lecz na drugim wirażu cudownym atakiem wyprzedza za jednym sztychem R.Kużdżała i S.Dudka. Jednocześnie schodząc do krawężnika mija J.Rempałę, który po chwili notuje defekt i zjeżdża pod bandę. Niestety W.Kowalski widzi sytuację inaczej i uznaje Golloba winnym awarii sprzętu Rempały. Kuriozum do sześcianu. Prawdziwy dramat Golloba na torze i nasz na trybunach. Stadion wyje i szaleje w opętanym tańcu radości. Oklaski dla W.Kowalskiego i pozostałych zawodników wydają się nie mieć końca. Jak się potem okazuje, pewne srebro poszło się rżnąć w żywopłot strzyżony przez W.Kowalskiego. Cały nasz sektor wygląda jak wataha wściekłych wilków z pianą na zębach. Rok później nie ma już okoliczności sprzyjających robieniu wałków. W finale IMP '92 w Zielonej Górze Tomasz sięga po swój 1-szy tytuł mistrzowski.Do domów wracamy w szampańskich nastrojach. Głośno, wesoło i mocno alkoholowo. W sezonie '93 Tomek śrubuje średnią biegową do rekordowych rozmiarów. 6.06.1993 1/2 MŚP w Bydgoszczy. Polska para awansuje do finału, a Tomek zdobywa aż 17pkt. Wygrywają Szwedzi przed Angolami. Po zawodach rozgrywany jest dodatkowy bieg z udziałem najlepszych zawodników o puchar ufundowany przez prezydenta Polski Lecha Wałęsy. Kapitalny pojedynek od początku toczą Gollob z A.Smithem. Początkowo prowadzi Anglik, później mija Go Polak. Udana riposta Smitha i natychmiastowa rekontra Golloba. Cały czas jadą jak przyklejeni do siebie. Ostatni atak Tomasza pod bandą i wpadają na metę prawie równo. O centymetry wygrywa Gollob. Bieg, który zapamiętam jako najbardziej zacięty i widowiskowy. Sezon '94 zaczyna się od sensacyjnego zwycięstwa Polonii we Wrocławiu. Przed ostatnim biegiem jest 43:40 dla gospodarzy. Pod taśmą ustawiają się T.Knudsen i D.Śledź oraz bracia Gollobowie.Bieg który wstrząsa Wrocławiem i przechodzi do annałów polskiego i światowego żużla. Tomek od początku obejmuje prowadzenie. Wielu żużlowców na Jego miejscu popylało by do przodu ile tylko się da, a całą odpowiedzialność zostawiło na barkach partnera jadącego na końcu stawki. Tomasz zaś spokojnie kontroluje sytuację. Spowalniając tempo biegu pomaga bratu w odrabianiu strat. Jacek najpierw wyprzedza D.Śledzia, a potem już tylko przejeżdża obok wyprowadzonego przez Tomka w maliny T.Knudsena. Bracia mijają równo linię mety, a były wieloletni trener Polonii Bydgoszcz dr R.Nieścieruk pada na murawę stadionu, jakby trafiony ciosem A.Gołoty. 20.08.1994 jedziemy we trzech "maluchem" do Pragi na 1/2 IMŚ.Na Hradczanach wsuwamy knedliki, a pod stadionem tankujemy piwo. Na "Markecie" dobija do nas mój brat z kumplami ze Szwederowa i z Wilczaka. Dochodzi do pierwszych przepychanek z kibicami z innych miast. W efekcie kroimy Im kibicowskie akcesoria. Potem udana riposta pokrzywdzonych kibiców, zrzeszonych w jedną kupę pod banderą najliczniejszej ekipy Sparty Wrocław. Później już znowu tylko piwo na trybunach i teatr jednego aktora na torze.Tomek wygrywa zawody w cuglach. Wybiegamy pod parking. Chwytamy Tomka i niesiemy Go na podium.Stoimy na murawie obok i śpiewamy Mazurka Dąbrowskiego. Odprowadzając Tomasza do parkingu wyjemy:"Już pod koniec lata będziesz mistrzem świata!" Historia toczy się inaczej. W Vojens Tomek notuje groźny wypadek, a już następnego dnia jedziemy mecz ligowy o być, albo nie być w ekstraklasie. Sytuacja wygląda tak, że wszystkie 4 ostatnie mecze musimy wygrać. Na 1-szy ogień idzie Unia Leszno. Tomek wygrywa 3 biegi, a w jednym ma defekt na prowadzeniu. Dzięki Jego poświęceniu Polonia wygrywa 47:42. Po paru dniach dowiaduję się, że Tomek tego meczu nie pamięta i odjechał go na "zerwanym filmie". Tydzień później przyjeżdża lider Sparta pałająca rządzą rewanżu. Zacięty pojedynek wygrywamy 49:41, a jeszcze kontuzjowany Tomasz zdobywa 10+1pkt walnie przyczyniając się do tego triumfu. Następnie zdobywając komplet w Zielonej Górze prowadzi Polonię do kolejnej wygranej.Ostatnia przeszkoda to gdańskie Wybrzeże, które w przypadku wygranej zgarnia srebrny medal. W razie porażki, wylatuje poza podium. Kolejny komplet Tomka + świetna jazda parowa i ekstraklasa uratowana. Jak wielki jest w tym udział Tomka?Na pewno nieoceniony. Inauguracja cyklu GP '95 trafia do Wrocławia. Tomek z trudem gromadzi punkty, ale ostatecznie dochodzi do finału. Tam H.Nielsen blokuje na 1-szym łuku C.Louisa i M.Lorama, a Tomek energicznym atakiem przy krawężniku ucieka do przodu. Czy ktoś Go dogoni? Nie ma mowy. Na trybunach szaleństwo. Powrotu do domu nie pamiętam. Ponowna wizyta we Wrocławiu z okazji finału IMP '95. Wracają demony finału '91 z Torunia. Tym razem nie sędzia, a koledzy z toru wymyślili sposób na pokonanie Golloba. Tomek przegrywa na początku z P.Świstem, by potem gromić resztę przeciwników. Co z tego, skoro P.Świst zbiera same 3-ki. Najczęściej przy pomocy kolegów z innych klubów, przepuszczających Go przed siebie. Czasem nawet w prymitywny, ośmieszający i niegodny miana sportowca sposób. Szczęśliwie do "spółdzielni" nie wstępuje R.Dobrucki, który jako jedyny pokonuje Śwista i zmusza Go do pojedynku z Tomkiem na solo w biegu dodatkowym. W nim Gollob nie daje żadnych szans liderowi Stali Gorzów i ponownie zostaje IMP. 27.08.1995 mecz ligowy w Gdańsku. Wyrównany pojedynek z wieloma zwrotami sytuacji. Po 14-tu biegach Wybrzeże prowadzi 43:40. Znowu potrzebujemy wygrać 5:1 i znowu mamy Tomka.Na trybunach ani przez moment nie dopuszczamy myśli o porażce. Nieustanny głośny doping i niezachwiana wiara w sukces. M.Cox i J.Olszewski kontra T.Gollob i H.Gustafsson. Tomek wygrywa start i po zewnętrznej przepuszcza przed siebie Gustafssona. Znowu szalejemy z radości. "Henka" gna do przodu, a Tomek dba tylko o to, by Go nie wyprzedzić. Wygrywamy 45:44 i ponownie wracamy wesołym i pijanym nie tylko ze szczęścia pociągiem. Niektórym z nas odbija do głowy z nadmiaru tego szczęścia. Parę przedziałów będzie nadawało się do kapitalnego remontu. Młodość, fantazja i poczucie bezkarności to czasem mieszanka wybuchowa. 28.04.1996 mecz w Gnieźnie. Przed ostatnim biegiem 44:40 dla Startu. Znowu musimy wygrać 5:1 ale znowu mamy przecież Tomka. W parze z Henrikiem Gustafssonem jedzie przeciwko A.Kasperowi i A.Fajferowi. Wygrany przez Tomka start nie załatwia sprawy, bo szybki Kasper jest tuż obok. Na wyjściu z 1-go wiraża Tomasz blokuje Czecha pod bandą i wyprowadza "Henkę" do przodu. Reszta to już tylko formalność. Wygrywamy 5:1 i ratujemy remis meczowy. Nasz sektor eksploduje radością. Bywają takie w życiu wydarzenia, które przerastają ludzką wyobraźnię. W sporcie żużlowym takowym wydarzeniem jest bez wątpienia wyczyn T.Golloba podczas meczu z Włókniarzem Częstochowa 16.06.1996. W jednym z biegów ucieka do przodu S.Ułamek.Gollob w swoim stylu rozpędza się pod bandą i zrównuje na przeciwległej prostej. Gdy Ułamek dociska Go do bandy w nomen/omen ułamku sekundy Tomasz podnosi przednie koło i przenosi je na pełnej prędkości nad tylnym częstochowianina do środka toru. Teraz wejście "piką" pod Ułamka i piekielnie mocne wykontrowanie motoru pod bandą. w tej samej chwili widzi przejeżdżającego obok rywala i ścina wyprostowanym motocyklem do krawężnika. Kończąc pod trybuną główną okrążenie i jednocześnie zaczynając następne jest już bezpiecznie na prowadzeniu. Prawdziwy majstersztyk. Poezja żużla w wykonaniu naszego mistrza. 27.04.1997 mecz w Gorzowie. Mnóstwo kibiców z Bydzi. Część przyjeżdża autokarami, inni prywatnymi autami, a jeszcze inni pociągiem. Po wejściu na trybuny dostaję uderzenie w środek głowy. Ciemność widzę. Widzę ciemność. Na 2 sekundy tracę wzrok. Nie wiem co jest grane. Okazuje się, że ktoś z miejscowych rzucił butelką pełną wody w nasz sektor. Na szczęście plastikową. Nie przeszkadza mi to w raczeniu się piwskiem podczas przerw z autochtonami.Sam mecz palce lizać. Niesamowicie zacięty. Z naszą przewagą, którą tracimy przez defekt Jacka na prowadzeniu z samym T.Rickardssonem. Przed ostatnim biegiem remis. Po starcie "Ricki" wypycha Tomka, który na sekundę spada na ostatnie miejsce, by po chwili wejść bezpardonowo między parę Bajerski-Rickardsson i wyjść na prowadzenie. Potem już żadna siła nie jest w stanie zmienić kolejności na mecie. Tomek ratuje nam remis w biegu i całym meczu. Cieszymy się jak ze zwycięstwa. Wracamy wesołym i pijanym pociągiem. Gdzieś za Piłą przedłużający się przymusowy postój. Wychodzimy na zewnątrz. Wołam do dróżnika:-Eee! Co jest grane? Długo będziemy tu czekać?   Ten odpowiada:-A idź w pixdu!No to chwytamy za zalegający tłuczeń i rzucamy w dziada. Kryje się w swojej budzie w której wybijamy szyby. Pociąg wreszcie rusza. W Nakle obława. Mendy z psami wbijają do pociągu i robią pacyfikację. Robi się ciepło. Nie ma czasu na myślenie. Każdy próbuje gdzieś uciec ale peron otoczony. Wszędzie słychać tylko okrzyki policjantów i szczekanie psów. Wpadam do toalety. Przyklejam się do ściany i zasłaniam celowo otwartymi do połowy drzwiami. Jestem pewien, że do zamkniętych na pewno by weszli. Nabieram powietrze w płuca i trwam bez choćby szmeru wydechu. Na korytarzu słychać ciągłą bieganinę. W końcu dochodzą mnie kroki policjanta. Teraz decydująca chwila. Koleś zatrzymuje się przed wejściem do "mojego" kibla. Nagle widzę czubek węszącej mordy wilczura. Czarny, świecący nos jest jednak skutecznie znieczulony fetorem moczu zmieszanego z wyjaranymi fajkami.Mocne szarpnięcie smyczy przez policjanta uwalnia mnie z potrzasku. Wychodzę dopiero, gdy pociąg rusza. Prawie wszystkich wygarnęli. Zostali tylko Ci, którzy siedzieli z dziewczynami. No i ja. Następnego dnia dowiaduję się, że wszystkich zgarniętych kibiców zawieziono na izbę wytrzeźwień. 14.06.1997 to termin GP Szwecji w Linkoeping oraz mojego wieczoru kawalerskiego. Zapraszam kumpli i na początek transmisja z GP. Emocje wzrastają wraz każdym kolejnym wypijanym kieliszkiem gorzały i każdym kolejnym wygranym biegiem Tomka. Jeździ jak w transie.W finale wygrywa z Hancockiem, Rickardssonem i Nielsenem. W mieszkaniu robi się jak w kotle. Krzyczymy, śpiewamy i szalejemy ze szczęścia. Ktoś podskakuje w górę i zbija żyrandol. Energia nas roznosi. Wybiegam z "Lewym" na balkon i przy napływie euforii, dwa taborety ciskamy z 4-tego piętra przed siebie... Koniec sezonu wieńczymy zdobyciem DMP. Wiadomo, że głównym bohaterem i reżyserem sukcesu jest T.Gollob. Po zaciętym pierwszym finałowym meczu w Gorzowie, łatwo wygrywamy rewanż u siebie. Cały stadion zionie przelewanym w gardła alkoholem. Trwa zabawa. Przez trybuny przepływa co chwila meksykańska fala. Po ostatnim biegu otwierają się chyba tysiące szampanów. Chciałbym, żeby ten trans trwał wiecznie. Następnego dnia budzi mnie dzwonek do drzwi. -Co jest grane? A niech se dzwoni. Za chwilę walenie do drzwi. Dopiero 8 rano. Zwlekam się z wyrka jeszcze pijany. Do mieszkania wchodzi skacowany "Karlos". Przynosi 2 piwa i mówi:- Sorry ale do Ciebie miałem najbliżej-Ale czemu tak wcześnie?- Po ostatnim biegu i otwarciu szampanów nic już nie pamiętam. Spałem na stadionowej ławce, a zbudził mnie cieć sprzątający teren. Gdy wstałem okazało się, że nie byłem w tym odosobniony.Pękam ze śmiechu i nie mogę uwierzyć w to co słyszę. Tak to kiedyś na trybunach Sportowej 2 zdobywało się mistrzostwo Polski... Udany sezon Tomasz kończy zdobyciem pierwszego medalu IMŚ. Brązowego. 18.09.1998.Kończący rywalizację w cyklu GP turniej po raz pierwszy odbywa się w Bydgoszczy. Podczas otwierania bram stadionu stoję w kilku tysięcznym tłumie. Czy pokrzyżuje ktoś dzisiaj plany Tomkowi? Nie ma takiego magika. Gollob wytrzymuje ciśnienie i wygrywa w pięknym stylu. Duma rozpiera serca, zwłaszcza bydgoskich kibiców. Mazurka Dąbrowskiego słychać nawet na Starym Rynku. W całym cyklu Tomasz zdobywa ponownie brązowy medal. 16.05.1999 mecz ligowy z Polonią Piła. Duża siła rażenia gości. Już po 6-tym biegu T.Gollob musi jechać z rezerwy taktycznej. Przed ostatnim biegiem remis. Ale mamy w nim przecież Tomka. Jedzie w parze z P.Protasiewiczem. Po stronie gości niepokonany R.Dobrucki oraz H.Nielsen. Emocje sięgają zenitu. Taśma strzela w górę i wszyscy równo wchodzą w łuk. Zakotłowało się. Tomasz wychodzi na prowadzenie, drugi jest Dobrucki a "Pepe" wypchnięty na zewnętrzną odbija się od bandy i przechodzi Hansa Nielsena. Bydgoszczanie wytrzymują napór Pilan i wygrywają 46:44. 3.07.1999. Zwycięstwo we wrocławskim GP wydaje się być wreszcie milowym krokiem do tytułu mistrzowskiego. Całe zawody nudnawe ale za to ten jeden bieg finałowy. Niesamowity pościg Tomka za Jimmy Nilsenem uwieńczony sukcesem na ostatnich metrach. Widząc z bliska jak wchodzi "piką" w ostatni łuk, odbija się tylnym kołem od bandy i wyprzedza zdumionego Szweda wydaje mi się, że za chwilę chyba oszaleję. Nieprawdopodobnie karkołomny atak. Dla nas kibiców to emocjonalna bomba atomowa. Jestem przekonany, że więcej czegoś takiego w życiu już nie przeżyję. Niestety jesienny wypadek podczas finału ZK niweczy szansę Tomasza na zdobycie mistrza świata.W kolejnym sezonie Tomek ponownie prowadzi Polonię do tytułu DMP. W rundzie zasadniczej robi u siebie 3 komplety w 7 meczach. Tylko 5 razy przyjeżdża na metę za plecami rywala. Na wyjazdach jest jeszcze bardziej skuteczny. Zdobywa 5 kompletów, przy zaledwie 3 pojedynczych porażkach biegowych. Niestety przed play-offami przytrafia się poważny wypadek samochodowy pod Pniewami. Kontuzja wyklucza Tomasza z finału IMP oraz z GP w Coventry przed którym zajmował w "generalce" 4 miejsce.Poniesionych strat nie uda się już odrobić. W sezonie 2001 Tomasz zdobywa kolejny brązowy medal IMŚ. W Bydgoszczy po paru latach przerwy, znowu zakłada czapkę Kadyrowa, a w lidze mają miejsce najbardziej zacięte i emocjonujące Derby Pomorza. 23.09.2001 w przedostatniej rundzie play-off Polonia podejmuje toruński Apator. Goście w razie zwycięstwa zdobywają już tytuł mistrzowski i mogą go świętować na stadionie przy ul.Sportowej 2. Ostatni mecz w Toruniu ze Spartą będzie wówczas już typową "sztuką". Polonia zaś, wygrywając zgarnia brązowy medali w ostatniej kolejce udaje się do Gorzowa już tylko w celach turystycznych. Od początku mecz toczy się pod dyktando torunian. Obcokrajowcy Polonii M.Loram i J.Lyons zapomnieli jak zdobywa się punkty. Po 9-ciu biegach Apator prowadzi 32:22!W przerwie T.Bajerski udziela w parkingu wywiadu TV, w którym z nieskrywaną radością stwierdza, że tego meczu nie da się już przegrać. Szampany w obozie krzyżackim dojrzewają do otwarcia. W tym samym czasie kapitan bydgoszczan T.Gollob, zwołuje naradę drużyny w swoim boksie. Podpowiada Loramowi i "Protasowi" jak mają poustawiać sprzęt na decydujące biegi. Lyonsowi zaś podstawia pod tyłek swój motor. Wielka mobilizacja w parkingu i nieustający doping na trybunach. Mając Tomka w składzie, jesteśmy pewni, że Polonia nigdy nie wywiesi białej chorągwi.W 10-tym biegu "Pepe" i Lyons robią 5:1 Bajerskiego i Jagusia. Chwilę później Loram z Ł.Stanisławskim pokonują 4:2 Chrzanowskiego i Kowalika. Stadion szaleje, gdy w następnym biegu dublet nad Jagusiem i Rickardssonem przywozi T.Gollob z Lyonsem. Jest już remis! W 13-tym obsadzonym przez najsłabszych zawodników obu ekip, wygrywa Apator 5:1 ale w 14-tym przebudzeni przez Tomasza nasi obcokrajowcy, kroją podwójnie Jagusia i Kowalika. Znowu remis. Ale to my przecież mamy Tomka... Zawodnicy wyjeżdżają z parkingu, a cały stadion wyje Po-lo-nia By-dgoszcz! Motory wyją, taśma idzie w górę, a obaj poloniści na czele. Eksplozja radości wśród kibiców. Wściekle atakujący Rickardsson jest szczelnie blokowany przez duet T.Gollob-P.Protasiewicz. Wreszcie meta. Wygrywamy 47:43 i zdobywamy brązowe medale,a już "nadgryzione" kartony z szampanem muszą wracać z powrotem na drugą stronę Wisły. W 2002r. korona DMP wraca do Bydgoszczy. Wielka w tym rola kapitana drużyny. 1.05.2002 mecz na szczycie z Unią Leszno. Kolejny trudny i emocjonujący mecz. Przeważają goście wśród których bryluje L.Adams. Cały mecz gonimy rywali.Po 11-tu jest 30:36. W następnym Tomasz z "Protasem"(RT) przywożą 5:1.Do pierwszego nominowanego Tomek podstawia motor Ł.Stanisławskiemu. Długo pod parkingiem Go instruując. Po starcie na czele para gości Ł.Jankowski-J.Rempała, lecz na wyjściu z łuku junior Polonii brawurowym atakiem wyprzedza faworyzowaną parę z Leszna. Sensacja! Młody niespodziewanie przywozi zwycięstwo. Przegrywamy nadal(38:40) ale w przedostatnim biegu Jacek Gollob i M.Loram wygrywają 5:1 z Ułamkiem i Okoniewskim. Gdy żużlowcy wyjeżdżają do ostatniej gonitwy, "Maruda" wstaje i odpala swój barytonowy silnik wyjąc:"Toooomek, Tomek G. Tomek Gollob ole!" W promieniu 100 metrów wszyscy podchwytują w mig przyśpiewkę. Po chwili wszyscy na stadionie skandują już te słowa. W 15-tym jedzie niepokonany L.Adams ale my przecież mamy Tomka, który wygrywa ten wyścig i pieczętuję wygraną Polonii. Po meczu opijam ze szwagrem zwycięstwo do późnych godzin nocnych. Nazajutrz w zakupionej lokalnej gazecie otwieram stronę sportową. Nad sprawozdaniem z meczu tytuł: "Byczo jest!" Od razu czuję się lepiej... 25.05.2002 Tomasz ponownie zwycięża w bydgoskiej rundzie GP. Na inaugurację sezonu 2003 mamy mecz z Włókniarzem Częstochowa. Na trybunach panuje opinia, że spokojnie wciągamy rywala jak nitkę przez odbyt i wyciągamy nosem. Zimno -2st C i qrewski wiatr od strony "Poniatki"(KWP). Popijana gorzała z kibicami z Czewy nie pomaga. Ale mamy przecież Tomka. Po 5-ciu biegach 14:16 w plecy. W kolejnym Tomasz rozprowadza po starcie do przodu T.Wiltschire-a i blokuje S.Ułamka. Na wyjściu z drugiego wiraża musi prawie stanąć w miejscu, by skutecznie pilotować masakrycznie wolnego Wiltschire-a. Wówczas rozpędzony i zdezorientowany Ułamek wpada w bandę. R.Bryła wyklucza Go z powtórki. Dopiero po wygranej w 14-tym wyścigu ponownie obejmujemy prowadzenie. Sukces pieczętuje w ostatniej odsłonie dnia nie kto inny, jak T.Gollob. 13.07.2003 czas na Derby. Polonia kontra dream team z Rickardssonem, Crumpem, Jagusiem, Protasiewiczem, Sawiną i najlepszą parą juniorską w kraju K.Ząbik-A.Miedziński.Przed meczem robimy tradycyjnie stałą ekipą zakupy w spoż-monie na rogu Curie-Skłodowskiej i Kurpińskiego(po schodkach w dół). Wchodzimy na teren stadionu i zaraz za ogrodzeniem przy basenie, robimy obozowisko i 1-szy "odkręt". Po kilku głębszych jesteśmy mocno rozweseleni. Nagle zauważamy idącego w naszym kierunku Marka Lorama. Wymachujemy plastikowymi kubkami z gorzałą i pokazujemy podniesione do góry kciuki. Mark wydaje się być lekko przestraszony. Intonujemy więc refren piosenki Bobby Mc Ferrina "Don't worry, be happy". Dopiero wtedy uśmiecha się i wyluzowuje. Potem przebiega przez ul.Curie-Skłodowską i kieruje się do klubu "Mega" w którym pewnie jest zakwaterowany z T.Wiltschirem. W przeszłości "gościli" tam S.Ermolenko i H.Gustafsson. Na trybunach 1-go łuku wywieszamy zaprojektowaną i zrobioną własnymi rękami flagę. Przedstawia ona pędzącego na koniu polskiego rycerza, przebijającego włócznią krzyżackiego knechta. Nad rysunkiem wymownie wymalowana data 1410-2003. Nasi żużlowcy świetnie się komponują w historyczny klimat i rozbijają faworyzowaną ekipę krzyżacką 51:39. Najlepszymi zawodnikami są bracia Gollobowie zdobywając po 13pkt i pokonując po rzadko oglądanym, fenomenalnym pojedynku w ostatnim biegu T.Rickardssona. 20.09.2003 Tomek ponownie wygrywa rundę GP w Bydgoszczy. Po sezonie skomplikowana sytuacja finansowa Polonii, doprowadza do rozbicia wszystkich sekcji klubu w odrębnie działające podmioty. Klan Gollobów nie widzi w nowo powstałym tworze przyszłości i za namową G.Ślaka przenosi się do Unii Tarnów. 4.04.2004 na inaugurację ligi w Bydgoszczy przyjeżdża tarnowska Unia. Jaskółka na plastronie Tomasza kuje w oczy. Nienaturalny brak gryfa na klacie powoduje przygnębiający nastrój. Podczas prezentacji zatyka mi i moim kumplom oddech. Na Ich twarzach widzę ten sam wqrw, który mnie zżera od środka. Mimo wszystko jesteśmy blisko sprawienia sensacji. T.Gollob okazuje się jednak naszym katem. Prowadzi swój nowy klub do wygranej 47:43. Nigdy później obraz Tomka Golloba w barwach innych niż bydgoskie, nie przyniesie ze sobą tyle goryczy. Ten pierwszy raz okazuje się najboleśniejszy. Później nawet w barwach Torunia nie będzie aż tak bolało... 18.09.2004 pojawia się na kolejnym bydgoskim turnieju GP i znowu wygrywa.    Potem jeszcze w latach 2005 i 2007 powtórzy ten sukces na torze Polonii. W barwach tarnowskich notuje świetne 2 sezony, Dwa kolejne są już średnie. W latach 2008-12 startuje w barwach Stali Gorzów. Cieszy swoją jazdą kolejną rzeszę kibiców, tym razem gorzowskich. Osiąga tam szczyt swoich marzeń i zdobywa w 2010 złoty medal IMŚ. Lata 2013-14 to krótki epizod w Toruniu, w którym doświadcza uznania ze strony pasjonatów oraz pogardy od szowinistycznej hołoty. Sezony 2015-16 spędza w Grudziądzu, gdzie swoimi fenomenalnymi szarżami, zaskarbia sobie olbrzymią sympatię wśród miejscowych kibiców. Pechowy splot okoliczności kończy Jego karierę na torze motocrossowym. Przypomnienie sukcesów Tomasza Golloba ma w moim odczuciu zwrócenie uwagi na ogrom sukcesów, jakie przysporzył Tomasz przede wszystkim kibicom bydgoskim. O promocji miasta Bydgoszcz już nie wspominając. Rzecz jasna cieszył oko fanów z całej Polski, jednak Polonia jest tym Jego matecznikiem. Zdaję sobie sprawę, że przypomnienie wszystkich triumfów jest rzeczą prawie niemożliwą. Trzeba by poświęcić ogrom czasu i napisać grubą księgę albo i dwie? Ograniczyłem się więc tylko do kilku luźno wyrwanych kartek z kalendarza sukcesów Tomka. Do sytuacji, które najgłębiej zapadły w mej pamięci i jednocześnie do tych, których byłem bezpośrednim świadkiem. Zapewne każdy kibic ma swój odrębny arsenał wspomnień z Tomaszem Gollobem w roli głównej. Kariera Tomka została zakończona, lecz Jego wyścig ciągle trwa. Jestem przekonany, że i tę gonitwę zakończy na mecie zwycięsko... Pzdr!
Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj: