Ocena występu naszej kadry, czyli w drodze do znalezienia "clou"

autor: Viran | 2017-01-25, 14:46 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Wynik reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych na Mistrzostwach Świata, pod nieobecność liderów ekipy takich jak Michał Jurecki, Mariusz Jurkiewicz, Kamil Syprzak i Piotr Wyszomirski, nie może dziwić. Zarówno porażki z zespołami ścisłej lub szerokiej czołówki, jak i męczarnie z zespołami zaplecza, takimi jak Argentyna i Tunezja, wobec przebudowywanej narodowej kadry przez trenera Talanta Dujszebajewa - i w wyniku tego zaledwie 17. miejsce - nie budzą większego zaskoczenia. Zasadnicze pytanie, jakie się rodzi, brzmi, jakie oceny należy artykułować po tym występie, i jakie prognozy na przyszłość prorokować można naszej drużynie. Tytułem wstępu, podkreślić pragnę, że poniższe opinie, nawet jeżeli często rygorystyczne, nie są personalnie wymierzone w któregokolwiek z polskich kadrowiczów, którzy ambitnie i z pełnym zaangażowaniem podeszli do francuskich Mistrzostw Świata, będąc, zwłaszcza w meczach z późniejszymi półfinalistami, czyli Francuzami i Norwegami, blisko niespodziewanego, pozytywnego rezultatu. Poniższa analiza zwrócić ma bowiem bardziej aniżeli na aspekty indywidualne - uwagę na kwestie systemowe.

Bez dwóch zdań, nasza odmłodzona - często z przymusu - narodowa reprezentacja, należała do grona najmniej doświadczonych na francuskim turnieju, zarówno pod względem średniej wieku całej kadry Dujszebajewa, jak i ogrania na płaszczyźnie klubowej i reprezentacyjnej, gdy większość jej zawodników swoją reprezentacyjną obecność zawdzięczała niezłej grze na parkietach polskiej PGNiG Superligi. Odnieść jednak można wrażenie, że brak doświadczenia, powtarzany jak mantra przez różnych komentatorów, nie wyczerpuje pełnej analizy tego występu - jakkolwiek bowiem trudno zaprzeczyć, że zawodnicy tacy jak Tomasz Gębala czy Paweł Niewrzawa rzeczywiście na poziomie Mistrzostw Świata nie mogą pochwalić się ograniem, o tyle margines błędu, jaki otrzymała ta reprezentacja, okazuje się, w moim przekonaniu, zaskakująco wysoki.

W czasie odbywających się Mistrzostw Europy do lat 18 w Polsce w 2014 roku, w których to nasza reprezentacja, dzięki szczęśliwemu losowaniu, zajęła 8. miejsce, w finale zmierzyli się młodzi Francuzi i Węgrzy, a ostatecznie w zmaganiach triumfowali ci pierwsi. MVP turnieju wybrany został węgierski rozgrywający Adam Juhasz, najlepszym obrońcą - Patrick Liegetvari, a w drużynie francuskiej błyszczał Ludovic Fabregas (najlepszy kołowy). Niespełna trzy lata później - Juhasz jest wyróżniającym się zawodnikiem węgierskiej drużyny (26 bramek i lider klasyfikacji przechwytów na całym turnieju), a Fabregas błyszczy pod nieobecność Luki Karabaticia. Co więcej, na Mistrzostwach Świata Kadetów w 2015 roku w Rosji, nasza drużyna narodowa nawet nie wyszła z grupy, a złote medale ponownie zdobyła Francja, w której znowu najlepsi byli Fabregas, wicemistrz olimpijski Benoit Kounkoud, gracz Barcelony, Dika Mem, zaś tytuł MVP zdobył syn Jacksona Richardsona, Melvyn, który razem z innym utalentowanym Francuzem, Aymericem Minne, napędzał grę Trójkolorowych - najlepszym strzelcem imprezy okazał się z kolei Blaz Janc.  W węgierskiej drużynie z kolei, najwięcej bramek zdobył Matyas Gyori, który w wieku 19 lat jest także graczem z największą liczbą goli w węgierskiej lidze tego sezonu.

W 2012 roku, nasza nasza młodzieżowa reprezentacja, zbudowana z roczników 94-95, nie awansowała nawet do głównego turnieju Mistrzostw Europy do lat 18, po porażce z Rumunią, zaś dwa lata później, w kwalifikacjach do Mistrzostw Europy do lat 20, odpadła już w fazie kwalifikacyjnej po jednobramkowej, pechowej porażce z Czechami - w czasie samego turnieju błyszczeli Paul Drux czy Nikola Bilyk, a nasza drużyna zbudowana była na ... braciach Gębalach czy Adamie Morawskim.

W końcu, w 2010 roku nasza młodzieżowa drużyna z roczników 92-93, zajęła 10. miejsc na ME kadetów, a w 2012 roku przegrała wszystkie spotkania w grupie, także z Portugalią, i zmagania skończyła na 12. miejscu. W skład tamtej drużyny wchodzili ... Niewrzawa, Paczkowski, Daszek, Genda czy Walczak. Na światowym czempionacie nasze młodzieżowe drużyny w ostatnich latach występowały jeden raz - w 2015 roku, gdy lepsza od naszej ekipy kadetów okazała się ... wspomniana Korea Południowa, a symptomatyczna dla tego stanu rzeczy jest niedawna, trzynastobramkowa porażka z Portugalią w kwalifikacjach do Młodzieżowych Mistrzostw Świata.

Wyliczanka ta, bardziej aniżeli wymierzona w któregokolwiek z polskich zawodników, którym nie można odmówić ambicji, zaangażowania i talentu, pokazuje stan naszej młodzieżowej piłki ręcznej w ostatnich latach. Rodzi się jednak pytanie, czy ten wymuszony, sporej wielkości kredyt zaufania dany polskiej reprezentacji, nie jest pośrednio wyrazem chęci zamiatania poważnego kłopotu pod dywan - mianowicie, problemu szkolenia i organizacji pracy z młodzieżą w Polsce? Jeżeli bowiem tłumaczymy Tomka Gębalę czy Pawła Niewrzawę brakiem doświadczenia, a wyniki naszej kadry - nieobecnością niespełnia 35-letniego Mariusza Jurkiewicza i dwa lata młodszego Michała Jureckiego - rodzi się pytanie, dlaczego w blisko 40-milionowym kraju, w którym piłka ręczna rozpopularyzowana została przez sukcesy drużyny Wenty, a następnie Bieglera, oraz świetnym wynikom Vive Kielc i Wisły Płock w Lidze Mistrzów, nie mamy talentów pokroju Sagosena, Janca, Remiliego, Fabregasa?

Rozprawiając się z argumentem doświadczenia, okazuje się bowiem, że dwoma najlepszymi zawodnikami Trójkolorowych - głównego faworyta Mistrzostw Świata - w trudnym, ćwierćfinałowym meczu ze Szwedami, są wspomniany Fabregas (rocznik 1996) i rok starszy, już wybijający się, a w perspektywie następnych kilku lat czołowy gracz na świecie na swojej pozycji, zawodnik PSG, Nedim Remili, a w odwodzie Dinart ma całą plejadę młodych zawodników, przede wszystkim wspomnianego Mema, Minne, Richardsona, Kounkoud, czy trochę starszych Descata czy N'Guessana. Co więcej, w reprezentacji Trzech Koron coraz lepiej spisują się gracz Kiel, Lukas Nilsson, czy błyskotliwy skrzydłowy Jerry Tollbring, odpowiednio - rówieśnicy Fabregasa i Remiliego, a istotne role odgrywają także urodzeni w latach 90-tych rozgrywający jak Gottfridsson czy Lagergren. Wszystko staje się jasne, gdy spojrzymy na wyniki młodzieżowe szwedzkich reprezentacji - młodzieżowe ekipy Trzech Koron regularnie walczą o młodzieżowe laury zarówno na europejskiej, jak i światowej arenie, a sami Tollbring czy Gotfridsson nagradzani byli w ich czasie największymi indywidualnymi nagrodami.

Co więcej - można pójść o krok dalej i wykroczyć poza państwa o jednoznacznych handballowych tradycjach, jak Niemcy, Francja, Szwecja, Dania czy Chorwacja. Czy którykolwiek zawodnik naszego młodego pokolenia może równać się skalą talentu Nikoli Bilykowi? Czy mamy w Polsce 20-latka, który mógłby błyszczeć w europejskich turniejach młodzieżowych, i ze świetnej strony pokazywać się na poziomie Ligi Mistrzów pracując na kontrakt w Rhein Neckar-Lowen, jak Macedończyk Filip Taleski? Czy aby na pewno kwestia doświadczenia staje się problemem kadry, gdy nasze drużyny młodzieżowa, jak ta z rocznika 96-97, kończy na ostatnich Mistrzostwach Europy do lat 20 zmagania w grupie z bilansem -35, a najwyższą porażkę ponosi ze ... 120-krotnie mniej ludną Islandią? W końcu - czy argument doświadczenia ma sens, gdy ci sami zawodnicy rokrocznie ponoszą kolejne klęski w spotkaniach z rówieśnikami z Europy na poziomie młodzieżowym?

Jak wspomniano, tych zarzutów nie należy podnosić bezpośrednio przeciwko polskim młodym zawodnikom, a instytucjonalnym warunkom, jakie istnieją w szkoleniu młodzieży w naszym kraju. Przez lata sukcesów generacji Jureckich, Lijewskich, Bieleckiego, Szmala i wielu innych klasowych zawodników, problem szkolenia młodzieży został najzwyczajniej w świecie przespany. W tym momencie jednak zajmujemy na seniorskich Mistrzostwach Świata dopiero 17. miejsce, a istnieje prawdopodobieństwo, że nasza kadra w ogóle nie pojedzie na przyszłoroczne Mistrzostwa Europy. Z kolei jeżeli chodzi o drużyny młodzieżowe, zastaliśmy zgliszcza, gdzie lepsze wyniki w ostatnich latach notują od nas właściwie wszystkie kraje o jakichkolwiek handballowych tradycjach, takie jak Niemcy, Chorwacja, Hiszpania, Francja, Szwecja, Dania - ale także Islandia, Norwegia, Węgry, Słowenia, Rosja, Serbia, Austria czy Szwajcaria. Co więcej, na ostatnich Mistrzostwach Europy do lat 18 (roczniki 98-99), nasza drużyna narodowa przegrała ... z Portugalią, więc i porażki z mniejszym z krajów Półwyspu Iberyjskiego nie są w ostatnim czasie dziełem przypadku czy przypadłością jednej z drużyn młodzieżowych. I, jakkolwiek samych Portugalczyków lekceważyć w tym momencie już nie można, czy wierzymy, że młodzieżowe drużyny będące w pokonanym polu w meczach z Portugalią, są tymi, na których będziemy budować seniorską kadrę?

Czy istnieją jakiekolwiek przesłanki, że będzie lepiej? Owszem, gracze, urodzeni w latach 90-tych, jak Daszek, Syprzak, Gębalowie, Paczkowski, Daszek czy Morawski - grają w dobrych europejskich klubach. Czy uczciwe jest tłumaczenie brakiem doświadczenia, wyniki naszej reprezentacji w czasie Mistrzostw Świata? Nie! Dziura pokoleniowa naszej kadry i tak znaczny spadek jakości jej poziomu, jest podyktowany działaniami związkowych włodarzy, którzy w 40-milionowym kraju o handballowych tradycjach, solidnej lidze i relatywnie dużej popularności piłki ręcznej - nie potrafili wypracować efektywnego systemu szkolenia odpowiadającego naszemu potencjałowi i aspiracjom. Czasu było aż nadto, bo dość powiedzieć, że najmłodszy zawodnik naszej kadry, najlepszy zresztą zawodnik swojej drużyny młodzieżowej, Arek Moryto, w momencie odbywania się finału Mistrzostw Świata Niemcy-Polska w 2007 roku, miał niespełna ... 10 lat.

Powtórzyć jedynie mogę - nie obwiniajmy zawodników, i nie tłumaczmy naszej kadry czynnikami, które są wierzchołkiem góry lodowej. Wystarczająco czasu zostało stracone, a dosyć oczywista teza musi wybrzmieć jasno - poziom szkolenia w Polsce i korzystania, co widać po liczbie młodych zawodników uprawiających handball, z jej popularności, biorąc pod uwagę nasz potencjał i aspiracje, jest najzwyczajniej w świecie słaby. Czym szybciej zostanie to zauważone ''na górze'', tym szybciej istnieje szansa na poprawę po wyciągnięciu odpowiednich wniosków.

A co z naszymi zawodnikami kadry? Zdecydowanie należy dać im czas i szansę, i mieć z tyłu głowy niekorzystne warunki szkoleniowe, w jakim przyszło im w naszym kraju sportowo dorastać. Marzenia o powrocie do czołówki zaś należy odłożyć na bok, ponieważ na długim dystansie, dopóki posiadamy gorsze drużyny młodzieżowe jak 10-15 europejskich (sic!) krajów, dopóty od większości spośród nich siłą rzeczy musimy mieć także słabszą seniorską drużynę. O ile bowiem wyniki młodzieżowe nie stanowią prostego przełożenia na wyniki seniorskie, o tyle gdy cztery kolejne roczniki młodzieżowych nie są w stanie rywalizować z rówieśnikami z Europy - musi już to mieć proste przełożenie. Upatrywanie w powrocie doświadczonych zawodników, tj. przede wszystkim Michał Jurecki, szans na wzrost jej poziomu, jest o tyle zasadne, co krótkoterminowe.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.