Łaska kibica na pstrym koniu jeździ czyli stranieri subaerati

autor: Alojzy Zapora-Łupaszka | 2013-11-19, 16:37 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Na trzecim okrązeniu wokół zielonej murawy stadionu imienia Alfreda Smoczyka Nicki Pedersen rycerską szarżą wyprzedza prowadzącego Jarosława Hampela. To już piętnasty bieg, a na stadionowym telebimie lśni, jak księżyc nocą, wynik - 43:41. Kilkanaście sekund później Duńczyk, jak wściekły byk na corridzie, podobny do tego, który tkwi na jego plastronie, mija jako pierwszy linię mety. Unia wygrała! Leszczyńska publika i bohater ostatniego biegu skonfundowani...


Ta futurystyczna wizja (wielce prawdopodobna) pokazuje, jak bardzo zmienił się sport w dzisiejszych czasach, a w szczególności ten czarny. Jeszcze kilkanaście lat temu, gdy ojciec uczył syna co to szlaka i metanol, tłumaczył: "Synku, przypatrz się, że ta Myszka Miki, co ją oglądasz w niedzielę, ma twarz Andrzeja Huszczy. A ten byk, co u dziadka Henia w oborze stoi, czyż nie jest podobny do Romka Jankowskiego?" Tato spełniał się jako Ojciec (mentor i przewodnik), a syn nabierał wartości (być, nie mieć).

Co ciekawe, te podobizny do dziś zostały niezmienione...

Wracając do opisanej gonitwy. Czyż popularny sus scrofa nie powinien w tym momencie ze złości przybić szablami do bandy Przemka Pawlickiego, który wcześniej - niedobry - zdobył 11 pkt zapewniając dzikom, ups... Bykom, zwycięstwo? Czyż tifosi w biało-niebieskich szalach nie powinni głośnymi gwizdami i buczeniem podziękować swojemu liderowi za kolejne 3 pkt?


Dziś wartości tego synka nie są już tak cenione, stąd moja odpowiedź na powyższe pytania - nie. Nie od dziś wiadomo, że najukochańszy klub to ten, w którym dostnę najwięcej $$. Po zawodnikach tę drogę przejęli prezesi - Ja jestem najlepszy, bo sprowadziłem (nie mylić z wyszkoliłem) najlepszych grajków. Pozostali kibice i ich godność.


Apeluję - nie kłóćmy się, nie wyzywajmy, nie przeklinajmy wzajemnie i nie życzmy spadków. Zachowajmy nasz honor i wartości. Szanujmy się nawzajem. Bo choć dziś najbardziej zielone dolary mogą być dla Nickiego w Lesznie, a najbardziej czerwone ruble znajdą się w Toruniu, to za rok może być odwrotnie. Jeźdźcy i tak te barwy wymalują tylko na kevlarach, a my wtedy pozostaniemy... pstrzy.


Z pozdrowieniem dla prawdziwych kibiców.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
yakeub

Cóż, to prawda, że takie są czasy, że pieniążki są najważniejsze. Ale ja zawsze powtarzam, że ma to też czasami dobre konsekwencje. Niestety, ale lata 70 i 80 już dawno przeminęły, żużel to już nie jest ani hobby ani praca dorywcza. To jest praca na dwa etaty, a oprócz tego styl życia. Oczywiście, satysfakcja, czy dobra atmosfera w miejscu pracy są bardzo ważne, ale przede wszystkim pieniążki muszą się zgadzać - rodzina musi za coś zjeść, a i motor trzeba wyremontować. Oczywiście, Dziki i jemu podobni (czyt. najlepsi żużlowcy) wyciągają bardzo dużo z kontraktów. Ale trzeba otwarcie przyznać, że w zamian za to pokazują coraz lepszy żużel.
Można rozmawiać, czy kilka dekad temu emocje na trybunach były większe emocje niż dzisiaj. Mecze Leszno - Zielona Góra to faktycznie były mecze między tymi miastami, podobnie Derby Ziemi Lubuskiej. Ale z ręką na sercu trzeba też przyznać, że takiego ścigania wtedy nie było. Inna kultura kibicowania owszem, ale mimo wszystko dzisiaj te mijanki są zdecydowanie efektowniejsze niż kiedyś. Dlatego trzeba pogodzić się z faktem, że mamy takie czasy jakie mamy. W miejsce sentymentu wykształciła się chęć zarobku, ale serwowany dzisiaj żużel (przynajmniej w kontekście aparycji) jest o klasę lepszy od tego, za którym tak wielu tęskni. Ja nie mam pretensji nigdy do zawodników, którzy zmieniają kluby by zarabiać więcej, nie mam do tego moralnego prawa. Sam też chciałbym zarabiać więcej i zmieniłbym pracę na lepiej opłacaną, gdybym miał okazję. Pewnie, że wyparcie się na kibiców zawsze jest złe, ale z perspektywy klawiatury najwygodniej się komentuje wszystkie sytuacje w klubie, braki w wiedzy uzupełnia się wyobraźnią i potem powstają legendy... Przecież gdyby nie wydało się, że Emilowi wiszą ponad milion w Częstochowie, to to Emil byłby tym złym w całej sytuacji, tym bardziej, że dla lepszej stabilności finansowej wybrał pewny pod względem budżetu klub. Ale oczywiście już komentarze się musiały pojawić, jaki ten Emil to złotówa, bo poszedł za kasą. No gdyby mi ktoś wisiał milion, to też bym szukał sposobu na zamknięcie swojego budżetu...

Ehh rozpisałem się ;) tak czy inaczej - świetny tekst, będę śledził kolejne ;)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (3|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.