Sportowa eutanAzja czyli nie ma radości bez bliskości

autor: Alojzy Zapora-Łupaszka | 2014-01-17, 14:49 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Pamięć ludzka jest wybiórcza. Szczególnie ta sportowa. Niewielu zapewne pamięta jaką średnią legitymował się Adam Skórnicki w 1996 roku, o kręconych przezeń "bączkach" czy frędzlach na żużlowym garniturze wie zaś każdy. Ot, ludzka natura...

W czasach, gdy studiowanie nie było jeszcze obowiązkiem, byłem ojcem-współzałożycielem studenckiego zespołu koszykarskiego. Nie samą nauką student żyje. Pewnego piątkowego popołudnia przyszło nam rywalizować z tajemniczą drużyną...

Po wyjściu na parkiet przecieraliśmy oczy ze zdumienia! Nic nie mówili w Dzienniku, by dwadzieścia lat temu urodziły się pięcioraczki. Wszyscy tacy sami! Szok był jeszcze większy, gdy spojrzeliśmy na ławkę rezerwowych - reszta rodziny...

Gdy ochłonęliśmy dotarło do nas, że to rodowici mieszkańcy Azji. Chyba bratniego Tajwanu. Wszyscy jak pięc kropli wody. Nikt nie wiedział którego z nich kryje. Biegali jak wolne elektrony wokół jądra, do przerwy ich przewaga była miażdżąca...

By wyjść z twarzą doszukaliśmy się wśród nich jakichś znaków szczególnych. Przyniosło to efekt, gdyż po przerwie powoli odrabialiśmy straty. Ostatnia kwarta, ostatnia minuta, doprowadzamy do remisu!

Przyjaciele zza Uralu mają szansę, mają piłkę. Misternie konstruowana akcja, rzut... i pudło! Kto zbierze? My! Mamy piłkę i szansę na zwycięstwo! I nagle coś niebywałego! Nasz silny skrzydłowy zamiast podać piłkę, podał przeciwnikowi dłoń. Zaciśniętą w pewnym momencie i to bardziej w kierunku twarzy. Albo po prostu go odepchnął. Faul niepsortowy, dwa rzuty, akcja, i znów ich prowadzenie...

Ostatnia sekunda, mamy piłkę, rzut rozpaczy, parabola lotu daje nadzieję... Wszyscy znieruchomieli... Obręcz... Przegrywamy...


Po wielu latach, ale już i w szatni nikt nie pamiętał naszemu impulsywnemu zawodnikowi, że przez jego zachowanie straciliśmy szansę na wygraną. W pamięci pozostały akcje, emocje, punktu. Stało się tak, ponieważ był jednym z nas. Był przyjacielem. Każdego dnia spotykaliśmy się w akademiku, witaliśmy. Sport był dla nas radością.

Tęsknię za sportem, gdzie liczył się człowiek. Kiedy nikt nie obawiał się, że młode Byki odejdą do pierwszej ligi po spadku. Bo Balon, Sqóra, Mikołajaczak byli swoi. Gdy wychodziło się z domu, można było ich spotkać w grupie kolegów. Żaden spec od marketingu lepszej akcji promocyjnej nigdy nie wymyśli.

Oby każdy kibic miał co zapamiętać. Nie wartość kontraktu, nie liczbę transferów czy przedłużające się negocjacje. Ale ludzką twarz, uścisk dłoni i miłe słowo. I oby mógł się z tym spotkać wychodząc z domu, a nie włączając FB...

Z pozdrowieniem dla prawdziwych kibiców.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj: