Świeżym okiem

autor: Skippy | 2013-12-01, 02:11 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Użytkownikiem forów żużlowych Sportowych Faktów (wszystkich lig) jestem od niedawna. Niema to związku z moim wiekiem (należę zdecydowanie do chyba najstarszej grupy wiekowej tych forów) ale raczej z geograficznym oddaleniem.

Po wielu latach wymuszonej separacji od mojego kochanego żużla i klubu toruńskiego (a zaczynałem swoje kibicowanie „na żywo” jeszcze pod koniec występów Mariana Rosego) dopiero od niedawna i dzięki różnym cudom techniki mam okazję żywiej brać udział w żużlowym życiu Polski.

Przez dłuższy czas wiadomości docierały do mnie bardzo sporadycznie i w dużym oderwaniu od rzeczywistości. Przyznam, że po tylu latach nieobecności, wiadomości te zacząłem już traktować raczej jako ciekawostki z „innej planety”.

Paradoksalnie, moje nastawienie do dzisiejszego żużla i zaangażowania nim spowodowały niechlubne zdarzenia owego feralnego finału DMP w Zielonej Górze. Nigdy chyba nie zapomnę jak następnego dnia (różnica czasu pomiędzy Australią a Polską) „odstrzeliłem” Sportowe Fakty z czystej ciekawości poznania wyniku. Nagłówek artykułu mnie zmroził, a krew we mnie się „zagotowała”...
Taka hańba! Niewybaczalne! I to kto? Mój (dawny) ukochany klub! Ale wstyd!

To było swego rodzaju katalizatorem. Od tego pamiętnego poranka dzień bez żużla i Sportowych Faktów byłby dniem straconym.

Teraz moją żużlową „edukację” gwałtownie uaktualniam nie tylko łakomie czytając wszelkie oficjalne artykuły ale zwłaszcza komentarze kibiców pod nimi. Od razu nadmienię, że swoje opinie o żużlu w Polsce wyrabiam sobie nie na podstawie pojedyńczych wpisów (to absolutnie nie miałoby sensu) ale „całokształtu” komentarzy. Po odfiltrowaniu wszelkich wyzwisk, złośliwości i napaści jednych kibiców na drugich (co jest wręcz żenujące) wyłania się całkiem przyzwoity zestaw informacji pozwalających, myślę, na w miarę rzetelną ocenę sytuacji.

Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście ów niefortunny finał, którego nie było. Że stało się źle, wiedzą wszyscy i nie trzeba tego więcej „wałkować”.
Nie tak powinien wyglądać sport.
Natomiast to, co się dzieje od tamtego momentu do chwili obecnej to już
poprostu „przegięcie”. Sfory „ujadaczy” leją potoki „pomyj” i to najmniej na
winnych całego zamieszania (tych co podjęli tą niefortunną decyzję), bardziej na ofiary tej sytuacji, czyli zawodników, a głównie na osoby zupełnie postronne – kibiców.

Od wyzwisk typu „dezerterzy”, „tchórze” i „płaczki” aż gęsto w powietrzu i to niestety
głównie pod adresem poszkodowanych w tym całym zajściu. Zawodnicy (kontraktorzy
pracujący na zlecenie podejmujących decyzję) wykonali tylko to, czego od nich zażądał
pracodawca – opuścili pole walki. Jestem pewien, że w zdecydowanej większości
przeciwko sobie i własnemu pojęciu rywalizacji sportowej.
Jak już wcześniej gdzieś to napisałem, oczywiście mogli ogłosić ... „strajk” i pomimo wszystko pojechać mecz. Czy im by to wyszło na dobre? Czy poprawiłoby to sytuacje
pomiędzy nimi a pracodawcą? Mocno wątpię.
Z wypowiedzi niektórych z nich po fakcie domyślam się, że większość była w rozterce. Co robić? Zadeklarować niesubordynację czy nie palić sobie mostów na przyszłość? Dobrze wiemy co się dzieje z niesubordynowanymi pracownikami. Prędzej czy później na tym tracą. Sytuacja nie do pozazdroszczenia... Z takiego punktu widzenia ich decyzja wydaje się jednak prawidłowa... Pamietajmy, że oni nie jeżdżą dla siebie, ale dla klubu, w którym decyzje podejmują „działacze”. Taki mają kontrakt.

A kibice? Czemu oni są winni? To w najlepszym wypadku osoby postronne, tylko emocjonalnie zaangażowane w całą sprawę.Niektórzy z nich wręcz sami ponieśli wymierne straty materialne, jadąc na mecz do Zielonej Góry. I to niestety właśnie kibice są adresatem największych obelg, chociaż często (jak ja) są wręcz zawstydzeni całą zaistniałą sytuacją. Nie tak powinien wyglądać sport. Nie kopie się leżącego...

Sprawa następna – finanse klubów.
Na czele stoi niestety klub gnieźnieński bo to właśnie jego zarząd sam sobie
dodaje „wstydu do ran”. Najpierw wykorzystując młodość i małe doświadczenie własnego wychowanka usiłują go pozbawić zarobku, korzystając z technicznych kruczków opóźnienia w dostarczeniu faktury. I to podobno wbrew dżentelmeńskiej umowie wcześniej zawartej pomiędzy obiema stronami.
Następnie usiłuje nałożyć kary na innego zawodnika za, podobno, szkodzenie dobremu wizerunkowi klubu.
Normalnie sytuacja powinna wyglądać tak, że jeśli jedna strona umowy ma jakieś pretensje do drugiej za niewywiązanie się z kontraktu to NAJPIERW SAMA powinna być wiarygodna, czyli najpierw sama powinna uregulować wszelkie zobowiązania, a dopiero później dochodzić ewentualnych roszczeń od drugiej. A tutaj zarząd klubu postawił
sytuację „na głowie”. Nie dość, że sam nie uregulował zobowiązań kontraktowych,
to jeszcze nakłada kontrowersyjne kary.
Skąd się to bierze? Ano stąd, że zarząd klubu najprawdopodobniej nie posiada wystarczających funduszy na pokrycie SWOICH zobowiązań, więc usiłuje wszelkimi sposobami je zdobyć. Tylko, że te sposoby dają wiele do myślenia i to właśnie one najbardziej szkodzą dobremu wizerunkowi klubu. Więc może kary powinny być nałożone na zarząd w pierwszej kolejności?
A tak na marginesie, to dla mnie jest nie do pomyślenia, że osoby zarządzające majątkiem klubowym (nie ich własnym) nie podlegają audytowi i nie są rozliczane do ostatniej złotówki, a także za podejmowane decyzje odnośne rozporządzania tym majątkiem. Bo wiele z tych decyzji mogłoby mieć znamiona co najmniej niegospodarności na szkodę spółki, a to już z lekka zalatuje odpowiedzialnością karną.

Do takiej niegospodarności zaliczyłbym kontraktowanie zawodników za sumę, której się nie posiada. Czyli wydawanie więcej niż jest dostępne.

I tutaj dochodzimy do trzeciego punktu. Ceny zawodników. Czy są „z księżyca” i czy kluby powinny tyle płacić? Czy zawodnicy żądają nierealnych płac, czy są poprostu chciwi?
Ilość komentarzy używających określeń typu „złotówa”, „kasa, kasa i jeszcze raz kasa”,
„kasa zamiast honoru”, „brak przwiązania do barw klubowych i tylko mamona” i tym podobnych świadczą o tym, że wielu kibiców ma za złe zawodnikom ich wymagania
finansowe. Czy słusznie?

Nie zapominajmy, że mówimy tu o sporcie zawodowym. W sporcie amatorskim zawodnicy robią to dla przyjemności i satysfakcji. Sport zawodowy jest już głównie biznesem.
Weźmy pod uwagę, że oprócz wydatków bierzących, sprzętowych, opłaty sztabu mechaników i zaplecza, każdy zawodnik stara się równocześnie „odłożyć” coś na emeryturę. Kariera żużlowa trwa raczej krótko (w porównaniu z innymi, „normalnymi” zajęciami) i ten czas trzeba wykorzystać na zapewnienie sobie przyszłego życia. A wcale nie jest pewne, że zdrowego życia, bo żużel do bezpiecznych nie należy.

Poza tym, cenę reguluje popyt i podaż. Tak było, jest i będzie, wszędzie i zawsze.
Niestety podaż najlepszych zawodników jest stosunkowo niewielka, a popyt na nich raczej co roku rośnie. Cóż się więc dziwić, że kluby którym zależy na dobrej kadrze starają się „przebić” konkurencyjne oferty? Oby robiły to na miarę swoich REALNYCH
możliwości...
Czy to wina zawodników, że „bije” się o nich kilka klubów? Gdyby kluby nie oferowały takich stawek, to i ceny byłyby niższe. Zawodnicy byliby głupcami, gdyby nie wybierali najkorzystniejszych ofert. A oprócz finansów często liczą się również i inne aspekty danego kontraktu: przewidywana/gwarantowana regularność startów, atmosfera w drużynie czy wreszcie wygoda dojazdu. Te elementy może są mniej ważne, ale w wypadku ofert zbliżonych finansowo mogą nabierać znaczenia (np. ostatni kontrakt Sajfutdinowa).
Opluwanie zawodników za ich finansowe decyzje transferowe jest poprostu wielką obłudą i – ciekawe – naogół ma miejsce tylko wtedy, kiedy to NAM ktoś inny „podkupi” zawodnika... „Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, co jest bez winy” parafrazując znane powiedzenie. Ciekawi mnie ilu kibiców mając do wyboru szeroko rozumiane lepsze warunki pracy w nowej firmie zostałoby na starym stanowisku tylko ze względu na „przywiązanie i lojalność do starego miejsca pracy”? Czy znajdzie się ktoś, kto nie chce sobie „poprawić”? Jeśli tak, to poprostu są to wymówki nieudaczników życiowych. Życie idzie naprzód, większość naokoło sie rozwija (np. finansowo) więc „kto stoi w miejscu, ten się cofa”.

Na koniec: przestańmy się wreszcie opluwać za to, że jesteśmy wiernymi kibicami naszych klubów. Nie tak powinien wyglądać sport.

Pozdrowienia dla wszystkich normalnych kibiców wszystkich drużyn żużlowych w Polsce!

Skippy.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.