Bo życie nie lubi pustki a hejterzy są dziś jak małe dzieci bez głosu

autor: Kulozęby_Tony | 2014-02-10, 00:44 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Czterdzieści dwa lata temu 11 lutego 1972 roku Wojciech Fortuna zdobył złoto olimpijskie w Sapporo. Dużo czasu minęło od tamtych zawodów a że życie nie lubi pustki, dziś 9 lutego 2014 roku historia zatoczyła koło, piękne koło olimpijskie. To dopiero początek zmagań skoczków narciarskich na olimpiadzie w Sochi. Dzisiejsze złoto pobudza więc apetyty kibiców i rozpala wyobraźnie, pojawiają się różne oceny, komentarze i próby wartościowania naszych skoczków w stylu „kto jest lepszy”.Na wstępie, sukces Kamila Stocha jest bezapelacyjny, swoim rywalom nie zostawił żadnych złudzeń oddając dwa najdłuższe skoki w obu seriach konkursowych. W związku z tym osoby, które będą chciały umniejszać i podważać skalę tego zwycięstwa powinny ugryźć się w język albo połamać sobie palce, żeby nie mogły również swego jadu zawiści siać w formie pisanej. Bez względu na dalsze występy w Sochi „polski lotnik z Zębu” zapisał się już złotymi literami w historii polskich skoków narciarskich. Wielu osobom wydawało się, że po erze Adama Małysza nie czeka nas już nic dobrego w skokach narciarskich, często nawet słyszało się komentarze w stylu „oni nie potrafią skakać”. Z roku na rok, jeśli jednak ktoś śledził skoki z minimalnym zainteresowaniem nietrudno było dostrzec stopniowy postęp naszych skoczków. Jedyne czego w sporcie zawsze potrzeba to cierpliwości, czasu, ciężkiej pracy i pokory. W tym miejscu warto też wspomnieć o stosunku niektórych „fanów” do osoby naszego trenera Łukasza Kruczka i próby umniejszenia jego kompetencji trenerskich. Faktem jest, że Kamila Stocha, Mateusza Rutkowskiego, Stefana Hulę i Piotra Żyłę do dorosłych skoków zaczął wprowadzać duet Heinz Kuttin i Stefan Horngacher. Niewątpliwie na fali sukcesów Adama Małysza wykonali oni kawał dobrej roboty, tak samo dobrej roboty jak wielu trenerów klubowych o których zwykle z imienia i nazwiska nikt nie wspomina. W sieci pojawiają się jednak wpisy, które starają się sugerować, że to właściwie dzięki duetowi Austriaków to „pokłosie Adama” odnosi sukcesy. Przy okazji dostaje się Łukaszowi Kruczkowi bo przecież w myśl bardzo wydumanej logiki, jakim byłeś skoczkiem takim jesteś trenerem. Prawdą jest, że trener Kruczek w skokach nie zaistniał jako zawodnik, jednak jakie to ma przełożenie na bycie trenerem?. W myśl tej prostackiej logiki Mika Kojonkoski również powinien być nazywany „pseudo trenrem” bo jako skoczek wielkich sukcesów nie święcił. Na szczęście Kojonkoskiego tak samo jak Kruczka bronią wyniki i efekty ich pracy, w przypadku tego pierwszego międzynarodowe środowisko skoków narciarskich mówi jasno „jeden z najlepszych trenerów”. A co do Łukasza Kruczka jak i całego środowiska wokół, to należy pogratulować jedynie pracy jaka została wykonana na przestrzeni ostatnich lat i wyników jakie pod jego wodzą osiągają nasi lotnicy. Potrafić przygotować zawodnika z eksplozją formy w trakcie sezonu na igrzyska olimpijskie to nie lada wyczyn. Co więcej oprócz Kamila równie świetny progres formy zaprezentowali pozostali nasi skoczkowie. Czapki z głów przed tym skromnym, chłodno kalkulującym i stale rozwijającym samego siebie trenerem. W tej całej dzisiejszej euforii niezrozumiałe wydają się być wpisy, którą próbują wartościować osiągnięcia naszych skoczków. Opinia publiczna zaczyna prześcigać się w ocenach, kto jest lepszy Kamil Stoch czy Adam Małysz. Czym stary mistrz zasłuży sobie właściwie na podważanie jego dorobku sportowego?. Tylko tym, że zabrakło mu złota na olimpiadzie?. Dorobek sportowy Adama Małysza jest imponujący a to co zrobił dla tej dyscypliny w naszym kraju jest bezcenne. Całkiem możliwe jest, że bez sukcesów Orła z Wisły nasze skoki dalej przeżywałby zapaść i regres, a dzień 9 luty 2014 nie kojarzyłby się nam aż tak dobrze. W tym całym szaleństwie nie zapominajmy więc jaką postacią w polskich skokach był Adam Małysz i zostawmy w spokoju jego życie „po skokach”, docinki z Dakarem nie są miłe. Adam jako człowiek ma prawo do samostanowienia w kwestiach tego co jest dla niego dobre, On od siebie dał nam już wystarczająco dużo pięknych emocji i niezapomnianych chwil.Kamil Stoch, mistrz świata, od dziś mistrz olimpijski i być może wkrótce tryumfator pucharu świata. Dorobek skromniejszy ale równie imponujący, niemniej Kamil ma przed sobą jeszcze trochę skoków do skoczenia i kto wie czego jeszcze dokonana. Ważne jest również, że Kamil dał kolejny impuls skokom narciarskim w Polsce. Impuls, który zapewne pod skocznie przyciągnie jeszcze większe rzesze początkujących adeptów skoków, wraz z nimi nie powinno zabraknąć również sponsorów. Warto przy okazji może zastanowić się nad stworzeniem nowoczesnego kompleksu, w skład którego wchodziłby skocznie narciarskie, trasy biegowe, strzelnica, centrum odnowy biologicznej, tunel aerodynamiczny, szkoła sportowa wraz z internatem itd. Zróbmy kolejny krok w celu uczynienia skoków narciarskich narodowym sportem zimowym, coś na wzór holenderskiego łyżwiarstwa szybkiego. Mimo wszystko redystrybucję tych dóbr przeprowadźmy rozsądnie tak aby pomóc również innym dyscyplinom zimowym. Zarówno Kamil jak i Adam swoimi skokami dokonali dla naszych skoków bardzo dużo, sukcesy obydwu są bezapelacyjne i ciężko je porównywać i wartościować. Powinniśmy cieszyć się i radować tym faktem, że Polak potrafi i że polskie skoki święcą kolejne sukcesy. Nie bez powodu przyjęło się mówić o polskich lotnikach, że „polecą nawet na drzwiach od stodoły”. Teraz pozostaje nam czekać na kolejne zawody na dużej skoczni i oby nasi chłopcy dalej notowali progres formy, jest już pięknie a może być jeszcze piękniej. Mimo wszystko zachowajmy spokój i nie ferujmy wyników poprzez wieszanie medali na długo przed zawodami. Przy okazji dzień dzisiejszy jest również pewną formą nauki dla osób, które rozsiewały w sieci jad szkalując zawodników i trenera, nauką która skutecznie zamyka nadętą buzię. Gratulacje Kamil, gratulacje polskie skoki, gratulacje dla prawdziwych kibiców. Powodzenia!
Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
21 GUNS

"A ja panie majorze serdecznie to wszystko pier..." jak mawiał Lubaszenko w "Demonach wojny" chodzi mi o komentarze takich zakompleksionych biedaczków jak herr jelonek.Mamy historyczny sukces i hejterzy mi powiewają;0)Pozdrawiam.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
GKM_owiec
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
crzyjk

teraz jak już zaśmieciłeś mi kokpit jakmiś monologami, to może sobie "Cich-szać" :P

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [5 komentarzy tej dyskusji]

No nie wiem, z tą blokadą. Nie jestem zwolennikiem tego instrumentu. Np. "Jelonek" sam zablokował całe forum i hasa po dziale skoków bezkarnie. Ale to temat do blogu Bachusa, a nie tu chyba, tak że sorry,...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Tom_J

No nie wiem, z tą blokadą. Nie jestem zwolennikiem tego instrumentu. Np. "Jelonek" sam zablokował całe forum i hasa po dziale skoków bezkarnie. Ale to temat do blogu Bachusa, a nie tu chyba, tak że sorry, jeśli zaśmiecam tym ten świetny blog tutaj. Cicho sza, na ten temat z mojej strony od zaraz :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [5 komentarzy tej dyskusji]

Na hejterów wywalczyliśmy tu WSZYSCY NORMALNI NA SF BLOKADĘ i trzeba z niej w odpowiednim momencie skorzystać.

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Gert

Jak zwykle świetny wpis!

Dorzucę 3 grosze od siebie:
- Skoki to nie sport wytrzymałościowy. Masa treningu siłowego, wydolnościowego na nic się tu nie przyda. W skokach znacznie większe znaczenie niż w jakimkolwiek sporcie mają mentalność i predyspozycje psychologiczne. Odporność na stres, koncentracja i refleks to niezbędne czynniki do odniesienia sukcesu, ważniejsze niż atomowa siła odbicia.
- Zawody juniorskie, są o tyle specyficzne, że ich wyniki niczego nie gwarantują. Przede wszystkim w PŚ startuje się zarówno na innych obiektach, a przede wszystkim na innych belkach aniżeli w FIS Cup czy MŚJ. Pamiętajmy, że tak naprawdę FIS CUP i Puchar Kontynentalny są specyficzne. Nie dotyczy to tylko juniorów. Za przykład niech nam posłuży Stefan Turnbichler który zamiatał w PK nigdy nie osiągając sukcesów w PŚ. Z czego to wynika? Możemy tylko gdybać. Niższe belki w PŚ? A może poziom PK jest naprawdę niski? Podobnie, odpowiedź na pytanie dlaczego medaliści MŚJ giną w tłumie jest niemożliwa w jasny sposób. Powód dlaczego jedni wygrywają a drudzy nie, w skokach niezwykle ciężko wskazać.
- Wbrew obiegowej opinii, od czasów Horngachera istnieje w Polsce system szkolenia młodzieży. Doskonale wytłumaczył to Łukasz Kruczek, niestety nie mogę znaleźć wywiadu. W Polsce zakłada się całkiem słusznie, że dopóki zawodnik rozwija się fizycznie, nie można go eksploatować. Jest to ważne, ponieważ w skokach przeciążeniom ulegają więzadła, stawy itd. Dlatego od dawna w Polsce zawodników wprowadza się powoli. Pierwszym finalnym produktem tego systemu są Stoch i Żyła. Z wiekiem dołączają kolejni. W przeciwieństwie do innych ekip, nasi zawodnicy z wiekiem rosną, a nie gasną. Kontrast z austriacką kadrą jest ogromny, bowiem tamtejsi zawodnicy największe sukcesy osiągali do 25 roku życia maksymalnie. Kofler, Morgi, Schlieri, z sezonu na sezon ciągną w dół. Są nadal świetni, ale kilka lat temu byli lepsi niż dziś. U nas jest odwrotnie. Hannu Lepistoe uważał że granicą dla skoczka jest 24 rok życia. Wówczas powinien być przygotowany fizycznie i technicznie do walki o czołowe lokaty. Idealnym produktem tego systemu jest Stoch. Kot, czy Ziobro są więc ciągle w wieku, i według założeń dorobku naszej myśli szkoleniowej, dopiero wchodzą w najlepszy okres kariery.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (4|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Kulozęby_Tony

W sporcie bez względu na to jaki by on nie był zawsze potrzebna jest odrobina cierpliwości. Skoki narciarskie są dyscypliną złożoną i wbrew pozorom nie taką łatwą jak wielu osobom może się wydawać. Warunki fizyczne, zdolności motoryczne, czucie wiatru, siła mięśni czy wreszcie chociażby próg podatności tychże mięśni na zakwaszanie się i szybkość z jaką regenerują się, to tylko niektóre z kluczowych składowych sukcesu/sukcesów. Niemniej ważne od tych wrodzonych zdolności nazywanych często talentem są kwestie związane z psychiką i mentalnością takiego zawodnika. Ileż to już widzieliśmy w sporcie "złotych dzieci" i "wielkich talentów", których kariery załamały się właściwie przez problemy natury psychicznej. Presja, wzrost popularności i nagły przypływ gotówki już niejednemu pomieszały w głowie do tego stopnia, że zmarnował swój potencjał i życiową szansę. Stąd ważne jest aby oprócz ciężkiej i systematycznej pracy umieć w sporcie zachować pokorę i szacunek dla samego siebie jak i rywala.
O początkach tego pokłosia sukcesów Adama Małysza możemy mówić w kontekście 2004 roku, wtedy to w Norweskim Strynie podczas Mistrzostw Świata Juniorów, Mateusz Rutkowski wygrał zawody indywidualne wyprzedzając między innymi austriacki talent Thomasa Morgensterna. Drużyna w składzie Stefan Hula, Dawid Kowal, Kamil Stoch i Mateusz Rutkowski zajęła natomiast drugie miejsce za Austriakami. Sukces ogromny a złoto Rutkowskiego było w zasadzie pierwszym naszym medalem indywidualnym na Mistrzostwach Świata Juniorów od początków istnienia tej imprezy, czyli od 1977 roku.
Warto przy okazji nadmienić, że w konkursie indywidualnym Kamil Stoch uplasował się wtedy na 16 pozycji, a co ciekawe na pechowej 13 Stefan Hula. Gdzie dzisiaj jest Kamil Stoch wszyscy doskonale wiemy a gdzie zatem zapodział się Mateusz Rutkowski?. Ówczesny trener kadry B (czyli w zasadzie juniorskiej) Heinz Kuttin jasno dał do zrozumienia, że z tej grupy chłopaków największym potencjałem dysponuje Rutkowski. Nieco później te słowa potwierdził nasz zasłużony mistrz Adam Małysz. Referencje Rutkowski miał zatem znakomite - austriacki spec od pracy z młodzieżą, orzeł z Wisły jak i opinie w całym polskim środowisku skoków. Niestety dla samego Rutkowskiego, przy udziale medialnej wrzawy, przegrał on właściwie z samym sobą. Imprezy, alkohol, niewłaściwa dieta i tarcia w samej kadrze spowodowały, że został wykluczony z tego grona i dziś pracuje w branży budowlanej u swojego kolegi a byłego skoczka Grzegorza Zapotocznego. Perspektywy jakie przed sobą kreśli to wyjazd do Austrii ale nie na skocznie po medale, tylko po lepsze pieniądze na utrzymanie rodziny. Dziś możemy tylko gdybać co mógłby w skokach osiągnąć Rutkowski, skoro Stocha ciężka praca i pokora doprowadziły do złota olimpijskiego to przy nazwisku Rutkowskiego możemy jedynie co trochę pofantazjować ale czasu nie cofniemy. Sam Mateusz Rutkowski żalił się jakiś czas temu, że nie otrzymał należytej pomocy od Polskiego Związku Narciarskiego i Prezesa Tajnera, że nikt mu nie pomógł z jego problemami. Trudno to oceniać czy winę za zmarnowanie swojej kariery ponosi tylko i wyłącznie sam Rutkowski czy do spółki z PZN-em, może warto wyciągnąć z tego wnioski w postaci grupy psychologów stale współpracujących z naszymi skoczkami na różnych szczeblach ich kariery.
W tym miejscu warto jeszcze raz to podkreślić, że oprócz wrodzonych talentów w skokach narciarskich przyszły sukces determinują takie aspekty pozasportowe jak psychika i mentalność, historia pokazała już nieraz jak ciężko jest okiełznać te ‘żywioły’.
Prześledźmy jednak dalej jak to ‘pokłosie’ Adama Małysza radziło sobie na Mistrzostwach Świata Juniorów, chyba jest to w miarę dobry prognostyk na przyszłość biorąc pod uwagę nazwiska jakie w tej imprezie triumfowały tudzież stawały na podium.
Od sukcesu Rutkowskiego musiało minąć 5 lat i dopiero w 2009 roku w zawodach rozgrywanych na Słowacji po tytuł wicemistrza sięgnął Maciej Kot. W między czasie udawało nam się tylko drużynowo zdobywać medale: w 2005 roku srebro w składzie Kamil Stoch, Piotr Żyła, Paweł Urbański i Wojciech Topór. W 2008 roku brąz w składzie: Maciej Kot, Łukasz Rutkowski, Krzysztof Miętus i Dawid Kowal. W 2009 roku oprócz indywidualnego srebra Maćka Kota również zdobyliśmy brąz w składzie: Maciej Kot, Jakub Kot, Grzegorz Miętus, Andrzej Zapotoczny. Kolejny duży sukces przyszedł ponownie w 2012 roku, indywidualnie Aleksander Zniszczoł zdobył srebro, drużynowo wraz z kolegami Klemensem Murańką, Bartłomiejem Kłuskiem i Tomaszem Byrtem również wywalczyli srebro. W 2013 można rzec ‘powtórka z rozrywki’ i kolejne dwa srebra, indywidualnie Murańka a drużynowo Krzysztof Biegun, Bartek Kłusek, Aleksander Zniszczoł i Klimek Murańka. Wreszcie rok 2014 i zawody we włoskim Predazzo okraszone największym sukcesem w historii startów naszych skoczków na MŚJ. Wyskakaliśmy mistrzowski dublet czyli dwa złote medale, indywidualnie wygrał Jakub Wolny i triumfował on również w drużynie do spółki z Aleksandrem Zniszczołem, Klimkiem Murańką i Krzyśkiem Biegunem.
Jak to wszystko co wyżej zostało przytoczone w kontekście MŚJ zinterpretować?.
Po pierwsze historia skoków pokazała już, że w tym środowisku funkcjonuje grupa skoczków, która indywidualnie nie odnosi większych sukcesów. Dopiero w drużynie potrafią wydobyć z siebie to co najlepsze oddając dwa bardzo dobre i równe skoki. Dobrym przykładem takiego skoczka był Fin Tami Kiuru.
Po drugie, de facto cała ta grupa młodych chłopców których do skakania natchnął Adam Małysz, dopiero stosunkowo niedawno zaczęła wchodzić do dorosłych skoków. Przejście z wieku juniorskiego do kariery seniorskiej zawsze jest trudne i zdaje się, że potwierdzają to wszystkie dyscypliny sportowe. W tym temacie nie ma reguły, świetnie zapowiadający się junior nie zawsze musi być później wybitnym ‘dorosłym’ skoczkiem, tak samo jak ten który do tej pory był co najwyżej przeciętny zostaje absolutnym mistrzem. Stąd ważne są talent, praca i aspekty pozasportowe, które zostały przytoczone nieco wcześniej. Dość wymowne jest również zjawisko zawodów pod presją mediów, środowiska i oczekiwania sukcesu. Jak to jest, że podczas zawodów Pucharu Kontynentalnego zawodnik skacze fenomenalnie a później podczas zawodów Pucharu Świata na tej samej skoczni nie potrafi zakwalifikować się do konkursu głównego?. Wielkie talenty, które również są świetnie ułożone pod względem psychiki i mentalności to nie jest coś częstego i powszechnego. Gregor Schlierenzauer czy Thomas Morgenstern szybko wdarli się do dorosłych skoków ale to są skoczkowie, którzy jeśli wszystkie elementy tej układanki zazębiają się, to skaczą genialnie.
Co więcej na korzyść Austriaków przemawia fakt jak w ich kraju podchodzi się do skoków narciarskich. Przy dużej świadomości własnego potencjału w tej zimowej dyscyplinie, u Austriaków idą w parze określone działania wraz z pieniędzmi. Wymieńmy chociażby szkołę sportową dla skoczków w Stams, niezwykłe miejsce w którym młodzi chłopcy mają zapewnione wszystko co potrzebne do rozwoju. Zresztą austriackie skoki to nie tylko Stams, infrastruktura i zaplecze stale w tym kraju jest rozwijana, stale inwestuje się nowe środki pieniężne. Sztaby szkoleniowe oprócz pracy z samymi zawodnikami, pracują również nad nowymi rozwiązaniami w kwestii sprzętu i techniki. To wszystko przekłada się realnie na jakość i siłę austriackich skoków, nawet na płaszczyźnie MŚJ ich ilość i skala sukcesów są imponujące.
Jak ma to się wszystko do nas?
Faktem jest, że na fali sukcesów Adama Małysza sytuacja i stan polskich skoków narciarskich uległ znacznej poprawie, pojawili się sponsorzy i pieniądze, poprawiła się troszeczkę infrastruktura, przybyło chętnych do skakania, znalazły się pieniądze na profesjonalny sprzęt jak i na doszkalanie naszych trenerów. To wszystko krok po kroku daje nam efekty, których skutki wkrótce będziemy obserwować. Niemniej my nie inwestujemy w skoki narciarskie takich pieniędzy jak Austriacy, nasze skoki nie są jeszcze na wszystkich szczeblach tak sprofesjonalizowane jak chociażby u nich. To co nas łączy to ogromny potencjał i chęci młodych chłopaków do tej dyscypliny ale trudno jest wymagać abyśmy ciągle wygrywali, nawet sami Austriacy są tylko ludźmi i też przegrywają. Jeśli mamy czegoś oczekiwać, to większego zaangażowania Polskiego Związku Narciarskiego w rozwój tej dyscypliny w naszym kraju, może pora pomyśleć o polskim Stams?. O ośrodku rozwoju sportów zimowych w Polsce, obiektu w którym mogliby uczyć się i rozwijać młodzi adepci a Ci już nieco starsi mieliby zapewnione bardzo profesjonalne warunki do trenowania.
Jak ustosunkować się teraz do osoby trenera Kruczka?
No cóż, po pierwsze sukces Kruczka jest tak samo zależny od trenerów klubowych, infrastruktury i pieniędzy jak sukces jego austriackiego odpowiednika Alexandra Pointera. Pointer ma o tyle komfortową(?) pracę, że bogactwo talentów na skoczni w Austrii jest przeogromne, a wszystko to wywodzi się z tego co zostało już wcześniej przytoczone. Kruczek dopiero naszym bogactwem będzie zaczynał rozporządzać czyli tymi sukcesami na ostatnich MŚJ. Niemniej nie wszyscy z zawodników, którzy zostali wymienieni powyżej, zaistnieją w dorosłych skokach. Jednym karierę przerwą kontuzje, inni mogą rozmyślić się z powodu braku perspektyw zarabiania na skokach a jeszcze inni spalą się psychicznie tudzież uderzy im do głowy woda sodowa. Trudno jest też oczekiwać od jednego człowieka, że dopilnuje równomiernego rozwoju całego środowiska. Równie ciężkie jest zadbanie o rozwój mentalny wszystkich zawodników, na których często wpływ mają nadgorliwi i głodni sukcesów swojej pociechy rodzice, stąd może warto pomyśleć o grupie psychologów sportowych ażeby nikt już nie poszedł w ślady Mateusza Rutkowskiego. Na korzyść Kruczka przemawiają jeszcze dwa mocne argumenty, pierwszym jest to jak traktuje i szanuje go większość zawodników, którzy kręcą się wokół kadry A. Następnie wyniki osiągane przez naszych skoczków począwszy od poprzedniego roku, złoto Stocha indywidualnie na Mistrzostwach Świata i brąz w drużynie, z roku na rok zdobywamy coraz więcej punktów w Pucharze Świata. Tendencja zatem w polskich skokach jest bardzo pozytywna i dobrze, że nasi skoczkowie święcą kolejne wielkie triumfy. Reasumując, mimo wielu jeszcze braków i aspektów co do których przyszłości nie możemy być pewni, bądźmy spokojni o rozwój naszych skoków i pozytywne emocje jakich dostarczą nam nasi lotnicy. Jedyne czego nam potrzebna to odrobiny cierpliwości, czasu i konstruktywnej krytyki.

[Mam nadzieję, że odpowiedź jest wyczerpująca i obiektywna, z uwagi na to, że ten wątek dotyczy innego zjawiska pozwolę sobie na umieszczenie tego artykułu w osobnym wpisie (do komentowania)]

[Słowo hejter jest spolszczonym zapożyczeniem, które jest niezwykle popularne wśród dzisiejszej młodzieży. W związku z tym wydaje mi się, że osoby do których był skierowany sens tej wypowiedzi, nie zasługują na używanie kwiecistości polskiego języka]

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (6|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [3 komentarze tej dyskusji]

No cóż, niewątpliwie byłem, czy też nadal jestem, sceptykiem odnośnie pracy trenera Kruczka, ale jeśli drużynowo nasi zdobędą medal to powoli zaczną wypadać mi argumenty z ręki. Nie ma dla mnie znaczenia...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Tom_J

Wszystko to słuszne, ale nie wiem, czy nie przydałoby się określić, co to właściwie znaczy "hejter"? Bo zdaje się, że "po drugiej stronie" tu w sieci istnieje też pewna grupa userów napadających na innych "z hurra-patriotycznego piedestału" - lecz właśnie z dużą porcją nienawiści - za jakieś nawet minimalne rzeczowo-krytyczne spojrzenie na polskich sportowców. Nie wiem, czy taka ekstremalna postawa też nie zasługuje na dyskusję jako "hejterowanie", zwłaszcza jeśli się to robi na "nienanawistną modłę" :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (5|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [1 komentarz tej dyskusji]

Komentarz usunięty przez użytkownika

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
-f-iolka

Gdzie sa ci chłopcy, którzy się gubia pomiędzy MŚJuniorów a dorosłym, sportowym życiem? - staja sie pełnoletni, biorą sprawy w swoje ręcę a potem - bywa - publicznie żałują. Bo sport wymaga charakteru i wyrzeczeń. A pokus wiele.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (6|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [3 komentarze tej dyskusji]

No cóż, niewątpliwie byłem, czy też nadal jestem, sceptykiem odnośnie pracy trenera Kruczka, ale jeśli drużynowo nasi zdobędą medal to powoli zaczną wypadać mi argumenty z ręki. Nie ma dla mnie znaczenia...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Vivendi

Kruczek międzynarodowej kariery zawodniczej nie zrobił, ale Mistrzostwo Polski i Mistrzostwa Uniwersjady ma na swoim koncie. Niestety, większość kibiców widzi tylko to, co chce, głównie przez pryzmat swoich emocji, niestety bezrefleksyjnie. Cóż, czasy się zmieniają, ale ludzie na przestrzeni wieków już nie tak bardzo. Publiczność rzymskich cyrków i średniowiecznych turniejów rycerskich, też raczej do refleksyjnej nie należała, o kibicach meczów bokserskich na jarmarkach i w gospodach nie wspomniawszy...

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (6|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Jankus

czy nie można znaleźć jakiegoś polskiego odpowiednika słowa hejter?

Nienawistnik? Choć może też być zawistnik :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (5|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [3 komentarze tej dyskusji]

No cóż, niewątpliwie byłem, czy też nadal jestem, sceptykiem odnośnie pracy trenera Kruczka, ale jeśli drużynowo nasi zdobędą medal to powoli zaczną wypadać mi argumenty z ręki. Nie ma dla mnie znaczenia...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
jerrypl

No cóż, niewątpliwie byłem, czy też nadal jestem, sceptykiem odnośnie pracy trenera Kruczka, ale jeśli drużynowo nasi zdobędą medal to powoli zaczną wypadać mi argumenty z ręki. Nie ma dla mnie znaczenia jakim skoczkiem był Kruczek, bo to wiadomo (również z innych dyscyplin sportowych), że słaby zawodnik może być świetnym trenerem. Natomiast ja nie mogłem się stale wyzbyć wrażenia, że olbrzymi potencjał jakim nagle zaczęły dysponować polskie skoki po sukcesach Małysza, był/jest nieco trwoniony. Czy nie powinniśmy już od kilku lat być potęgą w skokach narciarskich? Wszak na mistrzostwach świata juniorów w przeciągu ostatnich 10 lat uzyskaliśmy 5 medali indywidualnych i 7(!) w konkursach zespołowych. Gdzie są ci wszyscy chłopcy? Czy sukcesy Stocha nie przesłaniały trochę wyników pozostałych skoczków? Z drugiej strony wydaje się, że powoli wszystko zmierza we właściwym kierunku. Jeśli nasi skoczkowie zaprezentują taką dyspozycję w konkursie drużynowym jak dzisiaj to medal jest pewny. To tyle mojej dygresji, bardzo się cieszę ze złota Kamila Stocha i gratulacje należą się całej polskiej ekipie. Ostatnia uwaga natury polonistycznej - czy nie można znaleźć jakiegoś polskiego odpowiednika słowa hejter? Strasznie mnie irytuje to nadużywane, bardzo brzydkie, zapożyczenie. Pozdrawiam.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (4|0)

ostatnia odpowiedź: 10 lutego 2014 [3 komentarze tej dyskusji]

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.