Nasze polskie skrzydlate realia i perspektywy

autor: Kulozęby_Tony | 2014-02-10, 11:45 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
W sporcie bez względu na to jaki by on nie był zawsze
potrzebna jest odrobina cierpliwości.
Skoki narciarskie są dyscypliną
złożoną i wbrew pozorom nie taką łatwą jak wielu osobom może się wydawać.
Warunki fizyczne, zdolności motoryczne, czucie wiatru, siła mięśni czy wreszcie
chociażby próg podatności tychże mięśni na zakwaszanie się i szybkość z jaką
regenerują się, to tylko niektóre z kluczowych składowych sukcesu/sukcesów.
Niemniej ważne od tych wrodzonych zdolności nazywanych często talentem są
kwestie związane z psychiką i mentalnością takiego zawodnika. Ileż to już
widzieliśmy w sporcie "złotych dzieci" i "wielkich
talentów", których kariery załamały się właściwie przez problemy natury
psychicznej. Presja, wzrost popularności i nagły przypływ gotówki już
niejednemu pomieszały w głowie do tego stopnia, że zmarnował swój potencjał i
życiową szansę. Stąd ważne jest aby oprócz ciężkiej i systematycznej pracy
umieć w sporcie zachować pokorę i szacunek dla samego siebie jak i rywala.


O początkach tego pokłosia sukcesów Adama Małysza
możemy mówić w kontekście 2004 roku, wtedy to w norweskim Strynie podczas
Mistrzostw Świata Juniorów, Mateusz Rutkowski wygrał zawody indywidualne
wyprzedzając między innymi austriacki talent Thomasa Morgensterna. Drużyna w
składzie Stefan Hula, Dawid Kowal, Kamil Stoch i Mateusz Rutkowski zajęła
natomiast drugie miejsce za Austriakami. Sukces ogromny a złoto Rutkowskiego
było w zasadzie pierwszym naszym medalem indywidualnym na Mistrzostwach Świata
Juniorów od początków istnienia tej imprezy, czyli od 1977 roku.
Warto przy okazji nadmienić, że w konkursie indywidualnym
Kamil Stoch uplasował się wtedy na 16 pozycji, a co ciekawe na pechowej 13 Stefan
Hula. Gdzie dzisiaj jest Kamil Stoch wszyscy doskonale wiemy a gdzie zatem
zapodział się Mateusz Rutkowski?. Ówczesny trener kadry B (czyli w zasadzie
juniorskiej) Heinz Kuttin jasno dał do zrozumienia, że z tej grupy chłopaków
największym potencjałem dysponuje Rutkowski. Nieco później te słowa potwierdził
nasz zasłużony mistrz Adam Małysz. Referencje Rutkowski miał zatem znakomite -
austriacki spec od pracy z młodzieżą, orzeł z Wisły jak i opinie w całym
polskim środowisku skoków. Niestety dla samego Rutkowskiego, przy udziale
medialnej wrzawy, przegrał on właściwie z samym sobą. Imprezy, alkohol,
niewłaściwa dieta i tarcia w samej kadrze spowodowały, że został wykluczony z
tego grona i dziś pracuje w branży budowlanej u swojego kolegi a byłego skoczka
Grzegorza Zapotocznego. Perspektywy jakie przed sobą kreśli to wyjazd do
Austrii ale nie na skocznie po medale, tylko po lepsze pieniądze na utrzymanie
rodziny. Dziś możemy tylko gdybać co mógłby w skokach osiągnąć Rutkowski, skoro
Stocha ciężka praca i pokora doprowadziły do złota olimpijskiego to przy
nazwisku Rutkowskiego możemy jedynie co trochę pofantazjować ale czasu nie
cofniemy. Sam Mateusz Rutkowski żalił się jakiś czas temu, że nie otrzymał
należytej pomocy od Polskiego Związku Narciarskiego i Prezesa Tajnera, że nikt
mu nie pomógł z jego problemami. Trudno to oceniać czy winę za zmarnowanie
swojej kariery ponosi tylko i wyłącznie sam Rutkowski czy do spółki z PZN-em,
może warto wyciągnąć z tego wnioski w postaci grupy psychologów stale
współpracujących z naszymi skoczkami na różnych szczeblach ich kariery.
W tym miejscu warto jeszcze raz to podkreślić, że
oprócz wrodzonych talentów w skokach narciarskich przyszły sukces determinują
takie aspekty pozasportowe jak psychika i mentalność, historia pokazała już nieraz
jak ciężko jest okiełznać te ‘żywioły’.

Prześledźmy jednak dalej jak to ‘pokłosie’ Adama Małysza
radziło sobie na Mistrzostwach Świata Juniorów, chyba jest to w miarę dobry
prognostyk na przyszłość biorąc pod uwagę nazwiska jakie w tej imprezie triumfowały
tudzież stawały na podium.
Od sukcesu Rutkowskiego musiało minąć 5 lat i dopiero w 2009
roku w zawodach rozgrywanych na Słowacji po tytuł wicemistrza sięgnął Maciej
Kot. W między czasie udawało nam się tylko drużynowo zdobywać medale: w 2005
roku srebro w składzie Kamil Stoch, Piotr Żyła, Paweł Urbański i Wojciech
Topór. W 2008 roku brąz w składzie: Maciej Kot, Łukasz Rutkowski, Krzysztof
Miętus i Dawid Kowal. W 2009 roku oprócz indywidualnego srebra Maćka Kota
również zdobyliśmy brąz w składzie: Maciej Kot, Jakub Kot, Grzegorz Miętus,
Andrzej Zapotoczny. Kolejny duży sukces przyszedł ponownie w 2012 roku, indywidualnie
Aleksander Zniszczoł zdobył srebro, drużynowo wraz z kolegami Klemensem Murańką,
Bartłomiejem Kłuskiem i Tomaszem Byrtem również wywalczyli srebro. W 2013 można
rzec ‘powtórka z rozrywki’ i kolejne dwa srebra, indywidualnie Murańka a
drużynowo Krzysztof Biegun, Bartek Kłusek, Aleksander Zniszczoł i Klimek
Murańka. Wreszcie rok 2014 i zawody we włoskim Predazzo okraszone największym
sukcesem w historii startów naszych skoczków na MŚJ. Wyskakaliśmy mistrzowski
dublet czyli dwa złote medale, indywidualnie wygrał Jakub Wolny i triumfował on
również w drużynie do spółki z Aleksandrem Zniszczołem, Klimkiem Murańką i
Krzyśkiem Biegunem.

Jak to wszystko co wyżej zostało przytoczone w kontekście
MŚJ zinterpretować?.

Po pierwsze historia skoków pokazała już, że w tym
środowisku funkcjonuje grupa skoczków, która indywidualnie nie odnosi większych
sukcesów. Dopiero w drużynie potrafią wydobyć z siebie to co najlepsze oddając
dwa bardzo dobre i równe skoki. Dobrym przykładem takiego skoczka był Fin Tami
Kiuru.
Po drugie, de facto cała ta grupa młodych chłopców których
do skakania natchnął Adam Małysz, dopiero stosunkowo niedawno zaczęła wchodzić
do dorosłych skoków. Przejście z wieku juniorskiego do kariery seniorskiej
zawsze jest trudne i zdaje się, że potwierdzają to wszystkie dyscypliny
sportowe. W tym temacie nie ma reguły, świetnie zapowiadający się junior nie
zawsze musi być później wybitnym ‘dorosłym’ skoczkiem, tak samo jak ten który
do tej pory był co najwyżej przeciętny zostaje absolutnym mistrzem. Stąd ważne
są talent, praca i aspekty pozasportowe, które zostały przytoczone nieco
wcześniej. Dość wymowne jest również zjawisko zawodów pod presją mediów, środowiska
i oczekiwania sukcesu. Jak to jest, że podczas zawodów Pucharu Kontynentalnego zawodnik
skacze fenomenalnie a później podczas zawodów Pucharu Świata na tej samej
skoczni nie potrafi zakwalifikować się do konkursu głównego?. Wielkie talenty,
które również są świetnie ułożone pod względem psychiki i mentalności to nie
jest coś częstego i powszechnego. Gregor Schlierenzauer czy Thomas Morgenstern
szybko wdarli się do dorosłych skoków ale to są skoczkowie, którzy jeśli
wszystkie elementy tej układanki zazębiają się, to skaczą genialnie.

Co więcej na korzyść Austriaków przemawia fakt jak w ich
kraju podchodzi się do skoków narciarskich. Przy dużej świadomości własnego
potencjału w tej zimowej dyscyplinie, u Austriaków idą w parze określone
działania wraz z pieniędzmi. Wymieńmy chociażby szkołę sportową dla skoczków w Stams,
niezwykłe miejsce w którym młodzi chłopcy mają zapewnione wszystko co potrzebne
do rozwoju. Zresztą austriackie skoki to nie tylko Stams, infrastruktura i
zaplecze stale w tym kraju jest rozwijana, stale inwestuje się nowe środki
pieniężne. Sztaby szkoleniowe oprócz pracy z samymi zawodnikami, pracują
również nad nowymi rozwiązaniami w kwestii sprzętu i techniki. To wszystko
przekłada się realnie na jakość i siłę austriackich skoków, nawet na
płaszczyźnie MŚJ ich ilość i skala sukcesów są imponujące.

Jak ma to się wszystko do nas?

Faktem jest, że na fali sukcesów Adama Małysza sytuacja i
stan polskich skoków narciarskich uległ znacznej poprawie, pojawili się
sponsorzy i pieniądze, poprawiła się troszeczkę infrastruktura, przybyło
chętnych do skakania, znalazły się pieniądze na profesjonalny sprzęt jak i na
doszkalanie naszych trenerów. To wszystko krok po kroku daje nam efekty,
których skutki wkrótce będziemy obserwować. Niemniej my nie inwestujemy w skoki
narciarskie takich pieniędzy jak Austriacy, nasze skoki nie są jeszcze na
wszystkich szczeblach tak sprofesjonalizowane jak chociażby u nich. To co nas
łączy to ogromny potencjał i chęci młodych chłopaków do tej dyscypliny ale
trudno jest wymagać abyśmy ciągle wygrywali, nawet sami Austriacy są tylko
ludźmi i też przegrywają. Jeśli mamy czegoś oczekiwać, to większego
zaangażowania Polskiego Związku Narciarskiego w rozwój tej dyscypliny w naszym
kraju, może pora pomyśleć o polskim Stams?. O ośrodku rozwoju sportów zimowych w
Polsce, obiektu w którym mogliby uczyć się i rozwijać młodzi adepci a Ci już
nieco starsi mieliby zapewnione bardzo profesjonalne warunki do trenowania.

Jak ustosunkować się teraz do osoby trenera Kruczka?

No cóż, po pierwsze sukces Kruczka jest tak samo zależny od
trenerów klubowych, infrastruktury i pieniędzy jak sukces jego austriackiego
odpowiednika Alexandra Pointnera. Pointer ma o tyle komfortową(?) pracę, że
bogactwo talentów na skoczni w Austrii jest przeogromne, a wszystko to wywodzi
się z tego co zostało już wcześniej przytoczone. Kruczek dopiero naszym
bogactwem będzie zaczynał rozporządzać czyli tymi sukcesami na ostatnich MŚJ. Niemniej
nie wszyscy z zawodników, którzy zostali wymienieni powyżej, zaistnieją w dorosłych
skokach. Jednym karierę przerwą kontuzje, inni mogą rozmyślić się z powodu
braku perspektyw zarabiania na skokach a jeszcze inni spalą się psychicznie
tudzież uderzy im do głowy woda sodowa. Trudno jest też oczekiwać od jednego
człowieka, że dopilnuje równomiernego rozwoju całego środowiska. Równie ciężkie
jest zadbanie o rozwój mentalny wszystkich zawodników, na których często wpływ
mają nadgorliwi i głodni sukcesów swojej pociechy rodzice, stąd może warto
pomyśleć o grupie psychologów sportowych ażeby nikt już nie poszedł w ślady
Mateusza Rutkowskiego. Na korzyść Kruczka przemawiają jeszcze dwa mocne
argumenty, pierwszym jest to jak traktuje i szanuje go większość zawodników,
którzy kręcą się wokół kadry A. Następnie wyniki osiągane przez naszych
skoczków począwszy od poprzedniego roku, złoto Stocha indywidualnie na
Mistrzostwach Świata i brąz w drużynie, z roku na rok zdobywamy coraz więcej
punktów w Pucharze Świata. Tendencja zatem w polskich skokach jest bardzo pozytywna
i dobrze, że nasi skoczkowie święcą kolejne wielkie triumfy. Reasumując, mimo
wielu jeszcze braków i aspektów co do których przyszłości nie możemy być pewni,
bądźmy spokojni o rozwój naszych skoków i pozytywne emocje jakich dostarczą nam
nasi lotnicy. Jedyne czego nam potrzebna to odrobiny cierpliwości, czasu i konstruktywnej
krytyki.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj: