Co się dzieje z angielskimi drużynami w pucharach?!

autor: Gall | 2012-02-26, 12:55 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Po kolejnym pucharowym środku tygodnia, kibice piłkarscy coraz głośniej zadają sobie pytanie, czy to już koniec angielskiej potęgi w pucharach europejskich? Kolejny raz angielskie drużyny rozczarowały, zarówno Chelsea Londyn,
która pomimo wyjścia na prowadzenie 0-1 w Neapolu, nie zdołała wywieść z
San Paolo korzystnego rezultatu. Dodatkowo gwóźdź do trumny dobił Manchester United,
Czerwone Diabły poległy u siebie ze słabiutkim Ajaxem, przeżywającym
katorgi we własnej Eredivisie. Ostatni płomyk nadziei wlewa w serca
kibiców angielskiego futbolu Manchester City gromiący zawsze silne FC Porto. A nie należy zapominać o ubiegłotygodniowej kompromitacji Arsenalu 4-0 z Milanem. Pierwszy raz od dawna może zabraknąć angielskiego przedstawiciela na poziomie 1/2 finału Ligi Mistrzów.

Jakie są takiej sytuacji przyczyny? Czy angielski futbol wchodzi w fazę kryzysową?
Postaram się przeanalizować sytuację każdego z poranionych angielskich
przedstawicieli w pucharach. W pierwszej kolejności, należy dotknąć
problemu Manchesteru United. Po kompromitującym odpadnięciu z Ligi Mistrzów ze szwajcarską Bazyleą, wielu przecierało oczy ze zdumienia. Jak pokazuje 1/8 finału Szwajcarzy to bardzo mocna ekipa, oczywiście nie są to tuzy futbolu, ale solidni rzemieślnicy którzy korzystają na słabszym meczu największych. I tak pokonali pochłonięty w kryzysie Bayern na swoim boisku, i tak samo wykorzystali falę kontuzji brak kreatywnej linii pomocy w drużynie United. Na nieszczęście Fergusona Czerwone Diabły miały duże problemy kadrowe na etapie fazy grupowej, a wylosowanie Benfici
sprawiło duże problemy mistrzom Anglii. Benfica w tym roku gra
najlepszy futbol w Portugalii i mozna było się spodziewać zaciętych
spotkań. Jak pokazuje Bazylea też potrafi ugryźć. Wszystkie te czynniki,
czyli kontuzje, słabsza forma i trudni rywale wyrzuciły Manchester United z fazy play-off Ligi Mistrzów. Ostatnią deska ratunku na pokazanie klasy Czerwonych Diabłów w Europie jest Liga Europy, jednak po ostatnim spotkaniu przegranym na Old Trafford z Ajaxem, zaczynam powątpiewać w możliwość osiągnięcia czegokolwiek na arenie europejskiej. Pierwszym
i najważniejszym zadaniem fergusona powinno być ściągnięcie na Old
Trafford prawdziwego rozgrywającego, bo grani ciągłe na skrzydłowych z
dwoma defensywnymi pomocnikami widocznie nie przynosi oczekiwanych
efektów.

Kolejną ekipą nad którą muszę się pochylić jest Arsenal Wengera. To cud, można powiedzieć że jeszcze ta ekipa się liczy w walce o top 4 angielskiej ekstraklasy. Trudno zatem oczekiwać, że bezproblemowo sobie poradzi z mistrzem Włoch. Dlaczego cud? Otóż owa ekipa jest w głębokiej przebudowie, odejście dwóch kreatorów i liderów gry Fabregasa i Nasriego spowodowała, całkowitą odmianę w środku pola. Arsenal gra innym stylem, więcej akcji prowadzi skrzydłami gdzie jest szybki Walcott i Gervinho z młody Oxlade-Chamberlainem jako dżokerem wchodzącym z ławki. Co więcej w obronie też następuje przebudowa, odszedł Clichy
przyszedł Brazlijczyk z Turcji, i wyleciał na pare miesięcy z powodu
kontuzji. Jedyną stabilną pozycją jest bramkarz i jeden napastnik z
przodu - Van Persie. I na tych pozycjach nie mozna się przyczepiać do
gry Arsenalu. Co gorsza plaga kontuzji dopadła drużynę Wengera, wielu zawodników nie mogło pojawić się na boisku, co zmusiło Wengera do ustawiania na lewej obronie nominalnego pomocnika Coqulein. Same transfery też nie były szałowe - nie wprowadziły zbyt wiele jakości do gry, solidny Mertesacker, błyskotliwy Oxlade-Chamberlain i pudłujący non stop Gervinho.
Naprawdę dobra robota, że w lidze angielskiej wciąż walczą o top 4, bo
tyle zmian w składzie i materiał piłkarski który jest dostępny na
Emirates Stadium nie predysponowały Kanonierów do walki o najwyższe
miejsca w lidze. A sama porażka z Milanem, jest na pewno bolesna, ale z
pewnością nieco uświadomiła anigleskim klubom, że Calcio wraca na nawyższe miejsca europejskiego futbolu, liga włoska powoli wydostaje sie z kryzysu i trzeba bardzo uważnie podchodzić do każdego spotkania.

Chelsea Londyn to kolejna drużyna, która bardziej walczy sama ze sobą niż z przeciwnikami. Zmiana trenera, wiele transferów, mnóstwo niewiadomych przed sezonem. Villas-Boas
nowy portugalski szkoleniowiec na pewno liczył, na to że pójdzie
wszystko siłą rozpędu po fenomenalnym sezonie w Porto przyjeżdża do
zachodniego Londynu, aby kontynuować swoją serię zwycięstw. A tu
niespodzianka, wiekowy skład, silna hierarchia w drużynie, strzelający ślepakami Torres i nowe nabytki. To wszystko powoduje, że Portugalczyk ma niemały orzech do zgryzienia, jakby tego było mało faworyzuje swoich rodaków, co mocno odbija się na grze Londyńczyków. Lampard i Terry najważniejsi zawodnicy dla kibiców i dla szatni są rotowani po składzie, raz na ławce raz na boisku, ulubieńcy kibiców i gracze stabilizujący sytuacje w szatni. Ciągle w pierwszej drużynie gra Torres, który strzelił 2 gole w całym sezonie, a nowi napastnicy siedzą na ławce z uśmiechem politowania nad decyzjami trenera. Ciągłe niesnaski w szatni
powodują, że atmosfera na Stamford jest minorowa. Błędy w defensywie,
wprowadzanie nowych graczy na najważniejsze pucharowe spotkania, kiedy
nie są na to gotowi. Aż wreszcie transferowe pomyłki, Lukaku nie gra praktycznie nic, Drogba jest już wiekowym zawodnikiem, wiecznie nie będzie zdobywał ważnych bramek. Jedynymi pozytywami w drużynie są Mata, Sturridge i Ivanovic.
trzymają poziom w każdym spotkaniu, reszta naprawdę musi wziąć się
ostro do pracy z tym, czy innym menadżerem w drużynie. A już porażka w Neapolu dobitnie pokazała brak charakteru
w drużynie, za Mourinho Chelsea wyrwała by sobie płuca byle tylko
utrzymać prowadzenie 1-0, a tutaj bez charakteru bez ambicji, błędy w
obronie brak agresji i porażka 3-1.

Ostatnią ekipa nad, którą zatrzymam się w kwestii euro-pucharów jest Manchester City. Tutaj akurat, to że są w Lidze Europy było spowodowane bardzo trudną grupą i nie zbyt szczęśliwym ułożeniem się wyników w Lidze Mistrzów. Ale jakości w grze im nie brakuje, zawodnicy są na najwyższym poziomie a i trener potrafi zestawić tą dobrze naoliwioną maszynę. Swoją dobra postawę w lidze pokazali także w Lidze Europy, dwukrotnie pokonując zawsze silne Porto, obrońcę trofeum. I są także dla mnie osobiście jednym z faworytów do wygrania całej edycji Ligi Europy. Obok City stoi Tottenham, który celowo odpadł/olał sobie Ligę Europy w fazie grupowej, aby skupić się w walce o mistrzostwo Premier League.
Są naprawdę bardzo mocną i dobrze zarządzana drużyną, w następnym
sezonie z pewnością namieszają w Lidze Mistrzów. O ile nie zdarzy się
przypadek Arsenalu, wyprzedaży gwiazd zespołu.
Podsumowując, z całą pewnością
tegoroczna edycja Ligi Europy i Ligi Mistrzów pokazuje, że nie da się
utrzymać non-stop bardzo dobrej formy przez parę lat w europejskich
pucharach
. Angielskie drużyny - część z nich przechodzi
etap przebudowy, część doświadcza ciężkich plag kontuzji, a część
sprzedała najważniejszych zawodników i czeka na ich następców
.
Jednakże jak pokazuje przykład Manchesteru City, na pewno nie jest to
zmierzch dominacji angielskiej w Europie. Czasami jeden mecz decyduje o
całym sezonie w Europie, a nie zawsze trafia się na najwyższą formę
zespołu. Jestem przekonany, że za rok ujrzymy powiew świeżości
ze strony angielskich drużyn. Silne City, nowy gracz na rynku Tottenham a
być może wreszcie wzmocniony w środku pola Manchester United z całą
pewnością nie będą łatwymi przeciwnikami.
A przypadek tego
sezonu należy traktować jako wkalkulowanie ryzyko niepowodzenia w
Europie oraz sezon przejściowy, owocujący zmianami w kolejnych latach.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.