Magia liczb

autor: Gall | 2012-03-08, 13:15 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Przydzielanie numerów zawodnikom wydaje się być prostą i mało znaczącą czynnością, od długiego już czasu poszczególne pozycje mają swoje "co do zasady" przypisane numery,  jedynka dla bramkarza, pierwsze numery dla obrońców, szóstka dla defensywnego pomocnika, dziesiątka dla rozgrywającego a dziewiątka dla snajpera. Wydaje się to takie proste, jednakże jak pokazuje przykład wielu klubów na całym świecie różnych sportów niektóre numery w danych klubach niosą ze sobą niesamowity ładunek emocjonalny, powiew historii, chwil świetności , blasku chwały i sentymentów, które skupiają się pod cyferką zapisaną na plecach danego zawodnika, a w związku z tym często bywają zastrzegane bądź nadawane tylko najlepszym na swojej pozycji.


Znakomity przykład takiego traktowania swojej historii, w pewnym sensie swojego dziedzictwa a zarazem wyraz sympatii i chęci uhonorowania byłych zawodników widać w sportach amerykańskich. To w halach NBA wiszą pod sufitem hali sportowej koszulki z napisem odpowiadającym miejscowemu bohaterowi historii, który doprowadzał klub do sukcesu, tak stało się z Michaelem Jordanem, Scottiem Pippenem czy Patrickiem Ewingiem, oraz starych gwiazdorów Wilta Chamberlaina czy Magic Johnsona.Wydaje się piękny zwyczaj, jednak w piłce noznej nie zbyt często cos takiego ma miejsce, nie oddajemy danego numeru historii, dla wspomnień wielkości danego zawodnika, taka praktyka zwyczajowo po prostu się w piłce nożnej nie przyjęła.

W Europie zwyczaj taki miał często miejsce, gdy wydarzała się jakaś tragiczna rzecz dotycząca danego zawodnika, takie zachowanie miało być zarazem wyrazem sympatii i współczucia, a także symbolem iż klub nigdy o takim zawodniku nie zapomina, zazwyczaj pośmiertnie, przykładem niech będzie Marc-Vivien Foe, którego numery zastrzegły aż trzy kluby – Lyon, Lens i Manchester City,pamiętamy oczywiście jak zasłabł na boisku i niedługo później zmarł, pozostając tylko w pamięci kibiców wszystkich tych klubów.

Oczywiście zdarzaja się wyjątki potwierdzające reguły występujące w amerykańskich sportach, honorowania jeszcze żyjących legend klub, niech tutaj za przykład posłuży numer czternaściew Ajaxie Amsterdam poświecony Yohanowi Cruijfowi lub szóstka Franco Baresiego czy trójka Paolo Maldiniego z AC Milanu. W Napoli zastrzeżona została dziesiątka Maratony a w AS Romie szóstka znanego brazylijskiego obrońcy Aldaira. Oczywiście jest parę takich wyjątków, jednak proceder taki nie jest jakoś ogólnie rozpowszechniony w całej Europie.

Całkiem innym zwyczajem mniemającym swojego odpowiednika w amerykańskich sportach jest szczególne znaczenie numeru dwanaście, który to bardzo częsty w piłce nożnej poświęcony jest fanom danego klubu i z tej racji nie oddawany jest żadnemu z zawodników w celu uhonorowania swoich kibiców. W Europie do grona klubów honorujących zagorzały doping swoich fanów zaliczają się m. in. : Club
Brugie, Sparta Praga, Portsmouth, Reading, Lens, Werder Brema, Bayern Monachium, PAOK Saloniki, Atlanta Bergamo, Genoa Lazio, Parma, Feyennord, PSV, Lech Poznań, Polonia Warszawa, Zenit, CSKA Moskwa, Fenerbache Stambuł czy Dynamo Kijów. Lista takich klubów jest oczywiście większa jednak nie ma tutaj miejsca aby wypisywać wszystkich,wyznawców podobnej filozofii w polityce „numerowej” klubów.


Pomimo nie stosowania praktyki zawieszania numerów, to niektóre numery w klubach europejskich nabrały wielkiego znaczenia przez lata,mając znakomitych swoich reprezentantów reprezentantów ubranych w taki numer w danym klubie. Pierwszym znanym przykładem takiej koszulki, jest znany wszystkim pasiak Newcastle United z bardzo znanym na wyspach numerem dziewiątym, uznawanym za legendarny numer w klubie z St. James’ Park.Od lat wielu snajperów Premier League nosiło ten numer z dumą, i godnie reprezentowało go na boiskach angielskich. Cała legenda tego numeru rozpoczęła się od powojennego bohatera Newcastle Jackiego Milburna, drugiego najlepszego strzelca Srok w historii klubu. Jego cała kariera w Newcastle opiewała w 200 goli strzelanych na angielskich boiskach. Wsamym mieście stoi pomnik piłkarza zaraz obok stadionu. Na pogrzeb legendy Newcastle w 1988 roku, przybyło 30 000 kibiców Srok, a jedna z trybun stadionu otrzymała jego imię. Kolejnym wielkim snajperem lat 70-tych w barwach Newcastle był Malcom MacDonald nazywany Supermac’iem. On również zakładał koszulkę z numerem dziewiątym, w 228 meczach strzelił 121 goli. Był także reprezentantem Anglii, w której ustanowił rekord strzelecki w jednym meczu, a mianowicie mianowicie z Cyprem wpakował piłkę do bramki 5 razy(rekord w angielskiej reprezentacji).

Wracając do czasów współczesnych kolejnymi legendami noszącymi dumnie numer dziewiąty na St. James’ Park był Andy Cole i Les Ferdinand. Prominentni reprezentanci Anglii i wielkie legendy piłki angielskiej. Andy Cole zajmuje drugie miejsce w klasyfikacji strzelców Premier League wszechczasów, zaraz za Alanem Shearerem. Sam zawodnik w barwach Newcastle strzelił 68 bramek w 84 meczach, natomiast Ferdinand (następca Cole’a i dziewiątki) w 83 spotkaniach strzelił 50 goli. W sezonie 96/97 wspólnie z Alanem Shearerem stworzyli jeden z
najgroźniejszych duetów napastników w Anglii strzelając wspólnie aż 41 goli w Premier League.

Po tych wszystkich legendarnych zawodnikach przyszedł na czas na legendę
klubu z St. James’ Park, i największego ambasadora marki Newcastle
United na świecie, a zarazem kibica klubu - Alana Shearera.
Jest on uznawany za jednego z najlepszych o ile nie najlepszego angielskiego napastnika w historii. W Newcastle pojawił się w 1996 roku po Mistrzostwach Europy w Anglii, odrzucając ofertę Manchesteru United i za rekordową sumę 15 milionów funtów rozpoczął swoją przygodę z klubem z północnej Anglii.(Jest uważany za pierwszego zawodnika, który odmówił transferu Alexowi Fergusonowi). Był kapitanem reprezentacji Anglii, w 63 meczach strzelił 30 goli. W barwach Srok w 404 meczach ustrzelił 206 bramek. Jest także najlepszym strzelcem najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii z 260 golami na koncie. I ktoś jeszcze ma wątpliwości o wyjątkowości numeru „9” w klubie z Newcastle?

Za każdym razem gdy komuś wręczana jest koszulka z numerem dziewiątym pośród kibiców Srok, panuje konsternacja czy sobie poradzi czy udźwignie brzemię takiej historii, takiej legendy jaką owiany jest ten numer. Ostatnimi zawodnikami noszącymi ten numer byli Obafemi Martins i Andy Carrol.Ten pierwszy w tej koszulce rozgrywał bodaj swoje najlepsze mecze w karierze, dziś zarabiając grube pieniądze w dalekiej i mroźnej Rosji, a swego czasu będąc ulubieńcem kibiców „Magpies”. A historię Andy’ego Carrola wszyscy bardzo dobrze znają, jego znakomita rundę w Newcastle, po czym za rekordową sumę transferową przeniósł się do Liverpoolu i debiutując w reprezentacji Anglii. Nowym nabytkiem klubu, a zarazem nowym posiadaczem koszulki z numerem dziewiątym został niedawno Senegalczyk Papiss Demba Cisse, który wchodząc z ławki w meczu z Aston Villą na ST. James’ Park strzelił swojego pierwszego pierwszego gola w debiucie nieprzeciętnej urody. I jak tu nie wierzyć w magię i legendę numeru „9” w Newcastle United?



Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.