Wyluzujmy się przed ostatnią kolejką

autor: HDZapora | 2015-08-18, 16:14 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Stoiska z gadżetami klubowymi, mała gastronomia, piwo, popcorn i przysłowiowy słonecznik to w dużym skrócie dzisiejsza otoczka zawodów żużlowych.
Jak to onegdaj bywało?
Przed stadionem można było ewentualnie zaopatrzyć się z samochodu lokalnej Spółdzielni Mleczarskiej w lody Bambino, lub lody Pingwin prywatnego producenta sprzedającego swój wyrób z trójkołowego roweru , a'la riksza gdzie prymitywny termos zajmował miejsce ławki. Innym hitem była wata cukrowa. Jeśli zaś chodzi o napoje to królowały saturatory.
Resztę trzeba było przynieś ze sobą. A cóż było tą "resztą". Przede wszystkim gazety, ale nie po to żeby dowiedzieć się przed meczem, czy w czasie przerw na równanie toru, że właśnie na zakończenie aktualnej pięciolatki wyprzedziliśmy tak wysoko rozwinięte kraje jak Gabon i Wybrzeże Kości Słoniowej, lub o podniesieniu wydajności z jednego hektara i przeniesieniu jej na drugi. Gazety służyły celom praktyczny. Po pierwsze gazeta służyła temu oby odizolować zakurzone pyłem żużlowym ławki od ubrania w miejscy gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Po drugie była swoistym parawnem chorniącym przed odpruskami żużla wylatującymi spod kół szalejących dwuzaworowych Jaw ESO.
Kolejnym " niezbędnikiem były napoje, od smutnej oranżady zaczynając , na napojach mniej lub bardziej "gazowanych" kończąc.
No i oczywiście "szklanka", czyli popularna musztardówka, jeden ówcześnie z podstawowych elementów krajobrazu biur, baraków budowlanych, magazynów, parkowych "pikników" organizowanych przez lokalną żulerię , oraz oczywiście stadionów. Ciągłe kłopoty w zaopatrzeniu w branży wyrobów szklanych sprawiały, że ta musztardówka była jedynym ratunkiem i na pewno picie z niej napojów "wysoko gazowanych", było lepsze od preferowanych ostatnio w Zielonej Górze kubków plastikowych.;)))))) Musztardówka miał jeszcze jedną zaletę. Jej krój w dolnej części pozwalał na dokładne porcjowanie wódki. Bowiem góra kilku prążków  ornamentujących od dołu "szklankę" oznaczała dokładnie 50 gram, tak że zbędne w tym momencie było pudełko zapałek , które też bywało ,że robiło za miarkę i miało tą przewagę na musztardówką ,że porcje można było dzielić w trzech wielościach 25 , 50 i 100 gram:D. Podsumowując, rozpoczynały się zawody, rozpoczynał się piknik.
Fakt, że po jego zakończeniu nie wszyscy byli zorientowani co do wyniku zawodów , ale ci niezorientowani, z kolei byli zadowoleni bez względu na wynik.
Po zakończonym meczu. kiedy stadion zaczął pustoszeć ukazywał się obraz wielkiego śmietniska. Polacy nie słyną z zostawiania po sobie porządku, jednak porównanie czasów dzisiejszych to tamtych to niebo i ziemia. Na szczęście do akcji wkraczała ekipa "sanitarna" w postaci stałych zbieraczy surowców wtórnych ze szkła.Towarzyszyła im grupa wyrostków, którzy makulatury niestety nie zbierali w celu odstawienia jej do punktu skupu, ale za to wyposażeni w narzędzie pirotechniczne jakim były zapałki, skutecznie z makulaturą  gazetową, oraz wszelką inną dawali sobie radę. Co prawda trybuny przez parę minut wyglądały jak wielkie ognisko, ale po jego samoczynnym wygaszeniu się i ingerencji sił natury w postaci wiatru stawały się na nowo trybunami stadionu i były gotowe do przyjęcia kibiców na kolejnych zawodach.
Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.