Andrzej Kowal a "Polska Myśl Szkoleniowa".

autor: Basil | 2015-04-06, 11:56 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Prawdziwą burzę wywołał w środowisku "komentatorów" felieton Pawła Wrzeszcza opublikowany na łamach Strefy Siatkówki, w którym autor rozlicza się z tzw. "zagraniczną myślą szkoleniową". Opinie jak to zwykle bywa są podzielone co zresztą jest dodatkowo spotęgowane emocjonalnym charakterem tekstu - od tych zarzucających autorowi obscenicznie subiektywne podejście do tematu mające na celu jedynie eskpozycję własnych tez i nie mające nic wspólnego z merytoryczną polemiką a więc mówiąc po mojemu stek bzdur po polecające głosy w tym jeden szczególnie ważny bo napisany przez Oskara Kaczmarczyka - wybitnego statystyka, któremu trudno zarzucić nieznajomość tematu.
Ja oczywiście skłaniam się ku pierwszej z opcji dlatego w dalszej części mojej prywaty postaram się wykazać dlaczego i jak bardzo autor się myli.

Na rodzimym rynku pojawił się stereotyp polskiego szkoleniowca, który nie ma autorytetu i nie daje żadnej gwarancji zrobienia wyniku. Co należy zrobić? Wystarczy zatrudnić trenera z zagranicy. W przekonaniu wielu działaczy, dzięki takiemu zabiegowi już na starcie mają pewny sukces. Jeżeli taka osoba nie ma doświadczenia, a często i wiedzy, to o jakich wynikach rozmawiamy? To jest po prostu loteria, a potwierdza to postawienie na Miguela Falaskę, który dostał gotowy zespół, czy Stephane Antiga, który bez pomocy Filipa Blaina niczego wielkiego by nie zdziałał. Tak naprawdę ten i przyszły sezon zweryfikują ich umiejętności. Falasca nie będzie pierwszym trenerem, który wygrał dla bełchatowian Ligę Mistrzów, nie zdobędzie też kolejnego mistrzostwa kraju.

Wystarczy zatrudnić trenera z zagranicy? Recepta prosta jak budowa cepa, a że się sprawdza? Na szybko przeanalizowałem ostatnie sezony mniej więcej od momentu kiedy wraz ze sprowadzeniem Raula Lozano zaczął się w Polsce boom na zagranicznych szkoleniowców. Wnioski? Praktycznie każdy z nich odniósł ze swoją drużyną sukces, każdy z nich wywiązał się ze swojego zadania a pojedyncze przypadki Totolo czy Prielożnego zostały przez prezesów z należytą surowością rozliczone. Drugi wytłuszczony fragment to już klasyczne naginanie faktów i rzeczywistości dla wygody własnej, jedynie słusznej narracji. Autor zapomina, że idąc tym tokiem rozumowania podobne zarzuty z czystym sumieniem można wyłożyć Jackowi Nawrockiemu czy Andrzejowi Kowalowi, czyli jedynym polskim trenerom w ostatnich latach, o których można powiedzieć, że odnieśli sukcesy na miarę potencjału jakim dysponowali - w tym momencie krytyka zjada swój własny ogon stając się bezwartościową, tendencyjną paplaniną. Jednocześnie podziwiam łatwość przekierowania dyskusji z jakichś tam argumentów w kierunku pociesznego założenia gryzącego się z podstawą - no bo jak pseudo-merytoryczną polemikę opierać na założeniu,

Stephane Antiga, który bez pomocy Filipa Blaina niczego wielkiego by nie zdziałał

które w tym kontekście jest żywcem wyjęte z literatury s-f.? Idziemy więc dalej:

O pewnej wartości możemy mówić w przypadku Vitala Heynena czy Andrei Anastasiego! Ale jaką gwarancję wyniku dają tacy trenerzy jak Gardini, Cretu, Piazza, Santilli, a wcześniej Bernardi? Kiedy Andrea Gardini w rundzie zasadniczej wygrał z Resovią i ZAKSĄ prasa rozpisywała się o jego wybitnych osiągnięciach trenerskich, jednak wystarczy spojrzeć na końcówkę sezonu, aby przekonać się jak bardzo są te umiejętności są wybitne. Kolejny przykład z Olsztyna - Włoch Tomaso Tottolo. Prowadził akademików przez cały sezon i niczego wielkiego nie osiągnął. Te przykłady jasno pokazują, że zakontraktowanie obcokrajowca na ławce polskiego zespołu nie zawsze jest gwarancją sukcesu.


Jestem skłonny zgodzić się co do końcowej oceny pracy Gardiniego jednak uważam, że pokusa zatrudnienia wieloletniego asystenta Anastasiego, który  w tym samym czasie, w tym samym grajdołku dokonywał cudów z zespołem z Gdańska była jak najbardziej uzasadniona - inna sprawa, że Olsztyn pod rządami Włocha faktycznie zaczął grać lepiej. Trzeba być jednak skrajnie nieżyczliwym, żeby podpisać się pod pytaniem o sens zatrudnienia i gwarancje jakie dawali kolejni z wymienionych skoro każdy z nich odniósł ze swoją drużyną spektakularny sukces! Trener Cretu oprócz tego, że wcześniej sprawdzony w PLS i miło wspominany w Olsztynie dał się poznać jako fachowiec najwyższej próby przegrywając ze swoim beniaminkiem półfinał rozgrywek o przysłowiowy włos! Bernardi przychodził do PLS w glorii chwały najwybitniejszego siatkarza na świecie jaki chodził po ziemi w ubiegłym stuleciu aby osiągnąć ze swoim Jastrzębskim Węglem pasmo sukcesów w Polsce, Europie i na świecie następnie podpisać kontrakt życia z tureckim Halkbankiem - o czym w przypadku tego szkoleniowca szczególnie często lubimy zapominać. Santilli, który pracował we Włoszech, Polsce, Rosji i Niemczech niemal z marszu wyciągnął z dna na powierzchnię beniaminka z Będzina, drużynę do tego momentu odbieraną głównie w kategoriach humorystycznych pogrążając po drodze Polaka Michała Bąkiewicza i jego AZS Częstochowę o czym autor nie zająknął się nawet jednym słowem. Nic dziwnego, że od razu zgłosili się po niego decydenci z Australii. Trenera Piazzy nawet nie wypada bronić bo doskonale robi to za niego długa lista sukcesów doskonale uzasadniająca pomysł jego zatrudnienia przez prezesa Grodeckiego. Od siebie dodam, że mając drużynę całkowicie szczerbatą, praktycznie z improwizowaną linią przyjęcia pomimo wszelkich przeciwności losu zdołał utrzymać ich w czwórce.

To dwa pokolenia z roczników 77 i 83 stanowiły o sile naszej reprezentacji. Ci kadrowicze zostali bardzo dobrze wyszkoleni technicznie i gdyby nie ten niuans, prawdopodobnie polska siatkówka nie miałaby żadnych medali w drużynach seniorskich. Kolejną kwestią jest skąd czerpali wiedzę trenerzy szkoląc te roczniki? Odpowiem. To lata doświadczeń zebranych od najlepszych polskich szkoleniowców jak Wagner, Gościniak, Skorek, Kruk czy Krebok. Inni czerpali wiedzę od Zygmunta Krzyżanowskiego czy Aleksandra Skiby.

Dlaczego stosujemy wybiórcze standardy? Dlaczego nie ma ani słowa o latach posuchy, serii haniebnych porażek na szczeblu juniorskim? Dlaczego nie wspominamy, że Kurek, Bartman, Drzyzga, Zatorski, Bociek i wielu innych na poziomie, o którym jest mowa w stosunku do swoich rówieśników nie osiągnęli nic a skrzydła rozwinęli dopiero po pracy z Castellanim, Anastasim, Bednarukiem czy nieodżałowanym Radkiem Panasem?

Chciałbym aby Autor odniósł się jeszcze do sytuacji naszych siatkarek, które z europejskiego potentata w rękach polskich szkoleniowców przeistoczyły się w drużynę prowincjonalną, które widząc sukcesy męskiej reprezentacji łakną fachowca z najwyższej półki a częstowane są Matlakiem, Świderskim, Makowskim i wreszcie debiutantem Nawrockim? W tym przypadku o podejrzenie piętnowania polskich szkoleniowców raczej trudno ale nie pasuje do założeń?

Na koniec sprawa najważniejsza - naprawdę trudno mi zrozumieć jak mając w najwyższej klasie rozgrywkowej trenerów takich jak Bąkiewicz, Gruszka, Świderski czy Prygiel zatrudnianych z reguły z pozycji trenerskiego żółtodzioba można w ogóle mówić o dyskryminacji Polaków? A że wyniki jakie osiągają są dalekie od oczekiwań? Jak najbardziej skłaniam się ku stwierdzeniu, że nie ma trenerów polskich i zagranicznych - są dobrzy i słabi. Jest Andrzej Kowal i Michał Bąkiewicz a ich drogi tak różne.

PS. Ku pokrzepieniu serc - to jest meritum, to jest clou problemu, to na tym trzeba było oprzeć swoje rozważania:


Nie potrafię też zrozumieć kto doprowadził do sytuacji jaką mamy w męskiej kadrze. Przechodząc do rzeczy kto pozwolił, aby polscy trenerzy zostali „odstawieni" na bok? W kadrze Lozano asystentem był Alojzy Świderek, u Castellaniego - Krzysztof Stelmach, ale już u Anastasiego trafiło na Włocha - Gardiniego. U Antigi również na próżno szukać Polaka. I jak w takim przypadku mamy dbać o promocję polskiej myśli szkoleniowej? Podobnie jest w klubach, gdzie już za kilka lat rodzimy trener będzie zjawiskiem takim, jak dinozaur.


Zamiast nieodpowiedzialnie wsadzać Świderskiego, Gruszkę, Bąkiewicza i im podobnych na stołki w najważniejszej klasie rozgrywkowej tym samym narażając nasze żywe legendy na kompromitację pozwólmy im poterminować u boku fachowców. Alekno powiedział kiedyś, że największą porażką projektu "Bagnoli w reprezentacji Rosji" nie są kiepskie wyniki a brak jakiejkolwiek spuścizny po tak wybitnym szkoleniowcu.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
stary kibic

Dwa cytaty z Wiktora Kreboka - wywiad z dużą porcją historii - prawdziwej historii.
Pierwszy:
"Nie da się nauczyć bycia trenerem, trzeba być do tego powołanym i zwariowanym na tym tle, a także mieć doświadczenie zawodnicze"
i drugi - bardziej dosadny
"Zawsze powtarzam: chcesz być trenerem to poszukaj sobie bogatej żony, która ma firmę, żebyś miał się z czego utrzymać, bo były takie przykłady, że po trzech miesiącach zbierało się grono prezesów i zwalniało szkoleniowca w trybie natychmiastowym. Z czego wtedy przyjdzie żyć? Każdy trener, który założył rodzinę, ma dzieci, jest wystraszony, on nie będzie walczył ze wszystkimi wokoło, podda się, nie będzie twardy, bo przede wszystkim chce utrzymać najbliższych. Nie ma ochrony... Zawodnicy mają swoich managerów, szkoleniowcy zazwyczaj nie mają nic, a często są traktowani gorzej od psa, bo nawet zwierzęta bronione są przez stowarzyszenia, a trenera nie chroni nic."
To takie bardziej emocjonalne wrażenia z trenerskiej ławki, ale bardzo dużo opowiada o roli i zmaganiach z okolicznościami w pracy. Też ze strefy siatkówki.
Uwydatnia różnicę w kontaktach z zarządem Polaka i trenera z zagranicy. Oceniam bardzo realistycznie.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Basil

Strasznie dużo informacji..
Kilka razy przeczytałem tekst Pawła Wrzeszcza. Jest tam bardzo dużo emocji (co mnie absolutnie nie dziwi), a co za tym idzie może i nie do końca obiektywnego spojrzenia, ale uważam, że nie można przejść obojętnie.
Od razu sobie zadałem pytanie co do "terminowania" u fachowców.
Kto jest najdłużej terminującym (żeby nie powiedzieć wiecznie) II trenerem Polakiem?
Kto z polskich trenerów jest obecnie zatrudniony za granicą?
Kto z polskich trenerów osiągnął największe sukcesy klubowe czy reprezentacyjne w pracy za granicą?
I co mi wyszło :) - najdłużej terminował u zagranicznych fachowców Alojzy Świderek..
Najpierw we Włoszech (nie doszukałem się dat, ale znalazłem info, że w Teodorze Ravenna z paniami) w latach 80-90. Później w Polsce u Niemczyka, Lozano, Castellaniego..
W międzyczasie pracował również jako samodzielny trener w klubach.
W trakcie pobytu Bonitty w Polsce padła z jego strony propozycja, że będzie szkolił polskich trenerów, tylko nikt tym nie był zainteresowany, a sam Bonitta jako jedynego człowieka na swojego następcę wskazał właśnie Świderka - może dlatego, że doskonale mówi po włosku :)
O szkoleniach też szkoda mówić - w 2007 roku kiedy w Bydgoszczy sprowadzono Rezende, Castellaniego, to przy naszych trenerach załapali się jeszcze zagraniczni, ale w 2012 kiedy Świderek zaprosił McCutcheona i Christiano Veronę od przygotowania fizycznego na nielicencyjne szkolenie trenerów żeńskiej siatkówki, to jedynym chętnym polskim trenerem okazał się Maciej Kosmol.
Z polskich trenerów zatrudnionych za granicą doszukałem się tylko Mariusza Sordyla w Katarze, po 2 sezonach w Rumunii.
A jeżeli chodzi o sukcesy, to niekwestionowaną osobistością za granicą (we Włoszech) do dziś pozostaje śp. Aleksander Skiba, który z Ravenną (Messagero) w 1993 roku zdobył Klubowy Puchar Europy.
Porównując zaś 3 polskie sezony Bernardiego w Jastrzębiu i 4 sezony Krzyśka Stelmacha w ZAKSie nie widzę powodów do wstydu.
Castellani z ZAKSą też więcej nie osiągnął.
Absolutnie nie przekonuje mnie, że paszport powinien decydować o jakości. Każda indywidualność jest inna i inaczej pracuje z grupą.
Bąkiewicza bałbym się jeszcze nazwać trenerem, bo to raczej było łatanie dziury, a Piotrek Gruszka rzucił się na głęboką wodę i sporo jej łyknął na początek. Świder też nie ma farta w drużynie, bo choroby, kontuzje i fatalne kontrakty nie pozwoliły na systematykę pracy - no cóż, trener szczęścia też potrzebuje.


Zgadzam się właściwie ze wszystkim może poza tym, że moim zdaniem emocje nie usprawiedliwiają popełnienia tak niespójnego tekstu a ktoś odpowiedzialny za korektę i moderację na Strefie Siatkówki powinien powstrzymać autora przed wygłupieniem się przed tak dużą ilością czytelników (zdaje się, że Strefa mimo zapaści wciąż dzierży miano najbardziej poczytnego serwisu o tematyce siatkarskiej w Polsce).
*

Kto jest najdłużej terminującym (żeby nie powiedzieć wiecznie) II trenerem Polakiem?


Ja tam Świderka nigdy nie traktowałem jako pełnowartościowego kandydata na szkoleniowca - ot taki zapchajdziura, odpowiednio oczytany, będący idealnym kandydatem na "wiecznego" asystenta ew. weźmie na chwilę drużynę pod swoje skrzydła w jakiejś awaryjnej sytuacji. Analogiczny przykład Kazimierza Moskala z Wisły Kraków w piłce nożnej.

Kto z polskich trenerów jest obecnie zatrudniony za granicą?


Mariusz Sordyl, który z siatkarskiego trzeciego świata co jakiś czas rzuca kąśliwe uwagi na polu polska a zagraniczna myśl szkoleniowa. Co jakiś czas za granicą zatrudniany a co jakiś czas zwalniany jest również trener Ryś - głównie w krajach ekstremalnie egzotycznych, również bez większych sukcesów. To wszystko dobitnie o czymś świadczy...

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
stary kibic

Strasznie dużo informacji..
Kilka razy przeczytałem tekst Pawła Wrzeszcza. Jest tam bardzo dużo emocji (co mnie absolutnie nie dziwi), a co za tym idzie może i nie do końca obiektywnego spojrzenia, ale uważam, że nie można przejść obojętnie.
Od razu sobie zadałem pytanie co do "terminowania" u fachowców.
Kto jest najdłużej terminującym (żeby nie powiedzieć wiecznie) II trenerem Polakiem?
Kto z polskich trenerów jest obecnie zatrudniony za granicą?
Kto z polskich trenerów osiągnął największe sukcesy klubowe czy reprezentacyjne w pracy za granicą?
I co mi wyszło :) - najdłużej terminował u zagranicznych fachowców Alojzy Świderek..
Najpierw we Włoszech (nie doszukałem się dat, ale znalazłem info, że w Teodorze Ravenna z paniami) w latach 80-90. Później w Polsce u Niemczyka, Lozano, Castellaniego..
W międzyczasie pracował również jako samodzielny trener w klubach.
W trakcie pobytu Bonitty w Polsce padła z jego strony propozycja, że będzie szkolił polskich trenerów, tylko nikt tym nie był zainteresowany, a sam Bonitta jako jedynego człowieka na swojego następcę wskazał właśnie Świderka - może dlatego, że doskonale mówi po włosku :)
O szkoleniach też szkoda mówić - w 2007 roku kiedy w Bydgoszczy sprowadzono Rezende, Castellaniego, to przy naszych trenerach załapali się jeszcze zagraniczni, ale w 2012 kiedy Świderek zaprosił McCutcheona i Christiano Veronę od przygotowania fizycznego na nielicencyjne szkolenie trenerów żeńskiej siatkówki, to jedynym chętnym polskim trenerem okazał się Maciej Kosmol.
Z polskich trenerów zatrudnionych za granicą doszukałem się tylko Mariusza Sordyla w Katarze, po 2 sezonach w Rumunii.
A jeżeli chodzi o sukcesy, to niekwestionowaną osobistością za granicą (we Włoszech) do dziś pozostaje śp. Aleksander Skiba, który z Ravenną (Messagero) w 1993 roku zdobył Klubowy Puchar Europy.
Porównując zaś 3 polskie sezony Bernardiego w Jastrzębiu i 4 sezony Krzyśka Stelmacha w ZAKSie nie widzę powodów do wstydu.
Castellani z ZAKSą też więcej nie osiągnął.
Absolutnie nie przekonuje mnie, że paszport powinien decydować o jakości. Każda indywidualność jest inna i inaczej pracuje z grupą.
Bąkiewicza bałbym się jeszcze nazwać trenerem, bo to raczej było łatanie dziury, a Piotrek Gruszka rzucił się na głęboką wodę i sporo jej łyknął na początek. Świder też nie ma farta w drużynie, bo choroby, kontuzje i fatalne kontrakty nie pozwoliły na systematykę pracy - no cóż, trener szczęścia też potrzebuje.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.