Zmienny wiatr, niezmienna historia

autor: fivb013 | 2019-12-02, 00:42 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Sporym nadużyciem byłoby stwierdzenie, że sezon 2019/2020 Pucharu Świata w skokach narciarskich nabrał po dwóch weekendach odpowiedniego rozpędu. Muszę powiedzieć że już dawno (być może moja pamięć jest zbyt słaba) inauguracja tego cyklu nie przebiegała z takimi oporami, jak obecnie. Po pierwszym indywidualnym konkursie w Beskidach, po którym niestety do grupy przeklinającej Wisłę (której z powodzeniem mógłby patronować czterokrotny mistrz olimpijski Simon Ammann) przybyło pewnie jeszcze kilku skoczków, otrzymaliśmy w Ruce podobny scenariusz co przed tygodniem - obiektywne pogodowo zawody sobotnie oraz wietrzną niedzielę. Z tą różnicą, że o rywalizacji w tym ostatnim dniu w dalekiej Finlandii nie mogło być mowy. Chwała jury za trafną ocenę sytuacji i szybko podjętą decyzję o odwołaniu zawodów, która oszczędziła udręki chyba wszystkim, począwszy od zawodników, kibiców pod skocznią, po każdego widza przed telewizorem.

Kombinatorzy

     Być może jedynym, poza oczywiście względami bezpieczeństwa zawodników pozytywem odwołania niedzielnego konkursu jest fakt, że przynajmniej żadnego z nich nie spotkała przykra niespodzianka po spotkaniu z odpowiedzialnym za kontrolę sprzętu Seppem Gratzerem. Nie sposób doprawdy wyobrazić sobie ogromu złości i rozczarowania chociażby ubiegłorocznego mistrza świata juniorów Mariusa Lindvika, który w sobotę przez krótką chwilę mógł świętować swoje największe osiągnięcie w seniorskiej karierze. Szybko jednak okazało się, że podzieli on los swoich wielce utytułowanych kolegów z reprezentacji, Johanna Andre Forfanga i Roberta Johanssona którzy przepadli w pierwszej serii z powodu nieregulaminowych kostiumów. Dla jasności pragnę od razu zaznaczyć - cieszy mnie, że FIS skrupulatnie i niezależnie od znaczenia danej nacji w dyscyplinie wyciąga konsekwencje w stosunku do ekip naginających przepisy. Jeżeli dozwolona minimalna przepuszczalność powietrza przez materiał kombinezonu wynosi 40 litrów na metr na sekundę, to zapis ten obowiązywać powinien nie tylko sympatycznych zawodników z Kazachstanu bądź zza Oceanu, ale także drużynowych mistrzów i indywidualnych medalistów olimpijskich. Pojawia się jednak zasadnicze pytanie - czy istnieje ryzyko, że obecnie będziemy już zawsze zmuszeni czekać do momentu dekoracji aby być pewnym, którym zawodnikom tak naprawdę należy się miejsce na podium? Czy aby sytuacja ta nie zakrawa już na swoisty kabaret? Pytania te należałoby skierować przede wszystkim w stronę sztabu norweskiego. Przed rokiem, gdy Norwegowie przystępowali do nowego sezonu jako zwycięzcy poprzedniej edycji Pucharu Narodów na dzień dobry w Wiśle zaliczyli wpadkę z nierzepisowym kombinezonem w konkursie drużynowym (Johansson), który zakończyli poza finałową ósemką. Podczas kolejnych zawodów zespołowych, tym razem w Zakopanem, z tych samych powodów zdyskwalifikowano Forfanga. A przecież w zmaganiach drużynowych straty te są o tyle dotkliwe, że w każdym konkursie sięgają kilkuset punktów! Pytany o te sytuacje Alexander Stoeckl odpowiadał wówczas, że warunkach dzisiejszej wojny technologicznej, przy niezwykle wyrównanym poziomie o zwycięstwach decydują detale, w związku z czym należy być zawsze na styk z przepisami. W efekcie ostatnią edycję mistrzowie olimpijscy zakończyli na...5 pozycji. Wypadki w Ruce nie wskazują jednak, by wyciągneli z niej jakiekolwiek konsekwencje. Cieszy mnie jedynie, że przynajmniej nasza drużyna dostrzega obowiązujące przepisy i jeżeli już wprowadzamy pewne nowinki związane ze sprzętem, to nie doprowadzamy przy okazji do sytuacji w której połowa naszego zespołu ląduje w najlepszym przypadku na końcowych miejscach czołowej "30". Mam także nadzieję, że epoka w której można dowolnie rozciągać kombinezon nawet siedząc już na belce startowej (ciekawym polecam szczególnie przejrzenie materiałów ze skokami chociażby mistrza olimpijskiego z Turynu Larsa Bystoela pochodzącego...a jakże - z Norwegii) też niebawem odejdzie w cień.

Trójpodział władzy

     Co by jednak nie mówić o kontrowersjach związanych z sobotnim konkursem, pod względem sportowym Norwegowie spisują się naprawdę znakomicie. Myślę że nie tracąc Forfanga i zwłaszcza Johanssona mieli szansę, by na Rukatunturi zająć całe podium. Niecodzienne okoliczności towarzyszące obu dotychczas rozegranym zawodom indywidualnym sprawiają, iż wiele osób bagatelizuje wartość sukcesu ich zwycięzcy. Jednak gołym okiem widać, że Daniel André Tande trudne chwile związane z następstwami problemów zdrowotnych ma już zupełnie poza sobą. Wszystkie jego skoki oddane na podczas weekendu na Ruce, z wyjątkiem kwalifikacyjnego, gdy został nieco przytrzymany na belce startowej startowej stały na bardzo wysokim poziomie. Wydaje się jednak że podczas zbliżającego się weekendu w Niżnym Tagile jego pozycję atakować będą jego koledzy ze złotej drużyny olimpijskiej - Johansson i Forfang a być może także któryś z młodych wilków norweskiej ekipy. Tutaj Stoeckl ma naprawdę spore powody do zadowolenia.

Poza Norwegami ogromną radość ze skakania wykazują również Austriacy i Słoweńcy i to te trzy ekipy wyraźnie dzielą i rządzą u progu sezonu. Dotychczas na ogół osamotniony w walce o czołowe lokaty Stefan Kraft ma obecnie ogromne wsparcie kolegów z reprezentacji. Czwarty w pamiętnym loteryjnym konkursie na średniej skoczni na MŚ w Seefeld Phillipp Aschenwald już w Wiśle stanowił mocny punkt zespołu który odniósł zwycięstwo w konkursie drużynowym. Jego drugie miejsce ze względu na zaistniałe w sobotę okoliczności może być jednak pewnym zaskoczeniem. Pozostali Austriacy - Daniel Huber i Jan Hoerl również prezentują się z bardzo dobrej strony. Niewątpliwie jednak zespół austriacki szczyt formy będzie chciał zaprezentować podczas zbliżającego się wielkimi krokami Turnieju Czterech Skoczni. Ewentualne zwycięstwo któregoś z podopiecznych Andreasa Feldera byłoby 17 triumfem Austriaków w tej prestiżowej imprezie, co czyniłoby ich najbardziej utytułowanymi w jej historii. Jednym z zawodników, którzy mogą pokrzyżować te plany jest niewątpliwie Timi Zajc. 19-letni Słoweniec ciągle zmaga się póki co z problemem z powtarzalnością swoich prób który w sobotę sprawił, że nadzieje na drugą wygraną w PŚ w karierze musi odłożyć przynajmniej do startów w Rosji. Niespodziewanym bohaterem Słoweńców na początku sezonu jest natomiast jego bardziej doświadczony kolega - Anže Lanišek, który podbnie jak Tande po raz drugi już stanął na pucharowym podium. Nie można zapominać również o dwóch innych Słoweńcach - Peterze Prevcu i Anze Semeniciu, którzy podobnie jak norweska trójka nie przeszli pomyślnie kontroli sprzętu.

Nieprzyjazne wiatry

Choć jak co roku polscy skoczkowie zawitali do Ruki aby zmienić niekorzystną dla nich statystykę występów na Rukatunturi, jedyny konkurs jaki udało się rozegrać na tym obiekcie znów nie przebiegł po myśli Biało-Czerwonych. Gdyby w czołówce zawodów umieścić nazwiska pięciu zdyskwalifikowanych zawodników z Norwegii i Słowenii - najlepszy z nich Dawid Kubacki uplasowałby się zaledwie pod koniec drugiej dziesiątki. Nie ma co ukrywać, że na początku sezonu jesteśmy, obok Niemców i Japończyków - jedną z ekip próbujących przebijać się do czołówki z drugiego szeregu. Nie ma jednak także powodu by rozdzierać szaty po dwóch i to dość kuriozalnych weekendach otwierających Puchar Świata. Zawsze w takich chwilach powtarzam sobie słowa prezesa i znakomitego w końcu trenera, Apoloniusza Tajnera o tym, że w ciągu sezonu musi dojść kilkakrotnie do znaczących przetasowań w czołówce. I tego się trzymajmy.

Zaskoczenia

Rewelacja - Phillip Aschenwald. Mimo iż po skokach treningowych można było się spodziewać iż to raczej Daniel Huber może sprawić w sobotę niespodziankę, to właśnie on po raz pierwszy w karierze stanął na pucharowym podium. Wydaje się mocnym fizycznie i dość stabilnym zawodnikiem, stanowiącym silny punkt drużyny austriackiej.

Rozczarowanie - Stephan Leyhe. Z ogromnym trudem przebrnął przez kwalifikacje a w samym konkursie okazał się słabszy od Constantina Schmida i Moritza Baera. Stefan Horngacher będzie miał spory ból głowy by przywrócić jego oraz Markusa Eisenbichlera do wysokiej dyspozycji.

Z kabiny komentatorskiej - "Na czele mamy norwesko-austriacki przekładaniec z rodzynkami słoweńskimi" - Przemysław Babiarz

Dotychczas zdarzało się, że konkursy w Ruce mocno wypaczały obraz sportowej rywalizacji na skoczni. W tym roku jednak jury zadbało zarówno o bezpieczeństwo, jak i sprawiedliwą rywalizację tzn albo zawody odbyły się w uczciwych warunkach albo wcale. Nie unikneliśmy jednak sporych kontrowersji na które organizatorzy wpływu już jednak nie mieli. Miejmy nadzieję, że kolejne zawody odbędą się już bez takich niespodzianek w tle. Przed nami konkursy w Niżnym Tagile, gdzie polscy zawodnicy także mają ciągle coś do udowodnienia. A Ruka? Cóż... Za rok kolejna okazja by odwrócić kartę. Pozdrawiam

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.