13.05.2012

autor: Kojot | 2012-05-13, 23:37 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Śmierć Lee Richardsona wstrząsnęła chyba całym żużlowym światem. Śmierć zawodnika, kolegi z toru, to zawsze szok, zwłaszcza teraz, kiedy zdrowie zawodników jest celem nadrzędnym - od specjalnych kombinezonów zaczynając, na dmuchanych bandach kończąc. To jednak nie uchroniło Lee od śmierci.
Zawodnicy zdają sobie sprawę, że wyjeżdżając na tor balansują między życiem a śmiercią. Rico dzisiaj przekroczył tę cienką granicę. Musiało się to odbić na morale zawodników startujących w Derbach Ziemi Lubuskiej. Gdy na stadion dotarła informacja o tej tragedii, sędzia udał się do parku maszyn, aby uzgodnić z drużynami, czy chcą kontynuować zawody. Po długich rozmowach zapadła decyzja o dalszych losach meczu: jedziemy. Zawodnicy sprawiali wrażenie nieobecnych. Trudno się dziwić, skoro dziś jeden z nich właśnie przekroczył cienką granicę, z którą żużlowcy stykają się na codzień. Dzisiaj to właśnie Lee przegrał najważniejszy bieg w życiu, jutro może to dotknąć każdego z nich. Instykt samozachowawczy w takiej chwili każe przestać. Każdy ma przecież rodzinę, dzieci. Ten sport to praca, ale pieniądze to nie wszystko.
W całej tej przepychance zabrakło najważniejszego: głosu samych zawodników. Wydawać się mogło, że wszystko odbywa się na poziomie kierownicy zawodów - sędzia. Wszyscy chyba widzieli Piotra Protasiewicza, który miał problem żeby zebrać myśli. Wymowny był też komentarz Krzysztofa Cegielskiego, który już raz otarł się o śmierć. Jego łamiący się głos był potwierdzeniem tego, że z perspektywy byłego co prawda, ale doświadczonego zawodnika - zawody te nie miały prawa bytu.
Zamiast oddać hołd zawodnikowi, kierownictwo drużyn próbowało przeciągnąć rzepkę w swoją stronę. Wulgarne epitety, kłótnie z sędzią, chamskie okrzyki z trybun - przypominało to bardziej dalekowchoni bazar, gdzie każdy chce zyskać jak najwięcej.
Ten festiwal wstydu oglądała cała Polska. Trudno uwierzyć, że sędzia klasy międzynarodowej nie mógł zapanować nad całą sytuacją i nie potrafił podjąć wiążących decyzji. Summa summarum arbiter odwołał zawody.
Należałoby zadać jednak pytanie: dlaczego? Dlaczego wszyscy skupili się kwestiach organizacyjno - regulaminowych, zamiast jednogłośnie podjąć decyzję?
W tej tragicznej sytuacji całe środowisko powinno się zjednoczyć i uczcić pamięć Lee Richardsona. A zdaje się, że waśnie gorzowsko - zielonogórskie jeszcze się pogłębiły.
Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.