Jeszcze rower czy już motocykl?

autor: kolarsko-pilkarski | 2016-02-02, 00:31 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Cóż, ostatnio obiecałem, że będę pisał regularnie, a od ostatniego wpisu minęło 10 miesięcy. Tym razem powiem tylko, że jeśli znajdę czas, chęci i ciekawy temat to postaram się to przelać na "wirtualny papier", nie będę składał wiążących obietnic, i tak złamałem już za dużo noworocznych postanowień, więc po co mi kolejne.

I właśnie dziś taki ciekawy temat znalazłem. Mianowicie doping w kolarstwie. Wydawałoby się, że wątek ten został już odmieniony przez wszystkie przypadki, począwszy od czasu kiedy był tematem tabu w latach świetności Lance'a Armstronga, aż do współczesności, w której niegdysiejszy wielki mistrz stał się symbolem sportowego oszustwa, a aktualnie jeżdżący kolarze są permanentnie inwigilowani niezależnie od miejsca pobytu i godziny.

Aż tu nagle młodziutka, nieznana dla "niedzielnych" fanów dwóch kółek (wraz z silniczkiem?) kolarka przełajowa nadała dopingowi inny wymiar. Dzięki Femke van der Driessche powstało nowe pojęcie: doping technologiczny. Dla niewtajemniczonych wyjaśnię, że po dokładnych oględzinach roweru Belgijki znaleziono w nim ukryty silniczek, który miał wspomagać ją na trudniejszych fragmentach trasy przełajowych mistrzostw świata. Sama oskarżona broni się, że ten rower nie należy do niej i strartowała na tym jednośladzie przez pomyłkę, ale czy ktokolwiek o zdrowych zmysłach w takie alibi uwierzy? Na szczęście wyniki wyścigu o przełajowe mistrzostwo świata kobiet do lat 23 nie muszą być weryfikowane, gdyż oskarżona nie ukończyła tego wyścigu z powodu... defektu roweru.

Dla kolarstwa to jak nawrót choroby, która może wyrządzić jeszcze więcej szkody niż przy pierwszym ataku. Problem z tradycyjnym dopingiem jeszcze nie został całkowicie zażegnany, a tutaj świat kolarski otrzymuje kolejny cios. W rzeczywistości nie jest to pierwsze zetknięcie się z tego typu wspomaganiem stosowanym przez kolarzy, ale pierwszy raz wina została udowodniona. Po wpadce van der Driessche na youtubie drugą młodość przeżywają filmiki z Fabianem Cancellarą, który bez zmiany kadencji przyspiesza w niesamowity sposób na płaskim odcinku i odjeżdza rywalom, oraz z rowerem Rydera Hesjedala, który po upadku Kanadyjczyka zaczyna samoistnie tańczyć na szosie i nawet jego właściciel ma problem z jego poskromieniem. Jeśli doping technologiczny rzeczywiście istnieje w zawodowym peletonie, to walka z nim może okazać się nawet trudniejsza, niż z tym tradycyjnym. Według producentów tego typu silniczków można je bardzo łatwo ukryć w ramie lub w innych miejscach roweru, dlatego znalezienie ewentualnego dowodu oszustwa wiąże się z dokładnymi oględzinami jednośladu. Kolarzy w peletonie jest często ponad dwustu, na każdego przypada nie jeden, lecz kilka rowerów... matematyka mówi sama za siebie - wydaje się, że sprawdzenie wszystkich jest wręcz niemożliwe, szczególnie jeśli założymy, że na trasie może mieć miejsce instalowanie lub wyjmowanie z roweru takiego nielegalnego sprzętu.

Nowy rodzaj dopingu wypłynął na wierzch tuż przed inauguracją poważnego ścigania w tym sezonie. I znów zamiast cieszyć się pasjonującą walką i pokonywaniem granic wytrzymałości na piekielnie trudnych trasach przez wielkich sportowców będziemy się zastanawiać: Skoro tak dobrze pojechał, czy na pewno jest czysty? Do tego dojdzie kolejne pytanie: Czy nie wygrał przypadkiem tylko dlatego, że ma gdzieś w rowerze zainstalowany silniczek? Oczywiście można się łudzić, że rower Belgijki był jedynym w stawce wyposażonym w ten nielegalny osprzęt, jednakże większość zapewne w to nie uwierzy. Łącznie ze mną. Ze mną, który jeszcze kilka lat temu był przekonany o czystości Armstronga. Jedno jest pewne: fani kolarstwa łatwego życia nie mają.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.