Policja zatrzymała Fernando Gavirię 22 października po sygnałach o niebezpiecznej jeździe w Monako. Według relacji funkcjonariuszy alkomat wykazał 1,18 promila. To prawie pięciokrotne przekroczenie limitu obowiązującego w Monako (0,25 promila).
Kilka dni temu zapadł wyrok w tej sprawie. Kolumbijczyk został skazany na dwa miesiące więzienia w zawieszeniu, dwuletnie odebranie prawa jazdy oraz 5 tys. euro grzywny. 31-letni sprinter przyznał się do winy i tłumaczył motywy działania.
ZOBACZ WIDEO: Była Miss Polski nadal zachwyca. Właśnie odniosła sukces
- Przed wyjściem z domu spałem kilka godzin. Czułem, że mogę wsiąść do samochodu. Teraz wiem, że to był błąd. To już się nie powtórzy - powiedział w sądzie.
Sędzia Florestan Bellinzona ocenił wykroczenie bardzo surowo. - Byłeś w takim stanie, że musieliśmy czekać do północy, aż wytrzeźwiejesz i będziesz wystarczająco sprawny, by cię aresztować. Czy uważasz, że taki styl życia jest odpowiedni dla sportowca najwyższej klasy? - pytał.
Tego samego dnia ogłoszono, że Gaviria dołącza do grupy Caja Rural-Seguros RGA. Wcześniej władze kolarskiego teamu Movistar zrezygnowały z przedłużenia umowy.
Kolumbijczyk ma na koncie etapy Tour de France (2) i Giro d'Italia (5) oraz zwycięstwo w punktowej klasyfikacji Giro 2017. W Tour de Pologne dwa etapy wygrał w 2016 roku i jeden w 2021. Tydzień przed wyrokiem wziął ślub w Kolumbii.