W nocy z czwartek na piątek czasu polskiego zaplanowano starcie drużyn Chicago Bulls i Miami Heat, które w ramach Konferencji Wschodniej walczą o miejsce w play-off. Spotkanie tych zespołów nie doszło jednak do skutku z powodu awarii w hali United Center.
Jak informuje ABC 7 Chicago, problem pojawił się po środowym meczu hokejowej drużyny Chicago Blackhawks. Nietypowo ciepły i deszczowy dzień w Chicago spowodował skraplanie się wilgoci na parkiecie, co uniemożliwiło bezpieczne rozegranie spotkania NBA.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Zobacz, co zrobił bramkarz. To był spektakularny gol!
Koszykarze obu drużyn odbyli standardowe rozgrzewki, jednak szybko uznali, że nawierzchnia stwarza ryzyko kontuzji. Przez ponad 90 minut podejmowano próby usunięcia problemu, m.in. zwiększając klimatyzację i osuszając parkiet mopami oraz ręcznikami.
Ostatecznie liga NBA, sędziowie oraz trenerzy obu zespołów wspólnie zdecydowali o przełożeniu meczu. - Zawodnicy z obu stron zgłaszali problem. Wyszliśmy na parkiet i niemal od razu było jasne, że nie da się grać - powiedział trener gości Erik Spoelstra.
"Dzisiejszy mecz został oficjalnie przełożony z powodu stanu parkietu. Spotkanie zostanie rozegrane w innym terminie, a bilety zakupione na dzisiejszy mecz zachowają ważność na nową datę. Przepraszamy za wszelkie niedogodności" - przekazała drużyna Chicago Bulls w oświadczeniu.
Nowy termin rozegrania spotkania nie został jeszcze ustalony. Co istotne, Miami Heat nie mają już zaplanowanego kolejnego przyjazdu do Chicago w obecnym sezonie, co może dodatkowo skomplikować logistykę przełożonego meczu.