Kokpit Kibice

Hosley z innej planety, płaczący media manager i wielka feta - kulisy z meczu Anwil - Stelmet

Anwil był już w piekle, ale zdołał wrócić z zaświatów. Pokonał Stelmet 85:83 i otworzył drzwi do koszykarskiego raju. Kibice wpadli w szał, wbiegli na parkiet. Były wspólne śpiewy i tańce z zawodnikami. Tak wyglądały kulisy awansu Anwilu do finału.
Karol Wasiek
Karol Wasiek

Genialny Hosley, znów wskoczył na inny poziom

Przez 35 minut Anwil Włocławek grał słabo. To nie był ten Anwil, którym się zachwycaliśmy w ostatnich dwóch meczach w Zielonej Górze. Stelmet Enea BC umiejętnie wytrącił gospodarzy z równowagi, zabierając im atuty. Mistrzowie Polski mieli 19-punktową przewagę i wydawało się, że pewnie zmierzają do wielkiego finału. Wtedy jednak... narodził się on: Quinton Hosley.

Amerykanin grał jak za najlepszych lat pobytu w Stelmecie. Za taką właśnie grę pokochali go zielonogórscy kibice. Trafiał z bardzo trudnych pozycji, wpędzał w pułapki Koszarka i Florence'a. Wziął sobie do serca słowa trenera Milicicia, który na jednym z czasów powiedział: "chcę przechwytów". W samej czwartej kwarcie Anwil miał pięć przechwytów.

Nie będzie wielką przesadą stwierdzenie, że Hosley wskoczył na taki poziom, który jest nieosiągalny dla większości zawodników w PLK. - Ach ten Quinton - pomyśleli ze smutkiem kibice Stelmetu.

Po Hosleyu nie było widać nerwów. Wyrachowanie, opanowanie i chłodna głowa - te cechy oddają jego postawę na boisku. Nawet po trafionych rzutach nie celebruje radości, w przeciwieństwie np. do Ivana Almeidy, który jest nieco innym typem gracza. Wydawało się, że obaj się nie dogadają, ale Milicić na tyle umiejętnie poukładał wszystkie klocki, że Anwil po ośmiu latach znów zagra w finale PLK.

Kto zdobędzie mistrzostwo Polski w Energa Basket Lidze?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Koszykówkę na Facebooku
inf. własna
Zgłoś błąd

Komentarze (8):

  • Henryk Zgłoś komentarz
    Trudno stało się a co się stało dla Zastalu to się nie odstanie, niech Anwil teraz pokaże jaki z niego kozak.
    • gul falubaz Zgłoś komentarz
      Tylko się nie zachlysnijcie tym awansem i wygrajcie finał . Nie widzę innej możliwości
      • dziadek60 Zgłoś komentarz
        A ja się cieszę z tego że Anwil awansował do finału. Należalo mu się... i wcale się nie smucę z tego że Zastal nie zagra w finale. Należalo nam się.
        • pepsiBKS Zgłoś komentarz
          wg słownika PWN kulisy to "nieznane ogółowi okoliczności jakiejś sprawy". proszę mi powiedzieć panie autorze, tak a propos wstępu, co z: powrotu Anwilu z zaświatów, wbiegnięcia
          Czytaj całość
          kibiców na parkiet, wspólnych tańców i śpiewów z zawodnikami, było nieznane ogółowi? przecież wszystko to jak na dłoni pokazała wczoraj telewizja.
          • Nie chcę islamskich imigrantów w Polsce Zgłoś komentarz
            Radość we Włocławku trochę przedwczesna. Ostrowa nie pokonają.
            • Pawel7 Zgłoś komentarz
              Stała się rzecz niewytłumaczalna. Przede wszystkim Anwil przez 34 minuty był bezradny. Ostatnie 5 minut a właściwie 34-38 minuta to rzeczywiście kompromitacja zespołu z Zielonej Góry.
              Czytaj całość
              Trener Milicić wziął czas i co miał powiedzieć ??? Nie sądzę aby ktokolwiek wierzył, że tak doświadczony zespół popełni tak dziecinne błędy w ataku i obronie. Zaryzykowałbym nawet tezę, że gdyby Stelmet prowadził 10 pkt ,a nie 17 to by to wygrał. A tak myśleli, że to się nie może wydarzyć, ale się wydarzyło. Ot i cała tajemnica. Cuda się zdarzają
              • KATO-OSTAFA NIE CZYTAM Zgłoś komentarz
                Czy może mi ktoś wytłumaczyć co oznacza określenie " płączący media manager"? Z góry dziękuję
                • ryba1985 Zgłoś komentarz
                  Tak, tak... Teraz szukanie kozła ofiarnego i padło na Urlepa... Prawda jest taka, że zawodnicy nie wytrzymali fizycznie i psychicznie do tego dużo szczęścia miał Anwil w 5
                  Czytaj całość
                  meczu. Najwięcej winy ponosi tu sam JJ ktory zamiast motywować to zabrał się za hejty i protesty w internecie... Andriej gdyby budował zespół od nowa to Drago, Koszar czy Matczak by się w nim nie znaleźli, a i tak wiele zrobił. Przypomnę tylko, że w pucharach uratowal Stelmet przed kompromitacją i dzięki niemu zaczęli grać na Europejskim poziomie choć przez chwilę. Jak to mówią sukces ma wielu ojców, ale porażkę karmi jedna matka...