Sydney pogrążyło się w chaosie i panice po strzelaninie na plaży Bondi. 14 grudnia, podczas plenerowego wydarzenia kulturalnego, dwaj zamachowcy otworzyli ogień do tłumu.
Były kapitan reprezentacji Anglii w krykiecie, Michael Vaughan, znalazł się w samym środku tragedii. Podczas ataku terrorystycznego, sportowiec z rodziną i przyjaciółmi został zamknięty w jednej z pobliskich restauracji.
- Stałem na zewnątrz i rozmawiałem przez telefon, kiedy nagle zaczęły mijać nas radiowozy - relacjonował Vaughan w programie "Piers Morgan Uncensored". - Nikt nie spodziewał się ataku z bronią.
Służby zareagowały natychmiast. Ochroniarz przed pubem kazał wszystkim wejść do środka i udać się do restauracyjnej części lokalu. Po chwili zamknięto rolety i zablokowano drzwi. Wciąż nie było wiadomo, co dokładnie się dzieje, ale coraz więcej informacji wskazywało na atak terrorystyczny.
- Krążyły pogłoski o kolejnych atakach w różnych częściach miasta. Siedzieliśmy zamknięci i nie mieliśmy pojęcia, co się dzieje - opisywał Vaughan. - Chciałem zachować spokój, bo z nami były dzieci. Trzeba było nie dokładać im strachu.
W swojej relacji dla "The Telegraph" sportowiec podkreślił bohaterstwo osoby, który zdołał rozbroić jednego z napastników. To 43-letni właściciel sklepu z owocami.
- Można sobie tylko wyobrazić, co by się stało, gdyby nie odebrał mu broni. Prawdziwy bohater - skwitował.
W ataku w Bondi zginęło 15 osób. 40 rannych nadal przebywa w szpitalu, pięć z nich walczy o życie.
ZOBACZ WIDEO: Aleksandra Król rywalizuje nie tylko na snowboardzie. Nietypowa walka o numery startowe