Lewandowski chwali się sukcesami swojej spółki. Stał się biznesmenem

Facebook
Facebook

Marcin Lewandowski błyskawicznie przebranżowił się ze sportowca w biznesmena. Jego spółka osiąga coraz lepsze wyniki, a on sam zatrudnia już kilka osób. - Moje produkty są znane nie tylko w Polsce, ale także całej Europie - mówi były lekkoatleta.

Mateusz Puka, WP SportoweFakty: Jak to możliwe, że tak szybko odnalazłeś się w zupełnie nowej branży, a dziś realizujesz się jako biznesmen?

Marcin Lewandowski, były mistrz Europy i brązowy medalista mistrzostw świata w biegu na 1500 metrów: Przyznam, że przez ostatnie lata kariery odliczałem już czas, gdy będę mógł spróbować czegoś innego. W głowie tlił się pomysł na własną markę produkującą suplementy dla biegaczy i przedstawicieli sportów wytrzymałościowych. Czułem, że na rynku jest nisza do zapełnienia. To nie była łatwa decyzja, ale postanowiłem zaryzykować. Zainwestowałem w to pieniądze, które zaoszczędziłem w czasie kariery. Teraz wiem, że to była dobra decyzja.

Początkowo miałeś wątpliwości?

Kariera sportowa przyzwyczaiła mnie do życia na dobrym poziomie, więc od razu byłem przygotowany, że będę musiał pracować jeszcze mocniej, by dostatnio żyło mi się także po zakończeniu kariery. Na koncie nie miałem odłożonych milionów złotych. Dalej muszę ciężko pracować i w ogóle się tego nie bałem.

ZOBACZ WIDEO: Anita Włodarczyk zaskoczyła internautów. Takiego ćwiczenia nie widzieli

Zarabiasz teraz więcej niż w trakcie kariery sportowej?

Jeszcze nie, bo moja firma dopiero się rozwija. Zatrudniam kilka osób i naprawdę z roku na rok mamy coraz więcej zamówień. Pewnie moglibyśmy rozwijać się szybciej, ale celowo tego nie robię.

Dlaczego?

Po zakończeniu kariery sportowej obiecałem sobie i żonie, że będę więcej czasu spędzał w domu. Zależy mi na tym, bo przez 16 lat kariery byłem gościem w domu i w 100 proc. poświęcałem się treningom. Teraz czas, by spędzać czas z rodziną. Rozwój biznesu wymaga wielu wyjazdów, a ja chcę poczuć także trochę stabilizacji. Jestem szczęśliwy z tego powodu.

Łatwo rozpocząć taki biznes?

Potrzebny był pomysł, a przede wszystkim spory budżet na rozkręcenie tego wszystkiego. Wykorzystałem moment i podjąłem rękawice. To bardzo trudny rynek, na którym funkcjonuje wielu gigantów. Moja firma działa już od trzech lat, przetrwałem najtrudniejszy okres i mam już sporą bazę klientów, którzy regularnie do mnie wracają. To jest moja największa duma, bo uwierzyło mi mnóstwo ludzi.

Nie bałeś się, że stawiasz przed sobą zbyt duże wyzwania? W kilka miesięcy przeszedłeś drogę od sportowca do prezesa spółki.

Wszystkiego uczyłem się na bieżąco i nie miałem żadnej taryfy ulgowej. To od początku był mój pomysł i moje wykonanie. Pomagało mi wiele osób, ale od początku to ja wszystkim kierowałem. To ja stworzyłem zespół fizjologów, trenerów, biochemików, którzy wraz ze mną opracowali idealny suplement dla biegaczy. Do dziś nie mam własnej fabryki, a sporo obowiązków zleciłem firmom zewnętrznym. Po mojej stronie jest koordynowanie całego projektu i sprawy marketingowe.

Dzięki tej spółce zostaniesz milionerem?

Nie chcę używać takiego określenia, ale oczywiście stworzyłem Omni Running, by osiągnąć sukces w biznesie. Nie mam żadnych konkretnych założeń, ale cieszę się, bo moje suplementy są już dobrze znane w Polsce i całej Europie. Mamy mnóstwo klientów, którzy są zadowoleni z efektów. Przez całą karierę byłem zadaniowcem, a teraz udowodniłem sobie, że jestem w stanie poradzić sobie w każdej branży. Zaczynając biznes nie wyznaczyłem sobie żadnego mierzalnego celu, bo nie kręci mnie filozofowanie. Chcę po prostu rozwijać ten biznes i co roku być w tym coraz lepszy. Jestem z siebie dumny, bo kończąc karierę fajnie to sobie poukładałem. Wielu sportowców ma problemy, by się pozbierać, a ja przeszedłem do biznesu całkiem płynnie i idzie mi naprawdę dobrze.

Trzy lata temu zakończyłeś karierę sportową, ale ostatnio postanowiłeś wrócić do regularnych treningów. Skąd ten pomysł?

Zachęcił mnie do tego prezes PZLA Sebastian Chmara. On jest maksymalnie wkręcony w triathlon. Kiedyś się spotkaliśmy i opowiadał o tym z taką ekscytacją, że powiedziałem sobie, że muszę tego spróbować. Po prostu znowu chciałem poczuć ten ból. Jestem wariatem sportowym, więc to dyscyplina dla mnie.

Wróciłeś do reżimu treningowego?

Zacząłem co prawda współpracować z trenerem, ale na luźnych zasadach. Przyznaję, że zdarza mi się opuścić trening i nie mam z tym problemu. Robię to już tylko dla siebie, ale w końcu czerpię z tego dużą przyjemność. Sport to teraz moja pasja, ale nie mam na nią zbyt dużo czasu. Z drugiej strony jestem urodzonym sportowcem, więc cieszę się, że mam nowy cel, bo tego potrzebowałem.

Czy to znaczy, że wcześniej sport nie sprawiał ci przyjemności?

Dla mnie bieganie było pracą i to ciężką pracą, po której często z wysiłku nie wiedziałem, jak się nazywam. Wtedy trudno było mówić o jakiejś przyjemności z treningów. Dzisiaj jest inaczej, bo robię to dla zabawy i własnego zdrowia. Naprawdę cieszę się, gdy mam okazję wyjść poruszać się. To nie było normą nawet w trakcie kariery.

W trakcie kariery nie lubiłeś biegania?

Zawsze kochałem sport, żyłem nim całą dobę, ale trening nigdy nie dawał mi takiej przyjemności, jak teraz. Z jednej strony robiłem wszystko, by zdobywać medale, a z drugiej strony przez praktycznie całą karierę odliczałem, kiedy to już się skończy, bo chciałem spróbować czegoś innego. Teraz sport jest sposobem na rozluźnienie i po prostu fajną zabawą.

Co sprawia, że coraz więcej byłych sportowców zaczyna uprawiać sport amatorsko i wraca do niemal codziennych treningów? Tylko w lekkoatletyce do reżimu treningowego po zakończeniu kariery wrócili Sebastian Chmara, Marek Plawgo, Adam Kszczot, Joanna Jóźwik, a teraz ty. Czego wam brakuje?

Ja naprawdę mam szczęśliwe życie i jestem spełnionym sportowcem. Nie muszę nikomu nic udowadniać, bo po karierze nie miałem praktycznie przerwy i od razu zacząłem się realizować na innych płaszczyznach. Wróciłem do sportu dla zdrowia i przyjemności. Po prostu zacząłem czuć, że warto się od czasu do czasu poruszać. Przez te kilka ostatnich lat trochę się zastałem, bo nie miałem motywacji. W czasie kariery przebiegłem kulę ziemską dwa razy i przestało mnie to bawić. Po kilku miesiącach treningów czuję, że lepiej mi się funkcjonuje, lepiej pracuje. Jako sportowiec nigdy tego nie czułem i nie rozumiałem amatorów, którzy zachwalali wpływ sportu na ich życie. Teraz już wiem, co czują.

Jesteś gotowy na pokonanie dystansu połowy Ironmana (1,9 km pływania, 90 km jazdy na rowerze i 21 km biegania) podczas zawodów IRONMAN 70.3 Warsaw?

Mój rekord na rowerze to 53 kilometry, więc chyba jeszcze nie wiem, na co się piszę. Początkowo moje założenia były bardzo ambitne, a mi marzył się wynik w granicach pięciu godzin. Chciałem poddenerwować moich kolegów, czyli Sebastiana Chmarę i Marka Plawgę. Po jakimś czasie zmieniłem cel na pięć i pół godziny, a teraz chciałbym już tylko złamać sześć godzin. Nigdy w życiu nie miałem aż tak długiego wysiłku, a treningi pokazały, że trochę przeszacowałem swoje możliwości. Zwłaszcza jeśli chodzi o jazdę na rowerze.

Rozmawiał Mateusz Puka, WP SportoweFakty

Komentarze (15)
avatar
yes
25.05.2025
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
Reklama dźwignią handlu - hasło z przeszłości.
Dopóki może to do Puki puka... 
avatar
Konrad Wesniuk
25.05.2025
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
Żenada ten poemat 
avatar
Heinrich Naita
25.05.2025
Zgłoś do moderacji
1
0
Odpowiedz
Ja mieszkam za polską granicą, ale nic nie słyszałem to tylko jego reklama w mediach 
avatar
341941
25.05.2025
Zgłoś do moderacji
1
0
Odpowiedz
Nie komentuję. 
avatar
341941
25.05.2025
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
To co ten biznes produkuje,czym handlluje,co to takiego?... 
Zgłoś nielegalne treści