Podczas pierwszej sesji wieczornej (a dziennej w Polsce) na mistrzostwach świata w Tokio o awans do finału zawalczyli tyczkarze. W stawce 36 zawodników znalazł się jeden reprezentant Polski - Piotr Lisek.
33-latek przyleciał do Japonii z wynikiem 5,73 m. Wysokość kwalifikacyjną ustanowiono z kolei na wysokości 5,80 m. Wydawało się jednak, że do awansu może wystarczyć 5,75 m.
ZOBACZ WIDEO: Poruszający moment. Po zawodach chłopiec podszedł do polskiej mistrzyni
Lisek rozpoczął eliminacje od udanej próby na 5,55 m. Bez problemu poradził sobie także z poprzeczką zawieszoną na wysokości 5,70 m. - pokonał ją za pierwszym razem. W kolejnym podejściu zmierzył się z poprawieniem najlepszego rezultatu w sezonie.
Niestety misja się nie powiodła. Wicemistrz świata z 2017 roku trzykrotnie strącił poprzeczkę na wysokość 5,75 m. Awans był możliwy niemalże do samego końca, ale ostatecznie Lisek został sklasyfikowany na trzynastym miejscu - pierwszym niedającym awansu.
W finale nie zobaczymy też m.in. Ernesta Obieny. Awans dało zaliczenie wysokości 5 metrów i 75 centymetrów.
na co liczył , na fuksa i nie wyszło!
Gość bierze kasę od państwa na obozy ,przygotowania itd.
Leci nie za swoje na wycieczkę do Japonii. I co? I nic ,powie że taki jest sport