Płacili za nią 200 tys. zł rocznie. Klaudia Kazimierska spełniła amerykański sen

PAP / Adam Warżawa / Na zdjęciu: Klaudia Kazimierska
PAP / Adam Warżawa / Na zdjęciu: Klaudia Kazimierska

Klaudia Kazimierska zajęła siódme miejsce na mistrzostwach świata w Tokio, bo wyższą szkołę biegania i pewności siebie ukończyła w Stanach Zjednoczonych. - Nie można w siebie wątpić, a to największa wada wielu naszych dziewczyn - mówi.

W tym artykule dowiesz się o:

Kamil Kołsut, korespondencja z Tokio

24-latka decyzję o wyjeździe do Stanów Zjednoczonych podjęła pod koniec 2021 roku. Niedługo później mogła już krzyczeć: "Go, Ducks!", bo wylądowała w Eugene, czyli 200-tysięcznym mieście skrytym w cieniu gór, pośród lasów, gdzie sprawy toczą się leniwie, a rytm codzienności nadaje życie Uniwersytetu Oregon. Taki kierunek to zarówno wyróżnienie, jak i zobowiązanie, skoro tamtejszy stadion Hayward Field jest mekką amerykańskiej lekkiej atletyki.

Kazimierska dostała studia, mieszkanie oraz dostęp do trenerów, fizjoterapeutów, dietetyków. - Policzyłam sobie wszystko i wyszło, że gdybym musiała płacić, rachunek wyniósłby grubo ponad 200 tysięcy złotych rocznie - opowiadała niedawno na łamach WP SportoweFakty. To oznacza, że Amerykanie zainwestowali w nią ponad pół miliona złotych.

Polka zrobiła licencjat z matematyki, odebrała dyplom i podpisała 5-letni kontrakt z Nike. Eugene to także matecznik obuwniczego giganta, bo tam pod koniec lat 50. poznali się jego twórcy Phil Knight oraz Bill Bowerman. Dziś jeden z kampusów nosi imię pierwszego. Drugi ma pomnik pod stadionem. Firma przez lata przeznaczyła na działalność uniwersytetu ponad 1 mld dolarów, a kilkaset milionów pochłonęła niedawno przebudowa stadionu.

ZOBACZ WIDEO: Niesamowita scena podczas spotkania. Dziewczyna podeszła do polskiej mistrzyni

Kazimierska zmieniła wszystko. Trafiła już do galerii sław

Biegaczka z Włocławka rok temu poleciała do Paryża na igrzyska, gdzie zajęła dziesiąte miejsce, a jej nazwisko trafiło do alei sław przy Hayward Field. Teraz poprawiła tamten wynik. Metę biegu na 1500 metrów minęła siódma, była najlepszą z Europejek. Lepsze spośród Polek były tylko Lidia Chojecka (5., 2001), Sofia Ennaoui (2., 2022) i Anna Brzezińska (6., 1995).

Kazimierska mierzy wyżej. Mówi, że wyjazd odmienił jej karierę. - Byłam zrażona, bo długo nie mogłam poprawić rekordu życiowego. Miałam podcięte skrzydła. Potrzebowałam nowego bodźca, a zmiana otoczenia mnie napędziła. Dziś cieszę się z biegania, mam frajdę z treningów. Robię przecież to, co kocham - zapewnia z szerokim uśmiechem, a jej dobra energia się udziela. Sama nie kryje, że próbuje dzielić się tym amerykańskim luzem z kolegami z kadry.

- Nauczyłam się tego w Stanach Zjednoczonych. Kiedyś byłam wręcz smutna, jakby zbyt poważna na swój wiek. Teraz wychodzę na start czy trening i się cieszę. Wiem, że występ na takiej imprezie, jak mistrzostwa świata, to nagroda. Wierzę w siebie, a widzę, że nie wszystkie dziewczyny taką wiarę w sobie mają - wyjaśnia w rozmowie z WP SportoweFakty.

Kiedy w poniedziałek po szóstym miejscu młociarki Anity Włodarczyk jeden z trenerów stwierdził, że "teraz Polsce zostały tylko dwie szanse na medal", myśląc zapewne o Pawle Fajdku i Natalii Bukowieckiej, Kazimierska się oburzyła. - Dlaczego mamy tak do tego podchodzić? Ja przecież też tutaj jestem. A w taktycznym biegu mogłabym walczyć o podium. Zawsze idę na start i chcę wygrywać - tłumaczyła po udanym półfinale.

Dwa dni później została siódmą zawodniczką świata. - To nagroda za decyzje i odważne ruchy, które zrobiłam, a także fajna klamra mojego pierwszego etapu kariery. Amerykanie nauczyli mnie, że limity są tylko w naszych głowach. Trochę mi zabrakło do rekordu Polski, ale dzięki temu mam co gonić w przyszłym roku - deklaruje.

Jej trenerką na uczelni była wicemistrzyni olimpijska z Pekinu w biegu na 10 km Shalane Flanagan. Teraz, już jako absolwentka, trafi po mistrzostwach świata do jednego z trzech teamów treningowych Nike. Dostanie pensję, opiekę fachowców oraz sprzęt. Jej nowym szkoleniowcem zostanie oficjalnie Jerry Schumacher. - Szkoła treningu jest taka sama, ale będzie intensywniej, bo to już dorosła grupa. Cieszę się na nowy bodziec - mówi Kazimierska.

"Czas skończyć z radziecką szkołą". Biegaczki uciekają z Polski

Nie jest jedyną polską lekkoatletką, która studiowała w Stanach Zjednoczonych. Absolwentkami tamtejszych uczelni są także siostry Alicja i Aneta Konieczek. Ta pierwsza była w biegu na 3000 m z przeszkodami czwartą zawodniczką mistrzostw Europy w Monachium (2022). Teraz w Tokio, gdzie mieszka w pokoju z Kazimierską, odpadła w eliminacjach.

Później w strefie wywiadów przyznała, że podczas tegorocznej imprezy widać, jak świat polskim biegaczom ucieka. - Trzeba skończyć z radziecką szkołą treningu. To starodawne podejście. Te metody, które stosują najlepsze grupy w Polsce, pochodzą ze Wschodu. Tak naprawdę Zachód poszedł w technikę i metodykę Ingebrigtsenów. Trenerów należy więc dokształcić, albo wejdzie nowe pokolenie szkoleniowców i dopiero wtedy się wybijemy - uważa Konieczek.

Pewnie ma rację, skoro po odejściu pokolenia Adama Kszczota, Marcina Lewandowskiego, Joanny Jóźwik czy Angeliki Cichockiej polscy średnio- i długodystansowcy zaczęli tracić dystans do świata. Spośród ośmiorga, którzy już biegali w Tokio, na razie do finału awansowała tylko Kazimierska. Maciej Wyderka na 800 metrów pobiegnie w czwartkowym półfinale.

- Jeżeli intuicja podpowiada komuś, żeby czegoś nowego spróbował czy wyjechał, to powinien tak zrobić. My z Alicją próbujemy ludziom to wszystko tłumaczyć, opowiadać. I jeśli ktoś chce dopytać, ma jakieś wątpliwości, to jesteśmy. Jest w Stanach Zjednoczonych naprawdę dużo klubów i szkół, są stypendia. Nie wszędzie są jednak dobrzy ludzie oraz właściwe otoczenie. Trzeba ostrożnie wybrać miejsce. My pomożemy - zapewnia Kazimierska.

Tego, czy kogoś już przekonała, zdradzić nie chce, ale tendencja do szukania rozwiązań poza polskim systemem staje się wśród średniodystansowców widoczna. Pracę w zagranicznych grupach treningowych zaczęły niedawno Angelika Sarna i Sofia Ennaoui, a szkolenie Anny Wielgosz wziął na siebie mąż Marcin, który konsultuje się m.in. z Trevorem Paintnerem.

Dla Kazimierskiej kolejny cel to halowe mistrzostwa świata w Toruniu, ale igła kompasu jej kariery wskazuje inny kierunek. - Przed finałem trener Montgomery powiedział: "Chcesz mieć medal na igrzyskach w Los Angeles, więc jeśli osiągniesz tutaj wynik lepszy, niż w Paryżu, to będzie znak, że się zbliżasz" - mówi. - On i Shalane przekonują mnie, że stanę na podium takiej imprezy. To dodaje wiatru w żagle. Jestem coraz bliżej. Do podium zostały tylko cztery miejsca.

Komentarze (11)
avatar
Maciej Sadowski Maciej Sadowski
18.09.2025
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
I potem mamy takich Marków Jóźwików którzy przez całe życie gadają że sam udział w igrzyskach to sukces.... 
avatar
Janek Wiśniewski
18.09.2025
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
U nas jest za dużo działaczy taka prawda 
avatar
Yollo
18.09.2025
Zgłoś do moderacji
7
3
Odpowiedz
Bez przesady z tym geniuszem amerykańskiej szkoły - o ich potędze w LA stanowią głównie czarnoskórzy, którzy mają lepsze predyspozycje do biegania i skakania niż biali co widać na każdych zawod Czytaj całość
avatar
Robertus Kolakowski
18.09.2025
Zgłoś do moderacji
1
0
Odpowiedz
Co do t.zw. amerykańskiej szkoły biegania? Oni (amerykańscy eksperci) uważają, że każdy niepotrzebny dodatkowy kilometr przebiegnięty oddala cię od sukcesów i zbliża do kontuzji. 
avatar
Robertus Kolakowski
18.09.2025
Zgłoś do moderacji
2
0
Odpowiedz
7. miejsce to tylko początek. Życzę sukcesów! 
Zgłoś nielegalne treści