WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo

Rollercoaster Pawła Wojciechowskiego

- Czuję się najlepiej w życiu - mówi Paweł Wojciechowski, który na początku lipca pobił rekord Polski (5,93) w skoku o tyczce na otwartym stadionie. Powrót do skakania na takim poziomie zajął mu sześć lat.
Tomasz Skrzypczyński
Tomasz Skrzypczyński

To była sensacja. Choć kilka tygodni przed mistrzostwami świata w Daegu Paweł Wojciechowski pobił 23-letni rekord Polski w skoku o tyczce, nie był faworytem koreańskiej imprezy. 29 sierpnia 2011 roku wszedł jednak na szczyt i zdobył złoty medal. To zwiastowało znakomite MŚ dla Biało-Czerwonych i wielką karierę przed 21-latkiem.

Rzeczywistość okazała się inna. Złoty medal Wojciechowskiego okazał się jedynym zdobytym przed Polskę w Daegu, a dla młodego zawodnika był początkiem prawdziwej gehenny. Kolejne lata były bowiem dla niego prawdziwym sprawdzianem charakteru, a w pewnym momencie mało kto wierzył, że zawodnik wróci do światowej czołówki skoku o tyczce.

Wrócił i to w wielkim stylu. 6 lipca na mityngu Diamentowej Ligi w Lozannie Wojciechowski osiągnął najlepszy w historii Polski wynik na otwartym stadionie - 5,93 to jego nowy rekord życiowy i zapowiedź wielkich emocji podczas sierpniowych MŚ w Londynie.

Czy stolica Anglii okaże się dla niego szczęśliwa? Jak dotąd zawodnik nie ma związanych z tym miastem najlepszych wspomnień.

ZOBACZ WIDEO #dziejesie POLADA na straży prawa (WIDEO)

W 2012 roku start na igrzyskach olimpijskich w Londynie zakończył na eliminacjach. Rok później, na mistrzostwa świata w Moskwie nawet nie pojechał. Trzy kolejne lata po Daegu były dla Wojciechowskiego fatalne. Wielki wpływ na jego niepowodzenia miały kontuzje. Naderwanie mięśnia uda, złamanie kości jarzmowej, czy powracające problemy z kręgosłupem nie pomagały w zbudowaniu formy.

Przełom nastąpił w 2014 roku na mistrzostwach Europy w Zurychu, gdy zdobył srebrny medal. Przypomniał o sobie kibicom i udowodnił sam sobie, że może skakać na wysokim poziomie. Rok później pojechał na mistrzostwa świata do Pekinu i znów stanął na podium - tym razem wywalczył brąz wspólnie z Piotrem Liskiem.

I gdy wydawało się, że Wojciechowski na stałe wrócił do światowej czołówki, przyszły igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro. Impreza, do której przygotowywał się przez kilka lat. W Brazylii przeżył jednak ogromne rozczarowanie. Powróciły koszmary z Londynu i swój start zakończył na eliminacjach. - Nie wiem, co się dzieje - mówił wtedy z zaszklonymi oczami reporterowi TVP.

Na szczęście po raz kolejny się nie poddał. Dopisało mu też szczęście - po raz pierwszy od wielu lat przepracował zimę bez żadnej kontuzji. Zbudował formę, której zalążki widzieliśmy już podczas Halowych Mistrzostw Europy w Belgradzie, gdzie skoczył 5,85 i wywalczył brązowy medal.

W sezonie letnim rozkręcał się powoli. Jeszcze w czerwcu na mityngu Janusza Kusocińskiego skakał 5,50. Forma jednak przyszła. W Lozannie pobił rekord Polski na otwartym stadionie. Po pokonaniu 5,93 próbował także przeskoczyć poprzeczkę zawieszoną na 6,03, jednak za każdym razem ją strącał. Jeszcze, bo Wojciechowski jest przekonany, że przeskoczy w tym sezonie magiczną wysokość 6 metrów.

 - Wiem, że to się uda. W Lozannie trochę się zagotowałem po pobiciu rekordu życiowego, następnym razem podejdę do tych prób bardziej skoncentrowany - zapewnił w rozmowie z "Przeglądem Sportowym". - Czuję się teraz najlepiej w życiu - dodał.

Okazja dla pokonania 6 metrów już w najbliższą niedzielę. Na mityngu w Rabacie Wojciechowski wystartuje m.in. obok Piotra Liska, absolutnego rekordzisty Polski z tego sezonu (6,00).

Czy Paweł Wojciechowski przeskoczy w tym sezonie wysokość 6 metrów?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
Inf. własna, Media

Komentarze (0):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.