WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Paweł Fajdek. Bo liczy się sport i dobra zabawa

Kamil Kołsut
Kamil Kołsut

Jest dla pana jak druga matka?

Tak. Mam nawet wrażenie, że czasem przedkładała mnie nad swoją rodzinę. Spędzam z nią bardzo dużo czasu. Zarówno na treningach, jak i poza nimi. Jola wychowywała się z moim tatą, w dzieciństwie byli sąsiadami. W czwartej klasie szkoły podstawowej zaczęła mnie uczyć wuefu i to były lata, kiedy trochę za mną chodziła. Uznała, że nadaję się do rzucania młotem. Namawiała, męczyła, przyjeżdżała do domu i przekonywała ojca. Wreszcie się skusiłem, poszedłem na odczepkę i tak mi się spodobało, że zostałem. Chodziła, chodziła i wychodziła.

Gdyby nie ona, dziś Paweł Fajdek kopałby piłkę w okręgówce?

Nie wyobrażam sobie siebie z tamtego czasu jako piłkarza. Prawdopodobnie pracowałbym z tatą, który jest hydraulikiem oraz budowlańcem. Sam byłem w technikum budowlanym, ale do testów podszedłem z marszu i nie mam papieru. Fach jednak w ręku jest.

Kiedy coś się w domu zepsuje, po fachowca dzwonić nie trzeba, Fajdek naprawi sam?

Zwykle dzwonię po ojca, lubię z nim razem pracować. Postawiliśmy razem dom, wyremontowaliśmy dwa mieszkania. Płytki, panele, drzwi, okna... To jest łatwe. Wszystko da się zrobić.

Jakie zna pan żarty o Pawle Fajdku?

Jeden, o płaceniu złotem w taksówce. Ta historia to najlepsze, co mnie w życiu spotkało. Historia z medalem odbiła się na świecie tak szerokim echem, że stałem się rozpoznawalny jako młociarz. Kiedyś było to dla mnie nie do pomyślenia. Dziś rzadko jeżdżę taksówkami, ale jak już wsiadam, to często kierowcy mnie o to pytają. Nawet za granicą. Kiedyś w Afryce taksówkarz dał mi znać, że za kurs mogę też zapłacić medalem. Świetna historia. Cieszę się, że tak wyszło.

Można się w życiu ustawić, rzucając młotem?

To konkurencja, w której musisz zdobywać medale, żeby się z niej utrzymywać. Patrząc na średnią krajową możemy powiedzieć, że jesteśmy ludźmi zamożnymi. Mamy samochody, mieszkania. Na tle innych sportów w piramidzie wynagrodzeń zajmujemy jednak niskie miejsce. Nie zarabiamy kokosów. To, ile dostają inni, mnie jednak nie interesuje. Komentowanie pensji sportowców uprawiających inne dyscypliny nic mi nie da.

Dzieciakiem był pan przedsiębiorczym.

Szukaliśmy różnych okazji do zarobku. Zawsze starałem się robić tak, żeby mieć pieniądze na lody, chipsy czy oranżadę. Mieliśmy świetne podwórko.

Kłopotów też pan szukał. Trafiła się nawet sprawa w sądzie dla nieletnich.

Byłem w gimnazjum, wyszliśmy z kolegami wcześniej z egzaminu. I uznaliśmy, że byłoby fajnie zablokować komuś samochód. Padło na malutką Toyotę. Ustawiliśmy ją tak, że kilka samochodów musiało odjechać, aby mogła ruszyć. Śmialiśmy się, oglądając całą akcję, a właścicielka auta zaczęła się awanturować. Uznała, że samochód na pewno został uszkodzony, wezwała policję i lawetę. Zaczęło się śledztwo, sprawa trafiła do sądu dla nieletnich. Było nas czterech, jeden z kolegów się "wysypał". Skończyło się na kosztach, mieliśmy do zapłacenia 1800 złotych.

Ojciec w książce mówi o panu: "Paweł do dziś taki jest - duży, ale czasem jeszcze jak dziecko". A to dziecko ma już dziecko. Jak dużo rodzina zmieniła w pana życiu?

Chciałem mieć dziecko już w wieku osiemnastu lat. Nie byłem wówczas na to gotowy, ale wcale bym nie żałował. Dziecko to niesamowite szczęście i motywator. Gdyby nie córka, mógłbym źle skończyć. Pewnie byłbym bardziej dostępny, przyjmował zaproszenia na bankiety, imprezy. Miałbym czas, mogłoby mnie ponieść. Dziś muszę wybierać. Czas poświęcony rodzinie jest cenniejszy od pokazania się w telewizji na drugim końcu Polski. Chyba nie nadaję się na celebrytę. 

Z drugiej strony ma pan tatuaże, kolczyki, oryginalne okulary. Po co ta stylówka?

Przeciętny Kowalski też ma tatuaże, kolczyki i nosi okulary. Ja to lubię. Nie chodzi o wyróżnianie się, po prostu chciałem je mieć. Tatuaże nie są przypadkowe, to jeden wielki projekt, który ma dla mnie znaczenie. A okulary traktuję jak biżuterię. Skoro kobieta może zmieniać torebki, kolczyki czy kapelusze to ja zmieniam okulary.

Podobno miał pan ofertę występu w "Tańcu z gwiazdami".

Podczas bankietu w Teatrze Wielkim podeszła do mnie pani Iwona i zaprosiła do udziału w programie. Brała w nim wówczas udział Monika Pyrek, później przewijali się gdzieś Mariusz Pudzianowski czy Andrzej Gołota. Ja sobie jednak tego nie wyobrażam, choć zdaniem niektórych nieźle tańczę.

Może kiedyś spróbuje pan sił w MMA?

Był taki pomysł. Nie wykluczam, że kiedyś spróbuję. Na razie jednak planuję jeszcze trochę potrenować. Nawet dziesięć lat.

Kiedyś bójka mogła zakończyć pana karierę.

Wszystko działo się po drużynowych mistrzostwach Europy w Lille. Byliśmy na bankiecie. Nagle ktoś krzyknął, że miejscowi - wcale nie rodowici Francuzi, raczej imigranci - przed lokalem zaczepiają nasze koleżanki. Ruszyliśmy na pomoc. Doszło do starcia, jeden z nich skoczył mi na nogę. Kolano się wygięło, poczułem niesamowity ból. W ciągu pół godziny przez opuchliznę zwiększyło się dwukrotnie. Pierwsza diagnoza: zerwane więzadło i nie wiadomo, co jeszcze. Wydawało mi się, że to może być koniec kariery, nagle stracę wszystko. Następnego dnia wszystko zaczęło wracać do normy. Minęło kilka dni i wygrałem zawody w Ostrawie.

Dziesięć lat temu sam zastanawiał się pan nad rzuceniem sportu.

Dostawałem stypendium z miasta, jakieś 70 złotych. Byłem wówczas medalistą mistrzostw Polski, w niektórych miastach za takie osiągnięcia ludzie dostawali nawet dziesięć razy tyle. A ja to wsparcie straciłem. Nie chciałem brać pieniędzy od rodziców i powiedziałem sobie: szukamy sponsora, zmieniamy klub albo koniec z tym. Wreszcie zgłosił się Agros Zamość. Dostałem od nich 800 złotych miesięcznie. Wreszcie było mnie stać na buty, sprzęt, suplementy, lepsze jedzenie. Te kwoty później rosły, zainwestowali we mnie ogromne pieniądze. Na stare lata będę chciał wrócić do mojego ULKS-u Zielony Dąb, którego jestem prezesem. Najpierw chcę jednak zdobyć medal igrzysk w barwach Agrosu. Jestem im bardzo wdzięczny.

Paweł Fajdek zostanie w Tokio mistrzem olimpijskim, bo...?

Bo ile można czekać? Do trzech razy sztuka.

Autor na Twitterze:

ZOBACZ WIDEO: Para polskich wspinaczy zdominowała MŚ. "Niesamowite! Do tej pory przechodzi mnie dreszcz"

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (3):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • Allez 0
    Gdybys sobie zadal trud i przeczytal chociaz pierwsze zdania
    a nie tylko tytul,
    wiedzialbys, ze to jest wywiad.
    Wywiad z czolowym polskim lekkoatleta, dwukrotnym mistrzem swiata
    na "SPORTOWYCH Faktach" nie dziwi.
    Gdybys sobie zadal trud i przeczytal caly tekst,
    wiedzialbys , ze bylo warto.
    ggdd Aha... Czyli to reklama książki? Nie byłoby przyzwoiciej od razu to napisać? Ale gdzież tam z Kosłutem i podobnymi pismakami mówić o przyzwoitości...
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Jurij Gagarin 0
    Zawsze możesz nie wchodzić na tę stronę?
    ggdd Aha... Czyli to reklama książki? Nie byłoby przyzwoiciej od razu to napisać? Ale gdzież tam z Kosłutem i podobnymi pismakami mówić o przyzwoitości...
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • ggdd 3
    Aha... Czyli to reklama książki?
    Nie byłoby przyzwoiciej od razu to napisać?
    Ale gdzież tam z Kosłutem i podobnymi pismakami mówić o przyzwoitości...
    [ 2 komentarze w tej dyskusji ] Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (3)
Pokaż więcej komentarzy (3)
Pokaż więcej komentarzy (3)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×