Andżelika Wójcik w swoim dorobku ma już cztery medale mistrzostw świata w łyżwiarstwie, a wszystkie wywalczone w rywalizacji drużynowej. Podczas zbliżających się igrzysk w Mediolanie-Cortinie będzie jedną z większych nadziei naszej ekipy na medal w rywalizacji indywidualnej na dystansie sprinterskim. Ten sezon rozpoczął się jednak dla niej pechowo, ale ona sama wierzy, że uda się nawiązać do znakomitych wyników z minionej zimy, gdy czterokrotnie stawała na podium zawodów Pucharu Świata.
O zawodniczce było głośno już cztery lata temu, ale nie tylko z powodu dobrych wyników, ale także groźnego schorzenia przerostu bakterii jelita cienkiego (SIBO) i przerostu metanogenów jelita grubego (IMO). Jeszcze rok temu było spore ryzyko, że nigdy nie uda jej się wrócić do najwyższej dyspozycji.
Ten rok ma być jednak historyczny dla reprezentacji Polski w łyżwiarstwie szybkim. Większość naszych kadrowiczów zaprezentuje się na lodzie po raz pierwszy w tym sezonie już 23-26 października podczas mistrzostw Polski w Tomaszowie Mazowieckim.
ZOBACZ WIDEO: Dostał przelew od ministerstwa. Aż zadzwonił, czy to na pewno ta kwota
Mateusz Puka, WP SportoweFakty: Przed igrzyskami w Pekinie w 2022 roku zaczęłaś zmagać się z bardzo poważnymi schorzeniami jelitowymi, a ten sezon olimpijski też zaczął się dla ciebie kiepsko. Co się stało?
Andżelika Wójcik, wicemistrzyni Pucharu Świata w łyżwiarstwie szybkim: Od początku sezonu przygotowawczego zmagam się z przeciążeniem kolana. Przez miesiąc nie mogłam trenować i tylko się rehabilitowałam. Bardzo mocno to przeżyłam. Na początku zostałam z tym sama i mentalnie było trudno. Szukałam w Polsce najlepszych specjalistów i ciągle zadawałam sobie pytania: "ile czasu stracę?", "czy w tym sezonie będę w stanie wrócić do optymalnej liczby treningów?". Na żadne z nich nie było odpowiedzi. Mentalnie to bardzo bolało. Czułam, że ktoś położył mi ogromną kłodę na drodze do sukcesu, a ja nie jestem sobie w stanie poradzić z tą przeszkodą.
Teraz wszystko jest już w porządku?
Przez większość okresu przygotowawczego nie mogłam trenować na sto procent, a raczej na 85 procent. Na szczęście wydaje mi się, że to wystarczy, by przygotować się do ścigania o najwyższe cele. Można mówić, że to magia, ale naprawdę mądrze dobieramy obciążenia.
Urazu doznałaś podczas zgrupowania w Hiszpanii. Od razu wiedziałaś, że jest źle?
Ćwiczyłam z bólem, bo byłam tak zmęczona i tak bardzo bolało mnie całe ciało, że ból kolana był stłumiony przez inne bóle. Wydawał mi się wtedy zupełnie nieistotny. Dopiero gdy wróciliśmy do Polski, kolano zaczęło boleć tak, że nie dało się trenować. Aż do połowy lipca musiałam sobie zrobić przerwę w treningach. To wszystko wyzwoliło we mnie głód ciężkiej pracy, który teraz wykorzystuję. Wszystko robimy jednak z głową.
Było aż tak źle?
Staw kolanowy był rozsadzony płynami od środka, rzepka przeskakiwała na boki. Miałam problem z chodzeniem po schodach. To był sygnał, którego nie dało się zlekceważyć.
Znowu coś złego przytrafia ci się przed igrzyskami…
Staram się nie łączyć tych dwóch przypadków. Przed Pekinem miałam zerowe doświadczenie w radzeniu sobie w trudnych sytuacjach. Teraz dojrzałam i nauczyłam się pokory i bardziej rozumiem siebie. Już wiem, że w sporcie bardzo liczy się luz i nawet gdy przychodzi fatalna wiadomość, to trzeba się uśmiechnąć do losu.
Przed Pekinem zmagałaś się z dolegliwością, która paraliżowała całe twoje życie.
W końcu mogę o tym mówić z uśmiechem, bo wiem, że to jest za mną. Walczyłam z dysbiozą jelitową prawie trzy lata, próbowałam praktycznie wszystkiego i dziś sama mogłabym chyba udzielać porad dla osób z problemami jelitowymi.
Jak udało się rozwiązać ten problem?
Trafiłam na świetnego specjalistę, który powiedział, że skoro leczę się od trzech lat i nie ma efektów, to trzeba spojrzeć na to głębiej. Zrobiliśmy badanie moczu pod kątem metabolitów. W Europie takie testy nie są jeszcze na najwyższym poziomie, więc próbkę wysłałam aż do USA. Po kilku tygodniach dostałam wyniki. To była rewolucja w leczeniu.
Już wcześniej mówiłaś, że walką z tą chorobą była męką. Aż tak źle to wspominasz?
Brałam mnóstwo eubiotyków, by wybić nadmierną florę jelitową. Stosowałam ścisłą dietę dla osób z moją przypadłością. Jakimś cudem to jednak cały czas okazywało się niewystarczające. Traciłam mnóstwo energii, musiałam spać w trakcie dnia i czułam się, jakby ktoś przypiął mi kulę do nogi. Byłam cała obolała, nie mogłam normalnie jeść, nie miałam apetytu.
A teraz jak wygląda twoje życie?
Na ten moment nie mogę jeść laktozy i glutenu. Funkcjonuję jednak zupełnie normalnie. Wróciła radość z życia, a do posiłków w końcu siadam z przyjemnością. Jeszcze niedawno bałam się jedzenia, bo po nim zawsze czułam się znacznie gorzej.
Czy restrykcyjna dieta stanowi duży problem podczas ciągłych wyjazdów?
W domu mam dietę pudełkową dopasowaną do moich potrzeb. Na zgrupowaniach zwykle gotuję sobie sama. Czasami wystarcza jednak wziąć ze sobą parę kilogramów kasz i makaronów bezglutenowych, płatki owsiane i stosować to jako dodatek do jedzenia hotelowego. Mięso mogę jeść bez problemu.
To chyba bardzo utrudnia twoje życie.
Bywa to uciążliwe, ale taki sam problem mają inni ludzie, zmagający się z podobnymi schorzeniami. Moja sytuacja jest o tyle specyficzna, że jeśli tylko zaczęłabym się źle odżywiać, to praktycznie od razu zobaczę efekty w postaci dużo słabszych wyników. Osoby, które nie trenują wyczynowo, po prostu gorzej się będą czuły.
Gdybyś zjadła kawałek pizzy, to jutro nie byłabyś w stanie trenować?
Teraz to już tak nie działa, ale wcześniej faktycznie ból brzucha bywał nie do wytrzymania.
Jak wspominasz poprzedni sezon? Z jednej strony zajęłaś drugie miejsce w klasyfikacji końcowej Pucharu Świata, ale pozycję liderki cyklu straciłaś dopiero podczas ostatnich zawodów
Absolutnie nie traktuję tego jako porażki. Przegrałam co prawda z Erin Jackson, ale to nie wstyd, bo mówimy o światowym fenomenie. Zaczęła trenować łyżwiarstwo szybkie dopiero w 2016 roku, a po czterech miesiącach zdobyła kwalifikację na igrzyska olimpijskie. Po sześciu latach została mistrzynią olimpijską. Drugi miejsce w PŚ jest sukcesem. Dodatkowo zajęłam siódme miejsca na mistrzostwach świata, a to mój najlepszy wynik w karierze.
Czy zdajesz sobie sprawę, że jesteś jedną z większych nadziei medalowych naszej reprezentacji podczas igrzysk w Mediolanie-Cortinie?
Nie nakładam na siebie presji, bo wiem, że w sprincie mogę zdobyć medal, ale równie dobrze zająć 10. miejsce. Widzę jednak, że jako reprezentacja idziemy mocno do przodu i sama jestem zaskoczona, jak dobrze to działa. Każdy z nas chce walczyć o najwyższe cele.
Rozmawiał Mateusz Puka, dziennikarz WP SportoweFakty